Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

miły dzień z gałką

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
20g gałki mielonej firmy Prymat
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
słoneczny poranek, dobry nastrój

raporty savage

miły dzień z gałką

Swego czasu naprawdę sporo naczytałem się o wyjątkowej przyprawie jaką jest gałka muszkatołowa. Zaintrygowało mnie ona, a składało się to na jej dziecinnie łatwą dostępność, cene i możliwe efekty. Jednak aby przeżycie było jak najbardziej satysfakcjonujące należy spełnić kilka warunków związanych z settingiem, więc dwie paczuszki gałki mielonej firmy Prymat czekały cierpliwie na swój czas w szafce. Pięknego środowego poranka ten moment wreszcie nadszedł (w zasadzie to leżały tylko 2 dni, ale chciałem spróbować od razu). Po obudzeniu się, stwierdziłem, że nie mam na dziś żadnych zajęć, nie mam ochoty zamulać cały dzień w domu a i środków pieniężnych brak. Czyli klasyczne warunki do zarzucenia gałki, czas na eksperyment

T 8:30 

Słyszałem o wielu metodach na przyjmowanie gałki, ale postanowiłem po prostu ładować ją czubatymi łyżeczkami do papy i zapijać szybko wodą. Co od razu zwróciło moją uwagę, to to, że smak nie jest tak obrzydliwy jak donosiły niektóre posty na forach, określiłbym go nawet jako neutralny. Nic przyjemnego, ale paskudnego też nie. Odruchów wymiotnych w każdym razie nie miałem, pierwsza paczka poszła sprawnie. Zaznaczę jeszcze tylko, że przyjąłem ją na pusty żołądek.

Od razu poczułem się jakoś inaczej, co oczywiście było efektem placebo połączonym z delikatną adrenalina towarzyszącej przy próbowaniu czegoś nieznanego. Poszedłem zrobić sobie śniadanie i przemyśleć co dalej.

T 9:30

Po zastanowieniu postanowiłem dorzucić kolejne opakowanie, 10g to chyba totalnie dolna granica mająca szanse na wywołanie efektów psychoaktywnych, więc nie ma co sobie żałować. Druga paczka weszła równie pezproblemowo.

T+5h 9:30 - 14:00

Całe mój czas siedzenia w domu i ładowania gałki można określić tak: niepokój naprzemiennie z doszukiwaniem się pierwszych efektów, lekka fascynacja nimi. Te 5h spędziłem na graniu w Wiedźmina 1 i słuchaniu muzyki. Nie wiem od którego momentu, jednak czułem subtelną zmiane w postrzeganiu świata. Moje kończyny zaczęły lekko drętwieć, a obraz który widziałem przypominał efekt zapalenia jednego buszka mj i wypicia jednego piwka. Co jakiś czas zaczynałem odczuwać niepokój. Niestety mam małą manie na punkcie pulsu, mimo, że uprawiam bardzo dużo sportu nie rzadko osiągając przy tym tętno ok. 200, to już przy 120 po wiaderku potrafię zacząć lekko świrować. Nie wiem czy tylko ja tak mam i czy coś ze mną nie tak, ale przebywanie w pozycji siedzącej na fazie sprawia, że zaczynam wyraźniej odczuwać swoje ciało, bardziej niż na trzeźwo. W skutek czego odczuwam przez cały czas mocno i wyraźnie bicie mojego serca, które nawet jeżeli biło by w normie (a biło) to samo to uczucie powoduje u mnie pewien dyskomfort. Tak było i tym razem, ale skupiłem się przekonywaniu siebie, że wszystko jest i będzie git szczególnie przy tak stosunkowo małej dawce. Swoją drogą nawet nie przeszkadzało mi to bardzo. Przy tym niepokoju można odczuć trochę adrenaliny, a gdy odpuszczał byłem trochę znudzony oczekiwaniem, pojawiały się wątpliwości czy w ogóle mocniej wejdzie.

Wypiłem dwie kawy, zjadłem, wziąłem prysznic i stwierdziłem, że więcej nie wysiedzę. Przechodzenie z tego jednego stanu do drugiego i z powrotem zaczynało być męczące, miałem wzmożoną ochotę z kimś porozmawiać. Wyszedlem więc na umówione wcześniej z spotkanie z moim kumplem D.

T +7h 14:00 - 16:00

Szczęśliwie chwile po wyjściu z domu spotkałem sąsiada, który podwiózł mnie na miejsce spotkanie. Chwile później już zbijaliśmy grabe z D który był mocno zaciekawiony efektami mojego doświadczenia. W tym momencie zauważyłem, że czas w moim odczuciu jakby zwolnił, a moje ciało było tak dziwnie "miękkie" i powolone, czułem się trochę śpiący. Rozmawiało mi się jednak bardzo przyjemnie, dużo kłapałem dziobem, wkradła się lekka euforia. Kolejna rzecz która zwróciła moją uwagę, to to, że często myliły mi się słowa. Chce powiedzieć jedno, mówię zupełnie co innego, i tak co jakiś czas. Również pamięć krótkotrwała zaczynała dawać się we znaki. Ogólnie efekt podoby jak po kilku buszkach mj indica, jednak dało się zauważyć wyraźną różnicę, ciężko jednak ją opisać. Kilka razy również lekkie omamy słuchowe, dziwne słyszenie dźwięków.

D miał przy sobie jedno bicie, strzelił wodospada, spaliliśmy po fajce, przeszliśmy się, pogadaliśmy trochę o gałce. O 15:30 musiał lecieć, więc odprowadziłem go pod dom. Na myśl, że zostane sam odczuwałem niepokój, o powrocie do domu nie było mowy, zbyt dziwnie się czułem. Zadzwoniłem do drugiego kumpla B. Gitara, widzimy się za pół godziny. Tymczasem od rozstania z D gałka rozkręciła się na dobre, zajęło to 6h. Zrobilo mi się ciężko, zacząłem czuć wyraźne odrealnienie. Stwierdziłem, że jeżeli nie pójdę sobie kupić czegoś do picia to będzie nienajlepiej. Nie wspomniałem jeszcze o tym, ale do 15:30 zdążyłem wypić już ponad 3l płynów, suchość w japie gorsza niż po mj. W sklepie ręcę znacząco mi drżały, pieniądze wypadły mi z rąk. Popijając słodkiego tymbarka poczułem się odrobinę lepiej, ale wciąż targał mną strach o to, że zaraz wydarzy się coś nieprzyjemnego, serce przyspieszyło. B zadzwonil jednak 10 minut wcześniej.

T +14h 16:00 - 23:00

Uspokoiłem się totalnie od razu po wejściu do domu B. Poczęstowal mnie pizza, nie zaobserowałem żadnych zmian w odczuwaniu smaku. Później poszliśmy na fajke, do mnie, a później, uwaga - do kościoła. Sam nie byłem w nim od roku, ale B koniecznie chciał iść na spowiedź. Średnio mi się to widziało, ale jeszcze mniej chciałem zostawać sam więc poszedłem z nim. Kolejka była mega dluga, więc siedziałem tam dobre 25 minut. Bardzo dziwne przemyślenia w trakcie mszy na temat życia. W pewnym momencie myślałem, że mnie rozsadzi i wyjdę, ale jakoś przeszło i zacząłem czuć błogi spokój, pod koniec nawet było mi troszkę szkoda że już wychodzimy. Dalej siedzieliśmy już tylko u mnie, nie robiliśmy nic wartego opisania. Co czułem przez ten czas? Odrealnienie, ciałem ciągle gibałem się w jakiś nieistniejący bit, relaks, miękkie nogi, odrętwiałe dłonie i wzmożoną chęć komunikacji z ludźmi, lekka euforia. Nie dopadły mnie żadne fizyczne skutki uboczne jak zaparcia, biegunki, wymioty. Jedynie ten niepokój, który jak już wspomniałem wcale nie był taki zły. O 23:00 przestalem totalnie czuć działanie gałki, zostalo tylko zmęczenie. Brak kłopotów z zaśnieciem, wyraźne kolorowe sny. Na drugi dzien, czyli ten w którym to piszę żadnych negatywnych efektów, brak gałkowego "kaca".

 

PODSUMOWUJĄC Trip lekki, zdecydowanie poztywny. Jestem dosyć usatysfakcjonowany, może nie było mocno, ale nie miało być, a czas trwania fazy godny podziwu. Delikatna dawka na początek. Czy jeszcze kiedyś spróbuję? Myślę, że tak, tym razem będę celował w 30g. Fajerwerków nie było, wiem. Niejedna osoba może powiedzieć, że raport nudny, ale po prostu jakoś miałem ochotę się nim podzielić. :)

Ocena: 

Odpowiedzi

Dużo ciekawszy dzień spędziłbyś trzymając się za gałkę. Swoją.

Czyli dzień jak codzień

Bardzo fajny raport :) wszystko konkretnie opisane. Czekam na kolejne!

 

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2018
design: Metta Media