Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

w królestwie leśnego dziada

w królestwie leśnego dziada

Podróżnik: 30 lat, 186 cm wzrostu, 85 kg wagi

Doświadczenie: mj, haszysz, boska szałwia, kratom, LSA, Lagochilus inebrians, Kava kava, Lactuca virosa, kanna, palma arekowa i betel, wild dagga, Ilex guayusa, damiana, Indian warrior, męczennica, Escholtzia californica, mieszanki „ziołowe”, Calea, afrykański korzeń snów i inne ubulawu, Nymphaea caerulea, amfetamina, khat, ketony, efedryna, benzylopiperazyna, prozac, alprazolam, bellergot, klorazepan, alkohol, tytoń, 4-ho-mipt, 4-aco-dmt, 4-mmc

Dawkowanie: ~27 mg 4-ho-mipt w postaci proszku

Set&settings: górski las bukowy, duszne sierpniowe popołudnie 2010r., chęć doświadczenia dalekiej podróży, tym razem w gronie przyjaciół.

Wybraliśmy się we czwórkę w góry. W planie mieliśmy dotarcie na szczyt, ale z powodu duchoty i ograniczonego czasu, postanowiliśmy zatrzymać się na skałkach, mniej więcej w połowie drogi na szczyt. Poza mną, ho-mipt spożywa też kumpel M, w dawce o połowę mniejszej. Niech mój opis będzie dla Ciebie zachęta do podzielenia się swoimi przeżyciami :o), M.

Równo o 16 wsypuję odmierzony proszek do plastikowego kielonka od syropu i próbuję rozpuścić w herbie. Nic z tego. Ho-mipt jest oporny. Wypijam więc, a następnie płuczę kielonek kilkukrotnie herbą. Smak jest dość ohydny, ale trwa tylko moment. Poza wszamanym ok. 9 rano twarożkiem mam pusty żołądek.

T+0:08 Zaczynam odczuwać pierwsze efekty. Puls mi znacznie przyspiesza, dłonie zaczynają drżeć. Wejście jest dość nieprzyjemne. Zamykam na moment oczy, by stwierdzić, że z siłą błyskawicy pojawiają się CEV. Dominują motywy roślinne. Czuję się tak, jakbym w momencie zamknięcia oczu, zostawał wyrzucany z wielką prędkością przed siebie w trawy, liście, gałęzie o jasnej zielonej kolorystyce. Jest to niezwykle przyjemne i pozwala choć na chwilę zapomnieć o nasilającym się z każdą sekundą bodyloadzie.

T+0:15 Serce napieprza jak szalone, drgają mi mięśnie nóg, czuję potrzebę poruszania się. Próbuję trochę połazić po okolicy, gdyż wydaje mi się, że to może mi pomóc uspokoić się. Staram się nawiązać rozmowę z pozostałymi uczestnikami naszej wycieczki. Totalny nieogar udaremnia moje nieudolne próby konwersacji.

T+0:20 Praca serca unormowała się w jakimś tam niewielkim stopniu, tak mi się przynajmniej wydaje. Przed otwartymi oczami wybucha mi feeria barw. Przysiadam w cieniu na jednej ze skał i obserwuję koncentryczne eksplozje porostów. Otaczające mnie ze wszystkich stron kamienie są żywymi istotami.

http://img827.imageshack.us/img827/7039/45960271.jpg

Próbuję odkryć ich naturę, lecz w tym momencie rozpadam się na drobne kawałeczki. Nie ma mnie, nie ma czasu. Nie potrafię określić kim lub czym jestem. Próbuję coś powiedzieć, ale wychodzi mi z tego jakiś półbełkot. Nie ma też języka i słów. Porzucam wobec tego te próby i pozwalam ponieść się fali żyjących, oddychających kamieni w nieznane. Z czasem porosty przeistaczają się w misternie utkane wzory Majów. Wszystko oddycha i jestem częścią tego pradawnego oddechu. Z każdym haustem powietrza odczuwam coraz większą jedność ze wszystkim co mnie otacza. Nie jestem w stanie rejestrować upływu czasu, stąd w opisie podróży pojawia się ta niewielka luka. Nie zauważam kiedy serce zwalnia, a mięśnie przestają drżeć. Wyciągam papierosa, jednak bóg wie ile czasu, trzymam go bez odpalenia. Czuję potrzebę robienia wielu rzeczy na raz, przy jednoczesnym potężnym nieogarze. W jego wyniku nie robię nic poza siedzeniem i kontemplowaniem wzorów na kamieniach. Po cichu dociera do mnie świadomość kim jestem i jak się tu znalazłem.

T+1:00 Ruszam się w końcu z miejsca i zauważam kumpla, który wygląda dość niewyraźnie. Narzeka na ból brzucha. Zastanawiam się nad własnym stanem i dochodzę do wniosku, że czuję się wyśmienicie. Obracam się kilkukrotnie z głową zadartą w kierunku zieleni koron drzew i przepięknego błękitu nieba. Przepełnia mnie radość współistnienia, bycia jednym z elementów wszechświata. W głowie przez chwilę pojawiają mi się obawy o jutro, jakieś zadawnione lęki próbują podstępnie zawładnąć moją psychiką, jednak moc natury, poczucie JEDNI ze wszystkim przepędza je skutecznie. Uff, ryzyko złej podróży zażegnane :o)

Próbuję przekazać kumplowi część tej potężnej mocy, by pomogła mu opanować dolegliwości. Wskazuję mu pobliski pniak ze słowami, że drzewo to zostało ścięte specjalnie dla niego. M. siada i w tym momencie pniak rozsypuje się. Okazuję się, że jest spróchniały, a do tego zamieszkany przez mrówki. Nie mogę wprost uwierzyć w niesamowitą strukturę, która ukazała się moim oczom po rozpadzie pniaka. Wołamy koleżanki, by potwierdziły nasze wizje. Stwierdzają, że faktycznie odkryliśmy ciekawe miejsce. Zerkam na zegarek i zauważam, że minęła dopiero godzina, choć całe moje ciało czuje, jakby minęły eony. Jestem w stanie wyrazić swoje przemyślenia werbalnie. Sprawia mi to nadal pewną trudność, lecz bez porównania mniejszą niż godzinę temu. Kolega pokazuje mi piramidę z kamienia. Mówię mu, że dziewczyny pewnie jej nie widzą. Kumpel dodaje, że prawdopodobnie nie dostrzegają też płaskorzeźb Majów, którymi to cała jest pokryta ;o) Dociera do mnie, że dzielimy z M. wspólnie wizje, co sprawia mi ogromną przyjemność. Kumpel odkrywa, że ukojenie niesie dla niego muzyka. Siada na jednej ze skał i oddaje się dźwiękom. Puszcza mi fragment jakiegoś utworu. W moich uszach rozbrzmiewa owadzia symfonia, przetykana niskim i dość złowrogo brzmiącym basem ogromnej ropuchy, przyczajonej na dnie zbiornika wodnego. Oddaję kabelki i ruszam z aparatem za kumpelą J., która co rusz pokazuje mi jakieś niesamowite obiekty.

http://img839.imageshack.us/img839/1395/42511870.jpg

Przez moment mam wrażenie, że próbuje mnie wkręcać w różne historie, że te wszystkie dziury w ziemi stworzyła sama wcześniej i teraz naiwnie pyta się mnie kto je zamieszkuje. Szybko mi jednak przechodzi taki sposób myślenia i w pełni oddaję się eksploracji otaczającego mnie królestwa. Po drodze zauważamy przewrócony pniak, którego jedna z gałęzi w niesamowity sposób przypomina postać. Dziewczyny dokładają głowę z kawałka innego pniaka i moim oczom ukazuje się Dziad Borowy, król tych terenów.

http://img833.imageshack.us/img833/8995/dziad.jpg

Włóczę się po okolicy z koleżanką J., zaglądam w każdą szczelinę w pniu i skale.

http://img831.imageshack.us/img831/6986/20019620.jpg

Kolorowe grzyby wabią nas do siebie, podobnie jak wszelkiego rodzaju owady, martwe i żywe. To jest jakaś orgia zmysłu wzroku. Wszystko jest po prostu powalająco piękne, niesamowite i skrywa jakaś niewypowiedzianą tajemnicę wszechrzeczy. Najlepsze w tym wszystkim okazuje się jednak to, że wraz z upływem czasu i słabnącym działaniem homipta, nic wokół mnie tak naprawdę nie zmienia się, nie traci nic ze swojego piękna i niesamowitości. To miejsce jest tak samo cudowne. Wiadomo, tryptamina podkolorowała je w pewien sposób, ale ono samo w sobie jest sekretną krainą leśnego dziada, o którym zaczynam myśleć jak o greckim bogu Panie. Co idealnie układa mi się w sensową całość. Jednia, całość i kompletność wszechrzeczy. IAO PAN! Pokonywanie stromych skał przychodzi mi z niezwykłą łatwością. Zalegamy w końcu na łanie długich, miękkich źdźbeł trawy. Rozmawiamy trochę, po czym J. pozostawia mnie samego na miękkim dywanie. Słońce powoli chyli się ku zachodowi, barwiąc wierzchołki drzew w baśniowy sposób. I tak właśnie się czuję, jak postać z baśni. Umysł pomału wraca z dalekiej podróży.

T+3:10 Jestem w stanie normalnie rozmawiać, choć nie opuszcza mnie ani na moment poczucie odrealnienia otaczającej mnie rzeczywistości i niezwykłości tego co przeżyłem. Wyruszamy w dół, w drogę powrotną. Nogi same mnie niosą przed siebie. Przepełnia mnie uczucie przyjemnego wycieńczenia i wciąż dostrzegam niesamowitość we wszystkim, co mnie otacza. Śmiało mogę napisać, że była to moja, jak dotychczas, najpiękniejsza podróż. Na drugi dzień po przebudzeniu czułem się świetnie :o)

Ocena: 

Odpowiedzi

Ten TR jest tak bardzo apetyczny i zachęcający, że chciałoby się samemu być tam gdzieś obok i współuczestniczyć :)))

"Splątane gaje, sękate pnie
Drzewa żywego duchem i duszą będącego
Ciałem też i mózgiem.."

Świetny TR, chciałbym by więcej osób dodawało zdjęcia do swoich reportów, no i aż zazdroszczę miejsca podróży :)

Dzięki za opinie! :o) Pozdrawiam wszystkich podróżujących!

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media