Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

czarodziejski ogród ;-)

detale

raporty unknown

czarodziejski ogród ;-)


Ach, ten bieluń... Rósł sobie spokojniutko w ogródku babci kumpla :-D Taki motyw: staruszka zasiała pół ogródka krzakami bielunia, wyrosły jej pięknie,duże, dorodne... "krzewy ozdobne" ;-) Najpierw były opowieści znajomych ("nie będziesz wiedzieć, że widelec to widelec" - mniej więcej takie), później samodzielne oględziny; najbardziej z tego wszystkiego nie podobał mi się zapach, a poza tym trochę się pokłułam o torebki, w których znajdują się nasiona... No i kompletna nieznajomość tematu; nie wiedziałam nic oprócz tego, że roślinka wywoła upragnione haluny. Ale zdecydować się nie mogłam... Więc pomógł przypadek: po imprezce z paroma piwkami wracałam spokojniutko do domciu, zadowolona i odprężona; szłam z kumpelą, miałam u niej nocować. Patrzymy - domek, ogródek, bieluń w blasku księżyca (dosłownie!) i kumpel przy furtce. Więc pytam: użycz paru listków, zobaczymy co to warte. Na marginesie: wszyscy piszecie, że spożywaliście nasiona. Biorąc się za bielunia nie miałam kompletnego pojęcia "z czym to się je". To było ponad rok temu... Kumpel zerwał parę liści i mówi: uważaj, to naprawdę mocne. No to ja myk do domu i nadgryzam listka... nie jadłam nic równie gorzkiego! :-P Mówię więc do dziewczyny: przynieś coś, przecież tego zjeść się nie da. Więc ona przyniosła sałatkę warzywną :-D Taką w majonezie. I ja te liście w sałatkę włożyłam ;-) I zjadłam bohatersko. Dziś już nie powiem, ile liści zjadłam, coś koło pięciu. Ta dziewczyna zjadła mniej. Położyłyśmy się zaraz spać i przespałyśmy słodko do rana...



Rano budzę się i... NIE MOGĘ WSTAĆ. Lekki paraliż. Wszystko odmówiło posłuszeństwa: ręce, nogi, głowa. W sumie w tamtej chwili mnie to tak jakoś mało obeszło. Zasypiałam co parę sekund, a może zresztą nie zasypiałam? Kto wie? W każdym razie kumpela też wstała z trudem, ale jednak była całkiem przytomna, zrobiła śniadanie i poradziła sobie z różnymi skomplikowanymi sprawami jak umycie zębów czy uczesanie się itp. ;-) W którymś momencie otwieram oczy i widzę ją w drzwiach - kłopot w tym,że dziewczyna jest w kuchni i woła do mnie, czy chcę jajko na śniadanie... a ja ją widzę w drzwiach od pokoju, stoi i patrzy. Ja leżę i jestem zdezorientowana. Później jakoś wstaję i dowlekam się do łazienki,łażę z trudem i ledwo mówię, ale jest jeszcze spox. Swoją drogą, jacy jej rodzice są niezorientowani, przesiedziałam u nich w domu cały dzień w koszmarnym stanie, a oni NIC. Kompletnie NIC. Oczywiście śniadania w sumie nie zjadam, co parę chwil jakbym "zasypiała", po prostu urywa mi się film na tej kanapie... Przychodzi druga kumpela i tak siedzimy we trzy przed telewizorem,z tą różnicą,że one patrzą na mnie lekko przerażone... Mam to gdzieś. Momentalnie przenoszę się do lasu(!!) i to już jest koniec, zero kontaktu z tym pokojem i z tymi ludźmi, jestem w lesie, szumią drzewa (sosny? w każdym razie iglaste), a ja siedzę na ściółce leśnej, na igłach i ziemi, pachnie lasem, ptaki, niebo... Jest cudownie. Z późniejszej relacji tych dziewczyn wynikło, że cały czas strącałam z nich... mrówki(?!). Kompletnie tego nie pamiętam. Wydaje mi się, że palę papierosa, więc pytam je, czy im to nie przeszkadza; później zdaję sobie sprawę, że coś jest nie tak,przecież jestem w pokoju - nie - jestem w lesie - kurde - nie wiem, gdzie jestem - pytam, czy jej rodzice nie mają nic przeciwko temu, że palę w domu - patrzę na swoją rękę,ale nie mam w niej papierosa - ale przecież mam! - czuję go w palcach... Jestem w lesie. Kumpela jest przestraszona i przynosi mi herbatę... To był błąd. Zupełnie straciłam wszystkie odruchy warunkowe... Kiedy wypiłam łyk herbaty, nie potrafiłam przełknąć... Zaczęłam się momentalnie krztusić, później zaczęłam wymiotować, prosto na dywan... Dobiegam do łazienki. I nie potrafię wymiotować! Nigdy w życiu się nie dusiłam, ale w tamtej chwili nie mogłam złapać oddechu nad umywalką... Myślałam, że po prostu się uduszę, zwyczajnie im zejdę, a oni nawet nie będą wiedzieć, co się dzieje, tylko wciąż oglądać telewizję za moimi plecami... Charczę i próbuję złapać oddech... A później coś puściło. I mogłam oddychać.



Patrzę na siebie w lustrze i płaczę, czerwona, wystraszona. Gadam do siebie, że już nigdy w życiu, już nic więcej, ale żeby już przeszło...



Wracam do pokoju. Jest lepiej. Kimam na kanapie dopóki nie przychodzi pora odjazdu do domu... Wychodzę z kumpelą na stopa. Nie wiem, jak tam doszłyśmy [w sumie jak ja doszłam]. "Budzę się" na poboczu, siedzę w trawie i widzę asfalt - nie! to przecież piasek. PIASEK PUSTYNI. O kurde. To jest moment, te falujące wydmy. Za chwilę zatrzymuje się samochód i jedziemy. Docieram do domu. Matka w drzwiach. W sumie nie pamiętam, o czym z nią rozmawiałam. Było mi lekko i niesamowicie kolorowo. Mama wychodzi do pracy, ale przedtem przynosi mi śliwki na talerzyku. Śliwkom wyrastają nóżki i rączki - cieniutkie jak zapałki. Pełzają po talerzu, wiem, że są ślepe... Nie potrafię ich zjeść. Idę do łazienki. Na suszarce wisi sukienka, czarna, w czerwone kwiaty. Ale przecież to nie są kwiaty! Nie wiem, ile czasu przestałam w tej łazience. Na sukience, jak w telewizji, przewijały się szybko różne obrazy, stałam zafascynowana... Pamiętam, że ktoś tańczył walca(???). Na końcu pojawił się ogromny, wykrzywiony pysk. Diabeł. Uciekłam z łazienki. Bałam się spojrzeć w lustro. Wróciłam do pokoju, śliwki na talerzu spokojnie śpią. Zasnęłam i ja.



Koniec:-)



Co mi to w sumie dało? Sentyment do halunów ;-) Ktoś mi później powiedział, że miałam szczęście - że mnie nie sparaliżowało. Okazało się, że mało kto umie człowiekowi pomóc, kiedy coś złego się dzieje (ale to taka prywatna refleksja). Bielunia nie wzięłam po raz drugi. To było dawno... choć babcia kumpla nadal ma pełen ogródek krzaczków :-) Do dzisiaj się zastanawiam, dlaczego tylko ja miałam trip, a tamta dziewczyna prócz dolegliwości typowo fizycznych (ociężałość, kłopoty z poruszaniem się itp.). Nic nie czuła? Być może jestem po prostu mało odporna. Poza tym jestem osobą dość szczupłą... Ale dzisiaj wolę inne rzeczy ;-D

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media