Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

jestem umęczonym odkupicielem waszych grzechów.

jestem umęczonym odkupicielem waszych grzechów.

Trip raport ma bardziej charakter edukacyjny, zgadza się ćpaczki, uczcie się na czyjejś głupocie a nie na swojej wątrobie!

zostałem do późna w obskurnym psychodelicznym barze, za dużo tam jednak twarzy, tych spitych gęb, pojebusów, sromów na kurzych łapach i elegancików odpoczywających od pracki w korpo mogących sobie pozwolić na maks. 2 piwa bo jutro od nowa zaczynają znów swe odpowiedzialne życie od kurwy tańsze, myśle czy by już czasem nie iść czy nie wtapiać się nadal w zapijaczony tłum, dokończe piwo i ruszam z dala od tych fałszywych uśmiechów spowodowanych przedawkowaniem etanolu, pijany hipokryta ze mnie, ostatnie piwo buzuje w moim krwiobiegu, bełkocze już jakieś głupoty do przypadkowych ludzi prezentując swoje oderwanie o nudnych schematów, usłyszałem od znajomej zdanie że czas na mnie, jako że jest mądra to nie protestowałem za bardzo, jeszcze chwilę pomęczyłem przypadkowych ludzi i opuściłem stado pijaczków okrężnym krokiem, mając minutke do domu dotarłem kwadrans później, co za bezczelność ze strony tak lubianego trunku.

nie wiedziałem co za bardzo mam robić w tym jakże nudnym domu, w tym smutnym jak zużyta prezerwatywa pod śmietnikiem domu, co mam zrobić ze swoim darem charyzmy w nudnej jamie? jestem teraz w stanie zorganizować sekte jednym ruchem palca, przekonać Johnnego Depa że koka jest zła, a troglodyte naucze czytać, cholera, czy coś w tym stylu, nudziłem się, wziąłem kilka tabsów na sen, obejrzałem najpaskudniejszego pornosa jaki tylko był, zjadłem kanapke z padliną, serem i tonem przypraw ponieważ robiłem z pijacką manierą nie zjadłem rzecz jasna nawet połowy świństwa.

jakże miłe jest te łóżko, nawet nie przeszkadza mi za bardzo to że łóżko wraz z alkoholikiem porwał helikopter i robi krótkie popisowe pętle w powietrzu, smacznie mi się odpoczywa! jedynie jestem ciekaw tych tabsów na sen, jak się nazywały te smaczne małe białe krążki których pożarłem aż tyle, cholera chyba zjadłem za dużo trochę mnie poniosło, ale co do cholery to było, benzo nie mam - dzięki Ci bogu, może kodeina? skądże, to były dużo mniejsze tabsy, naszła mnie jakaś skrajnie absurdalna myśl iż mogłem zjeść dexa ale kto byłby tak głupi by mieszać alkohol z deksiwem? litości, mam do siebie tyle szacunku że nie popełniłbym takowego faux pas, no chyba że tak?

dręczą mnie podłe myśli, co to mogło być takiego, może zabawie się w grę, poczekam godzinę i postaram się zgadnąć co to, jak odgadnę dostanę nagrodę  don spierdola roku, jakoś nie bawi mnie ta opcja i myślę co to mogło takiego być, cholera nie było tego mało, wpadłem w jakiś trans czy coś w tym stylu i chyba bardziej mi zależało na pijackim wystrzeleniu tabsów z blistrów co było całkiem zabawne niż na ćpaniu, więc zjadłem je tak zupełnie bez powodu na to wygląda, tak po prostu przy okazji je pożarłem łapczywie uprzednio wyciskając te małe białe główki, to mnie nawet pamiętam cholernie rozbawiło, to samo czuję pewno np. wielki potwór morski gwałcąc mackami statek czy pilot zrzucający bombke na miasteczko czy coś w tym stylu, mam więc wstać i sprawdzić co to? tak mi błogo się leży nie mam sił, czuje że większy wysiłek zaskutkuje ozdobieniem rzygowinami podłogi, no trudno.

hah ale zabawne puste opakowanie przeciwkaszlacza, ciekawe c-co on tu najlepszego robi, kurwa mać!? zeświruje, cholera, nie chcę tego gówna, co kierowało mym zapijaczonym umysłem? przeklinałem w tym momencie brak sejfu czy czegoś podobnego abym nie miał po prostu dostępu do dragoli jak wracam z baru, alkoholu się po prostu kurwa nie łączy z dexem, nawet jeśli ktoś Ci przystawi klamke w buźke nie wpada się na taki pomysł, chyba że kto ma jakieś zaburzenia psychiczne polegające na skrajnej nienawiści do siebie i tnie się i rozpierdala dragami na wszelkie możliwe sposoby, albo po prostu jest się popapranym pijaczkiem jak ja.

położyłem się wiedząc że jakoś to będzie, jadałem już jedno całe opakowanie nie raz, co innego jakbym zjadł dziewiczo dwa opakowania, wtedy mógłbym się martwić o swoją przyszłość, ale nie ma powodów do zmartwień, mogę próbować odpocząć z tą różnicą że będę miał sny bajecznie kolorowe, uśmiechnąłem się do siebie i przewróciłem na drugi bok gniecąc coś co okazało się drugim pustym opakowaniem.

nie rozumiem swoich nie których decyzji ale w tej miała mi pomóc w zrozumieniu znana wszystkim strona dla ćpaków, która wyszeptała mi że mogę wątrobie powiedzieć papa albo w ogóle się nie obudzić rano, wtedy wątroba mi powie papa, w sensie wątroba i reszta rodziny która nie łączy deksa z alkoholem, raczej, nie miałem ochoty umierać, nie wierzyłem w swoją głupotę, zrozumiałem co musi czuć osoba która stała się ofiarą własnej głupoty bo skutki jej dowcipu zaszły zdecydowanie za daleko, czuł to pewno polański, hitler, kim dzong un czy twoja matka, hih!

nie byłem rzecz jasna usatysfakcjonowany, uznałem że zapytam moją najdroższą co sądzi o takiej kombinacji

-"niebezpiecznie xD"

przeraziłem się nie na żarty, jedyne co zdążyłem odpisać to coś: 

"zacelo sie!

wsysa mne!

ssskurwol!"

odpowiedziałem jeszcze ale na głos coś w stylu "pierdole!" i zawinąłem się szybko kołdrą jakbym żałośnie chciał uciec przed czymś nieuniknionym, mając nadzieję że to pomoże, skutku nie muszę tłumaczyć, następnie wziąłem jakąś miskę i próbowałem się kulturalnie do niej odrzygać, pan deks jakby świadom całej sytuacji uporczywie zaczął odłączać ciałko od mózgownicy co znacznie utrudniło mi zadanie które się rzecz jasna nie udało, wywiesiłem białą flagę, oglądałem porno z najsmutniejszym wyrazem twarzy jakim się da i poszedłem spać.

Obudziłem się zapewne jakąś krótką chwilę potem, nie myślałem już jak normalny człowiek, każda myśl opierała się na prostych mechanizmach skrajnie prymitywnych, na podobnej zasadzie myśli zapewne np. Kot, prosto, bez zbędnych schematów i filozoficznych utrudnień i innych typowo werterycznych ceregieli, zgięty w jakąś pokraczną pozę starałem się wycelować peniskiem w miskę, jak to do kurwy nędzy działa, mam powiedzeć jakieś zaklęcie? bełkotałem jak opętany do metalowej miski, bardziej zaczęło mnie obchodzić pochodzenie tejże miski niż operacja odeszczania się w jej połyskujące denko, o no i leci, zrobiłem niekontrolowany zszokowany wyraz twarzy, jakże wielkie było moje zdziwienie iż okazało się że do podlania miski wystarczy szczypta chęci i odrobina cierpliwości, ręce mi jakoś odbiegły z dala od biomaski między nogami i pozą przypominałem ukrzyżowanego chrystusa, tyle że z kutasem spoczętym w pełnej szczyn misce i z myślą nieskalaną złem, jestem jezusem, j-jezusem chystustem! 

gdy skończyłem odkupować grzechy ludzkości miska na złość pokazała niezadowolenie z mojej formy i bezczelnie przewróciła się z pufa na podłogę, wybaczyłem jej, przelała moje odkupienie na świat! musiało się to stać, dążyłem do tej zaszczytnej chwili całe życie, całe 19 wiosen czekałem tylko na ten moment, jakże mnie to nie obchodziło, mogłem czekać dalej, ludzkość czekała 2000 lat na mnie, moje zagubione owieczki będą musiały czekać kolejne tyle, wystarczy tylko by zamienili krzyż na srebrną misę pełną płynnego złota którego jestem w stanie dać im nieskończoność, oczekiwałem ze spokojem pierwszego chętnego złotego chrzestu.

 

szczerze mówiąc nie wiem co to miało znaczyć, rozkładałem ciągle ramiona pozując jezusa, jako że byłem odkupicielem nie mogłem tak po prostu przestać, następnie zacząłem tańczyć do tych tajemniczych dźwięków, moją słabością okazał się jakiś niedowład członków i robiłem to z jakąś kwadratową manierą, nie obchodziło mnie to, czułem że zaraz umrę, popełniłem niewybaczlny błąd i muszę światu zapłacić za to, najwyższą cenę, taniec przybrał smutny wyraz, oh, prawie zapomniałem, cholera! przecież w astralnym świecie nie istnieje tak nudne słowo jak śmierć, ależ niedojda ze mnie czasem, mogłem się cieszyć nadal radosnymi robotyczno-tanecznymi ruchami taplając się w rozlanym chyba piwie.

gapię się na swoje dzieło narysowane jakiś czas temu, matkę boską trzymającą czaszke swego synulka, zrobiło na mnie to tak ogromne wrażenie że zmuszony byłem schować się pod kołdrę jak przestraszony petardami kundel, skuliłem się przed czarnymi jak smoła oczami i czekałem niewiadomo na co.

faza która mnie tak męczyła przybrała postać chyba jakiejś osoby, celowo nie pozwalała mi najwyraźniej wypocząć, w moim umyśle, dudniło ciągle, pra-sa-pra-sa-pra-sa-pra-sa-sa-sa, uwięziony byłem, mogłem ciągle jedynie obserwować, czułem się jak gigant do którego włamał się mały parch i sterował dwiemia dźwigniami czyli tym całym pierdolonym gigantem a ja nie byłem w stanie nic poradzić, jak z kreskówki czy coś w tym stylu, przepraszałem go jednak to na nic, dziwak sprośnie wygrzebał srebrny symbol odkupienia grzechów i bez określonego powodu w ten święty artefakt chciał się podle i bezwstydnie odlać, kłóciłem się z nim myślami, jednak on przejął nade mną kontrole, mogłem tylko obserwować, było mi do śmiechu jak okazało się że ma nad wszystkim kontrole tylko nie nad tą śmieszną częścią między nogami, czułem że wygrywam.

dziwnie czuć że coś niezrozumianego cię kontroluje choć z drugiej strony w tej mrocznej sile jest coś pociągającego coś wartego skrajnej profanacji, całkowitego zbrukania, jak oglądanie faszystów z myślą że niby źli to to oni no ale ciekawe jak to w sumie ubrać eleganckie wdzianko i być wyżej w jakiś dziwacznie narzucony sposób który jest dla mnie nie zrozumiały czy coś w tym stylu.

obróciłem głową w stronę drzwi, jakimś niewyjaśnionym sposobem dogrzebałem się w stronę drzwi, zastygłem w tej pozycji, próbowałem zrozumieć co ten czub sobie teraz ubzdurał że chcę oglądać tą zaplutą bramę do innej czasoprzestrzeni, uznałem że po prostu poczekam na skutki, moja część organizmu znalazła się na tym pokracznym mechanizmie wystającym z bramy, czułem w związku z tym silny niepokój, co ten gnój planuje kurwa? chyba nie masz ochoty pójść w ten nieznany świat dziwaczna, nieznana, pojebana siło, drzwi w tym momencie otworzyly się z niezwykłą brutalnością a ja nieubłaganie stawiałem bardzo twarde kroki naprzód, przerwa między krokami trwała dobre 15 sekund ale szedłem zasadą powoli ale do przodu!

nie mogłem powstrzymać się przed udaniem się tam, jestem w marazmie, jestem opętany, jestem jakiś taki.. Mimo że nie mam najmniejszej ochoty tam iść to twardo idę jakby to było celem mojej obecnej egzystencji, jakże wszystko dziwne jest wokół mnie, nic z tego nie rozumiem, kojarzę jedynie że jestem obecnie niezwykle głośny i przestraszyła mnie myśl spotkania z podobnym do mnie organizmem.

dotarłem i znalazłem się w pokracznym kosmicznym pomieszczeniu na środku której jest najwyraźniej cel mojej wizyty, zaciekiowiony byłem co mnie ciekawego czeka, co to za skomplikowany mechanizm mnie oczekiwał przez cały ten czas, jaka to mądrość mnie spotka, jakie tajemnice świata odkryje, postanowiłem się poddać mojemu zniewoleniu, uznałem że może to nic złego, może prowadzi mnie specjalnie, by pokazać mi pewien silnie skrywany sekret który poznam tylko ja, będzie tylko i wyłącznie dostępny dla mnie, boska siła wiedzie mnie do samego końca, jestem prawie całkowicie pewien że moja długa podróż zostanie chojnie wynagrodzona, moje cierpienie, z jego pomocą obsługuje niezwykle trudny mechanizm kosmicznego urządzenie, otwarła się krypta, wzruszyłem się, jakże piękny okazał się ten widok, jednak to nie koniec nadal prowadził mnie On za ręke aby powinność moja dobiegła końca zauważyłem że konieczna jest moja interakcja aby urządzenie mogło zafunkcjonować, kompletnie uległem licząc na pomoc Jego.

odeszczałem się po czym z równą podniosłością chwili wróciłem.

obudziłem się, zapewne dlatego że moje odbiorniki dźwięku wyrażały niezadowolenie z tego jebanego krzykacza z którego wydobywał się skrajnie metaliczny jazgot, wszystko było skrajnie metaliczne, ja, dźwięk, świat, obraz cały się rozciągnał, nie mógł przestać aż wkońcu rozerwał się i od tego momentu widziałem dwa obrazy, zepsułem świat, sprawiłem że są teraz dwa przeciwstawne rzeczywistości, wystraszyło mnie to nie na żarty, znowu schowałem się pod kołdre, naprawić tego cholera nie potrafiłem, uznałem że ludzie sobie z tym poradzą, przyzwyczają się do dwóch rzeczywistości może nawet znajdą plusy tego czy coś w tym stylu, miałem niezwykłą ochotę podlać miske, nie mogłem tak po prostu tego zrobić, musiałem poczekać aż pozbieram wszystkie części, musiałem czekać aż tysiące kopii mnie umrze, teraz po prostu powodują pewne zgrzyty przez które nie mogę dokonać tego czego najbardziej pragnę, cierpliwie czekałem aż wszystkie moje kopie zdechną, muszę jedynie idealnie wycelować z tą czynnością, jak będzie moja kolej na umieranie wtedy to zrobię! dokonam tego i zerwę ten niekończący się ciąg, kim jestem? 

kim? kto? he?

ja?

tak!

ja? he? 

ty.

patrzyłem się z szokiem na swoje odbicie w bananie, nie mogłem odpowiedzieć na to pytanie, nie wiedziałem po prostu czym to ja się stałem, czy w ogóle się stałem, gdy próbowałem odpowiedzieć na te wszystkie pytania, jedyne co widziałem to kopolujące kosmiczne urządzenia, ich cały splendor i dostojną nieskończoność, uznałem że moje marne potrzeby napełnienia dziwacznej galaktycznej rzeźby o idealnym kształcie są prymitywne, nic nie może równać się z ogromem pieprzących się kosmicznych maszyn, mogłyby tylko nie sprawiać aż tak skrajnie metalicznego dźwięku przy tym, ale nic przecież nie jest idealnie, poza galaktyczną rzeźbą, przytuliłem ją mocno, obiecując jej że nikomu nie oddam, schowałem ją pod bezkresną pustynią , której ogrom jest niewyobrażalny dla nikogo, tylko ja znam jej sekrety i granice tak samo jak galaktycznej rzeźby którą to opiekowałem się z dużą dbałością z dala od tych zaplutych podwójnych kopolujących głośnych kosmicznych maszyn, zamknąłem oczy przez co dokonałem małej niedbałości w opiece ale musiałem to zrobić aby pomieszczenie nie rozczepiło się na jeszcze więcej części - myliłem się. 

stało się najgorsze, moich pokoików teraz było tysiące, ciągle one się pieprzyły ze sobą przy czym trzęsły się jak galareta, nie robiły tego jak istoty nam znane, robiły to galaretowym drganiem powodując przy tym tak skrajnie metaliczny dźwięk że ogrom bezkresnej kopulacji mnie przerósł.

dalszej części nie pamiętam, a szkoda, chyba.

obudziłem się tym razem rano, brudna miska o której wolę zapomnieć była pod prześcieradłem, podłoga się cała lepiła, na tapecie był napis ONWMNIE zrobiony ołówkiem, pokoik śmierdział szczynami, kołdra była na ziemi i też śmierdziała szczynami, na biurku znalazłem stosik z opakowań po róźnych lekach jakby zajął się nimi autysta, ponadto, wszystkie plakaty leżały na ziemi których było całkiem sporo, chciałem zabić paskudną suchotę ust herbatą ale w niej znalazłem tylko szczyny zmieszane z herbatą.

zastanawiałem się co mnie obudziło, miałem wrażenie, że ktoś tu przed chwilą wszedł, krzyknął i wyszedł bardzo szybko, pamiętam to jak jakiś dziwny trzask ale nie mogę uwierzyć że ktoś tu był, po co, obudzić mnie? w takim razie czemu tej osoby nadal tu nie ma obserwując czy się jej udało, odpowiedź wydała mi się nagle bardzo oczywista, po prostu siedziałem, siedziałem i czułem się jak najgorsze gówno na tym paskudnym świecie, nie wierzyłem w to co się stało a silne odrealnienie nie pomagało, nikt nie zadawał pytań, nikt, i tak bym nie odpowiedział nikomu, chyba.

Ocena: 

Odpowiedzi

Grubo. Ciekawe czy pomiędzy W, a M nie brakuje E. Zapędziłeś się kolego.

To tylko sen samoświadomości.

Niezła przygoda, raport jak zawsze zajebiście napisany.

Pozazdrościć

No grubo, grubo. Jak dla mnie to masz farta że pamiętasz :D

Ja kiedyś też byłem po alkoholu, chyba tylko dwa/trzy piwa (ale mnie to już grubo robi), w tym stanie 30 tabsów aco wydawało się zajebistą opcją.
Zjadłem je na dworze, tuż po wyjściu z 24/7 apteki, jak dotarłem do domu już się ładowało, pamiętam tylko że położyłem się na łóżku i zapowiadało się na grubą katastrofę.... no i JEB.... budzę się rano, leżę pod kołdrą wyjebaną na drugą stronę, poduszki porozrzucane po całym pokoju, a w głowie tylko uczucie że był badtrip życia którego nie zapamiętałem.... do teraz myślę że to tam siedzi i jest tak straszne że nie chce wyjść.... zlepek kilku takich faz powoduje właśnie u mnie nerwicę i derealizację.... śnią mi się one po nocach jako piekło.... często budzę się prawie z krzykiem.... jebane dragi kurwa mać :(

Pytanie z dupy bo se rozkminiam. Zauważasz ostatnio wzrost wszechświadomości? Jak tak to od kiedy i w jaki sposób :D

Po mojemu to wszechświadomość jest wartością stałą i nieskończoną. Świadomość na Ziemii (ludzi)  podniosła się w 2012, kiedy nastąpiło przebiegunowanie (przesunięcie bieguna magnetycznego względem geologicznego). W przyszłym roku ma nastąpić kolejne przesunięcie (ustabilizowanie może) i czuć, że coś "wisi w powietrzu". Są pewne cykle. Kończy się kali yuga. Normalne, że jesteśmy przygotowywani do przejścia. Dużo by pisać...

To tylko sen samoświadomości.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media