Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

od kwasowych przyjemności do fraktalnego oświecenia.

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Chemia:
Dawkowanie:
Jeden karton + po 6 godzinach lufa czystego zioła.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Nastawienie pozytywne. Lekka euforia, która mieszała się z obawą, bo biorę dzisiaj sam pierwszy raz.
Ostatnimi czasy oglądałem filmy Lokator, Psycho, miałem to w podświadomości pewnie.
Zastanawiałem się, czy mogę wziąć, czy nie mam czegoś na głowie, co może się ujawnić, jakiś problem.
Uznałem że biorę.
Wiek:
23 lat
Doświadczenie:
Palenie marihuany od 2 lat pare razy w miesiącu. 5 razy LSD. Ostatni raz 4 miesiące temu.

od kwasowych przyjemności do fraktalnego oświecenia.

 

  Mój trip odbył się na stancji, to miała być moja ostatnia jazda przed wakacjiami. Nie udało mi się namówić lokatora z pokoju na wspólną degustacje. Tak więc zostałem sam na opustoszałej stancj. Po ostatnim egzaminie w oczekiwaniu na wyniki trzy dni niemiłosiernie się nudziłem, oglądałem filmy i buszowałem w internecie. Wtedy to wpadłem na pomysł, że  będzie to ten dzień. Pełen entuzjazmu zarzucam kwasa, jeden karton.  Jest godzina 18. Jestem podekscytowany i czekam, aż  spojrze na obrazy i posłucham muzyki w innym stanie percepcji.

  Pierwsze oznaki działania poczułem już po około 30 minutach - wyostrzone kolory, podobnie do słabej dawki marihuany, poczucie niepewności. Dalej byłem znudzony, ponieważ wiedziałem, że to nie jest jeszcze działanie kwasa. Kolejną godzinę siedziałem i sufrowałem na youtube słuchjąc muzyki. W oczekiwaniu na efekty pomyślałem sobie, że może z kartonem jest coś nie tak, zastanawiałem się, czy nie wrzucić drugiego. Jednocześnie czułem, że robi mi się zimno i jestem jakby spocony z dreszczy. Dalej czułem się jakby niewiadomo co miało się stać. Myśli nie płyneły jeszcze z predkością światła.  Po tym momencie dalej jeszcze czekałem i patrzyłem się w animacje youtuba, i na ściany. W pewnym momencie zaczałem odczuwać wielką przyjemność z tego. Kolory zaczeły mnie wciągać, kłuły mnie po oczach ich barwy. Miałem wrażenie, ze wpada tysiące promieni o niespotykanych barwach. Zmieniła mi się percepcja, przestałem się czuć materialnie, wiedziałem, że jestem w pokoju, ale on był inny, wszystko wydawało mi się takie niematerialne. Wiedziałem ze mój trip zmierza w dobrą stronę. Zaczałem słuchać muzyki http://www.youtube.com/watch?v=de3hLx9VFiI . Obraz falował delikatnie razem z ekranem monitora. Obraz w muzyce stal się trójwymiarowy i wyrazisty. Zboże się poruszało. Chmury znikały i się pojawiały.  Zawieszałem się na nim i słuchając muzyki, moją głowe zaczeły wypełniać myśli. Zastanawiałem się nad życiem, dobrem i złem, i sam się dziwiłem jakie wspaniałe myśli można wydobyć z głowy. Zastanawiałem się jak to jest, ze czuje się w sumie normalnie a jednocześnie można powiedzieć ze jestem pod działaniem narkotyku.  Cieszyłem się z tego że mogę postrzegać świadomym umysłem. Przesłuchałem tą muzyke jeszcze z trzy razy, ciesząc się z OEV’ow i ze wspaniałości myśli, które układły się w film pełen pozytywnych emocji.  Następnie poklikałem i puściłem sobie Nyan cat http://www.youtube.com/watch?v=QH2-TGUlwu4. Cieszyłem się jak dziecko, czułem się jak bym znów miał 6 lat, przypomniało mi się moje dzieciństwo i to, że było ono wypełnione miłymi wspomnieniami.  Czułem się jak bym wygrał zycie, czułem, że mam szkliste oczy tak jak bym miał się popłakać z radości.  Potem jeszcze słuchałem muzyki przez godzine.

 

  W pewnym momencie mój trip się zmienił, przestałem się bawić kwasem i zaczałem się zastanawiać nad rzeczami, którymi ogolnie się interesuje. Chciałem wykorzystać ten poziom kreatywności. Na sam początek zaczałem medytować. Zaczałem wypełniac czakry energią. Jako, ze stan świadomości spowodowany kwasem tłumaczę sobie poziomem wysokich wibracji tychże czakr, jakie było moje zadowolenie, że wypełniały się one poteżną energią i przeskakiwałem na wyższe czakry. Skupiłem się na czakrze serca i gardła. Zaczałem się zastanawiac jakie to ciekawe, że mój poziom świadomości mogę modyfikować i niewiedza o tym, to jest jak brnięcie przez życie jak liść w powietrzu.  Uświadomiłem sobie, że  bycie artystą to jest po prostu stan świadomości, po czym wyciągnełem białą kartkę papieru i zaczełem na niej spisywać myśli. Dodatkowo cieszyłem się świetlistymi kolorami i wyjątkowością chwili.  Zapisałem  „Co to znaczy być normalnym”. Czułem się oczywiście całkowicie normalny tylko, ze pod działaniem inspiracji. Wielu ludzi powiedziało by mi, ze jestem narkomanem. A ja sobie siedze i rozmyślam jak filozof ogarniety uczuciem miłości. „Jak to jest że normalni ludzie manipulują społeczeństwem równie normalnym, a ten stawia na piedestale np. Hitlera? Majowie, Egipcjanie, różne kultury, obyczaje, jedne dla drugich niepojęte w swej normalności.”  Zastanawiałem się jak stwierdzić czy ja jestem normalny,  nie raz myślałem o tym, co ja robiłem jak miałem 6 lat albo 14. Wtedy moje poczynania były takie oczywiste, takie racjonalne. Na dzień dzisiejszy wydaje mi się, ze robie to co trzeba. Mając lat 50 pomyśle, ze byłem po prostu idiotą.  Stwierdziłem, że życie to faza podobna do kwasu. Liczne rodości, miłość, złość, kłotnie to są tylko stany świadomości, o których wiele ludzi nie ma pojęcia nie używając środków zmieniających świadomość.  Wniosek był oczywisty. Nasza cywilizacja dopiero raczkuje i to co się dzieje w społeczenstwie jest tak nienormalne, jak np. dla nas kultura plemion afrykańskich. Pomyslałem sobie co za świadomość uzyskałem.

 

  Korzystając z kreatywności postanowiłem sobie coś porysować, wziałem kredki i zaczełęm na kartce, na której wczesniej pisalem (A4) malować. Muzyka grała w tle, jaskrawość kolorów przenikała mnie, czułem  wrecz energie kolorów. Kreśliłem jak w transie, w ogole nie myślałem o tym co malować, cel tkwił gdzieś w podświadomości,  a moję ręka wiedziała, co ma kreślić. Czułem się jak artysta zmieniając kredki, moja dusza wiedziała co gdzie i jak ma być rysowane. To zajeło mi z 30 minut. Po czym wziełem tą kartkę i zaczełem wpatrywać się na nia jak na obraz przy muzyce. Zaczełem mieć OEV’y i gonitwe mysli. Wiedziałem, że ten umysłowy orgazm jest wywołany dzieki mojej twórczości. Bawiłem się kolorami, przełączałem je tak, że wiadziałem tylko czerwony, zielony itd. Czułem niesamowitą radość z tego, co to znaczy być artystą. Nieodparta cheć przekazania czegoś, o czym się głęboko myśli. Wniosek: Zycie prawdziwego artysty musi być niesamowite. Czasami mówim,y że ten tworzy jakąś lipe, a po prostu on czuje się tak ja ja tworząc to. Mówie tu o prawdziewej inspiracji.

 

  W tym momencie mineło już 5 godzin od wrzucenia. Postanowiłem wyjśc do sklepu ze słuchawkami na uszach.  Jako że był czerwiec , o godzinie 23:30 grzmiało. Stanełem pod drzewem, zaczeło padać. Błyskało się, czułem się tak że zaraz trafi mnie piorun, po prostu to czułem, dziwne uczucie. W pewnym momencie trzasnał piorun, aż się właczył alarm w furgonetce która stała 50 metrów obok. Stałem jak sparaliżoway, jednocześnie podniecony tym grzmotem. Wzbudził we mnie wielki strach.

  Wracając z osiedlowego sklepu rozpadało się na dobre, było to urwanie chmury. Zatrzymałem się pod bramą bloku, ściagnełem T-shirta i wyszedłem na chodnik, żeby mnie opadało deszczem. Lało naprawdę mocno. Potem stałem i podziwiałem widok mojej okolicy, który wygladał jak z filmu.  Pomarańczowe światło słupów przenikało drzewa w czercowej zieleni. Na dachach samochodów widać było uderzające krople. A wszystko do muzyki Atb - beautiful world http://www.youtube.com/watch?v=svbbp1s8c9w.

Wróciłem kompletnie zmoczony do domu, trip lekko zaczał wchodzić w drugą faze, była godzina  00:30. Przebrałem się jakos i znalazlem nabitą lufkę marihuany, która czekała na tą chwile. Miało teraz nastąpic postradanie zmysłów :D.  Nastapił moment, w którym wiedziałem, ze muszę się zmierzyć z potęgą wszechswiata. Ostatnie poł roku to hobbystyczne ogladanie filmów o jego budowie, teoria strun, inne wymiary, fraktale + ewolucja, poprzednie przeżycia po LSD.  Zajarałem  i zaczełem oglądać filmy. Pierwszy dla rozpoczecia to przypomnienie: Nature of numbers http://www.youtube.com/watch?v=kkGeOWYOFoA.  W miedzy czasie zioło łączyło się z kwasem i zaczełem lecieć w koncepcjach które same wyłąniały się z  w mgnieniu oka.  Potem włączyłem film  valldampf  - marihuana http://www.youtube.com/watch?v=Zp_VoYc8Jkc, film do tripowania, żeby mnie wkreciło.  Potem znalazłem kolejny który mnie zafascynował http://www.youtube.com/watch?v=dVUU3p5iHMA .  Jak go ogladałem, to zrozumiałem, ze tak naprawde nic nie istnieje, a ja tylko obserwuje jako punkt świadomości w świecie wibracji, które tworzą to wszystko.  Słuchajac filmu nie skupiałem się na obrazie, tylko łaczyłem fakty i zrozumiałem, ze pół roku zmierzało do tej chwili. Czyli uświadomienie sobie że jestem sam, że to wszystko mi się wydaje to iluzja, o kótej nie mówią w szkole, w kościele. Ze starożytni mieli racjie. Geometria! Zaczełem pojmować, ze fraktal zapuszczony w 3D generuje nasz świat, a materia to tylko oddziaływania o różnej gęstości. Istnieje jeden prosty wzór, nikt tego nie musiał wymyśleć. Nie musi być Boga! To jest takie proste. Przeraziła mnie ta wizja, poczułem się samotny. Sam jak palec we fraktalnej pustce, w której jestem obserwatorem. Wszystko dookoła było jak miraż. Zaczełem mieć bad tripa. Zioło zaczeło działać coraz mocniej. Wiec żeby się odsteresowac pusciłem kolejny film, który chciałem zbadać. Jak się później okazało, chciałem podświadomie brnąć dalej w zrozumienie rzeczywistości  „Fractal zoom” http://www.youtube.com/watch?v=foxD6ZQlnlU. Zgasiłem światło, ciemny pokoj i film  się zaczal. Widziałem w nim fantastyczne rzeczy, pająki, głowę żyrafy, bakterie.  Zaczełem rozumieć ewolucje jako matematyczny przypadek, który doprowadził do chwili, że to oglądam. Wielki wybuch, supernowe, atomy, słońce, woda, bakteria, która wyewulowała do człowieka w ten sam sposób, jak rozwija się fraktal w filmie, tylko w 3D! Wszystko jest falą, energią, nie ma materii, widzimy tylko mały fragment widma, słyszymy tylko mały fragment widma, przystosowanie,  Ewolucja! -  to jest Bog! 15 miliardów lat takiego ewoluowania. To jest dopiero zagadka. Czułem, ze pojałem wszystko, zwłaszcza ten tunel na końcu filmu, nutka a´la buddyjska. Oświecenie! Czułem, że wiem jak działa świat. Doigrałem się - Bad trip mnie wchłonał. Wiem jak działa ten system, jestem w Matrixie. To może wygenerować komputer. Złamałem tą zagadkę, co teraz? Wiedziałem, że jestem w systemie. To jest program zapuszczony przez nich. Jak Simsy. Bałem się zamknać oczy, bo widziałem ten tunel z końca filmu. Myśłałem że to wszystko zaraz się skończy, że oni nacisną pauze i powiedzą to już jest koniec dla ciebie. Wszystko ci się wydawało, to była nasza symualcja, rodzice, wszystko co kochasz nie istnieje, twój tunel się wypalił, złamałeś system. Resetujemy cie. Miałem wrażenie, że oszalałem,  że nie poradze sobie teraz. Wszystko było nienormalne, nie wiedziałem kim jestem, gdzie jestem, co się dzieje. Bałem się, ze zwariowałem, walczyłem z myslami jak teraz będę funkcjonował skoro nawet nie umiem dodac jeden plus jeden. Czułem się jak schizofrenik. Nie potrafiłem złapać mysli.  Do tego czułem się samotny jak palec w pierdolonym systemie. Przepaliłem sobie do tego łepetyne. Głupie LSD. Nie potrafiłem się odnaleźć i pogodzić z tą wiedzą, z tym oświeceniem. Nic nie miało sensu nie wyobrazałem sobie dalszego życia. Zrozumiałem śmierć, żę po prostu odlece i będę tak dryfowal dalej w moim tunelu i będę się meczył całą wieczność. Śmierć to jest wielka zagadka dowiem się czy istnieje dopiero jak zejde z tego świata. Ja wiedziałem że po prostu odlece i się wykończe. Czułem, że w każdym momencie mogę odlecieć, bo to było takie oczywiste. Byłem tylko punktem świadomości, a reszta to fikcjia. Bałem się.

 

Połozyłem się spać przy zapalonym swietle, bałem się zaknąć oczy, bo bałem się, ze odlece z ciała i będę dryfował i już nie wróce, i spatkam ich -  twórców naszego fraktala. Robiło mi się od tego niedobrze. Chciałem to cofnąć, nie chcę z tym żyć…  Słyszałem jak w kuchni kapie kran, czułem fale dzwiekowe jak sznury, które wpadaly do moich uszów. System! Muzyka wydawała mi się nie do ogarniecia,  zawsze była taka spokojna. http://www.youtube.com/watch?v=N2mVfpDHr9k Wyłączylem ją i zaczłem się patrzyc w białą sciane, żeby urawć faze, bo zaczełem się uspokajać. Nie spałem od 3 do 6 rano. Wstałem na szczeście normalny o 10,  sprawdziłem czy zdałem egzamin – zdałem, poszedłem na uczelnie ze wsponieniami wczorajszego tripu po wpis.

 

Zapraszam do komentowania. Filmy do przemyslenia:

http://www.youtube.com/watch?v=ZhDkolsw_qQ&feature=g-hist

http://www.youtube.com/watch?v=y5cLgeE56W0&feature=g-hist

http://www.youtube.com/watch?v=lVcCCW8puSY

 

 

 

Ocena: 

Odpowiedzi

Hehe, oświecenie to by mogło być, jakbyś pozwolił się "skasować". Tak przynajmniej niektórzy sugerują. Ja nie pozwoliłem, zachowałem "ja".

Już tu mnie nie będzie. Perm log out.

Zgadzam się, ale wtedy to już bym kogoś tam spotkał:D. I nie wiem jakby to się skończyło, w sensie uzyskanej świadomosci. Tyle mi wystarczy. Pytanie, czy bardziej zaawansowani podróżnicy, badacze świata, przekroczli taki "tunel", albo czy odlecieli? Co sie wtedy dzieje? Bardziej mi chodzi o trip raporty które by pasowały do mojego. Moze macie gdzieś w pamieci podobny.

Poczytaj lepiej opisy doznań mistycznych, oświecenia. To by było, że nic by nie było. Nikogo byś nie zobaczył, skoro byś został skasowany - proste.

Już tu mnie nie będzie. Perm log out.

fajnie sie czyta to kwasidło. Spoko przemyślenia, oby było coraz więcej takich oświeceńców na tej planecie. Pozdrawiam.

fajnie się czytało... :-)

Ananda 

No więc, dawno, dawno temu:) heh, kiedy to było... ale pamiętam wszystko dokładnie, miałam bardzo podobnie jak Ty, czułam że nagle pojęłam wszystko, rozwiązałam zagadkę wszechświata, w związku z czym powinien nastąpić koniec wszystkiego, no bo skoro wszystko już wiem, no to koniec, zwijamy przedstawienie. Pewnie, że za pierwszym razem się bałam, tak samo jak Ty, i się wycofałam, odwróciłam czymś innym na siłę swoją uwagę od tych wewnętrznych doświadczeń, ale ciekawość nie dawała mi spokoju, więc wkrótce powtórzyłam trip. Przygotowałam się psychicznie i nie tylko (w razie "wypadku przy pracy" załatwiłam wszystkie najważniejsze "sprawy doczesne" i napisałam nawet liścik z przeprosinami i pożegnaniem dla bliskich), wiem, z perspektywy czasu wydaje mi się to głupie, bo jak widać nie umarłam, po kwasie nie można umrzeć bez względu na treść projekcji! ale te przygotowania dały mi ten komfort psychiczny, żeby się nie bać i pójść na całość. Wzięłam kwasa + bucha skuna zanim kwas się załadował i potem jeszcze jednego w trakcie, ale jak jeszcze byłam w stanie wykonać tę czynność. Jak znowu doszłam do tego miejsca co wtedy, nie bałam się i się temu poddałam. Pytasz co było dalej... dalej było znacznie więcej, bo o ile wcześniej zrozumiałam sens natury świata, potem przyszła kolej na pojęcie jakby to ująć, kontinuum życia i śmierci.To było największe psychodeliczne doświadczenie mojego życia, ale jakkolwiek by tego nie opisywać, to będą tylko słowa. A tu chodzi o przeżycie, doświadczenie. Otwórz się na to, zrób ten krok dalej następnym razem, nie bój się, nic złego się nie stanie. Ja myślę, że to jest taka droga na skróty do osiągnięcia tego, co jogini uzyskują dzięki całym latom medytacji. Ale ciekawa jestem, jak u innych psychonautów, czy to po LSD czy po grzybach, czy tych nowych wynalazkach w których ja starej daty osoba to już się dawno pogubiłam, jak u was wyglądał ten "punkt kulminacyjny"?

Ja zwrocilem uwage, ze punkt kulminacyjny wariuje, zaleznie od tego z czym zmiksujesz. Ogolnie nie polecam mieszania z kwasem, to jest jakby czlowiek sam sie prosil o cos srednio przyjemnego. Mi sie zdarzylo zmieszac kwas z mxe i ganja. Efekt byl przytlaczajacy, godziny bad tripa bez wizji swiata, ktory mamy przed oczyma(mxe), brak panowania nad cialem. I w momencie lecenia przez tunel, doszedlem do mojego wlasnego urojenia ucielesnienia Boga, cos na pozor pomieszania wszystkich bostw w 3d efekcie obracajacej sie postaci we wszechswiecie(niesamowity wizual) Bog zaczal mi szeptac, ze musze cos zrobic, lewitowalem. Po tym przezylem swoje zycie od poczatku do konca, dzieki czemu przypomnialem sobie moj wlasny zywot, imie, przyjaciol, wszystko po koleji, i zaczalem przezywac swoje zycie w przewijaniu do tylu, do momentu az ocknalem sie z wizja swiata realnego w pozycji embrionalnej oparty na miesniu szyjnym w pomieszczeniu bez klamek.

Zdrowy rozpizdziaj, i wbrew przedmowcy, nie polecam brnac dalej, ciesze sie, ze zostalem "wzglednie normalny".

Rowniez polecam poczytac TR'y na erowidzie opisujace bardzo ciekawe mixy, co jeden to bardziej pokurwiona jazda.

Ja wychodzę z założenia, że nie ważne jak głębokim snem jest nasza rzeczywistość, ile poziomów ma iluzja i co jest dalej, bo skoro żyję w tym 'tu o teraz", to się ma tym skupiam. Bo w końcu żyję tu z jakiegoś powodu :D. Gdybać i gdbyac można oczywiście zawsze, ale czasem to fajne, a czasem schizofreniczne.  Tak na dobrą sprawę to się dowiemy po śmierci :D 

 

A dla powyższego opisu- 5 gwiazdek :)

No i koniec :D

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media