Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

nazywam się jakub

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Dawkowanie:
coś między 60-80 mg oralnie
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Nastawienie dobre, to już n-ty raz z mxe. Wszystko odbywa się w moim mieszkaniu wraz ze współlokatorami, także pod wpływem. Nie odgrywają oni jednak roli.
Wiek:
20 lat
Doświadczenie:
Trawa - 4 lata palenia, teraz mam 5 mieśęcy przerwy; DXM x 3, MXE x ~10, LSA x 4, DOI x 1, DOC x 1, nbome x 2

raporty szperajacyzolw

nazywam się jakub

Pozwoliłem sobie zaniedbać standardowe cechy tripraporu. Czasu i tak nie czułem. Opowiadanie.

 

Nazywam się Jakub. Każdy powinien mieć jakąś kotwicę dla swojej osobowości. Na wszelki wypadek, bo może się zdarzyć(wszystko może się zdarzyć) taki dzień, w którym nastąpi taki moment, że taki twój Jakub zacznie się sypać. Zaczniesz myśleć o sobie jako o kimś wiele bardziej wyjątkowym niż jedyny w swoim rodzaju Jakub, jakim byłeś wcześniej. Możesz pomyśleć, że stałeś się lokalnym mesjaszem, pomiotem piekieł, Zielarzem, Andy’m Kauffman’em.

Wszystko co dzieje się w twoim bliskim otoczeniu może nosić znamię transcendentalności rodem ze „Świętej Góry” Jodorowsky’iego i wybrzmiewać Chopinowskimi melodiami. To bardzo piękne, że potrafisz dostrzec i docenić dobry smak, nawet jeśli jesteś jedyną osobą w tym ekscentrycznym fanklubie Wszechświata. Jako skromny znawca tematu, mogę śmiało stwierdzić, że skaczesz w szpilkach po bardzo kruchej granicy. Nie chodzi mi o kruchość rodzaju: granica frontu na ideologicznej wojnie postu z karnawałem. Mam na myśli sytuację patową, w której nie wygrywa konkretna ideologia ani inny śmieszny abstrakt. Sytuację, kiedy „Jakub” z pełnego informacji i mocy sprawczej „słowa” staje się tylko odbiciem w lustrze.

Nie chcę wkraczać na grunt psychologii. Jestem z natury leniwy ale też nie znoszę spierdolonej roboty. Tak można by określić ten tekst(napisz do mnie, jeśli go za taki uważasz) gdybym zaczął wypowiadać się na obce mi – z powodu lenistwa – tematy trudnymi terminami, których nie rozumiem. Jak np.: racjonalne myślenie. Wiec nie wkraczam w żadnym wypadku na grunt psychologii.

Wracając, po krótkiej i chaotycznie sformułowanej dygresji, do(hmmm…) tematu. Dbaj dobrze o swoją kotwicę. Pielęgnuj jej zawartość i myśl o niej czule a nic złego ci w głowie nie wyrośnie. No, może prócz guza – to może się zdarzyć. Będziesz też czerpał większą satysfakcję z każdego powrotu do swojej osobowości po skokach w bok, które to będziesz uskuteczniać od czasu do czasu, bo potrafisz być męczący.

 

Czułem się jak maślana bułeczka. Ściślej, jak maślana bułeczka wtulona w miękkie, ciepłe i czyste piersi wszechświata, który był w tym momencie kobietą. Wzięła moją dłoń i oprowadziła po dżungli neuronów. Pokazała mi, że neurony to nie neurony tylko galaktyki, a ja jedynie patrzę na nie ze zbyt dużej odległości. Była bardzo czuła i troskliwa. Nie bombardowała mnie bezczelnie suchymi danymi, tylko powoli karmiła doświadczeniem. Zobaczyłem też źródło jaźni wytryskujące z najtwardszej skały, usytuowanej pod czystym niebem, otoczonej gęstym lasem deszczowym.

Pięknie, pięknie. Kiedy z ciekawości otworzyłem oczy byłem jak indyjski guru. Wiedza którą posiadłem zapełniła całą pustkę, jaką może wytworzyć człowieczeństwo, i która promieniuje złem pod wszystkimi postaciami(przewaga jednej nad innymi zależy od tego, gdzie owa pustka się znajduje). Zrozumiałem, że miłość jest najwyższą wartością. Prysznic też. Dlatego zrzuciłem łaszki – swoją drogą, odpowiadające stereotypom dotyczącym „wyglądu osoby o duchowości wątpliwego pochodzenia”.

Biorę prysznic. Obserwuję swoje odbicie w słuchawce i myślę, że całkiem śmiesznie wyglądałoby, gdybym wybiegł w pośpiechu z łazienki drąc się w niebogłosy. Nawet jeśli nikt by nic nie zobaczył i nie usłyszał. Liczy się tylko Wszechświat. Biorę prysznic i dwie małe dziewczynki śpiewają coś, co przypomina „napisz książkę Jakub, będziesz kurewsko bogaty”. Biorę prysznic i moje odbicie w słuchawce wygląda zupełnie jak Andy Kauffman(a raczej Jim Carrey grający jego postać, ale z zupełnym oddaniem wewnętrznej prawdzie absolutnej). Ma minę taką samą, jak ta, którą miał leżąc na stole zabiegowym i obserwując oszusta bawiącego się na jego brzuchu zwierzęcym ścierwem. Zasłonka z dużymi kropkami o różnych odcieniach narzuciła imprezowy klimat. Dansing w deszczu. Nagi kręcę tyłkiem i macham dzyndzlem. W rzeczywistości próbuję uzgodnić kierunek wektora płaszczyzny ujścia mojego odbytu z kierunkiem lania się wody w celu spłukania z niego mydła. Dwie dziewczynki w mojej głowie śpiewają „napisz książkę Jakub, będziesz kurewsko bogaty”.

Ocena: 

Odpowiedzi

Muszę przyznać, że dość dziwnie zareagowałeś na tę dawkę. Twój opis też się dziwnie czytało. Dlaczego pisałeś, żebyśmy dbali o swojego"Jakuba". Chodziło ci o to, że po dysocjantach dochodzi do rozbicia ego??

Osobiście nie przepadam za takim stylem pisania, zbyt poetycko, używasz strasznie wyszukanych słów na opisanie ćpania MXE. Rozumiem, że przeżycia mogły być bardzo wzniosłe, jednak imo prochę przesadziłeś z tymi epitetami.

 

Jednak ze względu na MXE daję 7/10 :D

Rozbicie ego to jeden z porządanych efektów dysocjantów. Chodzi o umiejętność poskładania się spowrotem :) Pozdro.

Jestem Szperającym Żółwiem. Przemierzam wszechświat.

Ah jak ja to wiem, że uwielbiasz MXE.. no no nietuzinkowy trip raport. :*

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media