Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

przeklinam matkę moją słońce

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
No tak po trochu wszystkiego
Rodzaj przeżycia:

przeklinam matkę moją słońce

Przeklinam matkę moją, Słońce

Myślę, że spora większość z nas odbyła chociaż jeden trip, który można określić jako 'Skrajnie Nieodpowiedzialny'. Zapraszam więc do zapoznania się z moim.

Siedziałem u mojego dobrego kolegi, choć w tamtych czasach właściwie przyjaciela. Jego mały domek otoczony polami i lasami był naszą bazą matką w okresie największej degeneracji. Wpadliśmy tam raz na jakiś czas, między spaniem na pustostanach i graniem małych koncertów żeby zażyć kąpieli albo zjeść coś bardziej tresciwego niż kolejna piguła albo frytki.

Siedząc tak i delektując się ambrozją sporządzoną z liści zielonej herbaty, kropel tramalu i alprazolamu dostaliśmy telefon, że możemy zakupić sporą ilość kwasu. Oczywiście, czemu nie, jedziemy.
Godzinna podróż samochodem polegająca na rozmowach, paleniu strasznych ilości papierosów i słuchaniu muzyki klasycznej zwieńczona blatem wraz z moim przyjacielem który to był drugą stroną transakcji, stwierdziliśmy, że czas szukać klientów na okrągłe 80 sztuk papierów. Nie było to trudne a gdy już przytulilismy trochę grosza z tej okropnej profesji psucia ludzkiego zdrowia i życia wróciliśmy na bazę stwierdziliśmy w tramalowo - marihuanowo-alkoholowym upojeniu, że zjemy po jednym bo co nam szkodzi. By umilić sobie czas ładowania chwycilismy za gitary i zaczęliśmy pisać jakąś piosenkę.

Kolejne kilka godzin było bardzo owocnych, jednak nauczeni doświadczeniem, mix ścieżek zostawiliśmy sobie na trzeźwe chwilę, ponieważ nigdy nie byliśmy w pełni zadowoleni z efektu produkcji pod wpływem LSD.
Gdy faza zaczęła jednak peakować stwierdziłem, że Przeklinam matkę moją, Słońce.
Mój towarzysz wydał się wyraźnie poruszony tym zdaniem, które przyszło mi z niebywałą łatwością i nie widziałem w tym nic głębokiego, ot takie to stwierdzenie.

Wiecie jak to jest nie odróżniać noddów od rzeczywistości? Pewnie tutejsze opiowraki doskonale o tym wiedzą. Wyobraźcie sobie w takim razie nodding pod wpływem LSD. Jest to podły mindfuck. W pewnym momencie okazało się jednak, że samochód który prowadzę po wiejskich drogach istnieje naprawdę. Naprawdę przeżywam ten paskudny mindfuck krzycząc na poboczu, że przeklinam matkę moją w rytm 'Waiting for the sun' Doorsów.
Do pełni szczęścia brakowało tylko policji.
Pewnie zastanawiacie się jak znalazłem się w tej sytuacji?
Otóż w pewnym momencie zostawiłem odpływającego gospodarza i pożyczyłem sobie kluczyki do jego auta i pojechałem. Tak bezpardonowo, wsiadłem za kółko i pojechałem. Znudziło mnie po prostu jego metafizyczne gadanie. Nigdy nie lubiłem tripow z gatunku mistycznych, wolałem zawsze raczej płynąć z wirem absurdu.
Wsiadłem więc do jego auta, wielkiego czarnego kombi i pojechałem. Odpływałem tak sobie w noddy budząc się do tego absurdalnego świata co jakiś czas na szybką kontrolę i po każdym przebudzeniu dochodziłem do wniosku, że jednak ten stan rzeczy mi nie odpowiada i wolę być w tym dziwnym opiatowo-psychodelicznym wymiarze. A skoro już tu jestem to zajade do najbliższego miasteczka po fajki. Jak pomyślałem tak zrobiłem i już kilka minut późnej z typową dla siebie narkotyczna manierą wysiadłem z samochodu na parkingu pobliskiej stacji paliw.
Parę dłuższych albo krótszych chwil spędziłem na wewnętrznym monologu, przekonując Degene, że nie możemy odpierdalać bo przypał wisi nad nami jak czarne burzowe chmury późnym latem nad tym skurwiałym miastem.
Chuj już z brakiem prawa jazdy, nie byłem do końca pewien ile i czego w siebie wsadziłem w ciągu ostatnich 24 godzin, a biorąc pod uwagę mój uwczesny styl prowadzenia się, ilość substancji w moim ciele nie była taka oczywista.
Po upewnieniu się, że mam portfel wytoczyłem się już w bardziej kontrolowany sposób do budynku.
I wtedy usłyszałem ten piekielny, metaliczny dźwięk przeszywający moje skronie.
Ten pierdolony sygnał obwieszczający przybycie kolejnego klienta tej pięknej nocy.
Tak szybko jak usłyszałem ten dźwięk, tak szybko moje ciało zostało spięte niemożliwym lękiem.
-No to wtopa, wyszło że jestem naćpany. Zaraz przyjadą psy i mnie zamkną. Tam gdzie moje miejsce z resztą. Doigrałem się, przyznam się do wszystkiego i tyle. Arivederci wolność.
Stałem tak chwilę szykując się na mój los i rozważając czy lepiej iść do grypsujących czy na kuchnię kiedy usłyszałem słowa wybawienia.
'Mogę w czymś pomóc?'

Wróciłem. Jestem. Byłem.
Rzeczywistość tego dnia nie była jednak tak podłą suką jak myślałem. Żyję. Będę żył. Wolny.

Moje promienie wzroku, wprost z moich poćpanych oczu objęły mojego wybawce.
Małolat w za dużej koszulce i pewnie według jego rodziców za długich włosach. Nie miał pojęcia o tym co właśnie dzieje się dookoła.. Nie miał pojęcia, że był moim bohaterem. Mimo, że był góra 5 lat młodszy ode mnie pewnie nie widział nawet połowy z tych rzeczy które ja czytałem moim trzecim okiem. Ale to dobrze.

Trzymając fason podszedłem do lady i wtedy naszła mnie myśl, że skoro już wziąłem auto, to może chociaż je zatankuje. Krzyknąłem tylko szybkie 'ZARAZ WRACAM, KOLEGO!' I pobiegłem przeparkować pizdomobil® pod najbliższy dystrybutor. Ciężko stwierdzić ile mi to zajęło, jednak po chwili moim oczom ukazały się niemozliwie szybko zapierdalające cyferki na liczniku pompy.
PANIE DEGENE, STOP!

Cyk, zmiana perspektywy i już płacę temu młodemu człowiekowi za brynę i papierosy.
Gdy jakoś uporałem się z tym zmartwieniem i wróciłem do bezpiecznego autka poczułem ulgę.
Ale taką ulgę jakiej nie czułem od momentu odebrania wyników matury.
Udało się.

Udało się.

Ciężko powiedzieć mi coś o drodze powrotnej, gdyż była to jedna wielka przerwa na podziwianie dziwnych istot na poboczu w rytm mojej niezmiennie ulubionej playlisty do używek.
Płakałem.
Celebrowałem życie.
Dotarłem.

Gdy wpadłem z fajkami do pokoju mój kompan zdawał się niczego nie zauważyć.
Dalej pogrążony w stanie medytacji czy czegoś tam.. Prawdziwy odkrywca. Pewnie doszedł do paru mądrych wniosków, jednak pod koniec dżentelmeńską umową postanowiliśmy nie dzielić się naszymi przeżyciami tej nocy.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media