Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

mój pierwszy trip lsd

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
1x karton LSD dokładna moc nieznana
1x lufka marihuany z tytoniem (wiadro)
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Lekka adrenalinka, nastawienie pozytywne. Niezaznajomienie się z substancją wiodącą. Wolna chata, luźny weekend z dwoma kumplami.
Doświadczenie:
Wcześniej zażywane substancję to jedynie marihuana i alkohol.

raporty jpawelsd

mój pierwszy trip lsd

Całe zajście miało miejsce w wakacje. Niedziela godzina 17:00 spotkałem się z kolegami na mieście gdzie czekaliśmy na potwierdzenie odbioru. Po godzinie albo i więcej czekania dostaliśmy sygnał i od razu ruszyliśmy. Po dotarciu do domu gdzie czekał już na nas kartonik, rozsiedliśmy się i odpaliliśmy nutę.

Godzina 21 z minutami. Bez zbędnego rozmyślania wsadziliśmy pod jęzor i przez następne pół godzinki oglądaliśmy jakieś filmiki. Po upływie 20 minut moim kumplom zaczęło już coś odpierdalać. Po następnych 20 poczułem pierwsze objawy, niemożność poukładania myśli, pierwsze wizuale itp. Po dłuższej chwili siedzenia w kiblu i gadania z ziomami o wszystkim i o niczym wyszliśmy na papierosa. Wracając do środka kumpel zaproponował mi wiadro, chwila zawahania i wiadro ściągnięte.

Jako iż była ciepła letnia noc spędziliśmy na balkonie dosyć dużo czasu rozmawiając o tym co przeżywamy. Nie pamiętam czy było to pierwsze, trzecie czy dziesiąte wyjście na fajkę, ale wtedy wszystko się zaczęło. Nie pamiętam dokładnie o co chodziło ale była to jakaś sytuacja, która ciągle się powtarzała. Nie jestem pewien czy po prostu nie była to zapętlająca się myśl brzmiąca: "Przed chwilą myślałem o tym, że znowu o tym pomyślę". Oczywiście pisząc "to" mam na myśli dokładnie tą myśl, o której myślałem przed chwilą. Może jest to ciężkie do zrozumienia ale dążyło to do zapętlenia jednej myśli. Zawsze jak o tym pomyślałem, lub coś się powtórzyło mówiłem "trop" przy czym śmiałem się, że znowu o tym myślę, i że znowu mówię "trop". Moi kumple oczywiście nie mieli pojęcia o czym mówię. Pomijając fakt, że byli na kwasie, nie wiem czy ktoś trzeźwy by mnie zrozumiał (prawdopodobnie nie). Nie mam pojęcia dlaczego akurat "trop". W między czasie gdy doszedłem do wniosku, że nie ma sensu powtarzać "trop" za każdym razem kiedy o tym myślę. W międzyczasie doznawałem widoku siebie z trzeciej osoby itp. Wreszcie weszliśmy do środka. W głowie dalej powtarzałem sobie "trop" kiedy to się powtórzyło. Potem posłuchaliśmy muzyki, poszliśmy do pokoju położyliśmy się w ciszy i ciemności. Niestety wkrętka z tropem się nie skończyła. Poszliśmy do pokoju z telewizorem i zaczęliśmy oglądać filmik na youtube pod tytułem "LSD - Ring of Fire". Niestety ten filmik nie polepszył sprawy, bo w nim co chwilę powtarzała się jakaś sytuacja. W mojej głowie wyobrażałem sobie myśl jako różową piąstkę, z której wyrasta inna piąstka i tak w kółko. Na początku widziałem jedną piąstkę ale w ułamkach sekund wyrastające piąstki powielały się aż zacząłem z nich "budować". Wyobrażałem sobie dom zbudowany z milionów piąstek, potem miasto, potem wszechświat. Wcześniej lub później w mojej głowie pojawiła się spirala zaczynająca się od liczby 1. Po niej 2, 4, 8, 16 itd. dwukrotność poprzedniej liczby. Powiedziałem, żeby to nagrywali bo to jest niesamowite o czym mówię. Niestety zrobili to, a filmiki zostały na ich telefonach. Po całej fazie żałuję, że to powiedziałem. Piąstki i dwukrotność cały czas siedziały w mojej głowie. Nagle gdy nieskończoność wypełniała moją głowę zobaczyłem jakby symbol nieskończoności (gdybym miał go narysować zrobiłbym to tak jak w załączniku lecz nie odwzoruje tego dokładnie, do tego dochodziły kolory i widok 3D).

To były moje najintensywniejsze doznania, które zapadły mi w pamięci. Ogólnie przez czas tripa nie czułem się w pełni świadomy. Powiedziałbym nawet, że momentami jak maszyna. Uczucia wtedy może były mi znane ale nie były dla mnie na tyle ważne, żeby o nich myśleć. Po wiadrze, które ściągnąłem z ziomkiem zastanawialiśmy się czy nam zeszło lub czy czujemy dalej to samo co na lsd przed zażyciem marihuany. Doszliśmy do wniosku, że mogliśmy tego nie robić bo czegoś nam brakuje. No ale dopiero po zażyciu marihuany zaczął się "trop", a więc nie wiem czy marihuana wzmocniła czy złagodziła działanie kwasu. Raczej nie był to badtrip, nie było mi źle ani nie miałem tego dosyć. Zdecydowanie byłą to ciekawa przygoda.

Ocena: 

Odpowiedzi

Gandzia raczej podbiła kwasa.

To tylko sen samoświadomości.

Co do marihuany to na pewno modyfikuje tripa. Z tego co kiedyś wyczytałem na necie jej działanie zależy od tego czy palimy już na fazie czy przed. Jeśli na to go wzmacnia, ale jeśli przed to osłabia. Z tego co piszesz wynika, że zapaliliście zaraz po tym jak tylko zdążyliście coś poczuć. Tak więc możeliwe, że osłabiliście kwaśne doznania. Uważam, że tak mogło być ponieważ coś mało euforii widzę w Twoim raporcie, a pierwsze tripy są właśnie najbardziej euforyczne, no zachodzi jeszcze taka możliwość, że mieliście słabe papiery.

Wracając jeszcze do palenia gandy. Moim zdaniem pierwszy raz z daną substancją powinien być niczym nie zmącony, aby poznać o co w danej substancji biega, a dopiero potem bawić się w jakieś miksowanie. Tak więc, moim zdaniem zjebaliście, że nie odczekaliście kilku godzin z tym paleniem.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media