Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

co poszło nie tak?

detale

Substancja wiodąca:
Apteka:
Dawkowanie:
Dwa opakowania Acodinu (600mg)
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Spokojne popołudnie, dobry nastrój, sam w mieszkaniu(chociaż po kilku godzinach wraca brat), chęć przeżycia czegoś nowego i ciekawego.
Wiek:
21 lat
Doświadczenie:
Alkohol - hektolitry, MJ - sporo, Tytoń - sporadycznie, Kodeina - prawie rok.

raporty profesorniczego

co poszło nie tak?

Witam, poniżej mój pierwszy trip-raport, proszę więc o łagodną ocenę.

Kilka ostatnich tygodni spędziłem wdrażając się spowrotem w mój ćpuńsko-politechniczny rytm życia. W tym czasie, jak i w wakacje czytałem dużo o psychodelikach i postanowiłem spróbować kolejnego 'legalnego' drugu jakim jest DXM.

Tak więc po wykładach z jakichś pierdół udaję się do apteki, kupuję paczuszkę acodinu, która okazuje się mieć 20 tabletek po 15 mg dexa. Siadam przed PlayStation i zjadam najpierw 3 tabsy żeby wykluczyć uczulenie. Popijam piwko - ulubiony Staropramen i gram w fifkę.

T:0 

Po kilku godzinach, koło 18 łykam całą pakę, gram kolejny meczyk i poza dobrym nastrojem i zapętlonym w głowie Zeamsonem nie odczuwam żadnych skutków substancji więc lecę do apteki po drugą pakę. Warszawa jesiennym wieczorem jest piękna więc rozkoszuję się wyjściem i dokupuję jakiś soczek (liczyłem na fajne odczuwanie chodzenia, jednak  nic się nie  wydarzyło). 

T +1

Zachowuję się normalnie, słońce już zachodzi, a ja odpalam lżejszą gierkę - God of Wara i zasiadam do drugiej paczki. Jem powoli i rozkoszuję się grą, jednak powoli zaczynam odczuwać skutki substancji - ciężej się skupić, a głowa dziwnie ciąży. 

T +1,5

Postanawiam zatem wyłączyć konsolę, odpalić głośno lubianą muzykę i zalec na łóżku. Leżę tak trochę czasu wsłuchując w organizm i muzykę, jednak efekty specjalnie się nie nasilają, a żadnych wizji dalej nie mam. 

T +2

Zmieniam muzykę, z reggae na solidną elektronikę i zaczynam pisać ten trip- raport.

T +3

Moja pamięć nie nadaje się do pisania, ani nawet specjalnie do myślenia, leżę po ciemku na łóżku, słucham muzyki i nagle uświadamiam sobie, że niedługo wróci mój brat. Lekko panikuję, bo czuję że faza dopiero będzie osiągać peak, a idąc do łazienki zataczam się porządnie, a głowa wydaje się ważyć tonę. Trochę jakbym był najebany, ale nie do końca. Po powrocie z łazienki udaje mi się obmyślić plan. Włączam serial (padło na iZombie, które bardzo lubię i już oglądałem) i otwieram kolejne piwo (którego ostatecznie wypijam połowę, czego dowiaduję się rano). W tym momencie słyszę jak drzwi się otwierają i o ile to nie było złudzenie wchodzi brat. 

Niestety nie było. Jakoś udaje mi się przywitać i sprawiać wrażenie ogarniętego, chociaż z oglądania nici, bo nie pamiętam poprzedniego zdania. Czekam aż brat zje kolację i pójdzie w końcu do swojego pokoju. Gdy jakoś udaje się dożyć tego momentu wyłączam serial, włączam tym razem Zeamsona, który brzmi kozacko i wracam do leżakowania. W tym momencie tracę zupełnie poczucie czasu i przestaję kontaktować. Leżąc tak co pewien czas mam przypływy świadomości, w których dochodzi do mnie w jak złym stanie jestem, jednak nie mam wciąż żadnych CEV'ów, a przynajmniej nic nie zapamiętuję. Po wydawało mi się nieskończoności walki z ociężałą głową i nieprzyjemnymi odczuciami (sny, ulotne emocje, nie pochwycone myśli) udaje mi się będąc kompletnie wyczerpanym psychicznie usnąć.

Następnego dnia budzę się z bolącą głową, brzuchem i kapciem w ustach. Z zeszłego wieczoru mam nieprzyjemne wspomnienia, a czuję się niesamowicie wycieńczony. 

Wydaje mi się, że przesadziłem z dawką, jednak nawet taka nie spowodowała tego na co czekałem, tak więc substancję oceniam raczej negatywnie. Nie jest ona słaba, jednak zdecydowanie muszę się nauczyć z nią obchodzić.

Ocena: 

Odpowiedzi

Hmm. A czego właściwie oczekiwałeś? Mam wrążenie, że chodiło Ci o kolorki przed oczami to nie jest to substancja która takowe powoduje. Użyłeś słowa psychodelik, a DXM nim nie jest, to dysocjant. Nie wiem dlaczego ludzie wrzucają dysocjanyt jako podgrupę psychodelików, bo one mają zupełnie inne efekty niż klasyczne sajko.

Toć po dxm miałem lepsze cevy niż po 6 gramach suszonych grzybków. Cały trick polega na tym żeby leżąc całkowicie stracić poczucie ciała i odpłynąć w muzykę. Wtedy dxm funduje świetny teatr.

Podróże to moja pasja

Przyznam się, że nie miałem wiele styczności z tą substacją, tylko 3 razy kosztowałem. Nie mówię, że było źle, ale po prostu mnie nie zainteresował. Czułem się po nim dziwnie, ni to źle ni to dobrze.

Psychodelik to pojęcie bardzo ogólnie, ja nie wiem czemu przyjęło się że ludzie przypinają to pojęcie tylko do serotoninogeników. Psychodelik to coś co zmienia poczucie świadomości i jak na moje i definicję to DXM pasuje. Szczególnie po tym co doświadczyłem :P 

Oj chacken. To jest tak cholernie proste. Dysocjanty to imitacje psychedelików. Dziwi Cię zapewne dlaczego sztuczne rubiny chodzą po 5 zeta podczas gdy prawdziwe...:-) Słowo prawdziwe jest kluczem;-)

 

To tylko sen samoświadomości.

Ależ ja nie przypinam pojęcia psychodelik tylko do serotoninogeników, taką marihuanę i gałkę też zaliczam do tej grupy, jednakże już taki DXM mi za bardzo odstaje. To już prędej MDMA bym podczepił pod sajko niż to.

Dokładnie tak. Nic dodać, nic ująć.

To tylko sen samoświadomości.

Jednak dodam. Dysocjanty upośledzają funkcje motoryczne. Są wejściem od lewej strony. Mogą wytworzyć wizje z reguły pasków, plastrów, czy innych warstw, ale zwiedzasz jednak pocztówkę tego, co zobaczysz na bogatszych psychedelikach. Zupełnie odwrotnie działają w sferze astralnej, eterycznej, a nawet mentalnej. DXM, Ketamina, czy Szałwia to quasipsychedeliki. 

 

W sumie to nie wiem, czy gałkę bym dodał do sajko.... To jednak grupa tych samych roślin, co pokrzyk wilcza jagoda (Atropa Belladonna, hehe) i bieluń dziędzierzawa. Czarcie ziela.

 

Do psychedelików zaliczam gandziuszkę, lizergamidy (LSD itd, powoje), tryptaminy (DMT etc., Grybki, Changa, Aya itd.), niektóre fenyloetyloaminy (progiem jest MDMA - w dół stymulanty, w góre sajko z kaktusami na szczycie) i wiele, wiele innych, jak Iboga chociażby. Zawsze lepiej wybierać naturę, niż syntetyki - chyba, że ktoś woli automat od istoty.

To tylko sen samoświadomości.

Łoooo panie to ty zautomatyzowany konkretnie jesteś. Po tych kwasach i dmtach.

Mi się wydaje, że każdy na tym portalu wie, że ty po prostu lubisz się naćpać jak świnia xD

Przyznaj się, że lubisz ćpać i ćpasz kiedy tylko widzisz okazję konkretnej pizdy :D :D no daj spokój, ktokolwiek przeczyta twoje raporty i umie czytać ze zrozumieniem nie uwierzy w twoje chęci pobzbycia się ego, podróży w głąb siebie żeby cośtamcośtam albo, że tripujesz kiedy kosmos ci mówi, że to dobry moment.

I serio serio serio - DMT nie dorasta do pięt szałwii, w ogóle nic jej do końcówek korzonków nie dorasta. 3-meo-pce/pcp są  pod względem mocy na poziomie dimirtiego. A szałwia rzuta/pita/jedzona też jest konkretna na właściwie każdej płaszczyźnie jaką możesz sobie wymyślić.

Stary, jak Ty w ogóle możesz porównywać Szałwię do DMT? To są skrajnie różne rzeczy. Szałwia jest w chuj potężną nauczycielką, ale zaprasza w podróż w kierunku pustki, a DMT jest królewskie, jeśli chodzi o sajko i podróż na nim odbywasz w kierunku formy. Szałwia na zewnątrz, DMT do wewnątrz. 

Paliłem Szałwię od x5 do x60. X5 podobna do gandzi z lekkim wyrzuceniem z ciała, więc żadnej rewelki. X30 dla mnie najlepsza, bo x60 zbyt mocna. Wizyjnie DMT jest pierdylionkroć bogatsze i to nie podlega żadnej dyskusji. Jeśli chodzi o przyjemność (euforyczność, ekstatyczność), to Szałwia nie ma podejścia. Jedynie jeśli o moc chodzi, to się zgodzę, że nic mocniejszego, jak x60 nie spotkałem. Tylko, że to w ogóle nie o moc chodzi. Wiesz, tych płaszczyzn mogę sobie wyobrazić bardzo dużo, jak chociażby czas działania, czy delikatność. Zależy czego chcesz.  Dla mnie i tak, jak do tej pory najlepsze są Grybki.

 

Z automatami chodzi o tą sterylność, o odarcie (najczęściej za pomocą benzyny, czy innych rozpuszczalników) z duszy rośliny. Wyekstrahowane substancje są odarte z całej otoczki innych alkoloidów, które natura poukładała w ten konkretny sposób. To jest tak, jakbyś dymał sex-robota, kukłę, albo kochał się z kobietą... Nie wiem, jak Ci to inaczej wyjaśnić.

 

Czy lubię ćpać? Lubię odbywać podróże, ale to nie jest dla mnie tożsame. Znasz moje zdanie na temat świętości niektórych roślin i grzybów. Z pomocą Grybków rzuciłem alko i tytoń, które uważałem za moje słabości. Nie wpierdalam ŻADNYCH syntetycznych, ani półsyntetycznych substancji. Spożywam jedynie święte rośliny/grzyby. Nie pozbawią mnie one w żaden sposób godności i tak naprawdę nie uzależniają, a na pewno mniej od rzodkiewki.

 

Miałeś sobie zrobić tripa z pożądną intencją i prośbą. Zrobiłeś?

To tylko sen samoświadomości.

Aha i jeszcze jedno. Wiesz dlaczego mówi się o quasipsychedelikach odnośnie dysocjantów, a nie mówi się o quasidysocjantach w przypadku psychedelików?

To tylko sen samoświadomości.

Ah, ah, ah... nie wiem i mnie to nie obchodzi. Z tego co pamiętam, lub wydaje mi się, że pamiętam to określenia psychodeliki/dysocjanty/emptatogeny (nie wiem czy nie pierodlę teraz od rzeczy) są przestarzałe i nie oddają dokładnie stanu rzeczy.

Każdy kwadrat jest prostokątem, ale nie każdy prostokąt jest kwadratem.

To tylko sen samoświadomości.

Nie mma pojęcia o co ci chodzi z szałwią na zewnątrz. A wizyjnie dla mnie DMT nie ma podjazdu od szałwii. Jeśli chodzi o mentalny aspekt to samo. Moc, głębia, wszystko - szałwia bije na głowę DMT.

Ty mi nie musisz nic tłumaczyć, wiem to od dawna, to ty dopiero to odkrywasz.

I spoko, nie wpierdalasz żadnych pół/syntetycznych substancji. Ale kwasem to się objadłeś do syta co? Aż tak ci spowszedniał, że twój mózg nic nowego na nim nie potrafi wytworzyć. Z DMT też sobie pofolgowałeś.

"Obudziłem się i otworzyłem piwo. Wyciągnąłem też jeden z kilku pogandziowych przepałków i złapałem dwa buszki. Otworzyłem drugie piwko i po upiciu połowy spojrzałem na sreberko, w którym znajdowała się Changa. Hmmmm... A co mi tam. Wykorzystam resztkę gandzi, by ją wymieszać z nową zabawką (tak wtedy myślałem o Chandze, z którą to miało nastąpić pierwsze spotkanie), bo sama podobno ciężko się pali." - nieeee no, to nie jest typowe ćpuńskie zachowanie xD pobudka - coś przyjebać na rozruch, najarać sie z deczka, poprawić iiiiiii złapać za nową zabawkę (!XDD!) changę.

A co do ćpania - przeczytaj swoje trip raporty, zwłaszcza ten "potężny, psychodeliczny miks" czy cuś. Przecież to samo ćpanie dla ćpania, nie żeby coś tam gdzieś ale wyraźnie - żeby się wypierdolić z butów. W jednym z raportów napisałeś co ci się najbardziej podoba w DMT (już nawet nie czego cie łuczy czy coś) - wizuale. No stary, jak to jest "podróżowanie w głąb siebie żeby jakieścosiezrobić" no to spoko, szamanjumy razem z sebami.

"Nie pozbawią mnie one w żaden sposób godności i tak naprawdę nie uzależniają, a na pewno mniej od rzodkiewki." - Ale przecież psychodeliki nie uzależniają, a pierwsze słyszę o pozbawianiu godności. Chcesz nam coś wyjawić, ty zakłamany, zepsuty ćpunie? XD joke

 

Nie zrobiłem. Najpierw przeprowadzka i wszystko na swoim miejscu - wtedy trip. Ostatnio zrobiłem coś... ehhehehe... opiszę.

Chodzi mi o sfery Umysłu w których majstruje Szałwia, a w których DMT. Hehehe No to dla mnie Szałwia nie była tak łaskawa, by zaserwować mi wizje chociaż zbliżone do tych na dementorze, a trochę podejść do niej miałem i w ogóle najbardziej wizyjna była na sen. Albo więc ja nie miałem szczęścia, albo to Ty się nie przedarłeś na DMT tam, gdzie można na nim dotrzeć, bo ja nawet gdy paliłem Szałwię na kwasie to tylko zobaczyłem mury złotego miasta. Changa zaprowadziła mnie do miasta, a jeśli chodzi o DMT... to jest to pokój w pałacu. Grybki mają podobne wizje do DMT, tylko bardziej wyblakłe i jakby z dalszej odległości, ale i tu można dotknąć wizji. Na DMT można wręcz... Oh...:-) Co najwyżej zatem się zgodzę, że jest to subiektywne, ale nie pleć, że Szałwia jest bardziej wizyjna. Albo udowodnij mi tę tezę (tak często ode mnie żądasz dowodów, to teraz sam się wykaż).

Spoko. Oczywiście, że odkrywam, ale i Ty odkrywasz kolego:-P 

 

Ćpałem. W chuj razy ćpałem. Ostatni raz w czerwcu na kawalerskim ziomka. Zrobiłem taki mix, że byś się za głowę złapał. Nie ćpam jednak już, ale dla Ciebie może być, że ćpam. Zwisa mi to. Jakbyś zauważył, to już w tym raporcie był to czas przeszły - pierwsze spotkanie z Changą uświadomiło mi, że to nie jest zabawka, a żywa istota. 

No to super, że teraz piszesz, że psychedeliki nie uzależniają, ale kiedyś twierdziłeś coś zupełnie odwrotnego:

"Oczywiście, że uzależniają. Jasne nie każdy się wjebie, tak jak nie każdy się wjebie w stimy." 

To Twoje słowa odnośnie sajko w tym TR: https://neurogroove.info/trip/pierwszy-raz-z-kodein-i-m-j-pierwszy-trip-...

Narkotyki pozbawiają godności właśnie głównie przez uzależnienie i o to z godnością chodziło.

To tylko sen samoświadomości.

To o nieuzalezniajacych psychodelikach bylo przesmiewczo c'mon dude. A co do uzaleznienia - chodzilo ci o to, ze grzyby/kaktusy etc. nie uzalezniaja bo natura, a kwas i DMT tak? Bo polsyntetyczne. 

Co do DMT i Szalwii - wydaje mi sie ze ciebie szalwia tylko lekko smyrga. Mozliwe, ze budowa mozgu czy chuj wie co. Jedyne co ci moge napisac to to, ze DMT jest dla mnie w porownaniu do Szalwii zabawka.

Aaaaand last but not least - mianowales sie PANEM SZAMANEM dwa lata temu, oswiecony po kwasach, taki doswiadczony, stara dusza, szmana z poprzednich pokolen - a change nazwales nowa zabawka xD miedzy innymi takie male "wpadki" pokazuja twoja "stara dusze", wiedze, respekt i inny gornolotne okreslenia jakimi sajko-swiry lubia sie otaczac.

 

W sumie to... dlaczego uwazam szalwie za mocniejsza niz dmt - po dmt umierasz, flufff jestes umarniety i gdzies tam sobie latasz. A szalwia zmienia rzeczywistosc. Po prostu.

Nie zawsze się umiera, ale tak właśnie jest, a Szałwia potrafi wypierdolić z ciała i latasz dookoła. Cholernie odmienne przeżycia.

To tylko sen samoświadomości.

Wszystko można napisać, że było prześmiewczo, bo można i całe życie traktować prześmiewczo;-)

Nie. Nigdzie nie twierdzę, że wszystkie syntetyki uzależniają, a cała natura nie! Nie wpieraj mi tak absurdalnych słów!

Nie powiedziałbym, że Szałwia mnie lekko smyrga, bo czuję jej moc. Tylko, że mocniejsze nie znaczy wizyjniejsze. Zwłaszcza, że te wizje (Szałwia-DMT) to dwa różne bieguny. Tak czy inaczej sprytnie uniknąłeś udowadniania czegoś, czego udowodnić się nie da (szkoda, że tak często ode mnie tego wymagasz).

Nie ja się tak mianowałem, ale ludzie na tripach. Ale Ty możesz mnie nazywać jak chcesz w zależności od nastroju, bo zdaje się tak to działa. Moja dusza - moja sprawa. Zresztą i tak nie wierzysz w duszę;-)

To tylko sen samoświadomości.

Tam jest slowo "przeciez", myslalem ze zlapiesz tak oczywiste nawiazanie do twoich slow o tym ze psychodeliki nie uzalezniaja.

Ja nigdzie nie napisalem ze wszystkie syntetyki uzaleniaja, a cala natura nie. Tym bardziej nic takiego ci nie wpieram. Odnioslem sie do twoich slow:

"Nie wpierdalam ŻADNYCH syntetycznych, ani półsyntetycznych substancji. Spożywam jedynie święte rośliny/grzyby. Nie pozbawią mnie one w żaden sposób godności i tak naprawdę nie uzależniają, a na pewno mniej od rzodkiewki." - Czytajac to i majac na uwadze twoje ostatnie "zmiany zywieniowe" nie bylem pewien o jakie pol/syntetyczne substancje ci chodzi dlatego zapytalem moj manipulatorku ty :P 

To jakie te substancje? Wiesz, z ciekawosci i dla potomnosci

 

Nic nie uniknalem - dalem ci mozliwie najlepsza odpowiedz. To napisz mje co dla ciebie znaczy wizyjny. Bo jesli mowimy o fraktalach i swiatelkach to dmt wygrywa. Ale jezeli mowimy o zmianie postrzeganego za pomoca oczu swiata to dmt moze czyscic fajke po szalwii. Pisze to na podstawie doswiadczen moich i znajomych. Mozliwe, ze ciebie po prostu szalwia mniej smyrga i tyle. Bo jezeli dla ciebie szczyt dzialania szalwii to wyjscie z ciala i latanie wkolo no to yyy eeeee no nie wiem.

A imiona to sa takie opisy dawane ci przez obserwatorow. I tak dla jednych mozna byc bohaterem narodowym, a dla innych ucielesnieniem zla. Jezeli ktos ma jedno imie stale i nikt nie nazywa go innymi (chociazby partner) to znaczy, ze czlowiek jest nudny, niezmienny. Madry obserwator potrafi nadac dobrze pasujace imie. I tak ja ciebie nazywam. Cpun. Maniulator. Oswiecony idealista lekarz dusz. Glupek. Glab. Debil. Wannabeszaman. Swir. Koles, ktory powoli zaczyna dorastac. Odklej. Potrzebujacy pomocy. Freak. Egomosc. Tych calkowicie milych nie bede przytaczal, bo wpadniesz w jeszcze wiekszy samozachwyt niz normalnie. I to sa imiona... w sumie to raczej Imiona, ktore opisuja cie w danym momencie, niezaleznie od mojego humoru. Nie musisz, ba! nie powiniens sie z nimi identyfikowac ale wiesz - ja nie nazywam cie dla przyjemnosci.

Ciekawe jest tez, ze tak chetnie piszesz o dyso, a jedyne i to nietypowe dyso jakie wg. rozpiski pod twoimi TR zazywales to SD.

Mam Ci wszystkie substancje syntetyczne i półsyntetyczne wymienić? Przecież napisałem WIELKIMI LITERAMI, że ŻADNYCH nie biorę. Niektóre rośliny są uzależniające, niektóre szkodliwe, niektóre substancje są uzależniające, ale nie wszystkie. Po prostu wyjaśniam Ci, że ja nie biorę nic, co byłoby uzależniające. Niczego, co by mnie zniewalało, czaisz?

Wizyjność dla mnie to przede wszystkim bogactwo obserwowane trzecim okiem. Przy otwartych oczach masz na wizję nałożone tło z otaczającej Cię fizycznie rzeczywistości, dlatego z reguły wolę cevy, gdzie wszystko widać. Trzecie oko. Btw Szałwia miała być konkretniejsza na każdej płaszczyźnie, jaką wymyślę, a tymczasem DMT jednak w czymś wygrywa? 

Ach i przy okazji jeśli dla Ciebie DMT to tylko fraktalki i światełka to chyba jednak i Ty się zbytnio nie przebijasz na molekule duszy, bo wizje po DMT są całkowicie namacalne i ... Ohh:-)

Co do nazewnictwa, to nie musisz mnie uczyć, jak to działa, bo byłem i diabłem i bogiem, i wszystkim pomiędzy. Oczywiście zależnie od chwili. Pomyśl jednak czy przypadkiem Twój stan emocjonalny nie ma wpływu na Twój odbiór czyjejś osoby. Bo ma. W równym stopniu, co stan odbieranej osoby. Panem szamanem nazywają mnie ludzie z reguły po tym co widzą, jaki mam wpływ na podróż i w jakie rejony kieruję wyprawą. Starzy wyjadecze też... Chodzi o energię zasadniczo. To jaką łatkę komu przykleisz nie musi nic oznaczać. Ja wiem jak się przygotować do podróży i gdzie, co z kim można. Gdybym Ci wszystko opisał dlaczego nazywają mnie szamanem, to byś nie uwierzył. Powiedziałbyś, że zmyślam. Znam Kosmos wystarczająco dobrze. Bywałem w miejscach, o których nie masz pojęcia... Przeczytałem od groma kamieni. Ty w ogóle wiesz, jak się czyta kamienie? Czy sądzisz, że się nie czyta?

 

Nie sugerowałbym się za bardzo rozpiskami pod raportami;-) i k-hole jest mi znane. Aha i nie muszę zażywać dekstrametorfanu, by doskonale wiedzieć czego się spodziewać. Różnica pomiędzy rzeczywistością, a moim wyobrażeniem nie przekracza 10%.

To tylko sen samoświadomości.

No wlasnie ciekawily mnie te substancje, ktore cie znieowlily i pozbawily godnosci. O ile mialo to miejsce, bo tak piszesz, ze nie wiem. Jakos taki mniej nad nami jestes ostatnio, bardziej drazliwy. Czyzby maly odwyk?

DMT nie wygrywa w niczym.

Niech cie nazywaja i zwieraczem odbytnicy jesli chca, dla mnie jestes i pewnie przez dluzszy czas bedziesz oklamujacym siebie, szukajacym pomocy cpunem z wypierdolonym w kosmos ego. Bo przez to, ze wszystko co napiszesz zostaje nie mozesz tak latwo manipulowac. A wlasciwie wcale.

  Nie wiem jak sie czyta kamienie, nigdy mnie to nie interesowalo, bo nie widze w tym zadnej korzysci - w przeciwienstwie do wiedzy praktycznej np. botaniki albo biochemii roslin. Ale no, teraz mnie zniszczyles - nie wiem jak sie czyta kamienie xD o chuj, zalamalem sie. Siostro, mamy wstrzas anafilaktyczny, adrenaliny, szybko! Let CuntSzmanas ego grow brrrrfffff

 

"Nie sugerowałbym się za bardzo rozpiskami pod raportami;-) i k-hole jest mi znane. Aha i nie muszę zażywać dekstrametorfanu, by doskonale wiedzieć czego się spodziewać. Różnica pomiędzy rzeczywistością, a moim wyobrażeniem nie przekracza 10%." Kurwa a kiedys sie ze mnie smiales, ze mam dokladna wyobraznie w tutaj prosze, prosze. Co i raz jakies njusy xD nawet procentowo wyliczone - podasz adres gdzie takie badania robia?

Swietne jest tez twoje wybiorcze odpowiadanie. Odpowiadasz tylko i wylacznie na te rzeczy do do ktorychy masz "pewnosc" ze wiesz najlepiej i wygrales, a wszystko co niewygodne - jakby nie istnialo.

Ale ale ale ale zeby nie bylo ze szaman tylko be i fe - naprawde podziwiam, ze zaczales dorastac. Moze kiedys jakas powazna rozmowe przeprowadzimy jak juz sie otrzasniesz z kolorowego swiata narkotykow. Powodzenia

Może to i dobrze, że większość ludzi puka się po głowie, gdy się mówi o kamieniach i ich wpływie na nas. W końcu uranofan, czy uraninit to kamyczki o takiej energii, że wystarczy być w ich pobliżu przez minutę, by się poważnie napromieniować. Gdyby nie było licznika Geigera, to pewnie byś krzyczał, że jak od kamyczka można dostać poparzeń... No ale, że udowodnili... Kamyczki wibrują, a wibracje pomagają (w leczeniu), lub źle dobrane szkodzą. Pomagają tak, jak mruczenie kota na złamane kości. Ja wiem, które kamyczki na co pomagają, bo je czytam... To, że ta wiedza jest poza granicami Twojej wiary w nią nie umniejsza jej w niczym względem botaniki.

Ty się ze mną kłócisz, że ludzie nie mają aury, a jak Ci pokazałem promieniowanie krilienowskie, toś stwierdził, że pole elektromagnetyczne i wielkie halo. Tyle, że ja to widzę na codzień i dla mnie to jest taka gadka, jakbym widział stół, powiedziałbym stół, a Ty nie widząc go, bo coś Ci zasłania twierdziłbyś, że nie ma żadnego stołu! No i jak mamy gadać?

Z tego, jaki wpływ na otaczającą nas rzeczywistość mają nasze myśli pewnie też sobie sprawy nie zdajesz. Tak, jak Abli, który był zaskoczony cytuję: "wpływem wkurwa na wkurwienie próbki". Wiesz, ludzie wiedzy od zawsze wiedzieli, że z roślinkami się rozmawia, a naukowcy śmiali się z tego i krzyczeli: "dowody proszę". Trochę czasu upłynęło i dziś mówimy o sonochemii. Ile czasu upłynie zanim zdadzą sobie sprawę ludzie, że całą rzeczywistość tworzą nasze myśli? Dla Ciebie to pytanie: "czy", a dla mnie "kiedy". Bo ja to wiem, że tak jest. Badam to od x lat.

 

Niewolił mnie tytoń (oczywiście nie obciągnąłbym nikomu za szluga, jak to czasem ludzie za grzanko opiatowe robią), a godności pozbawiał mnie alkohol. Bo człowiek na poziomie powinien prezentować się w pionie, a zdarzyło mi się leżeć zarzyganym. Ale tak to luz. Widziałem, co ludzie za speeda i na speedzie potrafią zrobić, a o opio to już w ogóle szkoda gadać. Nie jest tak źle:-) Nigdy się nie skurwiłem. Zaznaczyłem tylko, że Grybki, Katusy, czy inne święte roślinki nie zrobią nigdy nic, co uderzy w Twoją godność.

 

Te 10% to wyliczenie z tego na ile moje wyobrażenia pokrywały się z rzeczywistością po innych specyfikach. Chociażby ketaminie. Przecież to Ty twierdziłeś, że nie mogę nic wiedzieć o DXM, skoro go nie brałem. Tyle, że z teorii jestem przygotowany, a na zajęcia praktyczne nie każde się wybieram. (Nie muszę łykać cyjanku, by wiedzieć co zrobi).

Fajnie, że podziwiasz, iż dorastam. Ostatnio nawet wydawało mi się, że Ty z kolei otwierasz Umysł (wiesz, gadka o tych bytach, kiedy Ci się śniłem), ale widzę, że znowu zamknięte.

To tylko sen samoświadomości.

Ale ty mnie rozumiesz i wiesz czego nie wiem i w co wierze, a w co nie. Ciesze sie, ze istnieja tacy wielcy ludzie jaki ty. Dziekuje.

Ekhm... mhMM... masz racje... rgkhhhh... zgadzam sie.

Zżeby nie było, że ja tylko szydzę: cieszę się, że istnieją ludzie wiedzy, którzy nie śmieją się i nie krzyczą - dowody proszę. Super, że zbudowali łodzie, samochody, komputery, ogrzewanie, stworzyli Internet, dragi, szczepionki, medycynę i inne dziedziny nauki. A tych żałosnych naukowców, co jakieś metodologie-srogie i dowody-srody używają - do pieca!

Zżeby nie było, że ja tylko szydzę: cieszę się, że istnieją ludzie wiedzy, którzy nie śmieją się i nie krzyczą - dowody proszę. Super, że zbudowali łodzie, samochody, komputery, ogrzewanie, stworzyli Internet, dragi, szczepionki, medycynę i inne dziedziny nauki. A tych żałosnych naukowców, co jakieś metodologie-srogie i dowody-srody używają - do pieca!

Gówno prawda. To że przez Twoją wyimaginowaną wyższość serotoninogeników uważasz że wszystko inne to gówno nie znaczy że tak jest. To tylko twoje wyobrażenie.

Psychodeliki też upośledzają funkcje motoryczne, nie wiem czemu uważasz że to tylko rola dyco. KURWA DZIWNE. Biorę truciznę i ciało reaguje jak pojebane.

Wszystko co powoduje faze dla ciała jest trucizną. Może Ci się wydawać że po dyso jest tylko pocztówka i możesz tutaj tak pisać wkręcajac ludziom swoje gówno, ale prawda jest oczywiście inna niż Ci się ubzdurało, ponieważ jak są fani sero psychodeli, tak samo są fani dyso psychodeli.

To tak jak byś w każdym poście pisał za każdym razem że "Tytanic" to najlepszy film i tylko tego rodzaju film można zaliczać do filmów. Inne to gówno.

Zparafrazuję twoją wypowiedź

"Jednak dodam. Horrory upośledzają funkcje poznawcze. Są wejściem od lewej strony. Mogą wytworzyć trochę strachu, niepewności, czy innych uczuć ale oglądasz jednak pocztówkę tego co zobaczysz w lepszych serialach jak M jak miłość. Zupełnie odwrotnie działają w sferze mentalnej, eterycznej a nawet astralnej. Horrory, Thilery, czy nawet SciFi to quasifilmy"

Nie łapiesz. Ja nie twierdzę, że dyso to nie filmy. Bo i depresanty to filmy i stimy to filmy. Tyle, że jeśli mówimy o fantasy, to nie wyjeżdżaj, że sci-fi to też fantasy;-)

To tylko sen samoświadomości.

Dobra, weź zamilcz, bo stajesz się pośmiewiskiem. Ty typie naprawdę powinieneś zająć się czymś innym, np. szydełkowaniem, albo układaniem puzli. Musisz w końcu sobie uświadomić że gówno wiesz i gówno widziałeś, nie jesteś żadnym szamanem tylko durniem. Kropka.

Gówno to widzę, gdy patrzę na Twoje wpisy.

To tylko sen samoświadomości.

Strony

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2018
design: Metta Media