Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

[mj, alkohol] dolina radości

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Dawkowanie:
0,4 g MJ
250mg czystego etanolu
ok 5 papierosów
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Mnóstwo praktycznie nieznajomych ludzi wokół mnie, chęć przeżycia czegoś pozytywnego.
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
MJ, etanol, tytoń

[mj, alkohol] dolina radości

 

Plan dotyczący wyjazdu nadziałkę na obrzeżach miasta nie wypalił. Razem z X zdecydowałyśmy o wizycie na osiemnastce Y i Z w plenerze. Sama decyzją o tym właśnie miejscu i towarzystwie przyszła nam łatwo z powodu świetnej nazwy miejscówki tzn. Dolina Radości.  Byłyśmy nieco przygotowane na to co może się tam wydarzyć. Przed samym dojście do miejsca docelowego, zaszłyśmy do ‘żabki’ i zakupiłyśmy dodatkowy czteropak puszkowego. Wiedziałyśmy, że solenizantki są nieźle obładowane wódą, więc nie było strachu co do niewystarczającej ilości trunku. Tak naprawdę piwo było na zwykłą rozgrzewkę.

 

18:00 Grupka specyficznie wyglądających ludzi zebrała się w miejscu, zwarta i gotowa na wyprawę. Przed nami było ok. 4 km drogi, lecz miałam w kieszeni coś co pozwoliło mi tam ‘pofrunąć’.

Cała przygoda zaczęła się tuż, po przekroczeniu małego mostku nad strumykiem. Była to połowa kwietnia, dotarliśmy tam chwilę przed 19:00, więc siłą rzeczy zaczynało się ściemniać. Ognisko i parę osób czekało na nas z niecierpliwością. Miejscówka była bardzo klimatyczna. Strumień, łąka, las. I nagle psyt, zaczynamy.

Czułyśmy się nieco zagubione, ja znałam parę osób, ale w szkole jestem bardzo cichą osobą, więc nie miałam wcześniej z nimi prawie żadnego kontaktu. X znała dokładnie 3 osoby. Siedziałyśmy na kocu naprzeciwko ogromnego ogniska, siorbiąc piwo z puszki, i witając się z kolejnymi nieznajomymi. Jedno piwo się skończyło. Y która wiedziała, o MJ, którą z przyjemnością trzymałam w kieszeni kurtki, zawołała nas do siebie, i spojrzała porozumiewawczym wzrokiem. Poprosiłam ją, by wzięła w nami również Z. Nasz czwórka poszła na mały pagórek w leśnej części naszego pleneru. Każda z nas była nieco podchmielona. X wyciągnęła fajkę i otrzepała ją nieco. Pokruszyłyśmy Mary Jane, pomieszałyśmy ją z niewielką ilością tytoniu, wzięłyśmy 1/3 i zaczęłyśmy. Pierwsze wrażenie: mmmmmm to jest to. Smak był perfekcyjny, to było to na co czekałam od 2 tygodni. Nie tylko smak, ale też moc była niczego sobie. Udało mi się w kolejce wziąć tylko 4 buchy, ale działanie było nieziemskie. Prawie natychmiast poczułam tą przyjemność. Lekkość, radość, którą czerpałam z towarzystwa, pięknego miejsca. Napakowałyśmy mieszanki w fajkę, i zrobiłyśmy następne 4 rundki. Uczucie spokoju nabrało nieco na sile. Nasza czwórka wróciła, do kręgu siedzącego obok ogniska. Naglę z X zamiast usiąść nieco na uboczu, podeszłyśmy do osób z którymi na co dzień nie mam kompletnie kontaktu. Wzięłyśmy do ręki następną puszkę piwa i zaczęłyśmy siorbać. Jak to u mnie bywa, po niewielkiej ilości alkoholu zawsze mam ochotę na papierosy, tak więc ktoś mnie kilkukrotnie poratował.

 

20:30 Było prawie całkowicie ciemno. Ognisko puszczało w moim kierunku lekkie ciepło, odrobinę popiołu i to niesamowite światło. Na tle ognia widziałam wyraźne sylwetki śmiejących się ludzi. Alkohol zaczął działać (mam słabą głowę), tytoń dał mi uczucie lekkiego nieogaru z powodu rzadkiego sięgania po papierosy, a baka uczucie niesamowitego wyciszenia. Byłam w stanie, w którym wszystko było mi obojętne, czułam się świetnie. W pewnym momencie położyłam na wilgotnej glebie, zagłuszyłam w głowie dźwięki. Patrzyłam na śliczne bardzo ciemno niebieskie niebo, które usypane było mnóstwem gwiazd i kawałkiem księżyca. To był wspaniały stan. Leżałam tak ok 10 minut.

21:00 Dostałam lekkiego zmuła, i tu z pomocą przyszła znów Y proponująca dokończenie naszego boskiego specyfiku. Tym razem nie poszłyśmy na pagórek, tylko oddaliłyśmy się odrobinę od reszty. Niestety dołączył się do nas jakiś chłopak. No cóż. Zieleniny starczyło na jakieś 5 buchów dla każdego. I znów wrócił ten świetny stan. Wróciłyśmy do reszty, dosiadłyśmy się do ludzi z gitarą. Śpiewałyśmy stare rockowe kawałki, popijając to wódką oraz sokiem pomarańczowym z biedronki. Łącznie wypiłam ok 0,4 l wódki między 21:00 a 23:00. To był ten etap błogostanu w którym kompletnie nie przeszkadzał mi przeciekający z każdej strony plastikowy kubek, znaleziony na ziemi. I tutaj było coś dziwnego, co nie zbyt dokładnie pamiętam. W pewnym momencie jedna z dziewczyn siedząca z nami w kółku wstała i zaczęła biec przez łąkę. Ja zaczęłam biec za nią pod pretekstem jej zatrzymania, ale moim realnym powodem było chyba poczucie wiatru we włosach i chwili totalnej wolności. Za nami pobiegło 2 chłopaków i po 3 minutach, wszyscy byliśmy znów w kręgu... Piękno otaczających mnie ludzi było wręcz niesamowite. Tak pokojowe, pełne miłości, zrozumienia. Nagle przytulałam się do przypadkowych ludzi, których emocje przenikały całe moje myśli.

 

23:30 Zaczęłyśmy się zbierać. Miałyśmy do przebycia 5 km do najbliższego węzła komunikacyjnego. Nie przeszkadzało nam to. Poszłyśmy tam wraz z kilkoma osobami oraz Z. To był jeden z piękniejszych spacerów mojego życia. W połowie drogi zaczął padać kapuśniaczek. Koło północy umówiłam się z moim lubym, aby odebrał mnie od z pętli tramwajowej.

 

00.30 Byłam na miejscu. Wszyscy ludzie się już rozeszli. Usiadłam na przystanku, wiedząc, że zostało mi ok 30 minut do przybycia mojego mężczyzny. Miałam wtedy ostry zjazd energii i chęci do życia. Założyłam na uszy słuchawki i zaczęłam słuchać pierwszej płyty Bladych Loków. Koło mnie kręcił się jakiś bezdomny z psem, ale kompletnie go olałam. Po połowie płyty przyszedł mój chłopak z kolegom. Niestety coś mnie podkusiło aby w drodze do jego domu, napić się z nimi. To był zły pomysł, biorąc pod uwagę, że najchętniej położyła bym się wtedy w dowolnym miejscu i zasnęła. Dopiłam puszkę piwa. Zostało nam ok 3 km drogi. Niespodziewanie naszła mnie ogromna ochota na seks. No cóż mogłam zadowolić się jedynie całowaniem.

 

1:50 Byliśmy już u niego w domu. Momentalnie zasnęłam.

 

4:30 Zbudziła mnie z błogiego snu chęć na pawia. Czar prysł.

Ocena: 

Odpowiedzi

Błąd w dawkowaniu zrobiłeś. Powinno być raczej 250g czystego etanolu. Pamiętaj też, że alkohol ma gęstość 0,79g/ml. W związku z czym 250g to ~316ml. 

Dzięki za sprostowanie :)

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media