Kto: Osobnik męski gatunku homo-sapiens, 180cm w górę, 74kg wszerz, 20 na karku. Ładne parę lat ćpania za sobą i chęć spróbowania całej chemii i natury tegoż świata. ;)
Co: 30mg 2C-E + mix syntetyków w zielsku o smaku palonego kota zwany „Taifun”.
S&S: Spokojny dzień, dużo słońca i ciepło, topniejący wszędzie śnieg. Nastrój „nie mogę się doczekać aż to zjem! :D”. Lekka poranna zamułka po zbytnim upaleniu się ostatniej nocy.
Doświadczenie: MJ, Alkohol, DXM, Benzydamina, Kodeina, Dimenhydrynat, Grzyby, Dopalacze, i wszystko to, o czym zapomniałem, jak też różne mixy ww. substancji, oraz inne, zjadane i palone z wielką nadzieją(od Kocimiętki po Piołun).
Najgorszy w smaku jest wywar z Tataraku! :F
Wiek: 20lat
Dawka: ~5mg dożylnie (roztwór alkoholowy) na 60kg masy ciała.
Doświadczenie: etanol, tytoń (fajki i tabaka), herbata, yerba, kawa, konopie, dekstrometorfan, LSD, ecstasy.
S&S: Las, w wystarczającej odległości od cywilizacji, towarzystwo w postaci zaufanego przyjaciela i jego dziewczyny (będę pisał przyjaciółka), całkiem ładna pogoda. Pierwszy raz z 2c-e i pierwszy raz dożylnie -- adrenalinka. :)
"Na pierwszy rzut oka" ten trip wydawał się płytki w porównaniu do LSD, ale biorąc pod uwagę to, że ten TR zajął więcej niż bym się spodziewał (pomimo, że nawet trochę pominąłem) i to, że ten trip dobrze mi zrobił, myślę, że to 2c-e nie jest wcale takim lekkim, rekreacyjnym narkotykiem jak gdzieś wyczytałem i zdawało mi się w pierwszej chwili po tripie. Myślę, że 2c-e to substancja warta spróbowania.