Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

pierwszy raz z 4-cmc, czyli potężne odklejenie od rzeczywistości

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
200 mg rozdrobnionego kryształu i rozpuszczonego w wodzie.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Spokojny wieczór, sam w pokoju, który oświetla tylko blask monitora i lampka stołowa.
Podekscytowany na myśl o przeżyciu nowego doświadczenia.
Wiek:
19 lat
Doświadczenie:
Kodeina
Tramadol
Morfina
DXM
Dimenhydrynat
Zolpidem
Hydroksyzyna
Zolpiklon
Efedryna
Klonazolam

Marihuana
Tytoń

Etanol
MDMA


pierwszy raz z 4-cmc, czyli potężne odklejenie od rzeczywistości

 Pierwszy raz z 4CMC

                Z precyzją kruszę kryształ, który podsypał dostałem w prezencie od kolegi. Kładę kryształ na kartce papieru, zginam kartkę na pół tak, aby kryształ znalazł się pomiędzy cienkimi stronami.
Biorę pałeczki do sushi. Zaczynam działać, czuję się jakbym wałkował ciasto na pizze.

                Gdy uznaję, że zrobił się z tego wystarczający miał idę do kuchni po moją ulubioną szklankę do której niegdyś spływała kodeina, po ekstrakcji z antidolu, ale od jakiegoś roku przepływa tam tylko woda. Mam do niej sentyment, gdy przypominam sobie jakie miłe wieczory przeżywałem z nią, muzyką i tym opioidem powoli metabolizującym się do morfiny i wchodzącym subtelnie do mojej krwi.

                Odpuścimy sobie w tym trip raporcie znaczniki czasu, bo będą tylko niepotrzebnie psuły klimat zatracenia się w czasoprzestrzeni, więc zaczynajmy.
Pół godziny po spożyciu roztworu czuje lekkie uniesienie.                                                                           Pale papierosa, gdy nagle poczułem subtelną nutkę uderzenia serotoniny w moją głowę. To jest znak, że niedługo zacznie się dziać, ale będzie to powolne i przyjemne wejście. Będzie to tak delikatne jak wejście w kobietę, która przeżywa swój pierwszy raz.

                Papieros jeszcze się tli, coś długo się pali. Chyba chcę, żebym wziął chmruę, więc biorę go, zaciągam się mocno, wypuszczam dym i łapie go wciągając go mocno do płuc. Okazuje się, że tak długo zwlekałem, iż pozostało mi tylko zadowolić się ostatnim buchem.

                Nagle czuje przyspieszenie funkcji myślowych. Nie czuję przytłoczenia nachodzącymi mnie myślami, ani gonitwy, a tylko wzmocnioną ich moc w moim umyśle. Tak jakby wszystko było o czym myślę mógłbym bezwstydnie powiedzieć każdemu napotkanemu przechodniowi. Natchnęło mnie do pisania, poczułem nieodpartą chęć pisania. Czuję, że chciałbym opisać dzisiejszą noc.

                Kolega, który siedzi ze mną na tsie przerobił dzisiaj już cały worek. Lekko pociąga nosem i słuchać po nim, że już mocne zmęczenie materiału...                                                                             Niestety zostaje sam na tym polu bitwy, widocznie za pozno dołączyłem...

                Pobudzenie rośnie, czekam na dalsze efekty. Zastanawiam się co puścić w tle by lepiej spędzało mi się ten względnie samotny wieczór. Zastanawiam się,  czy ten raport będzie ciekawy do czytania, czy skończy jak jakiś przeciętniak...

                Czuję lekkość ciała, mam motywacje by zrobić coś ciekawego, poczytać jakąś książkę, bądz dokończyć matematykę, którą odstawiłem na bok na rzecz odlotu w świat zmienionej świadomości.

                Muszę wspomnieć, że nie lubię zbyt  mocnych przeżyć narkotykowych. Do wzięcia zachęciła mnie relacja kolegi O z wielu tripów. Nie obciąża serca, nie przyspiesza za bardzo. Jest po prostu idealne to chilloutu. Po tym opisie wiedziałem już, że muszę spróbować  tego chińskiego specyfiku.

                Zawsze nie rozumiałem ludzi, którzy rzucają się w wir stymulacji i odlatują na calą noc stymulacji, żeby rano przeżyć koszmar. W sumie prawda jest taka, że każdy lubi coś innego i nie wtryniam się w samarki innych. To taka luzna myśl, będzie ich tutaj pełno.

               

                Alkoholowy wir nie jest też dla mnie, bardzo podoba mi się spędzanie z ludzmi czasu i sam rytuał picia alkoholu, ale stan gdy moje ciało wymyka się równowadze, a błędnik szaleje nie jest tym co sobie cenie.

                Cytując Gajosa "Moc jest z nami", mój wzrok gubi się trochę pomiędzy linijkami tekstu napisanymi czarnym arialem na białym notatniku. Czuję się normalnie, ale trochę przyspieszony. Pobudzenie jest o wiele mocniejsze od wypicia trzech podwójnych esspresso i zagryzienia żeń szeniem.

                Lekka suchość w ustach jest tłamszona łukami gazowanej wody mineralnej. Zapętlam           Air Lake - Da Vosk Docta, lekka muzyka pasuje idealnie do lekkich mrowień przechodzących przez moją głowę. Moje ciało lekko drga, moje ciało i umysł jest lekko podniecony nowym stanem jaki przezywam...

                Po moich zrenicach nie widać żadnej zmiany, a białka lekko zamglone jak zawsze. Nie mogę oderwać się od pisania. Moje palce latają po klawiaturze, jak palce pretendentów do wygranej w konkursie Chopinowskim. Moje myśli są skoncentrowane na pisaniu. Idzie mi to łatwo jak nigdy. Powiem więcej moje ręce latają po klawiaturze z lekkością jak jesienny liść unosi się na wietrze.

                Z tyłu głowy mam wrażenie, że to będzie całkiem ciekawy raport. Zawsze podobały mi się te głębokie przemyślenia osób na sajko, więc może moje euforyczne wylewanie myśli też się komuś spodoba.

                Mam wrażenie, że wrzuciłem za mało. Nie chcę żeby ten stan zszedł ze mnie za szybko.

                Irytujące powiadomienia na facebooku odrywają mnie od zajęcia. Mojemu ziomkowi rozmywa się wzrok i prosi, żebym pisał wielkimi literami.

                Minęła juz godzina z kawałkiem. Fora podają, iż moja przygoda będzie trwała ze 2h.     Ziewam, czyli jednak wziąłem za mało by euforia trwała tyle ile powinna. Czuję lekki smutek, który zaraz zastępuje szczęście.

                Czuje się bardziej naćpany kiedy pisze. Muzyka przełącza się już sama. Na szczęście trafia w mój gust tak jakby drugie ja siedziało i dbało, żeby idealne piosenki trafiały do moich uszu, a może po prostu jestem tak wysoko, że wszystko trafia w moje ucho.

                Głębokie rytmy uderzają w moje bębenki wprowadzając mnie w trans muzyczny. Wydaje mi się ze nie byłoby tak miło gdybym nie miał na uszach słuchawek. Podoba mi się ta głębia, której nabrała muzyka. Moje ciało stało się lekkie jedyna część ciała, która odczuwam to głowa na której mam lekkie napięcia.

                Moja dziewczyna byłą aktywna 5h temu pewnie sobie słodko śpi gdy ja przeżywam prawdopodobnie fazę życia.

                Zawsze zapominam spojrzeć na zegarek czas leci całkiem szybko. Przed wzięciem wertowałem cały temat o klefie i widziałem tam bardzo niepochlebne opinie, mile mnie zaskoczyła ta substancja, którą wziąłem w sumie z chemicznej ciekawości i żeby dopisać ją do mojej listy substancji psychoaktywnych. które już brałem. Odczuwam lekkie zmęczenie, a razem z tym pobudzenie zmysłów. Jest to dosyć dziwne uczucie, ponieważ zmęcznie nie znika, a jest tłumione przez wyrzut serotoniny. Już rozumiem czemu ludzie w większości  opróżniają całe worki, co jakiś czas przez myśl przechodzi mi chęć dorzucenia oralnie i przeciągnięcie małego wężyka.

                Podobno Chińczycy kręcą najlepszą chemie, patrząc na ich dokowania gospodarcze i to jaką mam pizdę to jestem w stanie w to uwierzyć. Niestety kiedy zwiedziałem Szanghajskie ulice to nikt mnie nie zapytał czy chcę nie potrzebuje jakiegoś kryształu.

 Nie uważam narkotyków za samo zło, lecz nadużywanie ich zabiera coś co jest ważne, czyli umiejętność cieszenia się życiem na trzezwo...

                Czuje lekkie mrowienie policzków, strasznie drgają, ale jest to bardzo przyjemne.

...rozregulowany w mózgu układ nagród który nie ma motywacji do pracy ponieważ wie, że większą nagrodę dostanie, gdy wciągniesz, wypijesz, czy sobie pukniesz.  To jest bardzo łatwy sposób na przyjemność. To przez to ze większość ludzi nie umie pokonać w sobie wewnętrznego lenia.  

Patrząc na ulice, którymi codziennie chodzimy widzimy ludzi nie mających czasu przystać, odspanąć i popatrzeć na otaczjący ich świat. Gonią za pieniędzmi zapominając by cieszyć się małymi sprawami i rozpowszechniać miłość i dobroć dla ludzi. Patrzą na wszystkich z pod byka oceniając ludzi których mijają przez wyraz twarzy, ubiór, albo spojrzenie, które im rzucili. W ich głowach szerzy się nienawiść nie wiadomo skąd. To takie luzna myśl, pewnie pojawi się tutaj takich więcej.

                Spoglądam na zegarek. Jest dokładnie 4:21, ojciec o 5 wstaje do pracy mam nadzieje, że nie wejdzie tutaj sprawdzić dlaczego tak dużo klepie w klawiaturę i dlaczego nie śpię.

Nie mam ochoty zapalić papierosa choć każdej używce zawsze towarzyszył papierosek podczas.

                Kolega dobija się na telefon, w końcu odebrałem i pyta się mnie o głupoty, polecamy sobie muzykę i gadamy swoich odczuciach. Nie może zasnąć nie wiem dlaczego próbuje, kiedy właśnie dorzucił... Śmiesznie ale myślę, że dla niego to koniec zabawy. Szkoda trochę, że trwa to tak krótko, bo to świetna zabawa mógłbym w takim stanie chodzić ciągle.

                Jest akurat na myślenie i pisanie, zawsze chciałem zostać pisarzem.  Jak większość sympatyzujących ludzi z używkami moim ulubionym pisarzem jest Hunter S. Thompson.

                Muszę iść po wodę bo już się kończy, a odczuwam suchość w gardle... Nie chce mi się ruszać z pozycji siedzącej... Właśnie zakończyłem rozmowę z moim kolegą, wymieniliśmy bardzo mało słów jak na siedmio minutową rozmowę. Przesłałem mu to co napisałem i chyba się nawet wciągnął.      Kurwa ciągle odbijają mi się kabanosy, które zjadłem na szybko po powrocie do domu.

                Przez ten wywód przewinęło się juz tyle wątków, ze jest to niewiarygodne. Nie pamiętam kiedy ostatnio miałem taki wylew słownictwa...                                                                                           Muszę iść po tę wodę ale strasznie mi się nie chce, ale wiem ze nie wystarczy mi to co mam teraz na biurku, bo to resztka i już wygazowana, a największa przyjemność jest,  kiedy gaz od wody wpada mi aż do dziurek od nosa podczas picia, a ten pierwszy hałst jest taki przyjemnie gryzący w gardło.

                Ciekawi mnie tylko co dzieje się w moim żołądu. Niby wiek życia się wydłuża przez obecną medycynę, ale mam wrażenie ze coraz mniej jest osób którym nic nie dolega. Ludzie zaczynają mieć naleciałości od trybu życia jaki wywiera na nich dzisiejszy świat, aż chciało by się uciec w dzicz jak bohater filmu wszystko za życie i umrzeć tam z uśmiechem na ustach czując, że ani pieniądze, ani materialne zachcianki wcale nie były potrzebne do wypełnienia naszego życia szczęściem.

                Śmieszne jest to ze muzyka która na co dzień w ogóle mnie nie jara wydaje się teraz dziwnie przyjemna. Dobra wstaje i idę po wodę!

                Dotarłem do kuchni na prostych nogach dziwne uczucie tak wstać i zerwać koncentracje nad czynnością która trwa już bez przerwy godzinę.

                Trochę czuję dyskomfort w żołądu w sumie się nie dziwie ta substancja to inny kosmos więc tam może dziać się czarna dziura...

                Ciekawe co powiem jak to przeczytam jutro...                                                                             Jestem w sumie świadomy co pisze i co robie, ale wszytko wydaje się robić nadzwyczaj pewnie i bez zawahania. Jestem pewnych swoich decyzji jak nigdy. Przydało by się to czasem w normalnym życiu, chętnie bym sobie z kimś pogadał, ale o tej godzinie raczej nie chcę z nikim rozmawiać, bo pobudzę domowników.

Towarzyszy mi Trap Nation nawet nie wiedziałem ze mają tak dobre kawałki, a może po prostu tak dobrze odbieram muzkę w tym stanie, ale to chyba juz napisałem i nawet ustaliłem, ze tak jest...

                Lecą tutaj dobre nutki bez tekstów i skomplikowanego tekstu, nie mam ochoty na analizę piosenek, liczy się dla mnie tylko ta elektroniczna nutka, która powoduje orgazm uszy i zmysłów w mojej głowie. Bolą mnie plecy bo siedzę w lekkim garbie.

                Czuje nieopisaną suchość w okolicach jabłka Adama, czy kratni. Czuje się jakby był tam zaschnięty płat śliny. Co jakiś czas mam wrażnie, że pizda mi schodzi i przeżywam smutek na którego miejsce wchodzi szczęście, że to się jeszcze nie skończyło...

                Wezmę sobie łyczka wody choć to i tak nie pomoże, tę suchość trzeba przeżyć. Nie wiem nawet po co to pisze, przecież i tak tego nigdzie nie udostępnię, ale może będę miło wspominał ten wyrzut myśli...

                Mam nadzieje, ze nie będę sie zwijał ze zmęczenia rano. Ja wiem, że prawdopodobnie jutro da mi w kość i będę próbował to zaleczyć jakąś starą dawką magnezu znalezioną w kuchni w rozpuszczalnych tabletkach, który pewnie przyswaja się w 5%...

                Bolą mnie plecy od wdzięcznego zarzucania garba w pozycji nad klawiaturą. Moje palce latają i chcą pisać. Zmienię tylko muzykę, bo ten kawałek zagłusza i trochę zbyt głośno rzuca się na mój wewnętrzny spokój...

                5:17 nie wiem kiedy zacząłem, miałem pójść spać chyba o 2, ale jakoś wtedy pojawił się pomysł w mojej głowie, żeby zabojować na polu walki i powoli dojrzewał, aż bodajże do 3 z kawałkiem, z moich obliczeń wynika, że została mi godzinka dobrej zabawy, której mam nadzieje nikt mi nie przerwie...

                Potrzebuje trochę spokoju od trapowych rytmów dlatego znowu powrót do początku dokładnie do nutki Da Vosk Docta - Air Lake.

                Właśnie na takim jeziorze jestem lekko unoszony pływam po impulsach przesyłanych do mojego mózgu. Nigdy wcześniej nie zwróciłem uwagi, że ta piosenka tak się nazywa, a może utwór, zawsze nazwa była po prostu frazą by znalezć się w wyznaczonej sekcji YouTube.

                Chwila przerwy na łyk wody ;gul; i znalezienie jakieś muzy, bo mózg robi się trochę bardziej wybredyny, ale tylko trochę. Jeden słodki łyk wody Jezu poza kolejką!

                Przypomniałem sobie o kawałku, który ma niezła głębie nawet na trzezwo, nazywa się   Wizard - Strippers...

                Niektórzy stwierdzą, że to zmarnowana faza tak cały czas pisać, ale sprawia mi to niebywałą przyjemność, jeszcze godzinę wcześniej można by było stwierdzić, iż nawet nadzwyczajną.

                Faza względnie zeszła jednakże wyginając się czuję jakieś lekkie zmiany percepcji. Szykuje się wyjazd do toalety zaraz, bo w końcu zebrałem się na sile, żeby się podnieść.

                Dochodzi juz 6, minęły juz nawet 2 minuty...                                                                               Ciągle czuję tą suchość w ustach i gardle, ale poza tym nie jest zle.

                Patrzę na początek tego tekstu i widzę na mój styl pisania, widać, że nie spodziewałem się tego, że aż tak mnie trafi.

                Kiedy już zszedłem z fazy nie złapała mnie senność, łapały mnie lekkie szczękościski, a suchość w miarę szybko zniknęła. Jak widzę moją wątrobę też lekko tknęło, bo moje oczy zalały się charakterystyczną żółcią. Tylko 200mg, a już pojawiają się takie ślady obciążenia organizmu?

                Ciekawe czy zasnę...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media