Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

2c-e w wiosce szamanów

2c-e w wiosce szamanów

Wiek: 18

Waga: 56

Doświadczenie: Nikotyna, Kofeina, Alkohol, 5-HTP, Marihuana, GBL, Piracetam, 4-Aco-DMT, Kocimiętka,

N2O, Alprazolam, Tujon, Pseudoefedryna, Belergot, L'Opium, Haszysz, DXM, Bk-MDMA, JWH-210

Set & setting: Jesienna, chłodna sobota. Z drzew spadają liście, gdzieniegdzie widać już gołe gałęzie. Słońce świeci bardzo jasno ale mnie nie ogrzewa.

Mam bardzo dobry nastrój, spotęgowany mała dawką alkoholu wypitego przed południem.

Sposób przyjęcia: Wypijam 250ml wody, w której jest rozpuszczone 25mg 2C-e.

Pomimo, że substancji aktywnej jest tak mało wyczuwam delikatny gorzki posmak.

Plany: Zwiedzenie wioski pod wpływem psychodeliku. Zawsze ciekawiło mnie jak moja miejscowość wygląda gdy patrzy się z innej perspektywy.

Ramy czasowe: Substancję zażyłem o 13, przestała działać około 3 (w nocy).

Trip trwał 14 godzin.

Efekty poczułem po niecałej godzinie od przyjęcia substancji. Była to wszechogarniające uczucie, że "coś" się zmieniło. Jeszcze nie wiedziałem co i w jaki sposób. Chciało mi się pić więc poszedłem do sklepu. W drodze pojawiły się pierwsze wizualne zmiany. Dachy mijanych przeze mnie domów leciutko falowały. Eternit wydawał się jaśniejszy i niemal widziałem jego strukturę.

W sklepie była kolejka. Zacząłem rozglądać się po półkach. Wszystkie towary znajdujące się na nich tańczyły. Czegoś takiego jeszcze w życiu nie widziałem. Proszki oraz płyny do prania poruszały się w lewo i prawo, cukierki schowane w szklanej gablotce wesoło skakały. Martwe przedmioty wydawały się żyć. Przyjrzałem się im dokładnie i dopiero wtedy zwróciłem uwagę jakim kolorowym miejscem jest sklep. Przecież te wszystkie fajne i fikuśne opakowania mają nas zachęcić do kupienia produktów. Sklep jest bardzo dobrym miejscem do tripowania. Miałem ochotę tam jeszcze zostać i popatrzyć na ten wspaniały widok jednak ostatnia osoba z kolejki skończyła zakupy i była moja kolej. Podszedłem do lady i poprosiłem wodę. Przez chwilę zastanawiałem się czy kupić jeszcze jakieś snaki albo batona ale wtedy uświadomiłem sobie, że jedzenie straciło dla mnie wartość. Nie byłem głodny ani wtedy ani przez kolejne 14 godzin.

Ze swoim nowym nabytkiem wyszedłem ze sklepu. Od razu się do niego dobrałem, pijąc kilka łyków. Po tym pojawiły się pierwsze mdłości. Pomimo tego postanowiłem kontynuować spacer. Kiedy dotarłem do ulicy wryło mnie. Nad asfaltem pływały mgliste, piękne wzory.

Swoim wyglądem przypominał ona teraz bardziej mglistą wykładzinę niż czarną i nieciekawą ulicę.

Koledze, który stał przed sklepem chciałem przekazać jak wspaniały widok rozciąga się przede mną. Nie umiałem jednak tego zrobić. Przypomniałem sobie opowieść Wilsona o gościu, który opisywał tripy po LSD za pomocą matematyki. Wtedy całkowicie zrozumiałem dlaczego tak robił. Żadne słowa nie mogą wyrazić tego co widzi się po substancji tego typu. Natomiast matematycznie można opisać fraktale, które są równie ogromną abstrakcją. Dlatego jest to jedyna słuszna metoda wyrażania wizualizacji.

Rozważania przerwały mi ogromne mdłości. Rzyganie w tym stanie wydawało mi się naprawdę kultowe. Nie wiem czemu ale miałem wrażenie, że to ważny element tripu. Schowałem się za jakimś budynkiem i opróżniłem żołądek. Nie było to jakoś mocno nieprzyjemne jak np: wymiotowanie po alkoholu. Miało to raczej charakter odrobinkę irytującego oczyszczenia organizmu.

Spotkałem się z kolegami. Jeden z nich nie był miejscowy. Poprosił mnie żebym zaprowadził go na pewną polankę gdzie się z kimś umówił. Pomimo, że nie czułem się najlepiej to podjąłem się tego zadania. Szamani prowadzili po zażyciu grzybków całe plemię za sobą. Więc czemu mi w tak wspaniałym stanie miało by się nie udać odnaleźć tej polany?

Z takim przekonaniem wyruszyłem w drogę i wcale ono mnie nie zawiodło. Po 10 minutach byliśmy tam gdie chcieliśmy. Kolega na owej polanie przeprowadził transakcję kupując bliżej mi nieznaną ilość marihuany.

Wróciliśmy do reszty. Ja jednak nie byłem w stanie komunikować się z ludźmi. Miałem w głowie pustkę i bardziej interesowało mnie podziwianie wspaniałych obrazów, które przemykały mi przed oczami niż rozmowa. Odłączyłem się od nich i wsiadłem do popsutego samochodu, który stał na podwórku. Położyłem się na tylnych siedzeniach, wyjąłem moją nokię i włączyłem muzykę. Z głośnika wydobyły się cudownie brzmiące dźwięki jednego z utworów wykonanych przez Infected Mushroom. Zamknąłem oczy aby skupić się tylko na muzyce. Nadmiar dźwięków spowodował, że poczułem się dziwnie. Pojawiły się wszechogarniające mnie CEV'y. Widziałem wielkie śmiejące się grzybki, które imprezowały razem z ludźmi, postacie szybko przemykające w ciemności, duchy, które opowiadały różne osobiste historie.

Usłyszałem jakiś dziwny stukot i otworzyłem oczy. Spojrzałem w okno ale tam nikogo nie było. Przestraszony zacząłem się wpatrywać w siedzenie przede mną. Pojawiały się na nim dziwne plamy, a po chwili wyrosła z nich wielka, złowieszcza szczęka. Wystraszyłem się, że mnie ugryzie. Wcisnąłem się w siedzenie i po chwili przypomniałem sobie, że jestem pod wpływem psychodeliku. Uspokoiłem się nieco i usiadłem, opierając się o zagłówek. Poczułem, że drętwieją mi ręce. Zacząłem nimi wymachiwać. Czułem, że dzieje się coś niedobrego. Pierwsze co mi przyszło na myśl to problemy z układem krwionośnym albo sercem. Z drugiej strony nie widziałem czy nie jest to iluzja.

Miałem bad tripa w pełnym tego słowa znaczeniu. Czułem się źle psychicznie a dziwne dolegliwości fizyczne potęgowały mój lęk. Wyjrzałem przez szybę i zobaczyłem bujających się wokół samochodu kolegów. Z ich ust toczyła się piana, w powietrzu latały przedmioty o dziwacznych kształtach. Wziąłem telefon i wysiadłem z samochodu. Rozmawiałem z innymi o tym jak zbić tripa. Okazało się, że nikt nie ma żadnych leków, które by się do tego nadawały. Musiałem więc się ogarnąć i lecieć dalej. Na pocieszenie dowiedziałem się, że minęło już 4 godziny więc trip powinien trochę słabnąć, niedługo.

Rozmowa mnie uspokoiła. Stan lękowe mi minęły. Uznałem, że dolegliwości fizyczne były wmówione i dalej świetnie się bawiłem. Moje ogromne zainteresowanie wzbudzała czapka kolegi. Na jej czarnym daszku wyświetlały się wizualizację niczym z Winampa. Chciałem ją sobie pożyczyć na kilka godzin ale mi się to nie udało.

Wszyscy palili wcześniej zakupione zioło a ja się przyglądałem. Nie chciałem przyjmować niczego co by wzmocniło psychodeliczne efekty. Byłem w stanie pełnego zadowolenia z mocy substancji. W powietrzu widziałem nakładające się na siebie trójkąty, które kręciły się wokół osi i przysłaniały mi obraz okolicy. Były one niebiesko-zielono-czerwono-przezroczyste. Przypomniałem sobie o matematyce i tych wszystkich twierdzeniach, które dotyczą tej figury. Wydaje się ona taka prosta a można na jej podstawie wyciągnąć dużo skomplikowanych wniosków. W naszym życiu również tak jest, że często używamy prostych narzędzi, które służą do robienia skomplikowanych rzeczy. Mając dłuto i skałę możemy stworzyć piękny posąg.

Pojawiło się u mnie przekonanie, że psychodeliki też są takim narzędziem, które wprowadza do naszego życia coś pozytywnego. Tak jak drabina pomaga nam dostać coś co jest wysoko tak te substancje pomagają nam doświadczyć " wysokich" stanów świadomości.

Po tak intensywnej analizie pojawiła się u mnie w głowie pustka i znowu postanowiłem trochę pochodzić po okolicy. W zasięgu mojego wzroku znalazło się ognisko rozpalone z liści przez kolegę. Wpatrywałem się w jakże piękny unoszący się do góry dym. Był takii "leciutki", mglisty, falujący i drgający, że nie mogłem od niego oderwać wzroku.

Znajomi chcieli jednak iść po browary oraz wódkę do sklepu i musiałem zabrać się z nimi. Z pewnością było widać po mnie, że jestem pod wpływem jakiejś substancji psychoaktywnej dlatego też nie chciałem iść z nimi po zakupy. Za to poszedłem na przystanek i usiadłem w środku budki. Było tam Ciemno. Poczułem się trochę strasznie i samotnie. Spojrzałem na podłogę, którą stanowiła czarna gleba. Szybko jednak ona zmieniła się z koloru czarnego w czerwień. A następnie dorysowały się jeszcze dwa kolory zielony i żółty tworząc flagę Rastafari. Zrobiło mi się raźniej.Patrzyłem na spływające barwy, które falowały na ziemi. Wydawała się ona teraz żyć i oddychać. Do moich oczu docierał całkowicie inny obraz niż ten rzeczywisty. Tak jak bym obserwował świat przez jakiś pryzmat, który nadaje jemu nieznanych mi dotąd kolorów. W połączeniu z innym stanem świadomości dawało to niesamowity efekt.

Spojrzałem na worek, który stał w rogu budki przystanku, na którym się znajdowałem. Był on teraz bardzo nieprzyjemny i straszny. Od razu przypomniały mi się dzieci, które po zmroku boją się swoich zabawek. Było to bardzo podobne. Wyszedłem przed budkę i siadłem sobie na ławce na dworze żeby nie widzieć tego worka. Nie wyglądał on przyjemnie.

Teraz za to miałem przed sobą widok żywopłotu, który widziałem podwójnie. Jednak kopia była niebieska a druga czerwona. Bardzo podobny efekt do patrzenia na zdjęcie 3D bez okularów. Z tym, że widok był bardziej kolorowy i pulsował oraz rozmywał się.

Dalsza część tripu odbywała się w samochodzie. Z zakupionym prowiantem wjechaliśmy w jakąś polną drogę. Wszyscy pili na zewnątrz a ja siedziałem w środku. Była już noc i zrobiło się strasznie zimno. Pomimo, że auto stało w miejscu gdy wyglądałem przez szyby widziałem zmieniające się widoki. Za oknem była noc ale miałem wrażenie jak bym się poruszał razem z samochodem i to nawet szybko.

Pomyślałem, że trzeba się trochę przespać. Zamknąłem oczy i pierwszy raz na tym tipie zobaczyłem muzykę. Efekt dobrze znany mi z DXM. Obraz całkowicie dostosował się do wydobywających z telefonu dźwięków. Pulsował on w rytm muzyki, dźwięki pokazywały się jako kształty i kolory. Kiedy utwór był bardziej agresywny kolory również takie się stawały. Kiedy był spokojny obraz tracił swoją wyraźną barwę. Dźwięki mnie przenikały i rozchodziły się po całym otoczeniu. Błogo się rozpływając, żeby zaraz zostać zastąpione przez kolejne.

Wokół samochodu było coraz głośniej i coraz więcej ludzi. Padł pomysł żeby z tą imprezą przenieść się do garażu jednego z kolegów. Zabrałem się ze wszystkimi. Kiedy byłem na miejscu, spostrzegłem, że trip już bardzo mocno osłabł. Przy otwartych oczach nie miałem żadnych wyraźnych efektów.

Ktoś mnie poczęstował piwem. Wypiłem połowę żeby było ode mnie czuć alkohol.

W ten sposób wracając do domu mogłem wytłumaczyć swój ewentualnie dziwny stan tym, że jestem pijany.

Kolega powiedział coś w stylu: "Dzisiaj się zmienia czas". Dopiero wtedy zacząłem się zastanawiać ile minęło od 13. Spojrzałem na zegarek i była 12.52. Tripowałem już prawie 12 godzin. Od tamtego czasu nie kontaktowałem się z domem, więc byłem przekonany, że się o mnie martwią. Chociaż z drugiej strony miałem nadzieję, że może położyli się spać i o mnie zapomnieli.

Jak wróciłem do domu mama nie spała. Tak jak przypuszczałem. Poszedłem do pokoju a kiedy z niego wyszedłem z piżamą to usłyszałem żebym tak nie chował twarzy bo i tak po mnie widać, że coś brałem. Przy okazji dostałem ochrzan za to, że tak długo nie wracałem. Szybko poszedłem do łazienki z nastawieniem, że jutro się będę tłumaczyć bo dzisiaj mogłem tylko pogorszyć swoją sytuację. Przy okazji spojrzałem w lustro i wcale nie zdziwiła mnie reakcja mamy. Miałem ogromne źrenice, nie było widać moich tęczówek. Umyłem się i położyłem na łóżko.

Gdy myślałem, że substancja zeszła byłem w będzie. W Ciemności trip znowu nabrał na sile. Na niebie księżyc schowany był za chmurami a przez grube zasłony nie wpadła do pokoju nawet drobinka światła. Panował totalny mrok. Nie miało znaczenia czy mam zamknięte oczy czy otwarte.

Poczułem jak w moją pościel wplątują się węże. Czułem ich obecność i dotyk.

Normalnie boje się tych zwierząt ale ze względu tego, że mogą mnie ugryźć a nie ich wyglądu. Bycie ugryzionym przez "halucynacje" nie jest jakoś szczególnie niebezpieczne.

Nie wywołało to u mnie paniki ale też nie czułem się komfortowo. Leżałem na łóżku jeszcze jakieś 2 godziny zanim przestałem odczuwać czyjąkolwiek obecność i w końcu zasnąłem.

Następnego ranka wstałem o 11 i zjadłem pierwszy od 24 godzin posiłek. Nawet nie wyobrażacie sobie jak mi smakował. Co ciekawe okazało się, że moja mama przez ostatni czas bardzo zmieniła stosunek do substancji psychoaktywnych. Maiły na to wpływ najprawdopodobniej nasze wcześniejsze dyskusje. Udało mi się ją przekonać do tego, że większość tych środków ma potencjał uzależniający podobny do alkoholu i porównywalną szkodliwość. Chyba w końcu udało mi się zdobyć akceptację na alternatywę jako wybrałem.

Chciał bym z nią kiedyś spróbować 2c-e ale raczej to niemożliwe :)

Ocena: 

Odpowiedzi

Popraw w wolnej chwili te dziwne entery w obrębie akapitu, OK? Trip dość ciekawy, tylko czemu oszukujesz mamę? Alkohol jest najniebezpieczniejszym narkotykiem znanym człowiekowi, pod względem potencjału uzależniającego ustępuje tylko opiatom. A potencjał uzależniający psychodelików jest niemal zerowy, a już na pewno nie uzależniają fizycznie, jak alkohol.

"większość tych środków ma potencjał uzależniający podobny do alkoholu i porównywalną szkodliwość"

Nie brałbym ich, gdyby były takim g...m.

Szaman Nocy

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media