Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

ciekawy bad trip po mj, problemy z sercem.

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Dawkowanie:
Dosłownie może trzy, cztery duże buchy, ze skręta z około 0.3g.
0.25L wódki.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Nastawienie: Dobre, pozytywne
Nastrój: W miarę neutralny
Okoliczności: Ognisko kolegi, znałem tylko parę osób, nieciekawe towarzystwo.
Otoczenie: Końcówka listopada a więc początki zimy, las nad sztucznym jeziorem, wieczór, ciemno, ogółem również nieciekaiwe.
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Alkohol- Często, w sporych ilościach.
Marihuana- Przed tym tripem paliłem już dużo razy, ale takie doświadczenie przytrafiło mi się pierwszy raz
Tytoń- Często
LSD- 1 raz, bardzo fajny.

ciekawy bad trip po mj, problemy z sercem.

Po szkole dostałem telefon od kolegi (N) że jest ognisko wieczorem, żebym wpadał, będzie fajnie i tak dalej. Postanowiłem się tam wybrać z moim z kolegą z klasy (K), znamy się już dosyć długo i często razem gdzieś chodzimy. Wieczorem K wpadł pod mój dom, po czym poszliśmy gdzieś kupić alko. Potem spotkaliśmy się z N i z paroma innymi kolegami i koleżankami, i oszliśmy już nad jeziorko. Było to dosyć daleko więc pokonanie tej trasy nam trochę zajęło.

Gdy już dotarliśmy na miejsce, rozpaliliśmy ogień, zapowiadał się fajny melanż. Już zagrzaliśmy sobie miejsca na murkach, i zaczęliśmy powoli pić. Ja jescze wtedy nic nie wypiłem. Patrzę, że koleżanka wyciąga samarkę z może na oko 1/3 grama zioła. Z góry spytała wszystkich czy ktoś z nią pali. Ja pomyślałem że mogę, w końcu piątek, trzeba się wyluzować. Oczywiście powiedziałem że palę, skręciliśmy z tego, i z tytoniu skręta. Wzięłem może 3-5 buchów z tego skręta, po czym usiadłem.

I wtedy się zaczęło. Pierwsze co zauważyłem to że moje tętno bardzo wzrosło, co gorsze, czuję to tętno na całym ciele. Jestem bardzo otumaniony i zamknięty w sobie. Pierwsze co, to myślę co mi jest, dlaczego tętno, tak bardzo wzrosło, co się dzieje. Myślałem że to tętno zaraz spadnie, a wręcz przeciwnie, zaczęło rosnąć, i coraz bardziej je odczuwałem. Oprócz tego zaczęły dochodzić problemy z oddychaniem, trudno było mi nabrać powietrze do płuc, i musiałem przyspieszyć oddech. Wpadłem w paranoje, myślałem że umrę, oprócz tego towarzyszyło dziwne uczucie psychozy. Dźwięki zrobiły się bardzo płytkie, brzmiały trochę jakbym miał zatkane uszy. K się spytał czemu tak cicho siedzę, i od razu zauważył że coś jest nie tak. Powiedziałem mu że nie wiem co się dzieje, bardzo źle się czuje, i że chyba wrócę do domu. Opisałem mu mniej więcej jak sytuacja wygląda. Dałem mu ręke żeby sprawdził tętno. Gdy nacisnął kciukiem na moją żyłę, czułem bardzo palące uczucie w tym miejscu, mocny ból. Gdy sprawdził moje tętno to po jego minie wywnioskowałem że jest bardzo źle. Pytał się czy nie wezwać karetki itd. Tylko potęgował mojego badtripa. Powiedziałem mu że mogę wrócić do domu, dam radę sam. On mówi że nie ma mowy, mama od razu zauważy, mam czerwone oczy, a źrenice tak wielkie że w ogóle nie widać tęczówki. Bardzo mnie to zaniepokoiło. Powiedział że mam siedzieć, patrzeć głową w dół, wkońcu jakoś to minie. 

Uczucie bicia serca nadal mi bardzo doskwierało, chciałem być sam, a wokół mnie było bardzo dużo osób, ogółem było bardzo źle, zbierało mnie na wymioty. Minęło może 20 minut, i robiło się coraz gorzej. Koledzy wraz z N powiedzieli że idą po coś do sklepu, zaraz wracają, i że K i taka jedna koleżanka (L) ma ze mną zostać. Siedziałem z nimi, oni rozmawiali, ja siedziałem cicho, co jakiś czas pytali się jak jest, ogółem to pomagali mi to wszystko jakoś przeżyć. Nareszcie zaczynałem powoli dochodzić do siebie. Po jakimś czasie przyszedł jeszcze jeden kolega więc siedzieliśmy we czterech. Dopiero po godzinie wrócilł N wraz z kolegami. Wtedy uczucie bicia serca się powoli zaczynąło kończyć, byłem mniej otumaniony, lekka paranoja, już było w miarę OK.

N się mnie spytał czy coś z nim piję, zgodziłem się, bo myślałem że może to mnie odmuli. Wypiliśmy każdy po połowie 0,5 czyli wychodzi 0,25 na łeb. Szczerze to wzięło mnie bardzo, ale to nie było zwykłe alkoholowe upojenie. Czułem się zupełnie inaczej. Między innymi w ogóle nie kręciło mi się w głowie, miałem bardzo bardzo wielki humor, wręcz lekka psychodela. Postanowiliśmy że wraz z N pojedziemy z jego bratem (X) do TESCO. Pamiętam jak przez mgłę jak się tam dostaliśmy, wiem że kupiliśmy tam jakieś chipsy, a gdy wyszliśmy to X nie było na parkingu. Nie wiedzieliśmy co robić, więc wracaliśmy na ognisko. Szliśmy tam może z półtora godziny, przy czym połowę drogi pamiętam jak przez mgłę, bo dopiero po dwóch dniach zaczęłem mieć flashbacki że jakiś pies nas tam wtedy zaatakował, N do tego potwiedził że coś takiego chyba było. Gdy wróciliśmy na ognisko, to K i L już tam nie było, zostało tylko dwóch kolegów. Posiedzieliśmy tam jeszczę z godzinkę przy browcu, aż ognisko zgasło. Zdążyłem wytrzeźwieć. Odprowiadziłem kawałek N do domu, i wróciłem. W domu już byłem praktycznie kompletnie trzeźwy, szybki prysznic i spać

Od tego momentu paliłem 3 razy, i było tak jak opisałem. Oficjalnie z tym skończyłem bo to dla mnie żadna przyjemność. I też dopowiem, że to zioło które paliłem na tej imprezie mogło być maczane, ale to co paliłem później i miałem taki sam efekt, moi koledzy mówili że nie mozliwe że maczane, bardzo dobre. Więc, przekonałem się że MJ nie jest dla wszystkich. Ktoś z was miał coś podobnego?

Ocena: 

Odpowiedzi

Do końca nie zbadana jak dokładnie działa squn na ludzki umysł i jakie procesy chemiczne wyzwala w mózgu, także nie można jednoznacznie powiedzieć dlaczego tak się stało... tak jak każdy z nas jest inny na poziomie molekularnym także inaczej każda substancja na nas działa... Palę dość długo bo chyba z 15 lat i wiem dokładnie o czym piszesz... miałem kiedyś takie jazdy po wyjątkowo ostrym towarze (nie maczanym w jakimś gównie), tylko że w moim przypadku trwało to góra 5-10 minut a potem wszystko wracało do normy... także podsumowując każdy inaczej reaguje... ale podejrzewam że z czasem powinno Ci to przejść... może po prostu Twój organizm nie był przygotowany na takie doznanie i zareagował swoistym "szokiem" proponuje spróbować z czymś lżejszym, jakąś samosiejką albo coś podobnego... pozdro !!!!

 

Aha i pal normalnie z fifki, a nie skręty z tytoniem bo te podwyższone tętno mogłobyć reakcją na tyton z jointa... wiele moich znajomych też tak miało, dlatego ogólnie wolę czystą zielonkę ze szkła niż mieszkankę z fajkiem ;)

 

Tak miałem bardzo podobnie. 
Najpierw raz... ale przeszło.... no to kiedyś za kilka miechów znowu zapaliłem.... znowu to samo.... ale zchodziło dłużej.... aż nagle po którymś razem zawiesił mi się ten stan, popadłem w nerwicę i ciągłą derealizacje z która walczę już 5-6 lat. Jeżeli jeszcze nie zawiesiło Ci się nic w bani to serio radzę odstawić, bo kiedyś będzie "ten raz za dużo" i lipa.

Wpisz w google "derealizacja po marihuanie" i znajdziesz tonę podobnych do twojego przeżyć i jeszcze raz napiszę skoro jesteś podatny to nie ma co "próbować znowu bo może będzie ok". No ale to twoje życie ;)

Na czym polega ta derealizacja na którą cierpisz? Opiszesz to w jakiś sposób? W sumie to nic takiego nie odczuwam, ale chciałbym wiedzieć jak to wygląda.

Proponuje, zmienić dilera bo ściemnione guuufffno wam wciskaja, normalna reakcja alergiczna na jakis sciemniony shit. Po ziole sie nie umiera ani tez tak nie czuje jak opisujecie, za to po jakims chrzczonym chemolu tez nie raz tak mialem a pale od 14stu lat.

Sadzić, palić, zalegalizować.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media