Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

[2mg 25b-nbome] podróż do krainy czarów

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
Blotter 2mg na dziąsło.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Mieszkanie. Godzina około południa.
Wiek:
21 lat
Doświadczenie:
Marihuana (często), Haszysz (kilka razy), Bufedron (kilkanaście razy), Amfetamina (kilka razy), Nikotyna (papierosy, nałogowo), Alkohol (często), GBL (dwa razy), 2c-d (raz)

[2mg 25b-nbome] podróż do krainy czarów

Zażycie 25B-nbome, było moim drugim spotkaniem z psychodelikami. Pierwszym był 2C-D, które bardzo mi się podobało, ponieważ dawało piękne efekty wizualne (trip raport do przeczytania w moich raportach), dlatego też zdecydowałem się na następne przygody z tymi pięknymi substancjami.

Rzecz działa się trochę ponad miesiąc temu, na spokojnie można było chodzić po dworze w krótkiej koszulce. W tym dniu świeciło słońce, było bezwietrznie oraz bardzo ciepło. Idealny dzień, do tego sobota; wolne.

Około godziny 11tej ustaliłem ze znajomymi M oraz P, że to właśnie ten dzień kiedy, jak my to mówiliśmy: „Wpadniemy do białego króliczka na herbatkę, do Alicji w krainie czarów”. Po wstępnych ustaleniach postanowiliśmy spotkać się bliżej godziny 13tej u mnie w mieszkaniu.

Kiedy już znajomy dotarli do mnie do domu, byli bardzo podekscytowani tym, że wybierają się w umysłową podróż, że spróbują czegoś nowego, lecz jak to zwykle bywa, wszystko ma 2 strony medalu. Chłopaki byli również trochę przestraszeni. Ja, również nie wiedziałem do końca czego się spodziewać, gdyż próbowałem tylko 2C-D, które działało, stosunkowo krótko i, jak się później okazało, na innej zasadzie.

Jak mieliśmy w zwyczaju, na początku poszedł w ruch YouTube na TV i jakaś playlista. Chwile później wyciągnąłem 3 blottery po 2mg każdy i pokazałem chłopakom z czym mają do czynienia. Z racji tego, że mieliśmy wolne, grzechem było by nie skosztować złocistego trunku.Popijaliśmy pierwsze piwo, a ja tłumaczyłem na jakiej zasadzie to działa, oraz czego można się po tym spodziewać. Przez moje nikłe doświadczenie w tym temacie, po części wprowadziłem znajomych w błąd, co ma swoje odbicie w dalszej części tekstu.

Nie tracąc już więcej czasu, umieściliśmy po połowie kartonika na dziąśle. Najgorsze było czekanie. Jak czytałem dawka 1mg jest już maksymalną dawką na pierwszy raz, a do tego ładuje się dość długo (jak gdzieś wyczytałem do 40 min), dlatego też oczekiwanie na fazę było strasznie męczące i cały czas panu „M” „podnosiło się ciśnienie” na to że jest sobota, a my siedzimy trzeźwi. Ja natomiast byłem dość zawiedziony, że obiecałem fajerwerki, a znajomi siedzą, nie „latają”. Dlatego też po 30 minutach od wzięcia, z braku jakichkolwiek efektów załadowaliśmy, każdy, po kolejnym 1mg.

Mija kolejne 30 minut. M dalej podnosi ciśnienie na fazę, ja czuje się źle bo oczekiwałem jakichś efektów wizualnych, a tutaj dalej nic. P cały czas od początku zachowuje się praktycznie tak samo jak na niego przystało; dość spokojnie, od czasu do czasu wspominając, że chyba coś czuje, ale nie jest pewien.

Po chwili zastanowienia, oraz po dość subtelnych, aczkolwiek, prawie regularnych w odstępach czasu, namowach „M”, zdecydowaliśmy się na podróż po inne używki, by umilić sobie czas. Będąc pewni, że nic się nie zmieniło, wyszliśmy z domu, na przystanek autobusowy.

Po drodze, wchodziliśmy pod górkę, podłoże zdawało się być zrobione z masła. Przynajmniej tak odczuwaliśmy poruszanie się w tamtych chwilach. Niedaleko przystanku spotkałem znajomą. Mając trochę czasu wdałem się w krótką konwersacje, niestety coś mi przeszkadzało w prowadzeniu konwersacji. Jak by ociężała głowa. Mogłem skupić myśli, aczkolwiek było to dość trudne. W moim mniemaniu świat zaczął się zmieniać, zacząłem widzieć kolory w trochę inny sposób, ogólnie odbierać otaczający mnie świat w trochę inny sposób. Skończyłem więc rozmowę, w najkrótszym możliwym czasie i doszedłem do znajomych czekających niedaleko przystanku. Zaczęliśmy rozmowę między sobą, wiedzieliśmy, że coś jest inaczej, ale nie wiedzieliśmy dokładnie co. Ludzie na przystanku chyba domyślali się, że coś z nami nie tak, przynajmniej tak nam się wydawało, możliwe, że to tylko efekt uboczny. Przez 2C-D liczyłem na efekty wizualne, więc wszędzie próbowałem dopatrzyć się ruszających rzeczy. Niestety widziałem tylko ruszające się cienie oraz brudne elewacje bloków; nic ciekawego.

Przyjechał autobus, podczas jazdy, narobiliśmy trochę „trzody”, rozmowami, głośnym śmiechem i innymi niestandardowymi zachowaniami. Czuć było działanie substancji, z późniejszych relacji, wynikło, że podczas tej jazdy każdy miał inaczej, w każdym razie coś było już na rzeczy. Ja cały czas próbowałem „dopatrzyć” się jakichś zmian ze wzrokiem i otaczającym światem, możliwe, że poprzez autosugestię, udawało mi się osiągnąć mierny efekt. Większe fajerwerki widziałem będąc pijany. „P” siedział względnie cicho, „M” prócz dostania mandatu za brak legitymacji przy sobie, prowadził ze mną konwersacje.

Dojechaliśmy na miejsce, zrobiliśmy zakupy. Powoli kierowaliśmy się do domu z Bufedronem w kieszeni oraz jakąś „mieszanką ziołową” czyli zapewne w tym wypadku UR-144, zahaczyliśmy o ławkę w parku, aby sobie zapalić papierosa oraz zajarać lufkę, dla poprawy nastroju. Po dosłownie 2 machach świat stał się bardziej kolorowy, wszystko przybrało na sile, UR powodowało, że chciało nam się śmiać, a 25B, że mieliśmy się z czego śmiać. Po chwili namysłu, na dość dużej bombie uznaliśmy, że wracamy. Podczas podróży, „M” nagle wyleciał z tekstem: „Ej, chłopaki! Już wiem czemu się przed chwilą tak źle czułem, zapomniałem, że trzeba oddychać!”. Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.

Przebyliśmy dość długą drogę na przystanek autobusowy. Kiedy już na niego dotarliśmy, ktoś rzucił pomysł żeby zapalić papierosa, a jak wiadomo, w tej chwili nie można palić na przystankach, więc oddaliliśmy się. Po krótkiej chwili, uświadomiliśmy sobie, że odeszliśmy na bardzo dużą odległość od przystanku i uznaliśmy, że nie opłaca nam się wracać, najwyraźniej bardzo chciało nam się iść, bo do następnego przystanku był duży kawał drogi.

Podczas przemierzania głównych ulic miasta podziwialiśmy kolory, surrealistyczność świata, który widzieliśmy. Przyrównywaliśmy dźwięki otoczenia do gier; dla mnie brzmiały jak w „Sim City”. Nagle wpadła do głowy myśl, „swoista rozkmina”. Czy my naprawdę żyjemy? Czy istniejemy na tym świecie i idziemy tą ulicą? Może jesteśmy po prostu duchami i przemierzamy ulice idąc bez celu, przechodząc przez ludzi.

Gdy udało nam się dotrzeć na przystanek i wsiąść do autobusu, wydawało nam się, że wszyscy dziwnie się na nas patrzą. Mijała już trzecia godzina odkąd wyruszyliśmy, a my nadal nie byliśmy świadomi pewnej dość istotnej rzeczy, która nam towarzyszy. Dopiero, gdy dojeżdżaliśmy na miejsce, rozmawiając dość intensywnie z „M”, który to siedział naprzeciw mnie, doszliśmy do pewnych ważnych konkluzji, mianowicie, że „Faza łupie nas w łeb, niemiłosiernie ostro od samego wyjścia, a my nawet o tym nie wiedzieliśmy, gdyż burza przeszła bokiem”. Chodzi o to, że nie zwróciliśmy uwagi na właściwą fazę, ponieważ, każdy szukał w tym swojego wyobrażenia, które usilnie chciał zauważyć. Okazało się, że „P”, który to stał dalej od nas i nie włączał się w konwersacje, już to zauważył, lecz nie chciał nam o tym mówić w publicznym środku transportu.

Dotarliśmy do domu, myśląc, że szczyt możliwości substancji już minął, lecz to chyba był ten moment, określany mianem „na styk”. Według mnie to określenie idealnie nadaje się do opisania tego momentu. Kontem oka zauważałem ruch paneli i płytek podobny do tego z 2C-D, aczkolwiek bardzo subtelne. Marcin w pełni zdezorientowany wydusił z siebie zdanie: „Co się dzieje i czemu wszystko mi się rusza?”. Na szczęście szybko przestał się stresować, możliwe że efekt minął, choć, również prawdopodobne, że przyzwyczaił się do efektu.

Zasiedliśmy przy stoliku w salonie, oddając się specyfikowi w całości z myślą: „Niech prowadzi nas za rączkę, a w między czasie my zdążymy wypić kilka piw.”Realizując ten plan prócz piwa spaliliśmy, również kilka rur „mieszanki ziołowej”. Byliśmy w świetnych humorach, cały czas śmiech, wkrętka i do przodu, zupełnie nie zważając na mijający czas. Z czasem przyszło zmęczenie, więc przyjęliśmy, każdy po kresce Bufa.
Po czym znów wróciliśmy do piwa i palenia zielonego.

Po chwili umysł oczyścił się zupełnie ze zbędnych myśli. Harmider w głowie zastąpił czysty niczym nie skalany tok myślenia; proste, logiczne pytania oraz odpowiedzi. Stan, którego doświadczyliśmy można by w tych warunkach nazwać stanem oświecenia.
Wspólnie zastanawialiśmy się po co nam używki; czy w ogóle są nam do czegoś potrzebne?
Jeszcze nigdy nie doświadczyłem uczucia posiadania tak bardzo czystego umysłu.
Dodatkowo stan ten był dzielony przez nas trojga, doskonale potrafiliśmy się zrozumieć, pomimo wspólnego odlotu w kosmos, zawieszenia w pustce.Spoglądając na zegarek i w myślach licząc godziny, które zleciały powoli dochodziliśmy do wniosku, iż jest to już końcówka przygody, pozostałość po listku i ładująca się zwała po bufie.

Nic bardziej mylnego, było to tylko chwilowe osłabienie fazy, tak zwana cisza przed nadchodzącą burzą. Chwila intensywnej rozmowy, Jeb; reset, nic nie pamiętasz. Znów chwila rozmowy i znów, biała ściana przed oczami, zapominasz o czym była rozmowa. Sytuacja ponawiała się bez końca. Siedząc na fotelu czułem, że mam już dosyć, mózg zgłaszał sprzeciw, dawał do zrozumienia, że dłużej już nie da rady, że chce odpocząć, a po chwili znów zaczyna się to samo i tak w kółko. Nawet nie wiem ile czasu minęło. Nagle się poddałem, uznałem, że już nie wytrzymam, nie dam rady się temu przeciwstawić więc poddałem się bezkreśnie, z myślą; a niech robi ze mną co chce… Ląduje w jakiejś historii, zawieszam się na niej, pozwalając jej płynąć, będąc we wspomnieniach jakby były snem, przeżywając je „dosłownie”. Aż tu nagle „M” przerywając długie myślenie pyta się „gdzie byłeś i jak tam było”. Jak zwykle umiał trafić w czuły punkt, idealnie zgrywał się z moją Fazą, jak również „P”, który krótkimi wtrąceniami uzupełniał całokształt. Wtem uświadamiam sobie, że faktycznie nie było mnie przez jakiś czas, byłem gdzieś indziej. W swoich wspomnieniach, których chwile po powrocie do rzeczywistości już nie pamiętałem.

Myślę, że „ta cegła na bani”, ten odlot, był kwestią chwili, dziwną wkrętką, którą zakończyły słowa „M”, sprowadzające na ziemie, lecz nic bardziej mylnego. Flash, białe tło, reset i wszystko zaczyna się od początku. W trakcie trwania tego zamkniętego cyklu, do głowy wkradały się dziwne, zupełnie nie związane z niczym myśli. Jedną z nich, chyba najbardziej godną zapamiętania, było jak wspólnie czuliśmy obecność dodatkowej osoby. Pierwszą myślą było, że to Alicja z krainy czarów, drugą zaś, że postaci bliżej do Almy z F.E.A.R., czuć było zło panoszące się po całym pokoju. Jak gdyby nasze wyobrażenie, krążyło wokół nas, zachodząc od tyłu, łapiąc za ramie, w momentach, gdy my myśleliśmy, że to już ten ostatni ze wszystkich wcześniejszych niedoszłych końców. Byliśmy wykończeni długą podróżą, która trwała już jakieś 10-12 godzin, kończąc, któreś z kolei piwo, zdecydowaliśmy się na dociągnięcie dodatkowej kreski.

Bufedron spowodował ponowną gonitwę myśli oraz ożywił nas dzięki czemu znów zaczęliśmy wspólną konwersacje. Mieliśmy dziwne, czasem popieprzone, czasem zupełnie nielogiczne myśli. Nieraz było zbyt grubo, raz nawet „M” wyłączył piosenkę, gdyż zbyt mocno, popadłem w temat, a dzięki bitowi nakręciłem zbyt duży speed rozkminie, a ja zrozumiałem o co chodzi dopiero w chwili gdy ucichła muzyka, choć do tej pory nie pamiętam o czym mówiłem będąc tak mocno nakręconym.

Z czasem jasność umysłu zaczęła zanikać, zaczęliśmy powoli schodzić na ziemię. Substancje pozostawiły po sobie mieszankę zwały, zawieszenia w pustce, niedosytu śmiechu i mindfucka bezpośrednio powiązanego z przeżyciami w ostatnich godzinach. Do łóżek położyliśmy się między 4tą a 5tą dnia kolejnego. Całość fazy trwała około 16tu godzin, choć od około 12tej godziny na pierwszy plan wyszła faza po białym i zielonym, a 25B-nbome zostało zepchnięte na dalszy plan.

Rano po bardzo krótkim śnie, znajomi zdecydowali, że będą szli na autobus, by wrócić do domu. Misja ta powiodła się tylko po części, gdyż tylko jeden dotarł bezpośrednio, z myślami że jeszcze niewielka ilość tej substancji spowodowała by to, iż uwierzył by w Boga. Drugi natomiast od razu po wyjściu z autobusu udał się do kościoła, człowiek, od którego w życiu nie usłyszałem nic na temat wiary. Ja natomiast po ich wyjściu położyłem się z powrotem do łóżka, zostając sam z pozostałościami starego schematu myślenia, rozbitymi myślami i psychiką, którą można by przyrównać do wyrzuconych z pudełka, na podłogę, niechlujnie puzzli. Musząc je poukładać ponownie, bez podpowiedzi czy też innych ułatwień.

Ocena: 

Odpowiedzi

Twój raport w 90% składa się z opisu czasu przed i po tripie. O samej podróży nie dowiedzieliśmy się praktycznie nic. Czyżby jazda autobusem była ciekawsza od samego doświadczenia psychodelicznego?

Faktycznie trydzyk ma rację, chociaż mi w sumie TR się podoba. Nie lubię rozciągniętych na kilka akapitów opisów fraktali, ale faktycznie mógłbyś dodać coś o działaniu samej substancji. Ja na tak, trydzyk na nie, popraw coś i będzie DWA RAZY NA TAK DRODZY PAŃSTWO <oklaski>

Fraktale rzeczywiście trudno opisać. Ale chcielibyśmy wiedzieć co robi, jak działa substancja, jakie myśli wywołuje, jak zmienia naszą percepcję. Tu skwitowane jest to jednym zdaniem, że jest to nie do opisania... Nie wspominając już o tym, że autor chyba ma inne rozumienie słowa flashback, niż to się powszechnie przyjmuje. Więc cóż to były te "flashbacki", autorze?

Biore na warsztat trip raport. Właśnie zacząłem go pisać ponownie, mam nadzieje, że następna wersja bardziej wam się spodoba :)

Zaktualizowano Trip raport, zapraszam, do ponownej oceny.

Pozdrawiam

Autor i tak zapewne ma nas w dupie, więc może poczekamy na opinię Wawoj. Demokracja, Panie.

Nie było mnie przez jakiś czas. Na dniach postaram się wrzucić obszerniejszy, dokładniejszy trip raport z taj podróży. Zapraszam wtedy, abyście ponownie przeczytali trip raport

Pozdrawiam 

W takim razie czekamy :)

Mam nadzieje, że te dość długie oczekiwanie, się opłaciło i poprawiony trip raport spełni wasze oczekiwania.

Spełniły. Teraz jest jak najbardziej ok. Dzięki że chciało Ci się fatygować, wziąłeś sobie nasze wskazówki do serca i poświęciłeś czas na napisanie nowego, lepszego tekstu. :-) Każdy interesujący wkład w neurogroove jest jak najmilej widziany i doceniany. Pozdrawiam!

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media