Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

pierwszy raz na średnio-wysokiej dawce sajko - trole, panika, pływanko.

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
30 mg
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Słoneczko, świetna pogoda, lasy, łąki, rowerek. Godzina wpadająca w wieczór. Chęć pooglądania widoczków ładnych.
Wiek:
21 lat
Doświadczenie:
kodeina, morfina, alkohol, nikotyna, marycha(thc), gałka muszkatołowa (mirystycyna), mieszanki ziołowe, alprazolam, dekstrometorfan, clonazepam, etizolam, jakiś nboom, 2-cb, 2-cp, DOC, efedryna, psedoefedryna, klefedron (4cmc), metaklefedron(3cmc), kofeina, PST, 1p-lsd.

pierwszy raz na średnio-wysokiej dawce sajko - trole, panika, pływanko.

Witam serdecznie.
Pragnę jedynie zaznaczyć z początku(gdyż jest to ważne dla S&S uważam),że  nie jest to moja pierwsza przygoda z tą substancją. Wcześniej zajadałem 12 mg po przeczytaniu jednego raportu z tejże witryny.  Również był rowerek, było cudownie i widoczki były piękne; ciepłe kolorki, pół fazy spędziłem na oglądaniu pól jęczmiennych bodajże. Tym razem spodziewałem się podobnego, no jednak nie.
W doświaczeniach nie mam mało psychodelików, jednak zawsze brałem po pół dawki; a to bo jestem ciota, a to bo nie miał mnie kto pilnować.   Całe te zapraszam. 

Poniedziałek, wolne od pracy do końca semestru. Ostatnie egzaminy z sesji za tydzień, czyli taki lajtowy  tydzień. Mogę se pozwolić. 

Godzina 17:00
 O tej porze zamierzałem wyruszyć, mając nadzieję, że  wrócę o 22 do domku i będę w 100 % ogarniał, ale ciągle mnie coś powstrzymuje tj. mama chciała pomocy, telefon od ziomka z uczelni... W każdym razie około 18:30 zażyłem półtorej zielonej tableteczki i wyruszyłem.
Po drodze nad jeziorko spotkałem rodzinkę, tam wujka z kuzynką coś tam gadali, ale miałem słuchawki na uszach i nie za bardzo słyszałem, to minąłem ich krzywe miny z uśmiechem. Ogólnie nie lubię dalszej rodziny, takie typowe społeczniaki, i próbuję  się śmiać z ich żartów i udawać, że ich lubie, nawet nie wiem dlaczego.
Myślałem nad tym kolejne pół kilometra i w połowie drogi zaczęło mnie wszystko swędziolić(mam alergie, więc nie wiem czy to od substancji, czy po prostu lato jest i pyli wszystko), wróciłem do domu po tabletkę antyhistaminową, ale tym razem polami, co nie było zbytnio przyjemne, bo wielkie chaszcze i bałem się kleszczy, cały czas miałem nogi gołe w trawie. Nie chciało mi się zawracać, więc niech będzie. 
Nad jeziorko dojechałem  tymi samymi polami psikając się jakimś brosem na komary i kleszcze. 
Godzina 19:00
 Jestem nad takim jeziorko-stawikiem, jest słonecznie, ale pusto, bo to takie jeziorko mało znane. Fazy nadal zero, usiadłem sobie na brzegu, próbując się wyczilować. Pojechałem na drugi brzeg, czuję dziwny bodyload ; boli mnie bardzo dół pleców, ręce się trzęsą i czuję jakbym miał na sobie metalową kamizelkę(ten bodyload towarzyszy mi przez całą fazę i jest średnio przyjemny, nie będę o tym już wspominał, więc mówię tutej).
Było już około 19:20 i się leciutko zaczęło, usiadłem na brzegu i patrzyłem na taką małą wysępkę na środku wody,  wyglądała ślicznie, jak z filmu o zagubionych ludziach; wiecie ocb. Miałem również ochotę popływać, denerwowały mnie moje ubranka, chciałem poczuć pełną swobodę, ale się opamiętałem. W wodzie było mnóstwo kijanek, ryb i całe te morskie zwierzaki. Wiedziałem, że się dopiero zaczyna i lepiej bym miał się na baczności, niż już teraz zrobić głupotę, a później nie móc wyjść z wody. 
Nie wiedziałem co ze sobą robić, myśleć mi się nie chciało, ani  podziwiać widoczków, jeszcze rozbolała mnie głowa. Na rowerze też mi się nie chciało zbytnio jeździć, ale w końcu wsiadłem na rower założyłem słuchawki i pojeździłem po polach. Faza już weszła mocno. Na środku pola widziałem wystające głowy, ale wiedziałem, że to zwyczajni rowerzyści, gdyż była tam droga. Pojechałem do nich, ale gdy zobaczyłem, że się zatrzymują coś tam sprawdzić to zawróciłem. Czułem, że już nie ogarnę rozmowy, bałem się strasznie, że zapytają mnie o drogę, albo coś jeszcze gorszego. 
Zawróciłem. 
Bardzo przyjemnie się jeździło  z techno na uszach, ale bodyload się nasilał, no niech to!
Wróciłem na miejsce wysepki  i patrzyłem na kwiatuszki. 
Godzina 20:00
Stwierdziłem, że mi się nudzi i jadę do lasku. 
I tutaj się zaczęła bomba. Jadę sobie brzegiem(z innej strony niż wcześniej). Nagle pojawiają mi się ludzie, myślę ja pierdole miało nikogo nie być, no ale dobra.  Skupiam się na drodze, ale widzę panią z dzieckiem na kocyku, obserwuję ją kątem oka i zamienia się w trola karmiącego małego trola, no myśle se nieźle. Chciałem się im przypatrzeć, ale nie wiem czy to przypadkiem nie byli prawdziwi ludzie, więc wolę nie ryzykować. Cały czas mam wrażenie, że nie jestem w rzeczywistości, nie wiem czy to co widzę jest prawdą. Mam gdzieś z tyłu głowy wrażenie, że ja nadal leżę na brzegu, a to wszystko się dzieje tylko w mojej głowie.  Czuję duży stres. No kortyzol razy 300. Jadę dalej, nagle na mojej drodze pojawia się kolejny trol; zielony, chudy, umięsniony, z tatuażem na plecach. Przecieram oczy, podjeżdżam bliżej, trol zamienia się w człowieka; no jest jak trol, ale już nie zielony. Są duże piaski  i nie mogę go wyprzedzić, gościu sie na mnie patrzy jak na idiotę, ale ja chce szybko  go minąć i uciec! Jeszcze później widziałem grupkę nastolatków  na kocykach i jak jedna laska się na mnie patrzyła z uśmiechem, jej głowa z ryjcem została mi na wzroku jeszcze jakieś 5 sekund, mimo że się tam nie patrzyłem. Mało się nie wyjebałem, ale byłby przyps! DOBRA! Dojechałem do lasu, zero ludzi, ale nadal nie czuje spokoju. Uczucie, że nie ogarniam i to nie jest rzeczywistość mnie coraz bardziej przytłacza. Nie byłem pewien co tam robiłem jak tam jechałem, nie byłem pewien gdzie teraz jestem, czy ja jeszcze siedze tam nad brzegiem, czy ja jestem w tym lesie co go niby widze? Nie wiedziałem co to za ludzie, czy byli prawdziwi. Przecież tam rzadko kto bywa, a co dopiero  w poniedziałek o 20.  Przepływa mi przez myśl, że gdybym miał opiekuna fajnie by mi pomógł i poprawił percepsje. 
Lukam na zegarek. 
Godzina 20:15
Co?!! Jechałem 10-15 minut brzegiem, który ma max 200m? Nie wiem. 
Ruszam wgłąb lasu, bodyload mnie tak denerwuje, że szok. Głowa boli już w pizdu, a reszta  mam wrażenie się nasila, zwłaszcza ten kręgosłup. 
Jechałem se lasem, już nie miałem psychodeli wzrokowych jakichś poważnych. Jedynie wszędzie widziałem twarze. W drzewach, w trawach puszczały do mnie oczko.  Chciałem jechać do takiej wiochy, ale spanikowałem i zawróciłem.  Cały czas ogólnie myślałem nad pierdołami totalnymi, których teraz nie pamiętam i co jakiś czas zakładałem słuchawki z muzyczką.  Złapałem się na tym, że te czynności robiłem na zmiane z 10 razy, jakbym był w jakiejś pętli - nie podobało mi się to uczucie. Co jakiś czas łapał mnie ogromny stres. I jeszcze te owady, też już nie byłem pewien, czy mi się wydaje, że po mnie coś chodzi, czy to tak było. Co jak co, wypsikałem z 1/4 tego spreju na owady. W pewnym momencie to tak mnie złapał stresior i chwilowy badtrip, że zjadłem jakieś rc benzo z plecaka, które chyba wgl nie działa, ale placebo pomogło.  W lesie były pustki. Raz minąłem 2 rowerzystów, ale już było około 21:10 i ogarniałem, że są prawdziwi. 
Godzina 21:45
Wracam do domu, robi się ciemno, chrabąszcze mnie atakują.  Chciałbym sobie pooglądać śliczne widoczki, ale głowa boli mocno - co minus. 
W domu w okularkach pogadałem z rodziną normalnie, poszedłem się kąpać. Nie mogłem zasnąć więc wypiłem z 2 piwka i usnąłem gadając na fb z kimś tam. 

Dobrze, już zmierzając do konkluzji.
Trip był raczej średni, ale widzę duży potencjał w tejże używce. Ja wiem, wiem, że to psychodelik, a nie halucynogen i ci ludzie byli prawdziwi, ale na bombie tego nie czułem. A z niczym nie miksowałem, z tego co czytałem zawsze na sajako się ogarnia co jest prawdziwe, a co nie. Dziwne.
Podoba mi się, że działa raczej jak kwas, czy meskalina. Po 6 godzinach praktycznie nie czuć, że coś się brało poza ewentualną apatią i jakimiś tam przemyśleniami, ale to zależy od tripa już. Te nboomy i DOCe już mi zryły beret długością fazy i afteglowem, czyli duży plus dla 4-ho-mipta. Ja po sajko nie mam jakichś mistycznych przymyśleń, zazwyczaj takie niejakie, dlatego się nawet na tym nie skupiam, a bardziej na doznaniach behawiorycznych. Nie wiem czy jeszcze sięgnę po 4-ho-mipta, ale mam ochotę na dużą ilośc psychodelika nocą w lesie, ale wiadomo, że to już z towarzyszami i też raczej tripującym. Nie lubię być sam na fazie. 
Jeśli wezmę czwóreczkę jeszcze raz, to na pewno dawki  typu 50 mg. Czuję niedostyt w wizualizacjach. Dawki po pół już mnie raczej nie jarają, nawet wątpie czy by mnie teraz zajarało ponowne 30 mg. Tylko teraz już wiem by zadbać o dobre samopoczucie, towarzystwo i dobrą miejscówkę bez ludzi.  I niech ten zasrany bodyload! Mam nadzieję, że po meskalinie, czy psylocybinie nie ma takiego gówna. 
Pozdrówki. 

 

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media