Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

ubulawu, guayusa, kakao, czy może passiflora- czego użyć do podniesienia jakości marzeń sennych?

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Dawkowanie:
Bardzo zróżnicowane
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
---
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Gałka muszkatołowa, marihuana, kodeina, DXM, LSD

raporty żelazny_aksamit

ubulawu, guayusa, kakao, czy może passiflora- czego użyć do podniesienia jakości marzeń sennych?

Witam serdecznie. Jakiś czas temu miałem do czynienia z afrykańskim korzeniem snów i byłem zachwycony jego możliwościami, a nawet bardziej samym faktem śnienia i tego, jak ciekawy jest to stan. Postanowiłem wypróbować kilka specyfików mających za zadanie wzmocnić moc kreacji marzeń sennych. Zdaję sobie sprawę, że są ciekawsze, toteż, gdy nadejdzie okazja, skosztuję również ich. Na razie jednak mam za sobą próbę z czterema "umilaczami" zupełnie legalnymi i chcę zdać recenzję. Trochę w tym raporcie będzie rozczarowań i trochę bardzo miłych niespodzianek. Mam nadzieję, że jakiś zapaleniec świadomego śnienia skorzysta z tego "mini-poradnika" i wybierze dla siebie dogodną opcję :)

 

Zacznijmy więc od środka, którego osobiście nie polecam- Ubulawu

 

Nie wiem, czy to kwestia indywidualna, czy może ubulawu kupione przeze mnie w małej buteleczce w popularnym internetowym sklepie z prawnie akceptowanymi ziółkami jest po prostu szajsem, ale osobiście niestety mnie nie ruszyło.

 

Dnia pierwszego odmierzyłem sobie jedną pipetkę (dołączona do buteleczki) i po około 30 minutach położyłem się na łóżku. Dzień był akurat trochę niesympatyczny, więc zdziwiło mnie uczucie rozluźniania i spokoju w głowie, które towarzyszyło mi, gdy zasypiałem. Pomyślałem- zapowiada się cudownie! Niestety sen miałem jeden i to bardzo krótki.

 

Dnia drugiego również jedna pipetka i jeden sen.

 

Dnia trzeciego taka sama dawka i brak snu.

 

Dnia czwartego taka sama dawka i jeden sen.

 

Czyli w moim procesie zapamiętywania snów nic się nie zmienia. Sny nie są ani ciekawe, ani specjalnie głębokie, ani długie. Nie zauważyłem już potem żadnego efektu przed zasypaniem.

 

Dzień piąty- półtora pipetki i jeden sen.

 

Dzień szósty- półtora pipetki i brak snu. Stwierdzam, że to nie działa. Oddaję pół buteleczki przyjacielowi.

 

Przyjaciel stosuje to już piąty dzień i zauważył niewiele różnicy. No cóż, raz na wozie, raz pod wozem :D

 

 

 

Następny środek- tu już trochę lepiej- Ilex guayusa

 

Nie stosowałem jej regularnie. Po prostu co kilka dni wypijałem na noc herbatkę z niskich dawek tejże rośliny (niskich, czyli mniej więcej takich, jak sugerują na opakowaniu) i dało się zauważyć, że nie tyle ilość zapamiętanych snów, a ich jakość się poprawiała. Szacunkowo podam, że o jakieś 30-40%, przy czym korzeń snów daje jak dla mnie od 70 do 80% i jeszcze zwiększa ilość.

 

Wiele wam nie powiem o tym środku, bo zamówiłem go za mało, by wielokrotnie eksperymentować, jednak jeżeli myślicie nad czymś niecodziennym i mogącym wspomagać wasze wycieczki po świecie Morfeusza, to jest to nawet dobra opcja. Ale oczywiście mamy lepsze.

 

 

 

Bardzo nieprzewidywalne i niesamowicie dziwne- KAKAO!

 

Tak, dobrze przeczytaliście. Kakao działa na sny. I to nie byle jak. Zaznaczam, że trzeba go spożyć dość sporo i to koniecznie surowego, bo ma według niektórych źródeł od 7 do 9 razy więcej flawanoidów.

 

Moja pierwsza próba z tym niedocenianym produktem odbyła się w dzień. Przeczytałem, że miło pobudza i zarazem relaksuje. Zmiksowałem sobie po prostu dwa banany w blenderze z dodatkiem 15 gram kakao i cynamonem. Nie zauważyłem nic specjalnego.

 

Kilka dni potem zarzuciłem wieczorem 30 gram kakao w szejku i już było ciekawie. Odczuwałem przez jakieś 10 minut cholernie przyjemne ściskanie w głowie (coś podobnego raz miałem na gałce muszkatołowej, tylko że na szczęce) i małą błogośc. Po udaniu się na łóżko i przekimaniu kilku godzin obudziłem się rad, bo zapamiętałem 3 sny i były dość ciekawe.

W głowie pojawiła się myśl, że to może być małe wsparcie w walce o świadome sny.

 

Jeszcze potem wrzuciłem 50 gram kakao w nadziei, że walnie mocniej, a nie walnęło prawie wcale. Kakao jest nieprzewidywalne :D

 

Ale najlepsze zaczęło się tydzień potem- wpadłem na pomysł, by połączyć kakao i guayusa, co dało zaskakujący rezultat. Spożyłem około 30 gram i herbatkę z jednej łyżeczki Ilex, no i poszedłem na siłownię. Coś mnie tam "rozjebało" bo nagle odczułem miły ucisk w głowie, stan jakby hipnotyczny, pełen luzik i zarazem takie niemiłosierne pobudzenie. Zrobiłem piękny trening. Potem coś zjadłem i do wyra. Zapamiętałem kilka snów (nie pamiętam dokładnie ile), ale byłem pod wrażeniem.

 

Tak więc skomponowałem taki miks ponownie, około tygodnia po wcześniejszej próbie. Tym razem jazda była niezła. Działanie dało się odczuć po jakichś 40 minutach- zwyczajna błogość i ochota na nic-nie-robienie. Położyłem się na łóżku i słuchałem autohipnozy. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy zacząłem operować wyobraźnią- wyostrzyła się niebotycznie! Mogłem mieć cevy jakie chciałem. Może nie jakieś szokujące jak na kwasie, bo średnie, ale widocznie lepsze niż zawsze (bo na trzeźwo nie mam żadnych). Do tego czułem takie uczucie jak kiedyś na DXM, że "gdzieś" "coś" się pojawia. Pojawiały się jakieś "kształty" przypominające obłoczki. Nie wiem konkretnie gdzie, ale niedaleko mojej głowy. Po prostu czułem kształty. Z niemałą podjarką zacząłem się szczerzyć na łóżku i poleżałem jeszcze trochę w takiej błogości, a kiedy autohipnoza się skończyła, puściłem ulubioną muzykę, nie zauważając jednak różnic w brzmieniu. Poszedłem spać.

 

Obudziłem się zszokowany. Miałem jeden, długi i wyrazisty sen. Z tym że był jeden haczyk.... byłem w nim kurwa psem. Normalnym psem. I to nie tak, że tylko ciało miałem psie, o nie :D Czułem dosłownie wszystko inaczej, tak na psi sposób. Wszystko było inne, a ja w ogóle miałem psią świadomość i psie myśli, bo nie myślałem w normalnym języku. W normalnym mózgu jest jakiś utarty schemat oceniania i jakieś odnośniki, którymi my myślimy. A w tym śnie wszystko kompletnie wyzerowane i inne, jakbym świat widział z zuuuuuuuupełnie innej perspektywy i kminił go w inny sposób, nowy i banalnie oczywisty zarazem. Uczucie bycia psem pełną parą. Nawet takie psie emocje miałem do innych psów i ich właścicieli. Masakra. Nie da się tego opisać. A najśmieszniejsze jest to, że obudziłem się z deja-vu, jakbym znał ten stan xD Ale było to coś zupełnie nowego i dziwnego ponad normę. W każdym razie kakao mnie oczarowało. Próbowałem jeszcze potem dwa razy. Klepało słabo albo wcale, ale sny jednak w jakimś stopniu poprawia. Jest środkiem relaksacyjnym i trochę stymuluje, to fakt.

 

Więc polecam wielokrotnie popróbować. Może komuś się uda i też go wbije w nieznane rewiry.

 

 

 

I na koniec- faworyt i mistrz- passiflora incarnata

 

Gdzieś usłyszałem, iż jest to lekki inhibitor monooksydazy. Więc czemu by jej nie wypróbować? Słyszałem też, że w nocy organizm ludzki produkuje własne DMT. Krótkie połączenie faktów i nasuwa się wniosek- jeżeli teza o DMT jest prawdą, spożycie passifolry powinno owocować lepszymi snami, bo inhibitor monooksydazy przedłuża okres działania DMT. No więc pierwszy kontakt wyglądał tak, że spaliłem jednego szluga nabitego (z pomocą maszynki do szlugów kumpla) incarnatą. Smak niby podobny do czegoś, co znam, ale jednak inny. Nie ważne. Było to około godziny 22. Spać poszedłem o 24. I obudziłem się z czterema snami! I to jakimi kreatywnymi- jeden z nich był taki, że się zakolegowałem z Putinem, drugi, że chciałem ratować niedźwiedzie polarne, trzeci, że w szkole ktoś rzucił we mnie torbą śniadaniową i nagle wszyscy mnie za to pokochali, a czwarty, że (również w szkole) składałem koszulki i się w nie przebierałem, a wszyscy dziwnie spokojnie to przyjęli. Dość skomplikowana fabuła i niebanalna treść, a także dużo ruchu i elementów zaskakujących, co z pewnością przewyższa moje normalne sny. Byłem zaskoczony, więc postanowiłem dnia kolejnego kontynuować eksperyment.

 

A więc kolejnej nocy zaparzyłem sobie herbatę z dwóch łyżeczek incarnaty, będąc na głodzie od ośmiu godzin. Do łoża poszedłem z oczekiwaniami na poziomie zero. Obudziłem się, znowu pamiętając cztery sny! Niesamowite. Śniło mi się między innymi, że zwiedzałem jakieś wioski położone zaraz koło wulkanu. Reszta snów też dość nietypowa, przyjemna. Bardzo pozytywnie ta roślinka mnie naładowała.

 

Dzień trzeci- taka sama herbatka i idę spać. Obudziłem się o trzeciej w nocy i byłem w stanie dziwnego transu. Niby w świadomości, jednak dalej jakby we śnie. I odczułem bardzo mocne wyostrzenie myśli, mój mózg był jakby na spidzie, a jednocześnie byłem mocno zrelaksowany i na wpół ogarniałem. Zacząłem o czymś bardzo istotnym myśleć i wyobrażać sobie z niebywałą dokładnością jakieś rzeczy, ale nie pamiętam już, co to było... bo walnąłem w kimę :D Następnie obudziłem się około piątej i znowu ten stan super-intensywnych rozkmin. Leżałem przez dwie godziny z bananem na ryju i kminiłem ostro o rzeczach dużej rangi. Pamiętam  niestety z tych moich rozmyśleń tylko tyle, że odkryłem coś bardzo pozytywnego, ale nie wiem co dokładnie :D A potem znowu zasnąłem i przez to ślady pamięci się zamazały. Miałem dwa fajne sny.

 

Dzień czwarty- herbatka z jednej łyżeczki passiflory, a potem jeszcze przeżułem te liście, co zostały :D Zapamiętane dwa sny. Spoko.

 

Dzień piąty- znowu herbatka z jednej łyżeczki, plus połykam liście. Do tego wrzuciłem w siebie pół łyżeczki GABA, co było chyba dość ryzykowne. Po pół godziny ledwo co oddychałem. Nastąpiła chyba synergia GABA i IMAO, przez co dopadł mnie stan nieznany, lekko niepokojący. Oddech stał się niesamowicie ciężki. Do tego miałem potężne mrowienie głowy i ociężałość, połączoną z nieogarem. Czyli taka mini-faza z poważnym skutkiem ubocznym- czułem się, jakby Robert Makłowicz mi siedział na przeponie. Nawet mnie to przeraziło, ale okazało się, że jeżeli mocno się skupię na głębokim oddechu, to mija. Więc się skupiłem. Po 10 minutach stan puścił, a ja poszedłem spać. Zapamiętane 3 sny, z czego jeden świadomy!

 

Zajebiście! Nie był to zwykły "świadomiak" jaki zdarza mi się raz-trzy na przestrzeni miesiąca, ale zarąbiście długi i nasycony szczegółami sen z mocną dawką emocji. I mogłem go bardzo łatwo kontrolować. Oczywiście wykorzystałem go do naginania praw fizyki (oddychanie z zatkanym nosem, teleportacja, latanie i przechodzenie przez ściany), a potem zobaczyłem urodziwą dziewczynę w swoim pokoju i samo się potoczyło wiecie w jakim kierunku :D Była baaaaardzo szczegółowo odwzorowana i baaaardzo atrakcyjna, a że sen był długi, obudziłem się zadowolony w cholerę :))

 

Dzień szósty- znowu połączenie passi i GABA, tym razem mniejsze ilości. Znowu problemy z oddechem, jednak do opanowania. Obudziłem się, pamiętając 3 sny. Niestety, wbrew oczekiwaniom, nie było świadomiaków.

 

Dzień siódmy- dzisiaj. Piszę ów raport. Zaraz idę zażyć znowu swoją porcję zielska. Wpierdolę dzisiaj dwie łyżeczki razem z liśćmi i bez GABA. Można też spróbować połączyć ją z kakao... dobry pomysł :) Tak też zrobię :))

RELACJA NA BIERZĄCO:

A więc mam przed sobą zblendowane 40 gram kakao, 3 łyżeczki liści z passi (trochę dużo :D) i oczywiście ten napar, szczyptę kardamonu i 3 nektarynki. Biorąc pod uwagę, że fenyloetyloamina z kakao jest rozkładana właśnie przez enzym MAO, a ja przyjmę za chwilę inhibitor, jest szansa, że mnie zmiecie. Fajnie by było. Nadmienię, że guayusa też jest IMAO, ale słabszym niż passiflora. Czy będzie to banalne odkrycie, na które nie wpadł nikt wcześniej (przynajmniej ja nie słyszałem jeszcze sposobu na to, by upierdolić się kakao :D) czy może klapa? Czy sny mnie powalą, czy jednak rośliny znów okażą się nieprzewidywalne?

 

W myślach wymawiam intencję... piję.... gorzkie jak kurwa acodin.... tyle dobrze, że nektarynki trochę posłodziły. Z pewnymi oporami, ale wchodzi cały szejk. Na drugi raz nie dam jebanego kardamonu, bo zwymiotuję. Idę zagryźć ten perfidnie zły smak jabłkiem. Jest lepiej. Gaszę światło. Zaczynam obserwację własnego "ja". Każdy zauważony efekt ponad skalę placebo opiszę. A że jestem bardzo dobry w obserwacji i auto-analizie, nie przeoczę ewentualnego działania. O ile w ogóle coś zadziała :D A byłoby mi niezmiernie miło. Jest 21:21, dobry omen.

 

21:31- Czytam sobie na hyperrealu o połączeniu PhenEthylAmine  z IMAO- jednak ktoś wpadł na ten pomysł, tylko że użytkownicy brali czystą fenylo, a nie kakao. Dodatkowo używali chemicznych IMAO jak np. Selegilina. Piszą, że działa i to nawet nieźle :)) Czyli moje kminienie nie jest najgłupsze. Głupie było za to wrzucanie IMAO razem z PEA, bo zaleca się IMAO brać 40 minut wcześniej, co kompletnie mi wyleciało z głowy.

 

21:42- Można powiedzieć, że coś czuję. Jakby zwiększona uwaga, mocna koncentracja na wszystkim i taki mały relaksik, połączony z luzem mięśni, ale i jednocześnie dużo "inniejszą" niż po kawie stymulacją łba. Do tego bardzo intensywnie się pocę, chociaż jest średnia temperatura.

 

No tak, przypomniało mi się! Mam jeszcze jedno uczucie i miałem je podczas wcześniejszej próby z kakao- podczas przyglądania się jakiemuś człowiekowi na zdjęciu czuję do niego zadziwiająco przyjazne nastawienie, jakby więź. Zwykle to nie odnajduję z ludźmi porozumienia, ale czuję się teraz, jakbym kochał świat. Może nie w takiej skali jak to jest na DXM, ale zawsze :D Sprawdzę, jak moja zdolność komunikacji na 6obcy.

 

21:55- Dziwna dezorientacja i przyjemne uczucie na głowie. Działa, działa. Pisanie przypadkowym ludziom, że ich kocham, jest dość zabawne =)

 

22:00- Rozmowa się klei i nie opuszcza mnie uczucie mocnego skoncentrowania. Swoją drogą, bawi mnie fakt, iż miał to być report o snach, a bawię się w opis subtelnych zmian świadomości po kakao xd Cóż, tak to jest z życiem- oczekiwania nie równają się realiom. Musimy to akceptować :)

 

Światło się "wzmocniło" i rytm muzyki lepiej mi wchodzi. Stan po mixie incarnata+cocoa jest lekki, ale zauważalnie inny i dość fajny :) Składanka "psychodelic expirience" tworzy dość "klimatyczny klimat"  :D I się w niego wczuwam.

 

Około 23:10- efekty się kończą. Zostaje zmęczenie. PEA działa z całą pewnością. Ale zobaczymy, czy wleci mi też w rewir snów. Dobranoc!

 

Nie- efekty jeszcze są. Muzyka filmowa normalnie do mnie przemawia, czuję ten klimacik dosadnie. Jest bardzo mocno nasycona uczuciem, a moja empatia wzrosła niemiłosiernie i bardzo dużo radości sprawia mi zwyczajne wczucie się. Piękne emocje.

 

23:30- Jest naprawdę błogo i fajnie. A to zwykłe kakao :D Zawsze wiedziałem, że natura ma moc. Muzyczka tworzy fantastyczną otoczkę, aż ma się ochotę położyć i marzyć o tym, że jest się w pierdolonej krainie tęczy. Autentiko, niby głupie, ale mam ochotę marzyć i to zanużyć się w poezję wyobraźni całym sobą. Pewnie sny będą niezłe. Obym się nie zawiódł. Zmęczenie ostro daje się we znaki. Teraz to już idę spać.

I KONIEC BIERZĄCEGO PISANIA

 

 

No to tak, mamy obecnie godzinę 23 dnia następnego, a ja przypomniałem sobie, aby spisany report dokończyć.

 

 Jak tam moje sny z nocy ubiegłej? Otóż miałem trzy, dość dziwne i znaczące, ale niestety nieświadome. I tak nie jest najgorzej. Zaznaczę, że wczoraj byłem okropnie pobudzony i serce mi szybko biło, toteż zasnąłem dopiero o drugiej w nocy. Ale zasypiałem z niesamowitym uczuciem niewiadomego pochodzenia satysfakcji, tak jakbym tego dnia zrobił coś pożytecznego i godnego podziwu. A nie zrobiłem. To znowu kakao. Dobra rzecz.

 

Więc serdecznie polecam subtelne działanie jakże zdrowego brązowego proszku. 

 

Tylko mam jedną bardzo istotną uwagę, niemal kluczową- nie oczekujcie nic. 

 

Zawsze w życiu mnie uczono, żeby oczekiwać wiele. I to w sumie napędza, pozwala czuć, że mogę i potrafię coś zrobić. Ale w przypadku wszelkiego rodzaju ćpania, a nawet kakałka, się niestety nie sprawdza, a nawet wiecej- przeszkadza. Zauważyłem, że im mocniej się jarałem tym, co wrzucam przed snem i im mocniej czekałem na "rewelacje", tym efekty mniej mnie radowały. Więc ze snami to sprawa jest skomplikowana- nie wypada się sceptycznie nastawiać, bo chuja będziemy mieli. Z drugiej jednak strony niemalże nachalna chęć doznania czegoś szałowego paradoksalnie jeszcze mocniej nas hamuje. Trzeba wejść na luz. Nie spinać się o to, co się dostało i nie nakazywać wszechświatowi działać na naszą korzyść :D Wszechświat i tak wam da to, co chce. To on jest szefem :D 

 

 

PostScriptum- Słyszałem, że gorzka czekolada wzmacnia działanie grzybków. Pomyślcie, co by było z surowym kakao, skoro jest kilka razy mocniej aktywne. Sam może niebawem wrzucę gałkę muszkatołową i sporą ilość boskiego prochu, aby zobaczyć, czy to coś da. A pewnie da. 

 

 

 

Dzięki za uwagę, dobrej nocy, albo dnia. I dobrych tripów- to najważniejsze :))

Ocena: 

Odpowiedzi

Aby zapamiętywać swoje sny a w dalszej kolejności mieć LD musisz się tego nauczyć stosując odpowiednie techniki i zasady. Najlepsza metoda na zapamiętywanie snów to dziennik snów, bez tego nie zaczniesz zapamiętywać swoich snów. Najprostsza metoda na LD to technika WILD. Najtrudniejsze w LD jest rozpoznanie że jest się we śnie.

Zioła snu to taki wspomagacz, same z siebie nie wywołają ci długiego LD w którym możesz robić co chcesz. Do takiego działania musisz dojść, a najpierw opanować podstawy tych trzech rzeczy które wymieniłem.

Mówiąc ubulawu masz na myśli Silene Capensis? To najmocniejsze z ziół snu, na mnie działało wyraźnie.

Tak, wiem że aby mieć efektowne LD, trzeba najpierw ćwiczyć i powoli tworzę nowe nawyki, min medytacja ;) Te roślinki to dla mnie taki mały eksperyment, nie spodziewałem się szału, ale podziałały nieźle.

Mówiąc ubulawu mam na myśli gotową miksturę ze sklepu magicznyogrod.pl, a jeżeli chodzi o capensis, to miałem z tym styczność i faktycznie bardzo wyraźnie działa, ponownie skosztuję za kilka tygodni, bo ma moc :D

No i koniec :D

Ja polecam ilex guayusa. Najtaniej wychodzi na www.guayusa-wayusa.pl

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media