Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

czym są grzyby?

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
2,3g suszu
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
wolny wieczór, nikogo w domu, chęć poznania "co siedzi w grzybach"
Wiek:
29 lat
Doświadczenie:
mj, alkohol, leki nasenne, grzyby, dxm

raporty tbanan

czym są grzyby?

 

Grzybów próbowałem już kilkukrotnie, zawsze w towarzystwie i w dawkach między 1.7g a 2.0g. Odczucia zawsze jak najbardziej pozytywne – dużo śmiechu, luzu i otwartości, kolorki i wizualne – standard przy tych typowo towarzyskich dawkach. Poprzednie tripy, szczególnie dwa ostanie, które odbyły się w trochę większym alkoholowo-gandziowo-trzeźwym towarzystwie były fajne, ale abstrakcyjne myśli rozmywały się na skutek konieczności skupienia się na rozmowach i interakcji z otoczeniem. Czułem, że nie wykorzystuję w pełni potencjału magicznych kapeluszy. Czas ich oswajania się chyba skończył, więc podnosimy lekko poprzeczkę.

Tak więc tym razem, z czystej ciekawości i z powodu wyraźnego niedosytu po ostatniej „podróży”, postanowiłem „wyciągnąć”  z nich trochę więcej i wszamać w samotności większą szczyptę. Odmierzyłem 2,3g suszonych kambodżianów (psilocybe cubensis „cambodgian”), pokruszyłem (żeby zminimalizować nieprzyjemne efekty ciężkostrawności), zalałem gorącym kubkiem i pochłonąłem. Czekamy na efekty – pokażcie mi grzyby co w was siedzi, zaskoczcie mnie w końcu! Po godzinie zaczęło się ładować, początek jak zwykle standardowy – lekki ból brzucha, zwiększona aktywność ruchowa, kolory stają się bardziej jaskrawe i żywe. Wychodzę na balkon i oglądam zachód słońca. Perspektywa jest nieco zmieniona, uwagę przyciągają w szczególności chmury i gra świateł. Grzyby działają „falowo”, cała podróż przypomina sinusoidę nasilających się i słabnących efektów. Pierwszą falę wstępną mamy już więc za sobą. Korzystając z chwili trzeźwości idę do kuchni się nawodnić. Po powrocie na balkon czuję lekkie fizyczne osłabienie, coś jakby ból nóg po dłuższym spacerze. Rozwalam się na leżaku i patrzę w niebo. Na tym etapie fazy zaczynają się już pojawiać bardziej wyraźne wizuale, takie jak geometryczne, kalejdoskopowe wzory, kształty twarzy i zwierząt układające się z chmur. Przypominają maski i pomarszczone gęby goblinów, starców, dzieci… Ogólnie nic nowego, czuję, że mogę to kontrolować i bawię się tym. W pewnym momencie zauważam nałożony na chmury hologram (można to porównać do efektu pamięciowego jaki pozostaje nam przed oczami po wpatrywaniu się np. w zapaloną żarówkę), kształtem przypominający elfa w szpiczastym kapeluszu. W tym momencie przypominam sobie, że wiele osób widzi na grzybowych jazdach małe, śmiejące się elfy i już wiem o co chodzi. Pamiętam też, że one się śmieją, ale z nas!

Czym są więc grzyby? Małymi, złośliwymi chochlikami, które wciągają cię w swoją zabawę.

Faza chwilowo obniża swój lot, wstaję z leżaka i oglądam okolicę. Skupiam się tym razem na spacerujących po chodnikach ludziach – do jednych czuję sympatię (sąsiedzi), do innych niechęć, jeszcze inni mnie śmieszą. Stoję tak przez kilka minut z bananem na gębie i stwierdzam, że czas zejść z widoku publicznego, bo zaczyna się robić coraz dziwniej. Znowu czuję ciężkość i postanawiam walnąć się na wyro. Leżąc oglądam ścianę i pojawiające się na niej symetryczne układy linii i pajęczyn. Wygląda jakby była pokryta jakąś przezroczystą powłoką, na której pojawiają się te wszystkie konstelacje. Zakładam na uszy słuchawki i postanawiam posłuchać muzyki (Infected Mushroom), jednak po 5 minutach wyłączam, bo czuję, że to muzyka zaczyna kierować moim tripem i sterować doznaniami zagłuszając moje własne wrażenia – wprowadza to pewnego rodzaju chaos. Zdejmuję słuchawki i zamykam oczy. Czuję, że gałki oczne zaczynają latać na boki, jak przy fazie REM. Przed oczami pojawiają się niezwykle wyraźne rzeki fraktali – bardzo abstrakcyjne, rysunkowe kształty. Podziwiam je przez chwile, zastanawiając się jednocześnie czy jest w tym coś głębszego. Odpowiedź przychodzi niemal natychmiast. To wszystko jest energią tworzącą świat i organizmy.

Czym są grzyby? Esencją natury.

Płynące fraktale stają się coraz mniejsze i zaczynają układać się w płynące linie, które tworzą bardziej skomplikowane kształty: owadów, jaszczurek, traw, ptaków – wszystkie one mają więc ten sam budulec. Z rzek fraktali wyłania się trójwymiarowy, obracający się grzyb. Oglądam go ze wszystkich stron, jest hiperrealistyczny, jak grafika komputerowa z ogromną ilością detali i w najlepszej rozdzielczości. Właściwie to wygląda jak rzeczywisty, żywy, rysunkowy organizm. Wizualne zaczynają powoli słabnąć, a ja otwieram oczy. Chodząc po mieszkaniu rozmyślam o tym co oglądałem i korzystam z chwilowo osłabionej fazy żeby rzucić „inne spojrzenie” na obrazy, plakaty i grafiki w domu. Odpalam stojącą na biurku lava-lampę, na pewno się przyda ;). Umysł struty grzybami poszukuje w obrazach wyraźnej symetrii, przeważnie na siłę (bo zazwyczaj jej tam nie ma). Oj, grzyby, wszystko upraszczacie. A może to ja wszystko komplikuję? Wzrok mam trochę mętny, jakby obraz był nieostry, ale świadomość jest poszerzona. Myśli są bardziej abstrakcyjne, a przyziemne rzeczy wydają się niedorzeczne, banalne i mało istotne. Dziwne, nietypowe zamotanie, które narasta. Słyszę jakiś łomot za oknem, trochę się przestraszyłem, ale po prostu ktoś wyrzucił butelki do kontenera. Paranoja? Chwilowo chyba lekka. Wizuale jakby ustępują i zaczyna się filozofowanie. O sobie, emocjach, o życiu (nie będę wchodził w szczegóły). Rozmyślam tak jakieś dobre 40 min, leżąc na łóżku i wpatrując się w rozgrzewający się w lava-lampie wosk. Przybiera on kształt embrionów i zdeformowanych twarzy budząc chwilami lęk przechodzący stopniowo w ciekawość i w wesołość.

Czym są grzyby? Nauczycielem.

Ale będącym wielkim indywidualistą i posiadającym zdecydowanie „niekonwencjonalne metody nauczania” ;). Na początku zapraszają do gry – zbierasz te wszystkie błyskotki i idziesz dalej i dalej, zatracając się w zabawie. Jak dziecko w sklepie z zabawkami. Po chwili jednak orientujesz się, że się zgubiłeś, robi się ciemno, a sklep zamykają. I co teraz? Trzeba jakoś wytrwać samemu do rana. Po pierwszym, rozrywkowym etapie zaczyna się robić po prostu trochę mrocznie, czuć lekkie zagubienie i zamotanie. Przy znacznie większych dawkach zatracenie ego jest z pewnością bardziej zaakcentowane, ja miałem tego tylko przedsmak. W tym stanie myśli zaczynają odwoływać się do podstawowych emocji przedstawiając ich dualizm poprzez płynne przechodzenie od strachu do ciekawości, od smutku do radości itp. Pozornie banalne mądrości życiowe mają głębokie znaczenie i nabierają głębszej wartości. Co ciekawe, przez cały czas ma się przeświadczenie, że to TY sam kontrolujesz tripa i że wszystkie filozoficzne spostrzeżenia pochodzą właśnie od ciebie samego (bo w istocie pochodzą, na co dzień pewnie się nimi kierujesz, tylko że zwyczajnie ich nie uzewnętrzniasz i nie nazywasz po imieniu). Grzyby wpadły, zamieszały ci w kotle i, jak to na złośliwe elfy przystało, porozrzucały wszystko, a ty musisz sam to poukładać, zaczynając od siebie, a kończąc na otoczeniu. Niewątpliwie, jest to świetny rodzaj medytacji pozwalający na skupienie się na tym, o czym na co dzień zapominamy.

Cała podróż trwała około 3,5 – 4 godzin, stopniowo słabnąc i pozostawiając po sobie świeżość umysłu i zadowolenie z siebie i z życia. Sen przyszedł po jakichś 3 godzinach obracania się w wyrze i rozmyślania nad tripem.

Czym są grzyby? Wszystkim, co jest związane z TYM światem, jego esencją. Mają nam przypominać kim i po co tu jesteśmy. Bo mamy tendencję do zapominania.

Ocena: 

Odpowiedzi

Ciekawa, prosta i przyjemna forma. Jednak zawsze bede powtarzala, ze prawdziwy grzybowy potecjal mozna najlatwiej wygrzebac bedac zagrzebanym w sciolce lesnej, tylko i wylacznie. Jedzac grzyby przyjsc w gosci do ich domu - na lono natury. Moj pierwszy trip grzybowy zaczal sie przed sklepem ´zabka´ od przytlaczajacego absurdu kostki brukowej, im wyzej podnosilam wzrok, tym bardziej sie smialam. Apogeum osiagnelam na wysokosci ludzkiej twarzy :P Wsrod drzew wiekszy spokoj, one nie mowia i nie wyrzucaja butelek do kontenera z glosnym ´jebut´. Pozdrawiam i zycze owocnego grzebania w sobie :D

"W pewnym momencie zauważam nałożony na chmury hologram (można to porównać do efektu pamięciowego jaki pozostaje nam przed oczami po wpatrywaniu się np. w zapaloną żarówkę)"

O tak, właśnie te "hologramy" to dla mnie prawdziwe wizuale. Prawdziwe OEV/CEV właśnie tak działają (wg mnie). Wyginanie, zmiana kolorów, fraktalki etc to tylko zaburzenie percepcji.

 

Z tą "fazą REM" to miewałem podobnie przy lsd i 2c-e, na grzybach raczej byłem spokojny. 

 

Ogólnie niezły raport. Trzeba będzie odkurzyć stare łyse :D 

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media