Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

noc surrealistycznych przeznaczeń

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
4 nabitki
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Duży dom poza miastem. Letnia noc, brak przeszkód, miłe otoczenie. Nastawienie spokojne na dalekiego tripa.
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
solidne:
THC, nikotyna
średnie:
alkohol
niewielkie:
kodeina, tramadol, dimenhydrynat, TLPD, fenobarbital, pseudoefedryna.

noc surrealistycznych przeznaczeń

Po ostatnim spotkaniu z Marią, na które nie byłem przygotowany nie miałem specjalnie pozytywnego nastawienia. Mając jeszcze trochę sortu i chcąc go jak najlepiej wykorzystać, zaplanowałem tripa na tamten wieczór i żadnego nastawiania się. Przyjmę ze spokojem wszystko co się ukaże. W ogóle to myślałem czy już kończyć z paleniem, bo możliwe, że pokazało mi wszystko lub przynajmniej większość "rzeczy", które miało do zaoferowania.

00:00

Jako, że wszyscy mieszkańcy tego przybytku spali powinno obyć się bez problemów jeśli będę w miarę cicho. Nie wiem jeszcze czym się zajmę a mam przygotowaną wcześniej playliste z HH i "Sanatorium pod klepsydrą"- książka, którą jak ostatnio czytałem zjarany była tak gęsta, że skończenie kilku kartek było jak ścieżka przez las tropikalny sprawiający, że sen miesza się z rzeczywistością. Zamkam drzwi do pokoju na klucz, otwieram okno i nabijam szkło.

00:05

Dopiero palę zaczętą nabitkę, a tu taka nowość: myśli swą łagodnością przypominają taflę jeziora, jak w medytacji. Pewnie zaraz wkręciłbym sobie, że jestem w komiksie/filmie/grze, ale byłem już na to za stary.

00:15

Po skończeniu wybór pada na odsłuch playlisty. Zakładam słuchawki i tu nagle olśnienie! Przecież to było zaplanowane a ja ten plan wypełniłem co z tego, że mój ;). Pojawił się pierścień z fioletowymi pałeczkami przypominający doskonałość tej chwili, że też ja tutaj z takim spokojem w takich warunkach, może poduszka o którą się opieram trochę niewygodna, ale reszta- zajebistość. Gdy zaczyna się nowy kawałek, "zielona relacja" zaraz po "dias de la semana" Gamory zastanawiam się ile jest słów i tekścików w rapie, na które nie zwraca się uwagi. Później przypominam sobie wcześniejsze tripy.

??:??

Skończyłem słuchać i właśnie siedzę z zamkniętymi oczami i rozmyślam o czasie i o teorii jego bocznych torów. Czy właśnie na takim teraz jadę? Na początku myślałem normalnymi słowami, później surrealizmami (zapamiętałem je) a gdy pojawił się cev słupa wysokiego napięcia na pagórku lecącego widokiem w moją stronę pszestałem myśleć słowami tylko obrazkami. Nie wiem ile to trwało. W umyśle zgrzyt, nowa myśl. Czy do tego właśnie nie sprowadza się cały mistycyzm, romantyzm, wszelkie religie i cała ta gadanina o duszach, które są jak mi wiadomo monadami? A wizje na trzeźwo i po paleniu przepłuczynami trzeciego oka? Nie oto właśnie chodzi w rytuałach, medytacji itp. , żeby stworzyć nową rzeczywistość albo nadać starej wyższy wymiar, oczyścić ją i wydłużyć do nieskończonych rozmiarów? Jeżeli uznamy nawet, że to co minęło nie istnieje to w gruncie rzeczy i tak pozostawiło po sobie ślad, a nawet jeśli wszystko przeminie razem to i tak ma swoje miejsce w Rzece, akcie stworzenia ostatecznego. Bo właśnie z matematycznego punktu widzenia nieskończona przestrzeń jest taką samą nieskończonością jak czas tylko czas ją zwiera w sobie i taki jest sens wymiarów w tej dziedzinie. Wieczność- nieskończoność do czwartej potęgi. Skoro nie istnieją rzeczy nieskończenie małe to każa rzecz ma jakieś względem wiieczności znaczenie, a "nieskończonostka przestrzeni może być więcej warząca od jakiegoś odcinku czasu" czyli że w krótkiej chwili można przeżyć kilka lat jeśli zawiera silne ładunki (stąd ktoś miał wrażenie bocznych torów czasu).

Oczywiście nie są to dla mnie żadne "prawdy objawione" a głównie niesprawdzone domysły i nie przyjąłbym ich tak pochopnie. 

2:00

Trzeba dopalić. Trochę czasu zajęło mi ubranie się i zabranie Trzech Rzeczy. Wyszedłem wtedy za garaż. Staram się smażyć powoli jak zawsze, żeby zachowało się jak najwięcej kannabinoidów.

2:30

Wracam do łóżka i leżąc mijają wnie defilady cev-ów odczuć i stanów emocjonalnych. Czyli to co normalnie, żadna nowość. Pojawił się znany mi efekt spuchnięcia czasu. wszystko stało się ogromnie intensywne. Podczas takich momentów przydatna jest wiwisekcja siebie samego. Wiadomo poźniej o wszystkich "istotnościach" siedzących w człowieku. Schiz nie miałem ani też przesadnego optymizmu jak to jest po opiatach. Niewyobrażalną bezczelnościa jest porównywanie jakiegokolwiek psychodelika do na przykład morfiny. Argument, że ludzie cieszą się po nich bez powodu, a wszystko co dobre jest jeszcze lepsze nie odzwierciedla całości sprawy, bo "zło" po morfinie schodzi na dalszy plan albo znika w ogóle tak przy substancjach typu MJ może być jeszcze gorsze i przybierać najbardziej obrzydliwe postacie. Nie bez przypadku SS waży tutaj sporo.

Trwało to może godzinę a może mniej, nie pamiętam z tego za dużo. Później naszła mnie ochota na czytanie, więc dla lepszego skupienia wypiłem trochę czarnej kawy. Zasnąłem około piątej.

Wiem, że nie jest tego tutaj za dużo, ale starałem się opisać najważniejsze momenty, bo gdybym tak zachwycał się każdą pierdołą na fazie nie byłoby to nie warte świeczki.

Pozdro

 

 

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2018
design: Metta Media