Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

retrospekcja z czterech lat.

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
450 mg
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Nastawienie psychiczne bardzo dobre, przystanek, wieczór. Nastrój wyrównany, podekscytowanie. Oczekiwania raczej niskie.
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Gałka muszkatołowa ~3,
maczanki na Damianie ~20,
grzyby ~2, marihuana ~5,
szałwia ~10,
tabaka ~>100,
tytoń ~>100,
melisa ~>100,
yerba mate ~500,
kawa ~>200,
czaj ~<100,
bieluń ~1(?),
pst ~5,
makiwara ~2,
heroina 2,
25B-NBOMe ~3,
5-APB 1,
MDMA 4,
AM-2201 1,
Amfetamina ~50,
AMT ~4,
butan-propan ~10,
butapren ~10,
kofeina ~3,
mefedron 8,
metadon 24,
metoksetamina ~15(ciąg),
benzydamina ~100 (ciąg),
chlorprothiksen ?,
klorazepat 3,
hydroksyzyna ~<100,
metkat ~100 (ciąg),
dimenhydrynat 4,
diazepam 1(?),
efedryna ~20,
fluoksetyna ~>500,
kodeina ~>300,
narkoza 3,
morfina 6,
paroksetyna 6,
pseudoefedryna ~100,
sertalina 1 (?),
wenlafaksyna ~10,
tramadol 2,
5F-AKB-48 ~20

retrospekcja z czterech lat.

Jesień 2010
Święcenie domu, jak zwykle nużące. Wychodzę na spacer. Wchodzę do apteki, czuję jak się pocę ze stresu. To właściwie takie straszne, ale podaję przez okienko te sześć złotych i mówię "Acodin poproszę". Idę do Biedronki i kupuję napój energetyczny. Jest około godziny dziewiętnastej, ale jest już ciemno. Siadam na przystanku, dziesięć minut do autobusu. Rozglądam się wokół i wyciskam z blistrów trzydzieści tabletek. Połykam wszystkie na raz łapczywie zapijając energetykiem. Wracam do domu. Wchodze pod prysznic i czuję jakby to było piekło. Dwie godziny drapię się pod gorącą wodą. Płynie ze mnie krew, ale nie przestaję. Sprawia mi to nieokreśloną przyjemność.

Zima 2010
Obniżka cen. Robię spacer po całym mieście. W torbie mam trzydzieści osiem opakowań. Wystarczy mi na około dwa tygodnie. Codziennym rytuałem jest włączanie Crystal Castles i ćwiczenie w ogromnych ilościach całą noc. Nie było dnia w którym bym odpuściła.

Zima 2011
Do tej pory zdarzało mi się wymiotować tylko gdy zjadłam dużo. Teraz wymiotuję wszystkim. Przed szkołą wrzucam pół paczki, po szkole półtora. Tak się kręci od roku.

Wyszłam z lekcji religii do łazienki. Zwymiotowałam. Nie widzę w wodnych wymiotach żadnej tabletki więc wszystko się już wchłonęło. Wstaję. Pierwszy raz tak mocno mi się kręci w głowie. Uderzam głową w ścianę i spadam na posadzkę. Budzę się piętnaście minut później.

Wiosna 2011
Ptaki pięknie śpiewają, ja się cieszę. Znowu wymiotuję. Przestałam mieć pieniądze na Acodin. Przeraża mnie wizja ćwiczenia bez niego i przeżywania zakwasów.

 

Lato 2011 
Już za miesiąc do szkoły. Całe wakacje przechodziłam w różnych miejscach. Szczególnie skupiłam swoją uwagę na odczytywaniu pamiętnika samobójczyni spisanego na ruinach. 

Jesień/Zima 2011
Wkręciłam się w towarzystwo. Głównie trzecioklasistów. Na każdej przerwie paliłam z tą obojętnością, przymrużonymi oczkami i cienkimi źrenicami. Zaczęłam palić trawę. Najpierw dla niepoznaki, potem przez chwilę byłam psychicznie wjebana. Wszystko było dobre. Codziennie energetyk i blister Acodinu, jakoś dawałam radę.

Wiosna/Lato 2012
Zaczęłam opuszczać treningi. Przecież ta sztuka walki była dla mnie wszystkim, sekcja jak rodzina. Ja to wszystko pierdolnęłam, bo nie byłam w stanie na nie się dotoczyć. Codziennie kilka paczek Acodinu, codziennie paczka papierosów i dwa piwa. Zaczęłam wagarować.

Jesień/Zima 2012
Niby wszystko w porządku. Niby. Udaję, stale udaję. Nie ma starych znajomych. Mało jem. Dużo uczucia głodu. Przestałam się od czasu do czasu zabawiać szkłem. Kupiłam pierwsze w życiu żyletki. Coraz bardziej zaczęłam być samotna, tracić znajomych. Topiłam się w swoim cierpieniu. Kupione sporo paczek Acodinu i Antidolu. Dzień w dzień ćpanie.

Zima/Wiosna 2013
Pierwszy raz jadę do szpitala. Mimo wszystko nie przeraża mnie to jakoś specjalnie. Skierowali mnie, bo więcej się głodzę niż jem. Nawet tam obsesyjnie szukam żyletek, szukam okazji żeby zapalić. Pewnego razu nawet mi i Zuzie udaje się zjeść paczkę Acodinu. Nikt się nie dowiedział nawet o naszym wyjściu przed budynek na papierosa. Później dwa odwyki z których uciekłam.

Lato/Jesień 2013
Ledwo co zdałam. Jade do kolejnego szpitala, tym razem w Olsztynie. Oddział zamknięty. Tam po raz kolejny próbuję popełnić samobójstwo wieszając się na prześcieradle. Dużo rozmawiam z narkomanami, pokonuję ich mimo wszystko doświadczeniem. Jak słucham durnych rywalizacji o to kto dłuższą krechę z psychotropów to chce mi się z żałości rzygać. Wyrobiłam sobie wysoką pozycje w grupie. Wracam do domu. Coraz więcej przeszukuję strony o narkotykach. Coraz mniej chodzę do szkoły. Kupiłam strzykawkę i igłę. Założyłam wenflon. Przydał mi się. Pierwszy ciąg na metkatynonie. Z każdym dniem iniekcje wychodzą mi coraz lepiej.

Zima 2013/2014
Cały czas jestem upierdolona. Nie ważne czy to kotem czy to deksem czy kodą czy helupą. Przestaję się ciąć. Przestaję też chodzić do szkoły. Na facebooku i forum poznaję dużo ćpunów. Mam w nich większe wsparcie niż w ludziach na miejscu. Znowu jade do ośrodka. Codzienne libacje alkoholowe matki są codziennością. Więc dlaczegoby nie zrobić sobie narkotykowych?

Wiosna 2014
Pokój cały w strzykawkach, igłach, maku, pudełkach po lekach. Nikt już tu nie wchodzi, ja nie wychodzę. Nie jestem w stanie do pokoju donieść ostatnimi czasami nawet herbaty. Zaczynam seplenić, tracić świadomość patrząc w jeden punkt na niebie w którym nic się nie dzieje. Zaczynam widzieć we wszystkim barwy, wszystko jest takie piękne. Dopóki działanie się nie skończy. Wtedy wszystko wkurwia. Ale to już tylko kwestia wkłucia, odpowiedniego trafienia. Jest dobrze. 
Nie potrafię myśleć o niczym innym. Cała się trzęsę. Czuję, że wszystkie uczucia zostały ze mnie wyprane. Mam zaburzony błędnik ruchowy, chodzę krzywo. Nie pamiętam już jak to jest mieć ciepłe ręce czy stopy. Dłonie u czubkach są fioletowo-różowe i bolą. Mięśnie też bolą. Na dłoniach mam pełno drobnych kropeczek, bo już ledwo się wkłuwam. Nie odczuwam już zmęczenia. Zaczynam okradać ludzi, matkę, apteki.

08.04.2014
Ósmy dzień trzeźwości. Nie daję już sobie rady. Piję czaj mimo, że prawie, że wymiotuję. Czekam na paczkę z każdą sekundą coraz bardziej. Ładuję w siebie wszystko co się da. Kości bolą, mięśnie bolą, wszystko boli. Nie mam pieniędzy na to żeby się porządnie zgrzać. Wpieprzam dużo tabletek przeciwbólowych, dużo jem. Czuję się tak chujowo, że ledwo co jestem w stanie wyjść z psem. Myśli o samobójstwie są coraz bardziej uciążliwe. Nie liczy się już dla mnie nic. Sprzątam cały dom w nadziei, że coś znajdę. Gdy coś znajdę wkłuwam się w żyły, albo mięśnie tępą igłą i już zacinającą się strzykawką wpuszczam aby wpaść chociaż na chwilę wpaść w błogostan. Muzyka stała się moim jedynym przyjacielem. Mam tak wielkie zaniki pamięci, że nie jestem w stanie napisać tutaj wszystkiego, bo zwyczajnie nie pamiętam. Notatki im krótsze tym bardziej pora roku zajebana. Nie widzę już nic poza narkotykami. Eksperymentuję już ze wszystkim co tylko wpadnie mi w ręce. 

 

25.12.2014 1:50

Wigilia. Stabilizuję się, okłamuję, że nie ćpam. Psychiatrę, terapeutkę. Próbuję z chłopakiem-ćpunem ułożyć sobie wszystko na nowo. Znowu chodzę do szkoły i staram się. Na prawdę się staram być normalna. Żałuję, że zaczęłam. 

Stale jestem tutaj gdyby ktoś chciał dalej śledzić. 
http://www.photoblog.pl/parodiaczlowieka 

Ocena: 

Odpowiedzi

Mocne.

jeśli chcesz możesz żyć inaczej. Daj znać dymian[at]o2.pl

exp:
...
benzydamina ~100 (ciąg)
...  
Myślę, że to zasługuje na osobą retrospekcję!  

A tak powaznie mówiąc: Czytając raort miałem ochotę Cię zjechać ale biorąc pod uwagę, że masz teraz ~16 lat, a swoją przyogdę z narkotykami zaczęłaś w 2010 roku to nie mam sumienia. Zasmuciła mnie ta retropsekcja i zastanawiam się gdzie przez ten cały czas byli Twoi rodzice?!  

Napisałabym gdyby nie to, że jej nie pamiętam B|
Rodziców nie było nigdy.  

To, wiele wyjaśnia. Skąd, w takim wieku miałaś fundusze na tak częsty zakup narkotyków?  

Kradłam.

I widzicie do czego doprowadzają narkotyki. W takim wieku być już w takim stanie to jest porażka... Nie powiem, lubię zapalić trawke, jakieś guziki na impreze czy grzybki ale wszystko Z GŁOWĄ!! Każdy kto to się chwali ile to on nie zjadł ma nierówno z głową i powinien sie zastanowić co ze sobą zrobić. To nie ma być powód do dumy, to powinnien zostawić tylko dla siebie. No ale co zrobić, ludzi z problemami psychicznymi tu nie mało a tych normalnych nie za wiele. 

PS: Jest tu kto z klimatów lotki/manieczek/sunrise/staroprzygodzkiej? (kto jest ten wie o co cho) :))))

Tu jest nieco inny przypadek, myślę, że na podłożu wychowawczym ale jedyne co mogę to życzyć powrotu do normalności i by nikogo to nie spotkało...

Na psychicznym też. Zaczęłam ćpać prawdopodobnie też dlatego, że byłam gnębiona ze względu na troszeczkę większą tuszę, a Acodin pozwalał mi się głodzić.

Szkoda, ze to tak daleko zaszlo. Zreszta wiesz, ze teraz juz Ci ciezko bedzie z tego wyjsc tym bardziej, ze przez internet nie dostaniesz pomocy a lekarze raczej biora to na odpierdol... Ale walcz, masz dopiero 16 lat cale zycie przed soba. Chodzisz jeszcze do szkoly? 

Zdarza się chodzić.
Lekarza mam akurat dobrego. 

Talibi 

A co to jest Spotted że się pytasz czy ktoś jeździ na imprezy z muzyką elektroniczną czy przyjaciół szukasz? System komentarzy służy po to aby wyrazić swoją opinię o raporcie/dopytać autora o interesujące szczegóły czy podzielić się innymi związanymi tematem przemyśleniami.

 

 Nie wiem po co ta gadka o chwaleniu się swoim doświadczeniem bo ja tutaj nic takiego nie widzę , wręcz przeciwnie to jest raczej lament. 

 

Akurat w tym przypadku narkotyki nie były podłożem patologii a odwrotnie. Patologia, brak opieki, brak dobrych wzorców doprowadziły do tego, że 12 letnie dziecko zaczęło eksperymentować z substancjami psychoaktywnymi. O co tu ją winić. Co innego wpierdalający się na własne życzenie dorosły, świadomy ryzyka człowiek a co innego 12 latka, która ma jeszcze liche pojęcie o świecie. Początki z reguły są fajne. A jak się pojawiły nieprzyjemne sytuacje to już pewnie było za późno, bo wystąpiło uzależnienie. 

Do tego dochodzą zaburzenia psychiczne, które mogły istnieć już przed przygodą z narkotykami, a które przyczyniły się do ich nasilenia.  

Nie byłam diagnozowana, ale już wtedy byłam nieźle pociachana. Leczę się psychiatrycznie od trzech lat. Od czterech lat mam bulimię, niedawno zdiagnozowano mi borderline, teraz fobię społeczną.

Swoją drogą borderlinea diagnozuje się po długich latach choroby zazwyczaj u osób dorosłych. U mnie zdiagnozowano w wieku piętnastu lat i dwóch miesięcy.

Chwalenie sie swoim doswiadczeniem nie bylo skierowane do niej tylko ogólnie. Ja jej wspolczuje i nie obwiniam jej bo sam wychowalem sie w takim otoczeniu i wiem co to znaczy patologia...

Mam jedno pytanie, możesz na nie odpowiedzieć lub nie - czy masz na Imię Iza? 18lat masz teraz czy jak zaczynałaś ćpać? 

Z moich infomracji wynika, że nie ma na imię Iza. :P Teraz ma około 16 lat (pisałem o tym w poprednim komentarzu ), pewnie wpisała 18 aby raport nie został odrzucony. 

 

Próbowałam wpisać szesnaście. W ogóle nie poszedł.

Czytając ten raport zastanawiam się, skąd ja znam te uczucia... Weszłam też na fotobloga z ciekawości i wydajesz się zajebistą osobą, w wielu sytuacjach mam podobnie. Oświecone zażywanie substancji psychoaktywnych swoją drogą, ale czasem jak się ma doła/błoe egzystencjalne/wewnętrzną pustkę itp. to leki wymiatają. Acodin, tramal, a najlepiej jakieś benzosy. :)

Sweet Holy Psychedelia <3
Z Psytrance od 2012 roku.

Miło mi, cóż, prawda jak cholera.

To było pisane 3 miesiące temu, a ja już czuję takie zażenowanie i głupotę od siebie. 

Wychodzi na to, że tutaj jest jedyne miejsce, w którym jesteś szczera i nie musisz udawać - wierzę, że znajdziesz w sobie siłę, bądź szczera nie tylko tu, przełam się i daj sobie pomóc.

Trzymam kciuki

Twoja wola i podejście mogą sprawić, że się stoczysz albo zbiliżysz do istoty.

Dziękuję.

Za Crystal Castles. Nigdy wcześniej ich nie słyszałem. Poza Niną Hagen nie kojarzą mi się z niczym. Są niezwykli. Ciekaw jestem, jaki rodzaj "ćwiczenia" miałaś na myśli, bo w żaden sposób nie mogę jakoś pogodzić ich natchnionej muzyki z innego świata z jakimkolwiek rodzajem rytmicznych podskoków czy wymachów ramion. A tak na marginesie - jeżeli chociaż połowa tego, co piszesz, jest prawdą - znajdź kogoś, kto dobrze pisze i spisz to wszystko. Ostatecznie byłabyś wtedy jednak jak "My, dzieci z dworca Zoo". A jeśli czytałaś kontynuację - "Życie mimo wszystko" Christiany, to wiesz, że wcale nie trzeba rzucać, żeby życie było kolorowe. Da się połączyć oba światy i to na całe życie. One mogą się uzupełniać. A umierać nie warto. Mimo wszystko jest tutaj pięknie.

Bardzo proszę.
Ćwiczenia to trochę inna bajka, mam bulimię.
Gdybym kogoś znalazła to już by nie było moje. Zajmuję się pisaniem na zlecenie, także coś pisać chyba umiem. Ten raport jest mocno chaotyczny. Opisywać nie ma czego, bo moja historia niemal niczym się nie różni od historii miliona dzieciaków.
Jeśli chcesz o tym czytać to piszę bloga.  

Napisz do mnie na mail, bo nie wiem, czy mi się zgadzają nicki h/n. Pozdrawiam

Już piszę.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media