Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

poszukiwanie przyjaźni i retrospekcja 2 lat ćpania

detale

Substancja wiodąca:
Apteka:
Dawkowanie:
225 mg
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Negatywne myśli na temat niezdanego egzaminu, szukaniu nowej szkoły i braku przyjaciół. Samotność i przygnębienie. Myślenie o następnym odcinku kolejnej sieczki. Miejsce: Nowy świat, Warszawa. Godzina 10-11 rano. Brak śniadania. Ważę 56 kg.
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Wtedy absolutny brak, zerowa wiedza o używkach, wyobrażanie sobie ich jako niedostępną czarną magię.

poszukiwanie przyjaźni i retrospekcja 2 lat ćpania

Godzina 10:00.

Jadę autobusem do dwóch poznanych przez neta dziewczyn poznanych 2 dni wcześniej (od chwily gdy Y. powiedziała, że lubi bawić się wszystkim - włącznie z "antydepresantami" - wiedziałem co się święci). Straciłem dawnych przyjaciół i ryzykuję życiem (a co jeśli to dwaj geje gwałciciele?) by pozbyć się samotności. Mam obawę, że robię coś głupiego. Mój nastrój potęgowała samotność i brak kontatku z ludźmi od 2 miesięcy. To to głównie pchneło mnie do takich czynów. Mój stan wtedy najlepiej opisuje ta piosenka: https://www.youtube.com/watch?v=P9EfH3FBkvs

T+30

Dotarłem, szukam Empika obok "Wielkiej Palmy". Brak orientacji i strata czasu na oglądanie ulic.

T+50

Wszedłem do Empika, który był za mną od 10 min, ale dopiero teraz go zauważyłem. Przed półkami z czasopismami stoją dwie dziewczyny. Bardzo nieśmiale pytam je po nickach: Y...? E...? Nazwiemy je pierwszą literą nicków. Jedna z nich ma na ręce ślady cięcia, wygląda bardzo interesująco, zdaje się, że ma lekko rudawe włosy. Z uśmiechem bardzo szerokim, jakby szarlatańskim, pytają czemu jestem taki zdziwiony.

Wychodzimy. Mówię o tym, że jestem nieśmiały i małomówny. Odpowiadają "spoko". Idziemy do dwóch aptek, kupujemy 2 opakowania acodinu (obydwie sprawdzają rachunki i resztę jakby bały się, że druga ich oszuka), potem idziemy do kiosku po szlugi. Kupiliśmy małą colę.

W momencie gdy zostałem sam z Y, zadała mi najdziwniejsze pytanie jakie kiedykolwiek usłyszałem od dziewczyny:

 - Jadłeś kiedyś karmę dla psa?

Po 30 sekundach rozkminy mówię że nie, a ona: dlaczego - może jest dobra? MINDFUCK!

 

                                                                   *  *  *

 

Zażycie

Siadamy na murku, rozglądamy się za strażą miejską i bierzemy. Miałem wziąć 20 tabletek, bo Y powiedziała: "przecież jest chłopakiem, nic mu nie będzie", ale powiedziałem że wezmę 15. Y wzieła 20, natomiast E wzięła 15. Pytają mnie co lubię robić, odpowiedziałem że praktycznie wszystko nic mnie za mocno nie przyciąga.

Idziemy do parku w centrum. Siadamy. Zapalam z E, po czym świat zaczyna zmieniać kolory. Jest szaro  - srebrno. Y rozczula się nad chorym gołębiem (strasznie nie lubię tych ptaków, powiedzmy że kiedyś straciłem przez nie trochę hajsu).

Zwymiotowałem kilka razy, Y kupiła mi coś do jedzenia. Postanowiły, że odprowadzą mnie do metra, ja upierałem się że chce zostać z nimi. W międzyczasie gdy kolory zaczęły szaleć, a ziemia pod stopami drżała, zaczęły mnie wypytywać o jakieś psychologiczne rzeczy typu: "Z jakim zwięrzęciem się utożsamiasz?" - z Fenkiem odpowiedziałem. "Co ostatnio oglądałeś?", "ulubione anime?" - Neon Genesis Evangelion.

Y rozmawia przez telefon z mamą w bardzo miły i pełen empatii sposób. Spotykamy 2 lolity, mają piękne suknie. Ja nie mam nawet siły ruszyć się z ławki, natomiast moje nowo poznane koleżanki podbiegają do owych niewiast uradowane i o coś pytają, spoglądając od czasu do czasu na mnie.

Odprowadziły mnie do metra, ja tymczasem odczuwam totalny mindfuck. Nie wiem co się dzieje, nie rozumiem dlaczego znowu mam zostać sam. Y mnie przytula i cmoka w policzek, ma naprawdę fajne włosy. Pytają w którą stronę jadę, niestety mój zdekszony mózg obecnie jest w stanie wydać tylko bliżej nieokreślone "YYYY". Muszę się zastanowić, czekaj... zgadnę  - do Kabat! Nie! Znaczy się do Młocin. Dziewczyny patrzą na mnie jak na wariata. Dobra, jadę - i właśnie wtedy faza zaczęła coraz mocniej dawać o sobie znać.

Jadąc w metrze głosy zaczęły się troić, a kolory wariować od złota aż po czerwień. Jest bardzo dużo ludzi, siedzę ze spuszczoną głową. Nie rozumiem jak można słyszeć dźwięki w tak dziwny sposób. Przecież aco nie miało być mocne...

Przesiadka na autobus. Spoglądam na chodnik który zaczyna się ruszać jak zegar wahadłowy, linie oddzielające płytki mają kolor promieni słońca. Głosy! Wszędzie głosy i uczucie, że wszyscy się patrzą. Dużo głosów, do tego wciąż powtarzające się myśli. Zapętlenie. Echo echo echo gdzie jestem jestem estem estem... co się dzieje ej ejejeje...

Nagle dostrzegam lecącą w moją strone OSĘ (nie jestem pewien, czy to nie halucynacja). O matko, nie mam siły się bronić, odepchnąłem ją, ale nawet nie poczułem że ją uderzyłem. Nagle odczułem uderzenie w tył głowy i zasnąłem, nie wiem na jak długo, ale gdy się ocknąłem wszyscy na mnie patrzyli. Zacząłem myśleć, że te dziewczyny które tak mnie zainteresowały, nigdy już nie będą chciały się ze mną spotkać. Czułem, że mają swoje problemy i chciałem wiedzieć jakie. Nie dawało mi spokoju zastanawianie się nad ich egzystencją, wciąż towarzyszyło mi pytanie: "jakie mają życie?".

Zacząłem pisać do nich sms'y z pytaniami typu "co słychać?", ale nic nie odpowiadały. Smutne myśli zaczeły się mnożyć... o tym, że do końca istnienia będę sam. Głosy, wszędzie głosy i te wszystkie linie, rury, smugi przekręcające się - raz w lewo, znowuż to za chwilę w prawo. Czułem że wiem wszystko, że wiem dlaczego ludzie na świecie sie krzywdzą. Zastanawiałem się dlaczego tylko ja jestem tak miły dla wrogów i nieznajomych, dlaczego nie jestem mściwy?

Wysiadłem na osiedlu... Poszedłem do sklepu po Green Upa Power Pils (sprzedawczyni bardzo analizowała moją przyćpaną twarz). Wypiłem, posiedziałem pół godziny na ławce i poszedłem do domu. Wszystko nadal się ruszało, ale i tak wszedłem. W środku mieszkania była moja mama, pierwszy raz w od wielu lat szczerze z nią rozmawiałem o wszystkim. To chyba cały ten efekt gadatliwości po aco. Oddał bym wszystko za taki środek, dzięki któremu mógłbym normalnie traktować rodzinę.

 

Położyłem się na łóżku, przejrzałem w odbiciu ekranu telefonu swoje oczy. Z bardzo małych, bezpośrednio po zażyciu acodinu zrobiły się bardzo wielkie. Y odpisała mi na smsa, doradziła żebym posłuchał muzyki - będzie kosmiczna.

Potem już nigdy więcej nie odpisywała na wiadomości. Zaś od od E dostałem wiadomość o tym, bym nidy więcej się z nimi nie zadawał, ponieważ jestem z innego świata. Do tej pory zastanawiam się o co im chodziło: o moją nadkultularność, czy o to, że jestem taki cichy? A może chodziło o wygląd? Dodała także, że źle skończę z nimi, a to, że Y mnie odprowadziła do metra było jedynym przejaawem dobroci z jej strony od kiedy E ją zna. Oczywiście miałem nie odpisywać według niej, jednak i tak to zrobiłem. I tak zakończyła się moja przygoda... Nigdy więcej nie miałem podobnego tripa po DXM. Dziwne. 

 

                                               *  *  *

 

Od czasu tamtej podróży minęły dwa lata. Przez ten czas moje CV zażytych substancji psychoaktywnych znacznie się poszerzyło. Brałem kodeinę (można by rzec, że prawie w kilogramach), PST, biorę metylokatynon, mefedron, palenie syntetyczne i naturalne (kilka razy, uważam że kannabinoidy ogłupiają), benzodiazapiny, inhalanty, leki uspokajajce i trochę różnych innych. Doszedłem także do etapu, kiedy zrobienie sobie zastrzyku jest dla mnie niczym zapalenie papierosa. Do tego dochodzą autodestrukcyjne zachowania i kradzieże drobnych, niepotrzebnych rzeczy dla adrenaliny.

Głupota do potęgi. A pomyśleć że tylko chciałem spróbować MJ (mózg wyprany słuchaniem muzyki reggee) i nie czuć samotności, sam jestem zdumiony jak daleko to wszystko zaszło. Mam za sobą kilka pobytów w szpitalu, kilka psychoz, zaliczyłem też kilka przed zawałowych stanów - puls 175. Kilkudniowe utraty tożsamości i napady agresji po przypadkowym przedawkowaniu benzodiazepin. Wziąłem tylko 3, ale było słabo. Upiłem się i pijany zjadłem resztę, ogłupienie.

Tak samo z zastrzykami, po pewnym czasie liczy się już tylko faza, zapomina sie o wyposażeniu w odpowiednie narzędzia (raz się zdarzyło, ale staram się mieć zawsze spirytus pod ręką i dbam o higenę, niemniej u innych różnie to bywa), przemywaniu miejsc wkłucia i wstrzykiwaniu sobie jedynie MAŁO szkodliwych substancji. Możecie mi wierzyć lub nie, ale heroina dożylnie szkodzi mniej niż flaszka.

Kiedyś na jednym tripie trafiłem do piekła na 2 godziny, był ogień i tortury, myślałem że się doigrałem, przedawkowałem śmiertelnie i odpowiem za całe zło które zrobiłem. I pomyśleć, że kiedyś brałem udział we wszystkich akcjach charytywnych, pomagałem potrzebującym na ulicy, osobom starszym itd. Właściwie nadal to robię, ale coraz częściej liczę się tylko ja. Zresztą, gdyby zwykli ludzie dowiedzieli się  że pomaga im narkoman, nie mogę oprzeć się wrażeniu że od ręki chcieliby mnie zlinczować. A przecież  nikomu nie robię krzywdy, leczyć się będę prywatnie, oddawałem krew, mam w planach oddać wszystkie organy i komórki macierzyste / szpik kostny. Nieważne że boli, ale jak będę zdrowy to chcę komuś uratować życie, nie obchodzi mnie nagroda, niebo, czy też to jak ludzie będą mnie postrzegać.

 

                                                                   *  *  *

 

Tych, którzy chcą spróbować chciałbym prosić, bo pogadali o tym z najbliższymi im osobami; zastanowili się czy nie mogą ułożyć sobie życia tak, by nie musieć go sztucznie upiększać. Niestety z biegiem czasu wszystko to, co sztucznie poprawiało humor, będzie go jeszcze bardziej psuło - substancje przestaną działać, zaczną się kłopoty z policją, rodziną, pieniędzmi. Utracicie zainteresowania które kiedyś sprawiały Wam przyjemność i zamiast żyć, będziecie tylko istnieć. Wegetować. Świat wciąż będzie pędził, a Wy staniecie w miejscu - a jak wiadomo, ten kto stoi w miejscu, po pewnym czasie zaczyna się cofać.

Dodatkowo nikt nie będzie Was tolerował, zażywanie narkotyków błyskawicznie prowadzi do ostracyzmu towarzyskiego. Niestety mamy społeczeństwo ogłupione przez media, od najmłodszych lat wychowywane wśród alkoholu - przez co etanol został elementem wpisanym w naszą kulturę. Przeciętny polak nigdy nie nazwie alkoholu narkotykiem - którym przecież jest, podobnie jak każda inna substancja działająca odurzająco na OUN. Jeżeli wlewasz sobie do kieliszka coś innego niż alkohol, to na pewno jesteś złodziejem i wkrótce wylądujesz na dworcu ze strzykawką w dłoni, bądź też pod mostem - ot, taka właśnie jest najczęstsza opinia zwykłego, polskiego zjadacza chleba. 

Życie na trzeźwo było dla mnie znacznie piękniejsze, nawet w czasach gdy cierpiałem na depresję i fobie społeczną. Byle słońce dawało takie same efekty, jak teraz najbardziej wyszukane używki. Jeżeli macie problemy to pogadajcie z rodzicami, psychiatrą czy kimkolwiek. Używki zagłuszą je tylko na jakiś czas, a potem wracają ze zdwojoną siłą.

 

Evangelion Rammstein and Tatu - Sacrifice

https://www.youtube.com/watch?v=zXATZYOKKhk

Ocena: 

Odpowiedzi

Pamiętaj - najważniejsze jest by pozostać sobą, nie budować własnej samooceny na podstawie opinii innych ludzi, ani nie próbować im się przypodobać - wtedy bardzo łatwo stracić własną tożsamość. Nieśmiałość też ma swoje zalety. Pozdrowienia od nieśmiałej. ;-)

Jesteś genialna, jak Ty to zrobiłaś, że ten tekst wygląda tak dobrze to ja nie wiem. Nie będę Cię więcej męczył bo wiem, że nie umiem pisać a Ty to prostu tak upiękrzyłaś, że brak mi słów. Dzięki kochana.

Bardzo dobrze mi sie czytało tego TR'a. Apropo spojrzenia świata zewnętrznego. Ten problem mialem od poczatku, nawet bez drugow wokol mnie. Polska zyje alkoholem. W tym momencie praktycznie nie cpam juz od dluzszego czasu, wszedlem w tryb paru tripow , tripow nie cpania, na rok. I swiat wcale nie jest lepszy, powiem nawet gorszy, jesli twoje spojrzenie wykracza poza nonsens tego swiata, i otaczajacego cie spoleczenstwa, to bedzie tak niezaleznie od tego co robisz i bedziesz robil, wsrod ludzi brakuje logiki, w swoim wlasnym mozgu jednak mozna ja znalezc. Dlatego tez bycie niesmialym, na uboczu  wydaje mi sie tak naprawde niejednokrotnie lepszym rozwiazaniem. Na szczescie wsrod ludzi sa wyjatki, i tego tez sie nalezy 3mac.

Coś tutaj jest nie tak, bo ktoś kto od dwóch lat sporadycznie zarzuca przypadkowe substancje, jakie akurat wpadają mu w ręce, to on teraz rozpacza, że jest zdegenerowanym ćpunem, oraz na swoim przykładzie pokazuje innym, jak narkotyki go z.degenerowały. To do cholery, jak powinni wyglądać ludzie, którzy trafiają na program metadonowy i mimo ogromnych dawek bardzo silnego narkotyku- metadon jest równy lub nawet silniejszy od morfiny- to mimo tego często mają założoną rodzinę, pracę, wychowują dzieci? . Ja kiedyś analizowałem przypadki podobne do opisanego powyżej i doszedłem do wniosku, że często w takich przypadkach jest mylona przyczyna ze skutkiem. Bo wg mnie, niektórzy ludzie mający jakieś przewlekłe zaburzenia psychiczne, które objawiają się m.in depresją i zachowaniami autodestrukcyjnymi, to u nich często objawem ich choroby jest m.in. sięganie po przypadkowe substancje psychoaktywne. Gdyby takich ludzi z zaburzeniami psychicznymi uda się wyleczyć, tak aby u nich znikneły zachowanie autodestrukcyjne, to prawdopodobnie oni by tak sami od siebie, definitywnie by przestali sięgać po różne środki psychoaktywne. Ale często medycyna popełnia błąd, bo gdy taka osoba trafia do poradni zdrowia psychicznego czy do jakiegoś psychoterapeuty, to wtedy całe leczenie jest skierowane na walkę z jego niby nałogiem. Ale w takich akurat przypadkach, natarczywa terapia przeciw jego "ćpaniu", prawdopodobnie tylko pogłębi jego zły stan psychiczny, co bedzie skutkować jeszcze większym zachowaniem autodestrukcyjnym, a w tym m.in sięganiem po przypadkowe środki psychoaktywne. . Reasumując, w tym konkretnym przypadku, to jego sporadyczne ćpanie jest objawem jakiś schorzeń psychicznych, więc najpierw była tutaj choroba, a objawem tej choroby jest autodestrukcja w postaci sięgania po różne środki. To jest bardzo wazna kwestia, bo wg wszelkiej poprawności, to wpierw muszą być narkotyki, a efektem tych narkotyków muszą być zawsze jakieś zaburzenia. Ludziom do głowy nie może przyjść, że czasami jest na odwrót. Ale aby nie było, to są tylko moje obserwacje. Fiesta pozdrawia

Fiesta - po pierwsze przypomne Ci stwierdzenie "akcja <--> reakcja". Nie można zakładać tak jak Ty to tutaj czynisz, jako że schorzenia wpływają na ćpanie, ale w drugą strone to sie już nie wprawdza. Z Twoich komentarzy wynika moim zdaniem tylko tyle, że co do używek posiadasz wiedze "forumową" i książkową jednak bez poparcia życiem. Nie polecam Ci tego ani nie namawiam jednak gdybyś spędził kilka lat choćby na "zarzucaniu przypadkowych substancji" zrozumiałbyś głębie powyższego postu.

Reasumując: wykaż że nie jesteś pryszczatym gimbem skaczącym po forach, a będziesz mógł dyskutować na poziomie otoczenia (:

Są zawsze dwie możliwości, czyli, czy najpier była kura, albo czy najpierw było jajko? Jednak wg mnie, sięganie po środki psychoaktywne (w tym też po alkohol) jest objawem jakiś zaburzeń. Jednak środki psychoaktywne mogą bardzo pogłębić zaburzenia psychiczne.
.
Chyba zostałem z kimś pomylony. Kto to jest oxan?...

Żyję normalnie, nie jestem wrakiem i niewidzę problemu. A jak Ty tu widzisz jakieś emo-samobójcę to masz jakiś problem z sobą. Popatrz na to co Ty wpierdalasz same usypiacze typowe dla emo z problemami. Ja przynajmniej działam i nie są to przypadkowe substancje idioto gustuję w MXE, DXM i stymulantach nie moja wina, że niektórzy wzywają karetkę z gównianych powodów. Ćwoku. 

Spojrzenie na to sie zmienia gdy widzisz jak ludzie wokół ciebie zapadaja w najgorsze choroby psychiczne, w krotkim czasie, nawet bardzo krotkim, pod naprawde niewielkim wplywem srodkow. Wszystko siedzi w glowie, ludzie maja predyspozycje, badz nie maja, moga cale zycie nie miec, a narkotyki je pokaza w mig, badz i nie. Nikt nie jest pierwotnie chory.

Hm ci powiem ja z psychiką mam coś od dziecka a że ludzie mnie dobijali(chodzi oczywiście o tych których się kochało) to się pogarszało z dnia na dzień.. jednak jeżeli chodzi o dragi to nie zauważyłem żeby na mnie źle działały.. one mi bardziej pomagały ^^ w przetrwaniu, niby za bardzo mi się spodobało to kiedyś.. ale jak powiedziałem nie wierze w nałóg.

Wystarczy że się założe i rzuce.. a nie rzucam dlatego że nie chce, już od dawna nic nie brałem, pić nie pije, nie pale.. teraz czekam na wakacje to troche się pobawie ;).

Psychiczne choroby to raczej bo twardszych narkotykach.. i jak ktoś ćpie bez opamiętania.

Ktoś z Katowic ;)?
Jak coś pisać ^^

Bądź sobą ;) a co do dziewczyn może dobrze zrobiły? tym bardziej że jedna się cieła.. ja trafiłem na taką która mnie bajerowała długo.. chciałem jej pomóc a okazało się że woli walić w żyłe(wiadomo skąd miała na to pięniądze i kto ją woził..) na szczęście jak się dowiedziałem zerwałem z nią znajomość.

 

Co do DXM uważaj.. niby łatwo to kupić jednak łatwo się w to wkręcić..

nie mówie że to złe :) ale później dziwnie się patrzy na ludzi i świat i ciężko znaleźć osobe która cię zrozumie ^^.

Co do spotkań odezwij się na e-mail planuje wypad na wakacje już jest nas 4.. oczywiście wiadomo co będziemy tak robić ;D

Ktoś z Katowic ;)?
Jak coś pisać ^^

A co do ludzi to po dexie mam tak że widze co mają w oczach(jednak czasami można się pomylić np. że wszyscy na ciebie patrzą).

 

 

Ktoś z Katowic ;)?
Jak coś pisać ^^

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media