Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

waporyzacja arylcykloheksamin

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
na oko
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Samotnia w pokoju z przejściami do kuchni i salonu.
Wiek:
34 lat
Doświadczenie:
nikotyna - dużo
marihuana - codziennie, dużo
alkohol - kilka razy
amfetamina - kilka razy
kokaina - kilka razy
crack - kilka razy
meta - rok ciągu
oksykodon - rok ciągu
kodeina - kilka razy
kratom - kilka razy
tramadol - kilka razy
hydromorfon - kilka razy
morfina - kilka razy
heroina - kilka razy
fentanyl - kilka dni
karfentanyl - kilka dni
alprazolam - kilka razy
diazepam - kilka razy
clonazepam - kilka razy
mdma - kilka razy
lsd - kilkadziesiąt razy
grzyby - kilkadziesiąt razy
ayahuasca - kilkanaście razy
dmt - kilkadziesiąt razy
szałwia - kiedyś co dwa/trzy dni teraz wcale
ketamina - kilka razy
mxe - kilkanaście razy
pcp - kilka razy
dxe - kilkanaście razy
phenibut - kilka razy
tianeptyna - kilka razy
memantyna - kilka razy
mefedron - kilkadziesiąt razy
mxp - kilka razy


waporyzacja arylcykloheksamin

 

T=13:00

T+0:00         

Włączam Dead Can Dance.

Przy pomocy szydełka do dredów wsypuję do fajki odrobinę 3-meo-pcp i podgrzewam. Zapach przypomina palony plastik. Nie czuję żadnego działania dlatego ostrożnie łapię kolejne buchy. Nie chcę zajść za daleko. Czuję delikatny stan marihuanowego upalenia możliwe jednak, że to przez wczorajsze wieczorne jaranie. Smak topionych butelek pozostaje w ustach i gardle. 

T+0:15

Nie obserwuję intensyfikacji efektów dlatego decyduję się na powtórzenie całego zabiegu. Działanie wyczuwalne lecz subtelne. Biorąc pod uwagę ile tego zwaporyzowałem, efekty, a także smak i zapach chyba zrezygnuję z tej drogi podania na rzecz p.o. lub p.r.

T+0:50

Tak jak w przypadku ~pcp bliżej nieokreślona ilość ~pce trafia do fajki. Wydaje się, że do waporyzacji potrzebna jest wyższa temperatura niż w przypadku pcp. Smak i zapach o wiele mniej agresywne i plastikowe. Dym niestety bardziej gryzący prawdopodobnie przez wyższą temperaturę. 

Działanie zdecydowanie wyczuwalne. Pobudzenie i jednoczesna sedacja bardzo satysfakcjonujące. Wyostrzony wzrok, znieczuolny język chociaż to ostatnie to może drobinki substancji wciągnięte podczas waporyzacji. Jestem bardziej niż zadowolony. Piszę raport i powieść jednocześnie. Paradoksalnie ze skupieniem mam niewiele wspólnego. 

Mocniejsze znieczulenie ciała. Szczypię się w ręce i niewiele czuję. Ponowne czytanie lub próba przeredagowania zdania kończy się fiaskiem. Wszystko zaczyna tracić swój zwyczajowy sens, a ja niczym futurolog tworzę nowe znaczenia słów i wyrażeń. Nadal przeszkadza smród plastiku.

Dead Can Dance idealnie pasuje do tego stanu. Dryfująco-szybujące dźwięki unoszą mnie wraz z laptopem nad kanapę. Muzyka jest bardzo ważna. 

T+1:14

Decyduję się na ostatnią poprawkę. Wsypuję więcej. Jeszcze przed wciągnięciem pierwszej chmury obserwuję taniec dymu. Podczas inhalacji przenoszę się myślami do roku 2010 kiedy po kresce mefedronu nurkowałem nagi w śniegu. Odłożenie fajki skutkuje powrotem tutaj. Mocniejsza dysocjacja. Czuję nadchodzące oświecenie, sigma daje się we znaki. Postanawiam zjeść śniadanie i zrobić ostatnią próbę.

Jedzenie okazuje się zaskakująco ciekawym doświadczeniem. Nie czuję jak zazwyczaj smaku jajek, kiełbaski, chleba i ice tea. Zamiast tego czuję jakąś słonawą papkę, dziwny kwaśno-tekturowy twór, jakąś gąbczastą gąbkę i mróz z słodko-mdłą nutką. 

T+1:48

Efekty słabną, a śniadanie jeszcze nie zjedzone. Łapię fajkę i spalam resztki.

 

Okazało się, że było więcej niż resztki. Przyjemna - nazwałbym ją "młodzieńczą" - mentalna stymulacja. To co teraz jem to słona i tłusta mamałyga, karton nasączony kapuśniakiem i gąbka. Z chęcią poszedłbym na spacer ale mam kilka rzeczy do zrobienia. Z drugiej strony z chęcią bym komuś spuścił wpierdol co w moim przypadku dziwne.

Z czymś więcej niż przyjemnością łapię buchy z "resztek". Coraz śmielej i coraz więcej. W porównaniu z pierwszymi próbami ściągam naprawdę ogromne chmury. Główny efekt przenosi się do szczytu głowy i wysuwa lekko w stronę czoła. Przyjemne ale krótkie. Domyślam się, że dawki, które przyjąłem są śmiesznie niskie. 

Odbijający się w fajce i dymie ogień tańczy niczym płomień świecy odbity w tafli jeziora. Zatracam się w tym ruchu, przenoszę na zamek. Spoglądam głębiej w kryształową kulę i wyglądając przez balkon widzę Broomhildę skaczącą obok konia. Wszystko miesza się w oznakowane dłonie Dr.Strange i rozrzuca mnie wokół klasowego ogniska. Odrywam się od fajki i wracam na ziemię. To był tylko przebłysk, projekcja mojego przesyconego literaturą i kinematografią umysłu podrasowana waporyzowanymi chemikaliami. 

T+2:50

Wyraźnie zwiększona agresja. Stan maniakalny. Wysoki poziom energii. Tańczę, skaczę, śpiewam. Jestem królem.

T+4:35

Kręcę jointa. Palę.

T+4:41

Zmniejszona stymulacja. Agresja w normie. Mania odeszła w cień. 

 

Pewnym jest, że muszę zwiększyć dawki, gdyż ~~pcp nie poczułem prawie wcale, a ~~pce lekko, aczkolwiek wyraźnie. Frywolność myśli, tudzież rozkojarzenie, poprawa humoru, stymulacja psychiczna i fizyczna, znieczulenie, a także mania zdecydowanie na plus. Jednocześnie także na minus, ponieważ można narobić głupot jeżeli sigma wejdzie za mocno. Kolejnymi minusami są chęć dopalania i obniżony próg agresji. Pomimo doświadczeń z innymi narkotykami i postanowieniu o "ostaniej próbie" dopalałem jeszcze kilka razy. Zapewne przy wyższych dawkach paliłbym do końca worka lub przegięcia. Jeśli chodzi o agresję: znajoma miała problemy z pracodawcą, który nie chciał wypłacić należnych jej pieniędzy. Jestem już osobą spokojną lecz wtedy zacząłem się ubierać żeby iść i się nimi zająć.

Po namyśle dorzucę jeszcze kreatywność. Wulgarną kreatywność. Ostrą, brutalną, czystą. Powieść, którą kontynuowałem pod wpływem diametralnie zmieniła swój charakter. Jednocześnie moje zachowanie uległo takim samym zmianom co nie pozostało niezauważone.

Zdecydowanie nie były to ostatnie próby, aczkolwiek wydaje mi się, że waporyzację zostawię ~~pce, a ~~pcp spróbuję oralnie lub rektalnie.

 

12.07.2019

Waporyzowałem 3-MeO-PCE przez cztery dni. Pierwsze dwa były bardzo dobre pod względem efektów. Owa "młodzieńcza" stymulacja i psychicznie i fizycznie. Jakbym znów był nastolatkiem. Efekty występują praktycznie od razu i całość trwa około czterech/pięciu godzin i potem jeszcze bardzo lekki afterglow. Działanie BARDZO przyjemne.

Dwie inne osoby, które próbowały - bardzo zadowolone. Ich doświadczenie w dysocjantach: .P- ketamina, szałwia .W- Nic

Miksowanie z THC niezbyt ciekawe. Jeżeli już po najaraniu waporyzowałem to było nieprzyjemnie. Pusta dysocjacja i lekka psychoza. Palenie na afterglow nic specjalnego. 

Na trzeci dzień (paliłem za każdym razem na czczo, po przebudzeniu i potem jeszcze kilka razy w ciągu dnia) ledwo czułem te same ilości, które w poprzednich dniach dawały super stan. Dzień czwarty (dziś) to samo. 

Na pewno wrócę ale potrzebna przerwa. Z 250mg zostało mi jakieś 20.

Zapomniałbym o braku chęci na fajki/jaranie - zazwyczaj palę około ośmiu papierosów dziennie i trzy lub cztery jointy.

Ocena: 

Odpowiedzi

Chyba 1szy polskojęzyczny raport z waporyzowania tych arylek, z jakim miałem styczność.

 

Duży plus za przecieranie szlaku! Jeśli o wapo chodzi, to z tej grupy dysocjantów testowałem z pozytywnymi (i to bardzo) efektami jedynie deschloroketaminę (2'-Oxo-PCM/DXE/DCK). Wcześniej rozrabiałem starannie odmierzoną dawkę tego smakołyku z sodą oczyszczoną i odrobiną wody demineralizowanej, podgrzewając chwilę całość nad płomieniem świeczki: metoda i proporcje żywcem skopiowane z najprostszego, chałupniczego przepisu na crack-cocaine.

 

Nie byłem na początku pewny czy te proporcje zdadzą egzamin, jednak wiedziałem już jak działa waporyzowane DCK niepoddane tej obróbce. Różnica w mocy i jakości doznań okazała się być kolosalna, więc soda już na stałe zagościła w recepturze. Metoda waporyzacji? Ładowałem ziołem +- do 1/3 komory tani elektroniczny waporyzator (którego ewentualnych uszkodzeń powstałych w skutek podgrzewania takiej mieszanki nie byłoby mi żal), następnie na wierzchu umieszczałem włókno konopne do waporyzowania koncentratów. Dopiero na nim umieszczałem moją crack-DCK, całość przyklepując od góry drugą warstwą zioła. 

 

I mogę śmiało powiedzieć, że to była najlepsza ROA dla tej substancji ze wszystkich testowanych (a przerobiłem sniff, oral i per rectum, więc trochę punktów odniesienia mam). Szybki, przepotężny wjazd: wrażenie jakby mózg właśnie wskoczył do rozpędzonego na maksa pociągu dużych prędkości. Dynamiczna defragmentacja i takie jakby stunelowanie pola widzenia, coś niesamowitego zwłaszcza przy oglądaniu filmów, z podbiciem wszystkich kolorów na ciepło-analogową modłę w pakiecie. Duże wyostrzenie słuchu i znacznie polepszony odbiór muzyki. Momentalnie ogarniająca ciało meeega przyjemna sedacja i rozluźnienie, jak było bardzo grubo potrafiłem po chwili zjechać z fotela na dupę i położyć się krzyżem na zimnych płytkach salonowych, inaczej nie dało rady fizycznie ogarniać fazy :D 

 

Oczywiście, szybko się wjebałem w ten sposób administracji. Inne ROA poszły totalnie w odstawkę. To niesamowite, jak niby dobrze Ci znana substancja potrafi pokazać taki pazur, jeśli puścić ją dla odmiany z... parą. Jak tylko wejdę jeszcze kiedyś w posiadanie tej arylki, te czasy wrócą bez dwóch zdań. 

 

Próbowałem jeszcze w ten sposób zażywać 3-HO-PCP, 3-HO-PCE, MXP i difenidynę. Tylko to ostatnie dyso zdało egzamin przy tej ROA, reszta w ogóle albo posmyrała na granicy placebo. Ale difka zapodana w ten deseń to szatan wcielony, łatwo popłynąć i zaryzykować grubymi odcinkami, z silnymi stanami maniakalnymi na dokładkę. DCK z kolei to mój św. Graal wapo dysocjantów, nigdy nie miałem po niej niefajnych akcji.

 

PS. 3-Meo-PCP bardzo dobrze działa per rectum, lepiej IMO niż oralnie. Wapo nie próbowałem, ale zachęciłeś mnie do testów. 

A efenidynę próbowałeś? 3-HO-PCE jak ogólnie wygąda? Bo mam oba.

3-MeO-PCP słabe w vapo jak dla mnie i chujowy smak. 

DCK już niestety nie ma...

Efenidyny nie próbowałem. 3-HO-PCE IMO to takie bardziej trzeźwe 3-HO-PCP (w sensie, że mniej mi np. siadało na mowę, chociaż oba związki pod tym względem nie są jakieś hardcore'owe), nie czułem też delikatnie opioidowej nutki typowej dla tego drugiego dyso. Miało to swoje plusy. Jak chciałem się odkleić, ale nie na tyle żeby nie móc ogarniać codziennych spraw, to właśnie wolałem -PCE. Ale ogólnie mało wyrazisty związek, nie tęsknię w przeciwieństwie do 3-HO-PCP i 3-Meo-PCP. Z dyso tej kategorii już bardziej mi podchodziło MXP, mimo sporo wyższego dawkowania i szybciej rosnącej tolerki.

 

DCK chyba idzie tylko zdobyć zza oceanu obecnie, ale jakoś nie mam na razie ochoty motać z tych źródeł. Po cichu liczę że ktoś w UE wystartuje z nową produkcją, dla mnie ścisła czołówka dyspocjantów, o ile potrafiło się dorwać dobre sorty (białawo-żółtawe lub białe, przypominające troszkę ziarnka ryżu małe kryształki, te szczególnie robiły robotę). Duża szkoda, że w PL związek miał swoje 5 minut w postaci niesławnych żółtych tabsów, w których w istocie potrafiły siedzieć inne dysocjanty (słyszałem o 3-Meo-PCP, ale nie zdziwiłbym się gdyby vendor ładował w nie inne, które miał akurat pod ręką) albo były w ogóle nieaktywne.

 

Nie ma teraz na rynku lekko, oj nie ma. 

Szczerze mówiąc to ściągnąłbym DCK od chinoli czy jankesów tylko w rozsądnej cenie, bardzo fajna substancja. Byłbym wdzięczny za namiary, bo wszyscy, których znam stracili to cudo.

Spróbowałem efenidyny dzisiaj:

30mg około 9 rano - lekkie otumanienie

30mg o 13.00 - mocniejsze kopnięcie, coś jak po nieprzespanej nocy (spałem tylko 3h, a wcześniej ketamina więc może to tylko wzmocnione), znieczulenie  - zabawne - tylko na dłoniach. W dłonie mogę nawet igły wbijać i nic, a już ramiona normalnie. Spróbuję większą dawkę ale innego dnia.

Pardon, uściślę żeby nie zostać przypadkiem posądzony o gwałt na historii ;) Kram niejakiego P. nie tyle wprowadził DCK na krajowy rynek, co po prostu za czasów tych jego tabsów przyuważyłem największy hype na ten związek wśród dysonautów. A potem jedna wielka posucha i motanie zzagramanicy.

 

 

Trochę kiepsko stoję z flotą i raczej przez najbliższe dwa miechy nie będę motał ani DCK ani nic innego. Zresztą miałem wcześniej zamówione dwa dyso z rodziny -PCP i jeszcze nie przyszła paka (ale to już kwestia najbliższych dni, zlądował gołąb w PL), więc nie mam co się spinać - w końcu tolerkę obniżę korzystając z okazji, zawsze jakiś plus :)

 

Oczywiście jak będzie mi dane przetestować jakiś sort DCK i sprzedawca okaże się pewny to podzielę się namiarami. 

 

PS. Efenidyna jakoś tam podobna do difenidyny jest w działaniu? Brakuje mi dopaminowego jebnięcia na starcie ostatnimi czasy w dysocjantach. Wjazd tej diaryletylaminy na niskiej tolerce, po dobrym nabiciu wapo albo solidnej dawce per oral - uuu, tęsknię. Ciary od tyłu głowy po kość ogonową, a po opadnięciu dysocjacji przyjemna stymulacja. Nawet libido mi potrafiło konkretnie skoczyć, co jakby nie było rzadko się zdarza na dyso :)

Difenidyny nie próbowałem, a i tak dawki efenidyny bardzo niskie. Teraz czeka mnie przerwa, ponieważ od pierwszej chmury 3-meo-pce jadę na dyso. Następnie spróbuję efenidyny w wyższych dawkach i jako następne 3-meo-pcp. 3-ho-pce zostawię na koniec, twój wpis mnie do tego przekonał, a i tak dostałem to jako sampla. 

Jeśli podzielisz się źródłem DCK to może pierwszy sprawdzę ;)

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media