Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

[silene capensis] narzędzie do sennych podróży

[silene capensis] narzędzie do sennych podróży

17.11
Znalazłem się gdzieś na przedmieściach zagubionej w czasie dzielnicy Londynu. Zabudowa ulicy na której się znajdowałem wyglądała całkiem futurystycznie – były to czerwone, super wysokie budynki mieszkalne wykonane najprawdopodobniej z jakiś polimerów. Na samym dole miały sklepy, wszystkie pozamykane. Budynki lśniły się jak plastik, i całe były pokryte graffiti, pamiętam że przeszło mi przez głowę że też fajnie by było się tam dopisać. Na ulicach tej dziwnej dzielnicy nie było nikogo, po asfalcie walały się tylko śmieci. W jednej ze sklepowych witryn były telewizory na których leciał jakiś teledysk. Wideoklip stylizowany na Wielką Brytanię lat 70-tych gdzie jest kolorowe studio z tak samo kolorową sceną a na niej tańczy układ kilka osób w tym aktor Johny English. Kiedy w muzyce były nawiązania do psychodelików kolory całego studia oraz ich ubrań stawały się barwniejsze, a po chwili gdy muzyka zaczęła być o koko tańczący ludzie całkiem wyblakli do czarno białego obrazu a twarz głównego wokalisty zmieniła wyraz na strasznie starą i brzydką z wielkimi brwiami jak u Piłsudskiego.
Widziałem jako obserwator nakręcanie teledysku holenderskich jakby rapsów o koko przez randomowego kilkunastoletniego niderlandzkiego murzyna. Koleś nawijając schodził właśnie z rozhuśtanej huśtawki w parku między blokami, założył ciemne okulary i czapkę z daszkiem a w tle kołysała się wielka butelka w pastelowych barwach zawierająca roztwór kokainy. Nie wiem skąd ale po chwili trafiłem na mojego starego znajomego L. po rozmowie z którym dowiedziałem się że ten płyn to spirytusowy roztwór koki. Ostatnie moje słowa ze snu ”Dobra, to ja to walę”.

18.11
We śnie przewinęły się znajome osoby, przekrój różnych znajomych mord z całego życia, wszystkich najbliższych kumpli z różnych dróg mojej egzystencji. Sen składał się z faz melanżu który totalnie wymknął mi się spod kontroli. Pojebane rzeczy które w nim robiłem można by podzielić na swoiste sekwencje a całość snu bardzo przypominała ogarnianie rzeczywistości po zerwanym filmie od alko. Dużą część czasu spędziłem w scenerii domówki z jednym z kumpli M. Po wyimaginowanej rozmowie z innym ziomkiem S. ustaliłem że nagrywał mnie podczas tego gdy kiedy już odpadłem - zbiegałem w lesie z jakiejś góry, pokazywał mi nawet filmik podczas którego gubię buty. Po obejrzeniu przypomniało mi się że to ten sam las w którym ukrywałem się potem przed jedną bardzo ważną kobietą z mojego życia która mnie tam szukała – bez trudu ukryłem się za zaroślami i nie zostałem dostrzeżony. Kiedy oglądałem ten filmik przypomniało mi się co sobie uświadomiłem ukrywając się tam wtedy, mianowicie przypomniała mi się akcja początkowa od czego zaczęła się ta impreza. Byłem z ludźmi z poprzedniej korpo pracy na czymś w stylu pikniku na polance gdzieś w plenerze. Równie dobrze mógł być to środek Warszawy nad rzeką jak i jakiś konkretny wypizdów, bez znaczenia, sceneria była taka że mam kupę osób z pracy walących driny, a pośrodku nich kocyk na którym siedzę ja i jak i dwóch z moich najlepszych kumpli z którymi też w tej firmie kiedyś pracowałem. Opowiadamy historię jakiegoś typka w charakterystyczny dla nas abstrakcyjny sposób – każdy dopowiada po 3-4 słowa opisujące tego kolesia. Jesteśmy już oczywiście zajebani alko, a celem opowieści jest gadanie totalnie abstrakcyjnych głupot. Leżymy na tym kocyku zniszczeni ze śmiechu, we trzech generalnie płaczemy z pompy jak po 2C-E ale historię ciągniemy dalej. Co najgorsze, zapamiętałem z tej rozmowy tylko ostatnie słowa „Z nad Dunaju” bo niestety dałem dupy i nie zacząłem tego zapisywać od razu po przebudzeniu w środku nocy tylko ponownie położyłem się spać. A przynajmniej tak mi się zdawało – prawda która do mnie później dotarła jest taka, że dwa razy w ciągu tamtej nocy miałem fałszywe przebudzenie w którym po obudzeniu w środku nocy sobie wszystko zapisałem, a z tekstu miałem polewę, niestety to totalnie fejkowe wkręty bo kiedy rano wstałem i chciałem to przeczytać patrzę a w zeszycie obok łóżka nie było napisane kompletnie nic! Przyśniło mi się że opisałem sporo szczegółów z całego snu plus dialogi.

20.11
Wspólnie z moją dziewczyną jeździmy autostopem po Turcji, jesteśmy gdzieś w okolicach granicy z Libanem. Krajobraz typowo turecki, morze Śródziemne niby rzut beretem od nas ale jesteśmy właściwie głównie na totalnie spalonym słońcem górzystym pustkowiu. Jeżdżenie palcem po mapie płynnie przechodzi w jazdę z miasta do miasta, wygląda to jak jakaś profesjonalna animacja z filmu o podróżnikach. Pamiętam jak trafiliśmy do jednego z nadmorskich miast gdzie niemiłosiernie szokłem kulturowo. Po wejściu do tego śródziemnomorskiego miasta okazało się że jest w nim bardzo żywa polska kultura walenia browarów – do tego pili tam polskie browary. Podeszliśmy do jakiegoś polskiego monopolowego 24 w menu żywiec, tyskie i inne żubry. Ludzie stoją podchmieleni dokoła, a wyglądają jak turcy ale z jasnymi słowiańskimi blond włosami i wśród niektórych szarymi – niebieskimi oczami. Po krótkiej rozmowie z tymi ludźmi o co tutaj chodzi dowiedziałem się że podczas drugiej wojny światowej to miasto zostało odbite przez Polaków i część z nich się po wojnie tutaj osiedliła mieszając się z tureckim krajobrazem i kulturą. Spędziliśmy z nimi trochę czasu i nie wychodząc z podziwu następnego dnia ruszyliśmy dalej.

Silene Capensis inaczej African Dream Root czyli Afrykański Korzeń Snów to moim zdaniem klasa sama w sobie. Mówiąc  o oneirogenach ma u mnie zawsze pierwsze miejsce.

Korzeń po kupnie jest w formie twardych włóknistych kawałków drewna których nie da się zmielić blenderem. Może jakby mieć moździerz to poszłoby to łatwiej, w każdym razie ja się z podziabaniem korzenia męczyłem manualnie z nożem, paznokciami i oczywiście zębami. Rozdrobniłem go do najmniejszych kawałków jakie dałem radę, tj włókna max 4mm długości i o jak najmniejszym przekroju. Udało mi się część z tego posiekać naprawdę drobno blenderem a reszta została w formie zjebanych patyków.

Spożywałem to za każdym razem w taki sam sposób, wsypywałem 1 - 1,7g do szklanki, zalewałem jakieś 40ml wody, wlewałem do ust, memłałem aż był zdatne do przełknięcia a jak jeszcze nie było to dopijałem wody. Zioło w smaku jest po prostu gorzkie, ale bardzo znośnie w porównaniu do narkotyków. Metody z wzbiciem piany z tego nawet nie próbowałem bo nie sądzę żeby z tych patyków ta piana jakoś wyszła – kiedyś próbowałem ją zrobić to się nie udała więc teraz walkower. Trzeba uważać żeby nie wypić tego zbyt dużo bo roślinka ma też właściwości przeczyszczające i czuć że coś tam może potegować z drugiej strony układu pokarmowego jakby wypić jej za dużo na raz.
Po wypiciu odczekiwałem kilkadziesiąt minut przed snem, co ciekawe działało za każdym razem. Najważniejsza kwestia przy tej roślince którą odkryłem to taka że potrzeba naturalnej długości snu żeby odczuć dobrze efekty. Nie mogę ustawić budzika po 7h żeby wstać do roboty bo nie zapamiętam efektów z takiej nocy zbytnio, efekty widać po nocy przespanej naturalnie co do długości snu potrzebnej organizmowi. Wszelkie próby technik LD też psuły efekty. Śpię tyle ile potrzebuję a zadziała wtedy super.

Konsumuję roślinkę, lulu, naturalna/e pobudka/ki, sięganie po zeszyt, zapisywanie snów. Taki mam działający system.

Po obudzeniu pamiętam sny jako ciąg wydarzeń które dopiero co miały miejsce, są bardzo interaktywne i łatwo tuż po obudzeniu wrócić do tego samego snu o ile nadal chce się spać. Pamiętałem naprawdę dużo detali, pamięta się wyraźnie więcej niż po codziennej pobudce. Dream recall – przypominanie snów - wyraźnie na plus. Dla mnie to totalnie kluczowa kwestia bo jeśli biorę coś co ma działać na sny to podstawą całego działania jest po obudzeniu rano umieć opisać jak najbardziej szczegółowo co się tej nocy przeżyło. Przeżyć ultra nieuchwytne doznania tylko po to żeby nad ranem zapamiętać to jako „nie pamiętam fabuły ale działo się coś niesamowitego” – dla takich efektów równie dobrze można wrzucić pierwszego lepszego działającego dysocjanta. Piszę ten raport kilka dni po tamtych snach i nadal je dość dobrze pamiętam, wspomnienia wyglądają jak z jakiegoś tripa lub długiej podróży.

Korzeń Snów nie wywołuje u mnie żadnych efektów psychoaktywnych dopóki nie usnę, mam na myśli zero body loadu i negatywnych akcji po spożyciu w przeciwieństwie do innych roślin. Działa tylko na sferę snu. Wprowadza w stan który odbieram jako lekki sen, trochę jak czuwanie, łatwo się obudzić podczas takiej nocy, ale po takim wybudzeniu bez problemu usypiam z powrotem, najczęściej kontynuując w tej samej sennej scenerii.
Łatwo o uświadomienie sobie snu, po tej roślince sny wyglądają dużo bardziej jak mentalny trip za zamkniętymi oczami po psychodelikach. Jedna akcja przechodzi w drugą, wszystko się rusza, pamięta się tyle szczegółów że ma się wrażenie grania we filmie. Oczywiście wszystko jest interaktywne tym bardziej im bardziej świadomy jest to sen.

Moim celem gryzienia tego gorzkiego kawałka afrykańskiego drewna nie są bynajmniej walory smakowe, celem jest w pełni kontrolowany świadomy sen. Miałem takie sny kilka razy w ciągu życia i jest to dla mnie najdoskonalsza forma rekreacji. Rzeczywistość potrafi być świetna, ale mając dostęp do sennego świata w zanadrzu można wtedy kiedy potrzeba odpocząć BEZ KONSEKWENCJI w krainie fantazji. Jeśli uda mi się z czasem dojść do takiego snu przy użyciu któregoś z ziół z pewnością wrzucę tu na ten temat parę słów. Jak już opracuję technikę to dam znać.

Segregując zioła snu od najlepszego do poziomu beznadzieja jeśli chodzi o wpływ na moje sny:

Silene Capensis > Synaptolepis Kirkii > Entada Rheedii > Calea Zacatechichi > Helinus integrifolius

 Próbowałem po kolei wszystkich obiecujących ziół snu o których wiem i Silene Capensis jest tym które działa najlepiej. Moc działania, szybkie efekty, brak minusów. Dałbym 10/10 gdyby po spożyciu można było być pewnym, że będzie się miało w pełni kontrolowany świadomy sen. Nie ma tak łatwo, ale mam wrażenie, że to sprawa do wyćwiczenia.

Silene Capensis - 9/10 świetne, Polecam.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media