Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

3-mmc - pierwsza, świadoma przygoda z rc.

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
Oral - 250; sniff - 100. Potem podkusiło nas dorzucić bombkę ok. 250mg i 100 mg sniffa. Łącznie 700 mg na osobę. Mierzone na oko. Waga ja - 73 , towarzysz - 79 kg.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Nastawienie pozytywne. Po towar do rodzinnego miasta - łącznie 2h drogi. Trochę się jednak cykam i źle mi z myślą, że złamałem kolejną granice jaką sobie ustawiłem - nie tykać RC. Feta to miał być mój ten "najgorszy" drug z mojej listy używek. I miałem zostać przy "tradycyjnych" i aptecznych okazjonalnie.
Wiek:
21 lat
Doświadczenie:
Tytoń, alkohol, marihuana, kodeina, zolpidem, lorazepam, DXM, amfetamina, nieświadomie AM-2201.

3-mmc - pierwsza, świadoma przygoda z rc.

Często zarzucając fetę wieczorem, bo clearhead świetnie mi się sprawdza w pracy naszła mnie ochota na białe. Właściwie moją drugą połówkę. On jest strasznie podatny na uzależnienia więc muszę trzymać rękę na pulsie. No, ale jak już mu zmotam to jak tu nie skorzystać? Ale moje obydwa źródła przez dwa dni puste. Po przetrzepaniu forum i biciu się z myślami porzuciłem moje postanowienie o nie tykaniu substytutów tradycyjnych dragów i bum - mam RC. Czyli sięgamy coraz głębiej. Nie dobrze.

Dwa dni czekania, dzwoni - "Mam. Wpadaj". No to jadę. Godzina autem i jestem. Wracam, otwieram - 5g potężnych kryształów metafedronu. To jest większe od kostki do gry, ba, nawet rzekłbym, że trzy kostki. Nigdzie nie mogłem dostać wagi jubilerskiej, a moja kuchenna do niczego się nie nadaje. Obawiałem się wałka ze strony Vendora więc czekałem z wagą aż sprawdzę paczkę. Towar mam i co? Mam czekać następne dwa dni na wagę? Ni uja. Rozgniatam na drobno i robię płaski kwadrat. Jedziemy metodą pół na pół i tak do ustalonej dawki. Cykora miałem niesamowitego, po nieświadomym zarzuciu innego RC - AM 2201.

EDIT: Napisałem osobny raport z tamtego dnia - http://neurogroove.info/trip/okrutny-nielegal-czyli-zgadnij-kotku-co-nam...

A więc dzieliłem, dzieliłem i wyszło mi 250 mg na bombkę. Po przestudiowaniu hypa zrozumiałem, że oral wchodzi łagodniej, dłużej trzyma i bardziej na euforię, a sniff na speeda, chwyta o wiele szybciej, ale i trzyma krócej. Więc do bombki przygotowałem kreskę, na oko 100 mg. Może się przyda.

Mój chłopak całe życie był przeciwnikiem narkotyków. Gdy dowiedział się, że lubię sobie zajarać jointa było "Wybieraj: Ja lub trawa?" Chore, bo nie jarałem dzień w dzień. Ot, dla towarzystwa. Mineły dwa miesiące, a sam zakochał się w Mary Jane. Potem to samo, tylko armagedom sto razy większy, było z białym. Teraz ciągle przypomina, że trzeba coś załatwić. Nie mówiłem mu po co jadę do rodzinnego miasta. Już mam wracać, telefon "kawa czy herbata?" I co mówić? Na pewno nie przez telefon więc "na nic się nie nastawiaj, do zoba w domu". Lepiej, żeby doznał szoku, załamania, wkurwienia jak jestem obok, a nie przez telefon. Zawiedzony brakiem fety jest niechętny do tego wynalazku, mówię, że podobne do fety, ale jednak trochę inaczej. Podrzuciłem mi link do Mefedronu na wiki - "działanie ma coś koło tego" - mówię. Czyta różne newsy superekspresu pt.: "Zadźgał matkę nożem po mefedronie". To się nazywa wiarygodne źródło. Ale nie chcąc mieć go na sumieniu mówię, że łykam pierwszy i jak mi się załaduje i będzie git to dam mu i bedę wiedział ile. Przystał na to. (Boże, sprowadzam ludzi na złą drogę. Będę się smażył w piekle)

Godzina 21:30. No to jadymy.

T+0: Zadaję sobie pytanie w głowie "Czy na pewno". Cykam się: czyste, jak mocne, a jak za duża dawka albo co gorsza - dostałem co innego? Kurwa mogłem kupić wagę. Ale w fecie też nie wiem, co dokładnie siedzi. Składu przecież mi nie dają. Chuj tam. Łykam, popijam. Obym nie żałował. Idę na szluga.

T+10 min: Chodzę od kompa do kuchni, ogólnie nie wiem za co się zabrać. Trochę się stresuję. Czyję naprawdę delikatne ciepło w żołądku. Ledwo, ledwo. Ale pewnie placebo przez to oczekiwanie.

T+15: Liczę sobie czy dobrze podzieliłem. Naszła mnie myśl, że może mogłem więcej? Mówią, że dorzucanie nie specjalnie się sprawdza. Ogólnie dałem sobie spokój z myślami typu "Czy nie za dużo" itp. 

T+20: Przygotowuje rurkę do sniffu, szukam nożyczek, nie mogłem ogarnąć, gdzie już zajrzałem, a gdzie nie. Dostałem pamięć złotej rybki - prócz ostatnich trzech sekund nie widziałem nic. Nie mogłem zebrać myśli, aby pomyśleć gdzie one mogą być. Mój umysł jakby przyśpieszył, ale ja nie do końca za nim nadąrzałem. 

T+30: Siedzę przed kompem. Miłe uczucie na głowie, przypomniało mi ciepło kodeiny, która otulała moją głowę pięknem dużo mocniej, ale to tylko luźne skojarzenie. Muzyka jakby zaczeła lepiej brzmieć. 

T+50: O Boże. Jakie to dobre. Miękkość, euforia przeszywa mnie coraz bardziej. Wszystko stało się przyjemniejsze, nie ważne za co bym się nie zabrał.  Zdecydowanie już całe się załadowało. Trochę mnie wbiło z lapkiem w fotel więc skoro sniff daje speeda no to lustereczko, chodź tu do mnie. Obawa przed bólem, ale obeszło się przyjemnie. Takie nawet przyjemne drażnienie śluzówki.

T+1h: No. I tego brakowało. Coś mnie przeszyło, to było coś dobrego. Czuję, że nadawałbym się teraz do tańczenia w stylu popping. Mój krytycyzm zdecydowanie zniknął. Spływ - kurwa, gorzkawe, ale smak jakby znajomy. Nie moge sobie przypomniec do czego podobny. I czyłem go przez jakieś 10 minut. No, ale jakieś munisy muszą być.

T+1h10m: Siedzę z kompem, muza włączona. Kurde, dlaczego dziś jest środa? Chcę piątek wieczór, chcę do Sopotu! (W Trójmieście przyjeło się, że to w Sopocie otwiera się kluby i takim sposobem jest tam i okolicy ich z 10, 20, 30? Kto by to liczył :p) Centrum zabawy. Chcę tam. Parkiet byłby mój.

Przesiedziałem przy kompie większość czasu choć mój tyłek z nogami najchętniej poszły by w tany, pokręciłem sie po mieszkaniu, podreptałem sobie w domu. Ot, taka namiasta klubu :p Pół godziny po wiągnięciu stwierdziłem, że jest spoko, może nie delikatnie, bo faza rzekłbym w sam raz, nie ma mindfucku, nieogaru. Mój Luby z nuta niepewności, zaopatrzony w naukowe doniesienia z Super Expressu decyduje się, bombkę zarzucił 30 minut po moim sniffie. Po 15 minutach już poczuł, poszedł pod prysznic. 20 minut i wrócił. Dobrze mu, trochę panikował jak mu wchodziło, ale gdy się unormowało był przeszczęśliwy i zadowolony.

Kurwa, następny drug mu się podoba. Znów pokazałem mu go ja - w piekle jest dla mnie specjalne miejsce.

T+2h - Mojego ciała nie przepełnia taka euforia jak na początku, ale jest przyjemnie. W sam raz, aby umilić sobie wieczór. Jak czytałem coś w necie moja pozycja była zastygnięta, noga czy ręka jakby oszyta czymś ciężkim, ale gdy nimi poruszyć to aż samo się prosiło potem o ruch. Gdy zaczynałem pisać moje palce i dłonie były lekkie jak puch. Włączyło mi się lekkie pióro do pisania. Yeah! Nada się do roboty! Nie tak jak feta, ale nie będzie przeszkadzać jak Maria, gdzie patrzę w monitor i czytam jedną rzecz przez pół godziny i rozkminiam sens każdego zdania. Od 15 minut trip stabilnie płynie i jakby powoli się zmiejszał. Mam wrażenie, że zjazd będzie znikomy. Takie przeczucie. I po półgodziny pisania i nie odzywania się - w ustach pustynia. Mówić mógłbym na każdy temat, ale ta ślina skutecznie mi to uniemożliwia. Dość, że sucho to ta resztka śliny zrobiła się lepka i gęsta. Muszę się napić - pepsi, gdzie jesteś?

T+3h - Wszystko na raz. Odpaliłem peta, po 10 sekundach coś piszę, zmieniam muzykę, pale ustnik. Wziąłem w ogóle bucha? Popiół w popielniczce to chyba tak. Nie wiem. A kij z tym. Kończę 2 litrową pepsi. Idę zrobić herbatę, nie wysyszy mi tak ryja jak cola. Czuję, że powoli puszcza. Luby zdecydował, że nie snnifuje w obawie przed ładowaniem. Mówi, że działanie fajne, ale wejście dla niego jest nieprzyjemne. Wkręca sobie, że nawala mu serce. Sprawdzam - ładnie, równomiernie chodzi. Ja tętno podwyższone, bo 115 uderzeń/min. On ok. 100/min. Ale czujemy się dobrze. Po fecie mam podobnie, a na zjeździe nawet 150/min. Nie ma ciśnieniomierza, więc mogę policzyć tylko puls. Jest lajtowo.

Chłopaka przymuliło, zaproponowałem, aby sniffnął to co mu przygotowałem, ale nie chciał. Bał się nieprzyjemnego dla niego momentu ładowania się metafedronu. W moim odczuciu też był taki moment na początku - ok. 10 minut. Dla mnie nie tyle nieprzyjemne, co bardziej "kurde, zaczyna działa, ale co będzie za chwile?". Taki mini bodyload. Ale przy wciąganiu tego już nie było. No może przez kilka sekund.

T+4h: Towarzysz proponuje dorzutkę, bo twierdzi, że już mu prawie zeszło. Nic już nie chciał, a tu proszę. Mnie już opuściły efekty. Chwila namysłu i jedziemy bombki po 250 mg i dwie kreski po 100 mg. 

T+4h5m: Towarzysz wariuje, zaczyna panikować i wypowiadać nieskończony potok słów. "Nie mogę rozczytać liter, nie widzę ich. Wszystko widzę potrójnie i skacze mi obraz". Wyglądał nieciekawie, powieki opadły mu do połowy oczu jakby nie mógł ich podnieść ani kontrolować. Chyba widzałem u niego oczopląs, ale nie jestem pewien. Proszę go, żeby usiadł na chwilę, zamknął oczy i się uspokoił, ale ten, że on nie usiądzie, bo nie wytrzyma, musi coś robić. Mówi do mnie, ale gubię się przy co drugim słowie. Nawet nie robi przerwy, abym mógł mu odpowiedzieć. Więc patrze i obserwuję. Poszedł pod prysznic i prowadził monolog przekonując siebie, że jest mu dobrze. Zdziwiłem się, że tak szybko się aktywowało. "Rozmowa" z nim była ciężka, zupełnie jakby ktoś wyjął mu mózg. 

T+4h35m: Załadowało się i mi. Przyjemność wtuliła mnie w fotel więc trzeba się podałować sniffem. Kolega sobie odpuścił, ciągle nie zamykają mu się usta, a ja próbuję dokończyć pisanie. 

Wziąłem się za pracę, całkiem zgrabnie mi poszło. Czasem się zawiesiłem nad jakąś myślą na dłuższą chwilę, ale do łóżka mi się nie śpieszyło, więc się zawieszalem jeszcze nad różnymi pomysłami. Szef napisał, fuck. Obym nic nie pisał jak kiedyś po DXM. Na szczęście pochwalił mnie za mój tekst, pogadaliśmy chwilę i kazał mi iść spać, bo mam pracować wieczorami, ale po 22 do północy. Ciekawe, co sobie myśli, gdy dostaje ode mnie dane o 5:30 rano :D Mam nadzieje, że doceni to jak się poświęcam nocami dla pracy. Z fetą to nie ma oczywiście nic wspólnego ( ͡° ͜ʖ ͡°).

Z chłopem mym siedzieliśmy do 5:20. Poszedłem do drugiego pokoju, aby ten położył się w spokoju, a nie prowadził dyskusję ze mną. Położyłem się i wiem, że nici ze spania. I nie ma też sensu, bo za 3 godziny trzeba wyjść. No to zabieram się za pracę. I o 9:00 do roboty z lekko przyjemnie obciążoną glową. 

Trip raport powstał w części podczas działania, a część na nastepny dzień. Delikatne, lekkie pióro utrzymało się aż do 16, gdy kończąć pracę kończe również ten raport. Podsumowując:

Na +:

+ euforia

+ mnożenie się myśli, speed (ale nie nachalny)

+ chęć do działania (w moim przypadku pracy)

+ czerpanie przyjemności z wszystkiego, co się robi

+ przedwszystkim OGAR - można nad tym panować, przynajmniej w takiej dawce.

Na -:

- okropna suchość w ustach (nie polecam gazowanych napoi, woda aloesowa - świetna, szkoda, że mi nie smakuje, ale pomaga)

- zaciskanie/stukanie zębami. (Feta zdąrzyła zniszczyć trochę moje i tak słabe zęby, musiałem się ciągle pilnować.)

- spływ nie dawał o sobie zapomieć. Poczułem po niecałych 10 minutach od wciągnięcia, po kilku minutach zniknął, ale potem nagle ten smak znów dał siebie poczuć i nie chciał dac się zapić. W połączeniu z śliną niczym lepka maź - ustna tragedia. 

- EDIT po dwóch dniach - pamieć. Oczywiście pamiętam wszystko, ale niektóre rzeczy dochodziły do mnie po czasie. Ale podczas działania miewałem problemy z p. krótkotrwałą m.in. gdy nie mogłem, a bardziej nie zdąrzyłem pomyśleć, gdzie już zajrzałem po nożyczki. 

Ogólnie zabawę z metafedronem oceniam na 4/5. Mefedronu nie jadłem, bo uważałem, że będzie za mocny dla mnie. Gustowałem wtedy w DXM i MJ, a fetę w nosie miałem wtedy raz w dodatku 5 lat wstecz. Nie mam więc porównania do starszego brata. Działanie fajne, porównywać do innych prochów nie będę, bo profil działania w moim odczuciu zupełnie inny. W towarzystwie np. nieznajomych, gdy zaponaję się z kimś jadłbym fetę, a 3-MMC już nie. Tylko w gronie najbliższych. Ale po jednym i po drugim mógłbym wyjść na miasto bez obaw. Wygląd jest w normie. Jeszcze test na imprezie i zobaczymy. Jeśli tak jak feta znosi upojenie alkoholowe i sprawi, że będę mógł wypić więcej bez alkoholowych efektów to 3-MMC dopisze się do mojej listy dozwolonych używek. :) Za to mój Luby cierpiał cały ranek, popołudnie i wieczór. Zjadł dwa obiady, ale nadal nie może zasnąć. Co śmieszne, gdy wstał po popołudniowym leżakowaniu znów miał ten wyraz twarzy jak poprzedniego wieczoru. Jest pewny, że tej nocy też nie zaśnie (ostatecznie zasnąłpo ok. 3:00), bo mógłby iść biegać, tyle ma energii, a nie leżeć. Nigdy więcej tego nie chce. Dzięki ci losie! 

"Ty nic, nigdy? Jesteś czysty? Każdy stąd też by chciał. Zażywasz "tradycyjne" narkotyki? Zostań przy nich. Je znamy, je lubimy, są bezpieczne i dobrze znane. Walcz o ich dekryminalizację, o wolność w decydowaniu o sobie. RC zostaw starym wyjadaczom. Nasi bracia z tolerką na księżycu chętnie przetestują je dla ciebie. Bezpieczne przetrwają i dołączą do psychoaktywnej rodziny. Bądź mądry - nas głupców jest już wystarczająco dużo." 

Ocena: 

Odpowiedzi

Ja naprawdę w tej chwili nie bardzo wiem, kim jestem. Mógłbym powiedzieć, kim byłem dziś rano, ale od tego czasu musiałem się już zmienić wiele razy.

Fajnie napisany raport, czytałam z prawdziwą przyjemnością. Od razu poprawiło mi humor.
I uważaj, bo naprawdę miejsce w piekle się szykuje ;-)

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media