Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

byłem nigdzie albo mnie nie było

detale

raporty unknown

byłem nigdzie albo mnie nie było

Salvia divinorum – suszone liście – Pierwszy raz


Doświadczenie ogółem – mj,LSD, amfa, psylo, etanol(zaawansowany)


Sprzęt : własnej roboty faja wodna bez rurki – pionowa , palnik na propan-butan z butlą (do lutowania rur)





Już nie mogłem się doczekać kiedy w końcu wyruszymy: experymentatorzy (ja , kolega i jego brat) oraz opiekunowie(moja dziewczyna i koleś). Jako miejsce akcji wybraliśmy sobie las , konkretnie górę w lesie , tak żeby żaden wścibski jegomość nas nieprzyuważył. Bo wyglądaliśmy lekko dziwnie z butlą gazową z palnikiem i bongiem w lesie ;). Tak czy inaczej usiedliśmy sobie w kółko i zaczęliśmy zawody. Ja jako prowokator całej imprezy postanowiłem rozpocząć. Nałożyłem do cybucha ( ?18mm x 10mm zrobionego z końcówki od kranu) tyle liści ile wlezie. Kolega obsługiwał palnik. I tu zaczął się problem - płomień z palnika był tak mocny ,że wydmuchiwał część szałwi z cybucha. No ale cóż ciągnąłem ile wlezie . Dym był przyjemny , schłodzony – miodzio. Nałożyłem szybko kolejną partię i wziąłem takiego bucha że aż sam się wystraszyłem . Trzymałem w płucach chyba z 10 sek .i wypuściłem . Już chciałem kolejnego nakładać kiedy nagle poczułem coś dziwnego – nie mogłem ruszyć ręką . Jakoś wszystko bardzo powoli się działo i szybko zarazem . Pamiętam , że świat nagle zrobił się ciemno-pomarańczowy i jakaś siła ciągnęła mnie do tyłu . Chyba zakryłem się nogami , moja głowa dalej chciała opadać , ale ja już dawno leżałem na bucie kolegi z głową odchyloną maxymalnie do tyłu. Chyba odpadłem. Nie mogłem się ruszać i mnie po prostu chyba nie było. Nie to że gdzieś się przeniosłem czy coś , po prostu byłem NIGDZIE albo mnie w ogóle nie było ?! Wiem ,że było mi dobrze . Uczucie opadania było niesamowite ale niestety za krótkie. Próbowałem otworzyć oczy , przychodziło to z trudem , kiedy już się ocknąłem ledwo doczołgałem się do mojej dziewczyny ponieważ stwierdziłem ,że będzie ona wygodniejszą i milszą poduszką niż but kolegi. Leżałem tak jeszcze z 2 min dochodząc do siebie i zastanawiając się co tak naprawdę się stało – bo było to tak szybkie i silne wejście w fazę jakiej jeszcze nie miałem . Ogólnie całej akcji towarzyszył śmiech. Było nam wszystkim naprawdę wesoło . Trochę to przypominało początki palenia mj. Mój kolega stwierdził , że jest to sprzęt do leżakowania. Hm .. W sumie ich trochę mniej wzięło niż mnie . Ciężko jest mi ogarnąć to co się stało naprawdę . Wiem jednak ,że popełniliśmy kilka technicznych błędów: 1. Palnik musi mieć mniejszy power , żeby nie wydmuchiwał stuff’u . 2. Większy cybuch – żeby nie tracić czas na ładowanie. 3. Dwie osoby są potrzebne do obsługi

Jednej imprezy : Ogniomistrz i ładowacz. Ogniomistrz i ładowacz obsługują po kolei wszystkich salvibiorców i pilnuja aby przyjęli oni jak najwięcej dymu w jak najkrótszym czasie. (ewentualnie może być to jedna sprawna osoba) .

Ogólnie czuję pewien niedosyt – tak jak bym tylko powąchał super żarcie ale go nie ugryzł. Salvia ma potencjał i myślę ,że następnym razem spróbuję extrakt x 5. Oczywiście następnym po tym który będzie w Boże Ciało ;) Wypróbuję metody z ładowaczem , ogniomistrzem i lepszym palnikiem. Wziąłem tylko 2 buchy , myslę , że jak zdąże 4 to będzie dobrze. Opisze jak było

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media