Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

stymulofazozamuła

stymulofazozamuła

wiek: 23 lata

waga: 89 kg

S&S: pusta chata, jakieś resztki jedzenia w lodówce, zapas wody, generalnie wszystko co potrzebne do przeżycia.

Exp: konopie, haszysz tysiąc razy; spice, smoke kilkanaście razy; xtc kilkanaście razy, dxm kilkanaście razy, salvia x5, x15, x35 - kilkanaście razy, benzydamina kilka razy, amfetamina kilka razy, halogrzyby kilkanaście razy, kartoniki od pana S. kilka razy (i to napewno nie było br-df, wiec co?), clonazepam, nitrazepam, ayahuasca 2 razy (m.hostilis+p.herm), hwbr (do obrzydzenia), bromo-dragonfly (drugi i chyba ostatni raz).

No ale od początku, papierek od zacnego pana zapoznanego na ircu (bez nazwisk:D), ponoć 1,5mg br-df, na papierku kawałek nogi hoffmana. Około godziny 19:00 wrzucam 3/4 papiera. Dodam, że jest godzina 11:10 następnego dnia i dalej niestety nie mogę zasnąć.

T+00.00 Nastrój właściwie pozytywny, żadnych krzywych jazd w ostatnim czasie, ostatnia psychopodróż jakiś tydzień wcześniej około 70 suszonych halogrzybków, wszystko cudnie klarownie no i skusił mnie ten kartonik zalegający w bocznej kieszonce plecaka.

T+01.00 Około godziny po zarzuceniu delikatne pobudzenie i wzmożona chęć zapalenia papierosa. Jeszcze wyraźnie czuć smak tytoniu, pełna kontrola, pozostaje czekać.

T+02.00 Pobudzenie coraz większe, biorę ciepłą kąpiel. Właściwie nic specjalnego się nie dzieje, czekam na bardziej znaczące efekty.

T+03.00 Miło słucha się muzyki, smętny chilloucik z last.fm wkręca pozytywną melancholię, momentami wręcz irytującą, chwilami czuję się senny. Wstaję z wyrka na papierosa, żeby się trochę od tego oderwać, zrobić coś "konstruktywnego". Papieros już nie smakuje, mógłbym spalić trzy albo cztery bez różnicy. Zaczyna się coś jakby delikatny spidowy rausz po słabej kresce. Faktura tapety zaczyna delikatnie falować po dłuższym wpatrzeniu się w nią, jednak nad wszystkim dominuje efekt stymulacji. Nie potrafię złapać jakiegoś klimatu tej fazy, nie mogę się wkręcić. Porozmawiałbym z kimś, ale jestem sam, trochę smutno hehe.

T+03.30 Dojadam pozostałą 1/4 kartona i tak nic się taka drobina nie przyda więcej ;) Właściwie cały czas zachowuję pełną kontrolę i świadomość własnych czynów i myśli, więc pewnie i tak nie zrobi różnicy.

T+05.00 Mniej więcej około pięciu godzin po zażyciu dochodzę do wniosku, że to musi być peak tej fazy, jestem trochę rozczarowany, bo poza straszną stymulacją, nie ma efektownych CEV'ów, OEV'ów, nie ma jakichś pseudofilozoficznych przemyśleń, nie ma uczuć, nie ma klimatu. Czuję zmęczenie ciała, od T-12h z hakiem jestem na nogach. Trochę dołująco uderza samotność przyjebanego chilloutu, zmieniam na szybszy goa trance i już jakby coś zaczęło tętnić w rytmach shpongle, ale jakby cały czas nie mogło się obudzić. Nie mogę powiedzieć, że moja tapeta w kwiaty ożyła.

T+08.00 Peak dalej mnie męczy, jednostajna, żmudna katorga w pustym mieszkaniu. Schodziłem każdy kąt, mógłbym coś posprzątać jak nieraz po grzybach, złapać rozkminę do czego jest to, a do czego tamto, pobujać w obłokach, zatopić się we wspomnieniach, ale ni chuja. Nie mogę się zabrać do niczego, chciałbym gdzieś wyjść, ale to też bez sensu, wszyscy już dawno śpią więc jestem zdany na siebie. Biorę szkicownik i zaczynam coś bazgrać. Jest całkiem ok, nawet przyjemne, jeśli od czasu do czasu wstaniesz się przejść po mieszkaniu, żeby rozładować trochę ciśnienie. Rysuje się płynnie, bez zająknięcia, tematy same lecą do głowy, szczerze mówiąc to chyba najbardziej pozytywny moment całego mojego tripa na bromo-dragonfly - porysowałem sobie z godzinkę. Mój boże...

T+11.00 Zaczyna schodzić z peaku trochę, ale dalej masakryczna trzęsawica. Nie wiadomo co ze sobą zrobić, nic nie cieszy. Wszystko jakieś rozmemłane i nudne, bez polotu. Boli mnie też już wszystko ze zmęczenia. Oglądam jakieś wiadomości na BBC z braku czegoś lepszego do roboty. Wchodzę na jakieś irce, czaty, fora, cokolwiek żeby tylko trochę czegoś było do przełknięcia. negatywny trip.

T+14.00 Siedzę i pisze tego TR'a Bóg wie po co, ale może komuś się przyda w celach informacyjnych. Dalej nie mogę zasnąć, więc ratuje się czymkolwiek. Jutro do pracy na rano, będę miał zjebany humor jak nie zasnę :/

Konkluzja: może na imprezę było by ok, ale na introspekcyjny (sic! w ogóle to jakaś abstrakcja na br-df) trip jaki miałem w planie, to się kompletnie nie nadaje, już więcej tego nie zjem chyba. Nieporównywalnie inne odczucia miałem po pomarańczowych kartonach od pana S. Nieporównywalnie lepsze. Teraz mam zagadkę co to wtedy było. Br-df ostatecznie ze mną chyba nie współpracuje za dobrze, mimo wszystko jednak warta spróbowania substancja, choć zdecydowanie bardziej plenerowa i do pogadania niż zwały w pojedynkę. Ja zostaje przy grzybach.

Ocena: 

Odpowiedzi

No właśnie to jest dominująca właściwość BDF - nuda, wkurzenie, chęć żeby już się skończyło. Bez przypalenia trawy musi to być totalnie nie do zniesienia. I do tego ta depresja po - paskudztwo!

E tam . Nie zgadzam się . Ja po DF mam bardzo miło . Polecam miks z DXM i MJ :)

Tripping till death !

"Nieporównywalnie inne odczucia miałem po pomarańczowych kartonach od pana S. Nieporównywalnie lepsze. Teraz mam zagadkę co to wtedy było."

Z tego co mi wiadomo, to w kartonach pana S był też bromo-dragonfly, tylko jego inny, niby mniej aktywny stereoizomer. Ale spotkałem się z opiniami, że działał może rzeczywiście słabiej, ale przyjemniej.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media