Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

stop przemocy, stop narkotykom ;)

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Dawkowanie:
ćwiartka, po godzinie druga ćwiartka, do kolejnych dwóch godzinach połówka. Co daje całą jedną sztukę w przeciągu 3h. przed po i w trakcie około 6-7 browarów.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
przystanek Woodstock poraz 9, a więc znane i lubiane otoczenie. Nastawienie pozytywne, długo oczekiwana ciekawość.
Wiek:
25 lat
Doświadczenie:
Trawa-kiedyś często, od wielu lat sporadycznie. Amfa-kilka razy dawno temu. Alkohol duużo, zawsze i wszędzie ;)

stop przemocy, stop narkotykom ;)

Ogólnie nie przepadam za narkotykami.. bywało, że dość często paliłem (takie środowisko), parę razy wciągałem. Znam kilka osób dość wyraźnie uzależnionych, na pogrzebie jednego z nich byłem jakiś czas temu, dlatego, mimo że lubię ryzyko i nowości, to jakoś używki (oprócz alkoholu) nie są najważniejsze w moim życiu….Z kwasem od początku było zupełnie inaczej, „marzyłem” o nim od podstawówki, wtedy (lata ’90) był praktycznie niedostępny bez większych kontaktów, chodziła tylko fama jak to jest zajebiście… minęło wiele lat, nie biorę już praktycznie nic, sporadycznie raz na rok cos przypalę gdy ktoś przyniesie.
Co roku jeżdżę na najlepsza wg mnie imprezę – przystanek Woodstock. No ale ile lat można na najlepszej imprezie wspomagać się jedynie alkoholem? ;) …a że byłem z palącym kolegą, szukaliśmy gdzieś na polu palenia. Po godzinie szukania, znaleźliśmy kolesia, który mówi, że palenia to w sumie nie ma, ale ma kwasy… ja, odważniejszy po kilku browarach, przypominając sobie, że mam możliwość spełnienia marzenia z „dzieciństwa”, zakupiłem jednego bez namysłu :) Mówie, że pierwszy raz i ile mam wziąć? Koleś odpowiada, że na pierwszy raz to tak max połówkę, a najlepiej to ćwiartkę. Poszliśmy dalej, kolejne browarki, m.in. przez rurę;) koło 18 zarzucam ćwiartke pod język. Godzina mija – nic. Wkurwienie. Zarzucam druga ćwiartkę. Kolejny browar. Motyw, że mnie koleś wychujał. Czas szybko mija, najebka, namiot. Wkurwiony „na dobranoc” dorzucam drugą połówkę i ide spać. Po jakimś czasie, nie wiem jakim, budzę się, czuje, że coś jest nie tak, nienaturalnie. Całe ciało dziwnie się wygina. Przejeżdżam ręką w powietrzu przed oczami i widzę duuuużą smugę… strasznie mi się to podobało, pierwszy w życiu tak nienaturalny objaw; smuga zostawała parę sekund i znikała. Zakapowałem już, że działa! :) Wyszedłem z namiotu, koncerty jeszcze trwały, przede mną scena. Wszystko pięknie falowało w rytm muzyki… pierwsze skojarzenie to taka fata morgana na pustyni widziana w filmach.. dokładnie tak samo wszystko falowało. Kumpla nie dało się dobudzić. Pierwsze co mi wpadło do głowy to pójście po browara… bo jak tu przeżywać coś takiego bez browara ;) Doszedłem do lady, gestem ręki pokazałem jedną sztukę, kobieta nalała, dałem banknot 50zł, nie miała wydać, poszła gdzieś rozmienić. W tym momencie strasznie zdziwiła mnie jasność mojego umysłu, doskonale wiedziałem co się dzieje i o co chodzi, równocześnie odczuwając wspomniane wcześniej falowanie i ogólną „nienaturalność”, dopiero wszystko poznawałem. Czekałem na resztę oparty o ladę, przyszedł motyw, że wszyscy się na mnie gapią i oni na pewno wiedzą, że jestem naćpany. Ogólnie wydawało mi się, że czekam tak koło 20-30 minut (realnie była to max minuta), dostałem reszte. Poszedłem usiąść gdzieś na środku pola i cieszyć nowością, poznawać wszystkie nowe wrażenia. Idąc i niosąc w ręku plastik z piwem, wrażenie, że to nie moja ręka to piwo niesie, zupełnie tego nie czułem. Usiadłem na ziemi, przede mną scena dalej faluje, muzyka ma kolor czerwony, tak intensywnie (w domu oglądając filmiki w necie nie było nic czerwonego na scenie!!). Siedze. Ludzie przechodzą, popijam piwko – nie wchodzi. Zauważyłem przed sobą odbity ślad buta na piasku. Obserwując go zaczął rosnąć… widziałem każde ziarenko piasku, w którym był odbity. Ten ślad był w tym momencie najpiękniejszą rzeczą jaka istniała, ogarniał mnie cały, podziwiałem go, podziwiałem jego piękno… to w tym momencie było całym moim życiem! Niesamowite doświadczenie! Kilka ruchów głową, zebranie myśli i znowu siedzę sam na środku pola. Kolejny raz zaskoczenie jak jasno można myśleć. Ludzie podchodzą. Rozmawiają, czegoś chcą… wymyśliłem sobie, że do nikogo nic nie będę mówił. Żaden problem, wszyscy się doskonale zajmowali sami sobą;) Był nawet jakiś Ukrainiec z protezą ręki w stroju wojskowym;) Coś tam do niego mówiłem nawet, o tamtorocznej rekonstrukcji bitwy pod Grunwaldem, na której rzekomo był… Do dzisiaj nie wiem czy coś takiego miało miejsce, z perspektywy myśląc – mało realne… chociaż w sumie to Woodstock:) Po jakimś czasie podchodzenia ludzi, myślałem tylko: dajcie mi spokój, pozwólcie się cieszyć przeżywaniem tego wszystkiego. Gdybyście tylko wiedzieli w jakim ja teraz jestem stanie ;) Nie wiem czy wcześniej czy później skupiłem się na własnej dłoni, obserwując każde załamanie, każdą linie. Pochłonęły mnie one dokładnie tak jak wcześniej odcisk na piasku, każda linia papilarna na dłoni urosła do rangi najważniejszej rzeczy na świecie, ogarniały mnie one w całości, nic innego w tym momencie nie widziałem ani nie słyszałem, nic innego nie było ważne. Tak z perspektywy myśląc, musiałem wyglądać jak taki klasyczny ćpun gapiący się na własną rękę z uwielbieniem… ale to było wtedy takie piękne :)
Do rana nie spałem, mimo, że próbowałem. Im później tym więcej miałem fal trzeźwości, były coraz dłuższe. Tak koło 8-9 rano wszystko się skończyło, byłem strasznie zmęczony tym wszystkim, ale rozpoczął się kolejny woodstockowy dzień, więc trzeba było znowu iść na piwo…
Najlepsze doświadczenie w życiu, nie do opisania słowami, dla kogoś kto nie miał z tym do czynienia; minął już rok a dalej mam ochotę to powtórzyć, pobawić się tym bardziej, poznać głębiej. Może kiedyś....

Ocena: 

Odpowiedzi

Kto to wie, czy to kwas był. Możliwe, że jakąś fenkę dostałeś.

Jeśli karton nie miał smaku to był to kwas. 

Jakie znacie inne fenyloetyloaminy, którymi można nasączyć katron a ich smak będzie niewyczuwalny? 

no smaku nie miał, tzn. lekko gorzki był, ale to tak jak zwykły karton by się żuło - takiej farby drukarskiej czy cos takiego.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media