Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

co się dzieje jak się "łyka" zolpidem na imprezie

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Dawkowanie:
-mefedron na początek, duże kreski
-wódka 400 ml przed imprezą
-dwa blanty u kolegi przed imprezą z czego może 4 razy się zaciagnalem, lekko
-2 piwa u niego na chacie i reszta Mewki i nic mnie nie może powstrzymać żeby iść na imprezę
-4-6 piw na imprezie, ciężko dokładnie stwierdzić, bo po mniej więcej 1,5 godziny zarzucilem 4-8 tabletek zolpidemu (raczej 8 bo brałem je od 2 dni z zamiarem bycia nacpanym, a wtedy tolerancja rośnie u mnie i musze 2 razy tyle wziąść żeby uzyskać ten sam efekt)
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Byłem w kiepskim stanie psychicznym, dziewczyna mnie zostawiła, miałem ciąg parę dni alkoholu i tabletek psychotropowych, brakowało sił, ale to była impreza na którą byłem strasznie napalony, ja w ogóle nie chodzę na imprezy, także było to dla mnie bardzo ekscytujace wydarzenie i trochę się denerwowałem i czułem lek, że coś pójdzie nie po mojej myśli. To był mój dzień i na mówiłem dwóch kolesi, żeby tam ze mną poszli. O nich też się martwilem, bo wszystko dokładnie zaplanowałem, a oni mieli w dupie, to co ja chcę.
Wiek:
32 lat
Doświadczenie:
Alkohol
THC
Amfetamina
Grzybki halunki
LSD
Ekstazy
Kokaina
Midozolam
Diazepam
Zolpidem
Nitrazepam
Lorafen
Tegretol
Promazin
Quetiapinum
Morfina
Clonozepam
Xanax

co się dzieje jak się "łyka" zolpidem na imprezie

Na początek chciał bym poinformować, że tekst napisany przeze mnie, to żartobliwie napisana opowieść z mojego życia. Nie twierdzę, że jakie kolwiek substancje psychoaktywne są fajne. Pisząc ten epizod z mojego życia starałem się, możliwie realistycznie przedstawic jak myśli osoba uzależniona. 

Byłem ustawiony z przyjacielem na zlot fanów depeche mode. Nie chodzę na imprezy od jakiegoś roku, bo mi to już się znudziło. Na zlot jednak musiałem iść. Dziewczyna mnie rzuciła, to jeszcze ułatwiło sprawę pójścia. Od dłuższego czasu nic mnie nie cieszyło, a to się zapowiadało bardzo dobrze.

Piłem jakieś 5 dni z rzędu i mefedron wciagalem. Trzęsło mną, byłem wyglodzony i słaby. Dwa dni przed imprezą byłem u swojego kochanego doktora co wypisuje mi wszystko co tylko chce. Prawdziwy lekarz, nie pyta po co mi to tylko pisze. Wypisuje mi takie cuda i w takich ilościach, że nawet psychiatra by się bał. Siedziałem najebany i czekałem, aż będzie moja kolej. Wchodząc do gabinetu tylko mówię "to co zawsze" czyli 4 opakowania relanium i 2 opakowania zolpidemu, którego używam co jakiś czas żeby się porządnie nacpac. 2 opakowania łykam przeważnie w 3-4 dni. Biorę recepty i idę do apteki. Wychodząc z apteki łykam 2 tabletki pozbywajac się pudełek. Po jakiś 10 minutach, dzięki alkoholowi, tabletki  zaczynają robić swoje. Bum!!! Pierdolniecie konkretne. Czuje fajna lekkość na ciele i mam wyjebane na wszystko. Dzwonie po ludziach i opowiadam takie bzdury, że później tylko wstyd. Czasami nie biorę w ogóle telefonu żeby nigdzie nie dzwonić i bzdur nie klepac...raz dałem koledze na przechowanie, aż faza minie, ale jak tylko nastąpiło pierdolniecie groziłem mu wszystkim byle telefon odzyskać.

U lekarza byłem o 8. Przyjechałem na rowerze 7 kilometrów. Jak wracałem o 9, to już napisałem do kolegi smsa, że mam zolpidem i się upierdolimy. Przed przejazdem do domu około 10 wstapilem jeszcze do sklepu na piwo. Sprzedaje tam mój najlepszy przyjaciel. Alkoholik jak ich mało. Nie do  zabicia. Wypija 1,5 litra wódki dziennie w 100 mg "lufach". Żona go zostawiła, to nie może przestać pić. Jak doszedłem do domu była pewnie 11. Położyłem się i spałem.

Obudziłem się za jakieś 3 godziny i była lekka amnezja. Dzwonie do kumpla sklepowego i się pytam czy zrobiłem coś nie normalnego,  a on że ciskalo mną jak kotem i w bramę nie mogłem trafić jak  chciałem wyjść, ale aż tak źle nie było. No to idę dalej do sklepu na parę piw do wieczora i czekam aż mój organizm będzie gotowy na kolejną dawkę zolpidemu. Musze co najmniej 6 godzin poczekać żeby uzyskać taki sam efekt i zwiększyć dawkę na wszelki wypadek, bo nie zadziała i tabletki się zmarnuja.

O 20 znowu w domu biorę 4. Efekt jest, a dzięki alkoholowi siła rażenia jest większa. Telefon rozebralem na części z nadzieją, że to mi da do myślenia żeby nie dzwonić, ani pisać. Niestety te małe kurwy są tak silne, że i tak go złożyłem i do mojej dziewczyny wypisywałem smsy. Ona przez moją pisownię odrazu, że ze mną coś jest nie tak. Zasypiam i budzę się rano o 7 i pierwsze co telefon. Gdzie ja pisałem i co. Nie pamiętam nic. Wstyd.

Biorę 4 z rana na pusty żołądek, żeby zwiększyć efekt. O 17 jedziemy na imprezę wiec miałem zamiar się oszczędzać i nie pić. Jakoś mi się udało przesiedziec do tego czasu w domu. Kumpel przyjeżdża i jedziemy do dilera po mefedron. Po drodze jeszcze do sklepu po pół litra wódki. O 17:30 juz wszystko mamy i jedziemy do Gdańska gdzie będzie zlot.

Po drodze stajemy ze 3 razy żeby wciągnąć mewke, duże ścieszki, takie że masz wrażenie jak byś gruz wciagał tak nos jest zapchany. O 18:30 jesteśmy w Gdańsku i szukamy miejsca gdzie będzie zlot. Mieliśmy jechać jeszcze do kumpla, który mieszka w Gdańsku, ale ja się uparłem ze najpierw trzeba znaleźć miejscówkę. Poł butelki wódki wypiłem, to ziomek nie miał zamiaru ze mną dyskutować, bo wiedział że nie popuszcze. Ten dzień miał byc zajebisty i tylko zlot się dla mnie liczył.

Gdzieś około 20 znaleźliśmy pub. Nawigacja była włączona, ale jakoś nie mogliśmy znaleźć tego pabu, a jak się pytałem ludzi, to oni za bardzo nie wiedzieli gdzie to. W każdym razie byłem już mocno zestresowany, bo jak ludzie nie wiedzą gdzie to jest i nawigacja nie pomaga, to może być lipa. Na szczęście zrobiłem inspekcję sali, wódka była prawie wypita, i było zajebiście. Klimat jak chciałem. Ziomek zaczął mnie irytować, bo się niecierpliwil nacpany po mewce, bo musiał koniecznie jechać do ziomka zajarac trawkę.

Juz mi się to nie podobało. Wódka jeszcze budziła agresję we mnie także już mi się nie podobało. Najchętniej bym został juz na miejscu o 20, ale dałem się przekonać. Jedziemy na drugi koniec miasta do ziomka. Adres wklepany w nawi i jazda. Wódka mi się kończy, mewke trzeba oszczędzać na wejście na imprezę, chociaż wiedziałem, że na mnie ona i tak już nie działa choć bym jeszcze grama wciągnął.

Po drodze do ziomka marudzilem, że tylko spalimy blanta i spierdalamy na zlot. Kumpel mnie zapewniał, że tak i mam się zamknąć. Zaczęło się robić paskudnie. Ja napity on tylko nacpany no i pierdolone nawi znowu nas wyjebalo chuj wie gdzie. Dzwonimy do ziomka gdzie on kurwa mieszka?! Bloków miliard my jesteśmy we właściwej dzielnicy, ale ni chuja nie możemy znaleźć jego klatki. Godzina juz minęła od wyjazdu z pabu do ziomka.

Jesteśmy na miejscu, ale nie możemy trafić. No nie idzie. Ja dzwonie do niego "gdzie kurwa, teraz mamy jechać?!", "w górę zobaczycie kościół, później na rondzie w prawo i będzie żabka, wyjdę po was debile.". No to jedziemy 3 razy kolo kościóła, ale ronda nie widać. Jeszcze mi się reszta wódki wylała i kierowca marudził, że co ja odpierdalam. Czas leciał i nie mogłem z nim za dużo dyskutować. Był nacpany i słaby z niego kierowca musiałem go jakoś uspokoić. Po chyba 10 telefonie do tego drugiego buca mielismy juz dość jeżdżenia w koło i mówię "stoimy pod kościołem wyjdź po nas". Ale nie. To jest tak leniwy gnój, że jemu się nie chce. Za dużo spalił THC i ma wyjebane.

 

POUCZENIE SERWISU NEUROGROOVE: OBSŁUGIWANIE POJAZDÓW LUB URZĄDZEŃ MECHANICZNYCH W STANIE NIETRZEŹWYM LUB ZMIENIONEJ ŚWIADOMOŚCI JEST SKRAJNIE NIEODPOWIEDZIALNYM ZACHOWANIEM, MOGĄCYM SPOWODOWAĆ ŚMIERĆ BĄDŹ KALECTWO POSTRONNYCH OSÓB. JEŚLI COŚ BRAŁEŚ - NIE JEDŹ. JEŚLI PRZEBYWASZ Z OSOBĄ NIETRZEŹWĄ PROWADZĄCĄ LUB PLANUJĄCĄ PROWADZIĆ SAMOCHÓD - POWSTRZYMAJ JĄ, ZANIM NASTĄPI TRAGEDIA.

 

 

22 dochodzi. Ja juz chciałem iść na SKM i jechać się zabawić. Telefon zadzwonił i współlokator tego spalonego nam powiedział jak dojechać i za 5 minut byliśmy na miejscu. Kierowca był już spokojny. Ja chciałem tylko jechać na imprezę. Winda wjechismy na ostatnie piętro do ziomka. Jak zobaczyłem mieszkanie przez moment zapomniałem o moim zlocie, bo nie mogłem uwierzyć, że ten baran ma takie fajne mieszkanie. Mefedron zaczął znowu działać i zacząłem szczegółowa inspekcję mieszkania przy okazji pytając się o wszystko, ile on płaci, z kim mieszka i takie tam w ogóle bez sensu pytania. Dał mi piwko, ostatnia kreskę zrobiliśmy, już całego grama miałem w sobie. Trochę mnie uspokoiło.

Była 22 z groszami. Teraz jeszcze trzeba zapalic trawki. Ja nie lubię palić. Wolno myślę, krzyczę, nie mogę się dogadać. I tak zapalilem. Po 4 delikatnych zaciągnięciach byłem już całkiem głupi i THC działało pełną kurwą, a Mefedron nic. Na szczęście wódkę piłem, a ona działa na mnie pobudzająco. Ale teraz miałem piwo. I tak źle i tak nie dobrze. Trawka tak mi sieczke w mózgu zrobiła, że już chciałem sięgnąć po zolpidem, którego dzisiaj nie chciałem brać, żeby nie spierdolic imprezy. Na szczęście się powstrzymalem.

Była 22:30, a ja dalej nie jestem na zlocie. Mówię do kierowcy "Jedziem! Ja chcę się bawić i pić. On sobie zapalił i miał to w dupie. Drugi buc tak samo. No i wtedy kierowca mnie rozjebal. "Adaś do mnie dzwonił czy nie wpadniemy". Miało dojść juz do konkretnej sprzeczki, ale ziomek od palenia wpadł na pomysł, że oni pojadą do Adasia, a mnie na imprezę zawioza. Zgodziłem się choć wolałem żeby ze mną byli wiadomo...nie było wyjścia, a jeszcze jak jestem pijany i po mefedronie, to sam się zabawie.

Zawieźli mnie, po drodze im podziękowałem, że są dobrymi kolegami i wcale nie jestem wkurwiony, że mnie olali. Wysadzili mnie i powiedzieli, że za godzinę będą. Była 23. Idę. Wchodzę...ludzi pełno, moja muzyka gra niby wszystko fajnie. Ale jak ja zapale trawę, to się boję...pierwsze co idę do baru. Po drodze juz myślałem łyknać zolpidem, ale się udało stałem przy barze. Kasy juz było mało, bo ja zaprosiłem na imprezę moich wspaniałych kolegów, i za wszystko płacilem. Wszystko obliczylem.

Piwa piłem. W godzinę żeby się wczuć w to miejsce zdążyłem 4 piwa połknąć. Prawie pół litra 2 piwa u ziomka i teraz 4...musiałem iść się odlac. Sikalem 4 minuty. Jak nie dłużej... wracam do baru zamawiam browara. Juz się robi fajnie. Jakaś dupa mnie chciała zagadać, ale szybko jej się odechciało ze mną gadać. Bylem juz dość podpity.Kupilem 5 piwo. Stwierdziłem, że ograniczę się do ruszania w rytm muzyki, która kocham, na taborecie. Pogodziłem się z myślą, że bez jakiegoś wspomagacza nie będę tańczył.

Bar był mój. Zaczepialem ludzi, oni nawet ze mną rozmawiać chcieli. Dobrze się bawiłem, ale czegoś mi brakowało. Dzwonie do tych dwóch, a teraz już 3 bucow. "niedługo będziemy"...i w tym momencie genialny plan miałem. Zajebista impreza, aż tak spity nie byłem, fajni ludzie...wyciągnąłem 6 tabletek zolpidemu i po piłem ostatnim piwem jakie pamiętam. Zaczęły działać chyba zanim je zdążyłem łyknać. Obudziłem się w aucie na tylnim siedzeniu. Od momentu gdy je lyknalem nie pamiętam nic. Pytam się mojego wspaniałego przyjaciela co się dzieje. Wiedziałem, że jest bardzo źle...czułem to. Ale to co on mi powiedział, to nawet jak na mnie...przesada! Na moje nieszczęście moi koledzy nagrali mnie w akcji i kierowca ze szczegółami opowiedział mi co się działo. Oni przyjechali pół godziny po tym jak ja te małe zdradliwe białe tabletki zarzucilem. Widzieli mnie z daleka nawet wejść nie musieli. Na filmiku widziałem, że mam mnóstwo wolnej przestrzeni. Jako jedyny na całej imprezie...No to skoro tyle miejsca miałem to po co iść do kibla jak można wciągnąć fjutka i nasikac na środku sali. Totalny paraliż mózgu. Neurony się popierdolily. Jacys Angole mnie nagrywali nie mogli uwierzyć. Kierowca do dzisiaj mi wspomina, że ze wszystkich numerów które odjebalem, a było ich sporo, to ten był...juz nie chodzi o to sikanie. Ja nie mogłem ustać w miejscu cały czas się ruszyłem jak by mnie prąd pierdolnal. Ja jeszcze chciałem zostać. Ale niestety. Gość przy drzwiach nie był tak wyrozumiały i mnie grzecznie poprosił żebym wyszedł! Nie wyjebal mnie! Kumple do auto mnie zaciagneli. Naprawdę. Taka fajna impreza była, a ja po 2 godzinach musiałem sobie polepszyć zolpidemem. A najgorsze jest to, że to był kurwa zlot fanów. Ja tak szybko nie będę mógł iść na żaden zlot, bo teraz to ja jestem sławny.

Zjadłem resztę zolpidemu, chyba z 10 na tylnej kanapie. Nie wyrzuce przecież.  Od tego czasu jak idę do mojego lekarza juz nie biorę zolpidemu...  

 

Ocena: 

Odpowiedzi

y

wszystkołykam

Tragedia kurwa, normalnie tragedia -_- Jechać po ćpaniu samochodem?! Dżizas...

 

Do tego tak miksować i takie akcje odpierdalać.. Ehm, nie dziwię się już, że ludzie mają "narkotyki" za zło ostateczne. Aczkolwiek w Twoim wypadku najbardziej "dopomógł" się ujebać ten najcięższy z narkotyków- alko. Wodę i piwa wlewasz jak sok... Ciekawie masz, oj ciekawie.

No raz na jakiś czasy zamieniam się w umarła ka i łykam wszystko. Jak moja kobieta była to na szczęście nie miałem problemów z tym. A jak jej nie ma, to nie potrafię się odnaleźć i robie straszne życzy rzeźby o niej nie myslec

wszystkołykam

Ja pierdole..."straszne rzeczy żeby o niej nie myslec", a nie "straszne życzy rzeźby":)

wszystkołykam

To pozostaje mi życzyć Ci szczęścia w szukaniu kobiety. Miłość to bardzo dobry narkotyk ;) Pozdro.

Widzę Kolego, że podobnie jak ja jesteś mocno uzależnionym politoksykomanem. Żaden trip, tylko normalna codzienność ćpuna. Miło się czyta.

 

London5

Pewnie tak. Może masz rację, nie jestem mocno uzależniony jestem uzależniony jak nie mam kobiety, bo tak jak kocham, że nie potrafię sobie z tym poradzić. Miło się czyta? :) To znaczy?

wszystkołykam

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media