Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

moja pierwsza kwaśna przygoda - czyli jak w głupi sposób wpędzić się w bad tripa

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
1 blotter nasączony 150μg LSD-25
Waga:67kg
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Praktycznie zerowe. Nie przygotowywałem się jakoś specjalnie do tego doświadczenia, czyli zlekceważyłem kwas, a tego się nie robi. Ogólnie miałem go już z jakiś tydzień i tylko czekałem na odpowiednią chwilę.
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Marihuana/haszysz - bardzo często
MDMA - sporadycznie, raz na miesiąc
DXM - 2 razy
Kodeina - parę razy
Fentanyl - raz (maczana na bazie Fu-F)
Amfetamina - parę razy

moja pierwsza kwaśna przygoda - czyli jak w głupi sposób wpędzić się w bad tripa

Wprowadzenie

Nie wiem jak mam zacząć ten trip raport, ale myślę, że najlepiej będzie zacząć od opisania okoliczności przyjęcia substancji. Byłem na 18-tce dobrego kumpla, ale jako iż nie mogę pić alkoholu dość wcześnie się zwinąłem na chatę, bo nie chciałem zostać jako jedyny trzeźwy na imprezie, gdzie wszyscy byli już dość dobrze zrobieni. Byłem też strasznie rozbity po pewnych sytuacjach związanych z życiem miłosnym, no ale mniejsza. Po wejściu do pokoju pierwsze o czym pomyślałem, to mały pakunek schowany w dolnej szafce, szczelnie zapakowany w folię aluminiową, kartkę i woreczek strunowy. Nie myśląc długo wyjąłem mały kawałek papieru, położyłem go pod język i pomyślałem:,,No to jazda!'' To był dopiero początek...

T + 0:30-00:45

Nerwowo próbowałem dostrzec jakiekolwiek efekty działania substancji, ale były one bardzo subtelne, na granicy z placebo. Dostrzegłem jednak, że wszystkie kolory są jakby bardziej intensywne i pulsują. Zacząłem myśleć, że to początek fajnego doświadczenia, a tymczasem skutki były zupełnie inne niż się spodziewałem. Prawdziwe piekło psychodeliczne jeszcze mnie czekało.

T + 1:30-2:00

Kwas zaczął się już dobrze rozkręcać. Wiedziałem, że jestem u mnie w domu w pokoju, ale było to jakby inne(ludzie, którzy próbowali LSD na pewno zrozumieją o co chodzi). Bardzo ciężko to wytłumaczyć słowami, ale to było jakby takie uczucie dezorientacji i zmieszania. Jeśli chodzi o efekty wizualne to już wyraźnie było widać, że coś jest nie tak. Wszystkie przedmioty nienaturalnie się wykrzywiały i zmieniały swoje barwy od najjaśniejszych po te najciemniejsze. Wszystko mieniło się taką swego rodzaju aurą(?). Każdy przedmiot zdawał się mieć swoje życie. Mogłem poczuć jak oddycha monitor, łóżko, ściana czy cokolwiek innego. Jeśli chodzi o efekty psychiczne to mogłem zauważyć na pewno duży natłok myśli(tych pozytywnych i negatywnych), bardzo szybką zmianę nastroju(potrafiłem z bardzo ucieszonego człowieka zmienić się w ułamek sekundy w najsmutniejszą osobę na świecie) oraz zmianę w odczuwaniu innych bodźców niż wzrok(np. odczuwanie muzyki jest głębsze, dotyk jest dziwny, nienaturalny). Ale to był dopiero początek koszmaru..

T + 2:30-7:30

Natłok myśli wydawał się nie do zniesienia, wszystkie wizuale i fraktale przestały być pluszowe i fajne, a raczej zaczęły być natrętne i wręcz niepożądane. Czułem też ogromny bodyload, cały świat mi wirował i myślałem, że zwymiotuję, ale na szczęście obyło się bez tego. Czułem jakbym się pogrążął we śnie, zostałem całkowicie odklejony od rzeczywistości, najzwyklejsze rzeczy przestały przypominać to co przypominały, wszystkie rzeczy zmieniały kolory i kształty w tak szybkim i przytłaczającym tempie, że zacząłem się bać, że to się nigdy nie skończy. Przez głowę przelatywały mi najczarniejsze myśli, co może się stać z moimi bliskimi. Przejmowałem się globalnym ociepleniem, czy śmieceniem w lasach. Zastanawiałem się po co tak naprawdę ludzie to robią, dlaczego brniemy w stronę upadku i nic z tym nie robimy póki nie jest za późno. Zacząłem rozmyślać na wszystkie tematy związane z moim życiem duchowym, miłosnym czy społecznym. Postanowiłem wykorzystać ową substancję do przeżycia prawdziwego mistycznego doświadczenia oraz przemiany duchowej. Zacząłem na wszystkie rzeczy spoglądać z dosłownie KAŻDEJ strony, rozważałem każdą opcję, czy możliwość, każdy skutek i konsekwencje, każdą przyczynę i każdy bodziec. Było to na swój sposób bardzo magiczne. Czułem, jakbym był w stanie ,,nadświadomości'', czyli moje ciało było gdzieś daleko, a mój umysł rozkwitał w pełni. Przeżyłem coś w rodzaju śmierci ego. Nie wiedziałem kim jestem, czułem się zjednoczony z całym wszechświatem. Myślałem nad podziałami na świecie i doszedłem do wniosku, że każdy z nas jest tym samym, a zarazem czymś zupełnie wyjątkowym, niby tylko zwykły homo sapiens, ale z własną świadomością, charakterem i usposobieniem. Zacząłem rozważać nad tematami zagadkowymi od zawsze, czyli jaki jest sens życia i czym jest szczęście. Doszedłem do wniosku, że sensem życia dla każdego człowieka jest coś innego, nie da się tego zdefiniować dla ogółu. Dla heroinisty powodem do życia będzie znalezienie pieniędzy na kolejną działkę i wstrzyknięcie jej sobie do krwioobiegu, ale dla zwykłego człowieka sensem życia może być kochająca rodzina, dobra praca i świetlana przyszłość. Tak samo pomyślałem, jeśli chodzi o szczęście. Nie da się tego zdefiniować, bo dla każdego człowieka będzie inne, ale według skwaszonego mnie najprostszą definicją słowa szczęście byłoby coś, co daje nam siłę, żeby każdego ranka budzić się z uśmiechem na ustach, coś co każdego dnia umila wieczór z przyjaciółmi, coś co po prostu jest i wiemy kiedy jest, a kiedy nie. Czułem się bardzo oświecony(?) i koniecznie chciałem się podzielić moimi poglądami ze znajomymi, więc zacząłem opisywać im moje doświadczenia na portalu społecznościowym. Wtedy zaczęło się robić lepiej, natłok nieprzyjemnych myśli powoli mijał, wizuale przestały tak wjeżdżać na psychikę i wszystko wróciło do kwasowej normy.

T + 8:00-teraz

Około godziny 10, czyli około 8 godzin po spożyciu, większość efektów psychicznych minęła. Zostały tylko lekkie wizuale i wrażenie kwasowej otoczki nad całym światem. Postanowiłem wyjrzeć przez okno. Wszystkie samochody zaczęły się jakby uśmiechać do mnie, drzewa nienaturalnie się kołysały i pomyślałem, że obejrzę sobie jakieś filmiki na YouTube, żeby dotrwać do końca tripa lub ewentualnie usnąć(choć to bardzo ciężkie po kwasie). Na filmikach ludziom twarze wykrzywiały się w kwasowym stylu, wszystko zmieniało barwy w bardzo pulsującym tempie. Kompletnie straciłem poczucie czasu. Myślałem, że minęło dopiero 4-5h a tu prawie południe xD. Podejrzewam, że wszystkie wizuale ustąpią do końca dnia dzisiejszego, a jak jutro wstanę do pracy obudzę się już lepszym człowiekiem.

Podsumowanie

Słowem podsumowania, zlekceważyłem kwas. Potraktowałem go jako kolejną z kolei używkę jak pixy czy feta, a to był bardzo duży błąd i przepłaciłem, ale za to sporo się nauczyłem. Do tej substancji trzeba się bardzo dobrze mentalnie przygotować, bo potrafi odkleić od rzeczywistości. Czy polecam? Szczerze, mi się nawet podobało i uważam, że przy takiej samej dawce, ale lepszymi set&settings można byłoby osiągnąć parę godzin dobrego, śmiechowego tripa. Jaki zrobiłem błąd? Pewnie taki, że zjadłem go samemu, bez osoby towarzyszącej, bądź trip sittera, nie przygotowałem się na rozjeb, jaki ta substancja może zafundować, przeceniłem swoje możliwości i wiele innych. Na koniec chciałbym jeszcze napisać, że na pewno powtórzę ten trip, tylko tym razem w lepszych okolicznościach, z dobrymi przyjaciółmi i zaufanym trip sitterem, także możecie się spodziewać jeszcze kolejnych raportów!

P.S:

Bardzo ciężko wytłumaczyć wszystkie odczuwane przeze mnie emocje słowami. Po kwasie próbujesz opisać miliard rzeczy, bardzo tego chcesz, ale nie masz jak, bo po prostu nie da rady tego ująć w słowa, czuć, że słowa to za mało, żeby opisać pełnię mistycyzmu jaka towarzyszy nam przy tripie, po prostu trzeba tego doświadczyć. Wszystkich kwasowiczów pozdrawiam, bo na pewno będziecie się utożsamiali z moim trip raportem :D Za wszystkie błędy składniowe, ortograficzne i gramatyczne przepraszam, ale pisałem to jeszcze pod wpływem LSD, peace! Po tym doświadczeniu zacząłem doceniać stan trzeźwości.


Ocena: 

Odpowiedzi

Jeśli zdecydujesz się na trip sittera, to wiedz, że kwas zadziała słabiej. Energia, którą wyzwolisz rozejdzie się na Ciebie i jego. Poza tym jeżeli nie będzie to ktoś doświadczony, to małoprawdopodobne, byś się z nim dogadał (jego słowa będą mogły Ci się wydawać przyziemne i trywialne, lub Ty będziesz rozumował w kategoriach kosmicznych, a on ziemskich - np. on będzie mówił o tym, że robi remont w kuchni, a Ty będziesz to rozumiał transcendentalnie, że robi remont w życiu). Także jeśli już trip sitter, to tylko ktoś doświadczony, lub bardzo mądry o otwartym umyśle. Ogólnie najlepiej jakby towarzysz też wrzucał.

To tylko sen samoświadomości.

Planuję następnym razem zarzucić z osobą zaufaną oraz z doświadczonym trip sitterem

cpuny do wora

Tak szczerze pisząc to nie widzę tutaj bez tripa. Zwykłe psychodeliczne rozkminki ale domyślam się, że niekiedy może to lubić.

Wiesz, nie byłem przygotowany na taki rozpierdol, ale nie żałuję, było fajnie :D

cpuny do wora

Nie każdy miało być, autokorekta :( I bad tripa, a nie bez tripa haha kurwa co to jest

No właśnie dlatego lepiej startować z mniejszego pułapu. Nie żebym ja tak zrobił, bo na pierwszy ogień paczka mocnych trufli poszła i mnie dosłownie wyjebało w kosmos hehehe. 

Grzyby też planuję jeść, ale czekam na sezon i sam sobie uzbieram hahah

cpuny do wora

"dlaczego brniemy w stronę upadku?"

otóż to

 

cpuny do wora

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2018
design: Metta Media