Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

kwintesencja wszystkiego co dobre, miłe i przyjemne

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
200ug
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Pozytywne nastawienie, dom z ogrodem
Wiek:
22 lat
Doświadczenie:
Kilka doświadczeń psychodelicznych m.in. 4ho-mipt, ald52

kwintesencja wszystkiego co dobre, miłe i przyjemne

Spotkaliśmy się chwilę przed 14-tą u kolegi w domu z ogrodem, nastawienie pozytywne i duża doza ekscytacji. To w końcu dziś ten dzień, kiedy przeżyjemy naszą wspólną podróż na LSD. Była ona planowana z 2 tyg. wyprzedzeniem. Dawka, na którą się zdecydowaliśmy to 200ug Baby na Rowerze. Jeśli chodzi o wiek i doświadczenie, to wszyscy powyżej 20 lat, jeden kolega zerowe doświadczenie, pozostała trójka wraz ze mną kilka razy brała psychodeliki. Waga kolegów bardzo zróżnicowana.

T: 14:00

Karton podany poddziąsłowo, do towarzystwa dołączył jeden trzeźwy kolega, któremu się nudziło i postanowił na chwilę wpaść, nazwijmy go operacyjnie Julian, gdyż pojawi się w dalszej części raportu. Dwóch podróżników grało w Star Wars na PlayStation, kolejny kolega obserwuje te poczynania, a ja piszę raport. Wszyscy odczuwamy ekscytację, chill, lekki stres. Zdecydowanie dobre nastawienie.

T+15min

Dalej siedzimy, oglądamy jak nasi towarzysze grają, lekko cieplejsze kolory i narastający efekt "kwasowości" w otoczeniu, wyraźniej odczuwam emocje.

T+30min

Czuć narastające szczęście i euforię. Zauważamy większą liczbę szczegółów i wymieniamy się odczuciami na ten temat. Puszczamy neutralną muzykę instrumentalną, lekko mnie emocjonuje.

 

T+45min

Czujesz kwas dookoła? Ja tak. Zaczynamy grać w Jengę. Narastająca euforia. Muzyka kojarzy się z lasem tropikalnym, emocjonalna. Zmieniamy muzykę na klasyczną. Jest bardzo euforyczna. Wszyscy się śmieją. Kurtyna. Dwa ostatnie zdania dopisał Julian, który nas, póki co opuszcza. Karton został połknięty wraz z nagromadzoną śliną.

T+1h

Wyszliśmy do ogrodu kolegi. Czuję, że świat jest stworzony dla nas, a nie my dla świata. Czuję jedność z nim i cieszę się, że jest właśnie taki, a nie inny.

T+1:15h

Czuję falowanie obrazu, wyostrzenie słuchu, niektóre przedmioty lekko zmieniają swoje kształty, odgłosy przyrody są bardziej słyszalne.

T+1:30h 

Mało subtelne działanie. W zasadzie pisząc ten tekst widzę, jak faluje mi przed oczami. Czujemy mocne działanie kwasu, jesteśmy już od początku przygnieceni (ale nie w negatywnym sensie) efektami. Falowanie, wyginanie obrazu, brak jeszcze geometrii. Pulsująca przychodząca i odchodząca faza. Odczuwamy działanie anestetyczne i mrowienie niektórych fragmentów ciała. Potliwość ciała. Set & setting jest na najwyższym poziomie. Mocna faza za każdym razem wyginająca w nieco inny sposób przez co niełatwo ją okiełznać, ale udaje mi się to całkiem dobrze. Ciężko już się pisze.

T+2h

Wszyscy obserwujemy w ogrodzie z należytą starannością różne zmiany, bardzo dużo śmiechu i śmiesznych follow-upów z naszej znajomości. Jedni leżą, inni chodzą, ja siedzę i słucham muzyki, mam wrażenie, że bardzo pomaga odnaleźć się w rzeczywistości. Tu jest moment, w którym fragmenty pamięci o tym, że wziąłeś kwas rozpływają się i powstaje minimalna doza strachu, szybko zabita myślą, że przecież to wszystko się i tak poskłada w całość.

T+3h

Wróciliśmy do domu, wszyscy rozkładają się w najwygodniejszych dla siebie pozycjach i często je zmieniają. Dalej słucham muzyki, staram się panować nad tym co się dzieje dookoła, żeby nikt nie zrobił sobie żadnej krzywdy ani nie zapętlił się gdzieś w myślach. Wszyscy okazujemy sobie dużo wsparcia.

T+3:30h

Łapię momenty, w których jestem w stanie coś pisać. Każdy zna swoje granice, nie dzieją się rzeczy nie do przewidzenia (lecz co to znaczy na kwasie?). Chodzi mi o to, że póki co nie zostałem zaskoczony jakimś elementem działania. Jest zdecydowanie mocna, bardzo euforyczna faza. Czuję, że niedługo nadchodzi peak.

T+4h

W zasadzie pisanie tego raportu miało być dla mnie mini wydarzeniem i teraz właśnie wiem, że to fantastyczne wydarzenie. Mogę przekazać innym to co czuję. W tym momencie fazy bardzo mocno widać, jak bardzo każdy chce robić w życiu co innego, wkradły się elementy narzucania innym co powinniśmy robić, a tak naprawdę to nasze życie. Pomogło mi to stłumić swój wewnętrzny egoizm. Tylu ilu nas jest, tyle mamy pomysłów, lecz wspólnie zdecydowaliśmy, że warto w tym momencie zapalić weed.

T+4:30h

Ciekawe wizuale, kolorowa geometria, ciężka psychodelia, CEV również fajne, przedmioty zmieniają kształty, struktury zmieniają się w inne, wszystko mieni się kolorami, kwintesencja wszystkiego co dobre, miłe i przyjemne. Wygina obraz na wszystkie strony, uczucie przechodzenia prądu przez głowę, odczuwanie przebywania siebie w innym miejscu w przestrzeni niż w rzeczywistości jestem. Dla osób, które nie wiedzą co to znaczy – jest to nie do opisania słowami, ale można poczuć rozciąganie mózgu i uczucie jakby kwas sam Cię przestawiał w inne miejsce. Rzucona zapalniczka do kolegi spowodowała zostawienie za sobą kolorowego śladu, tak samo jak machanie ręką jest widoczne jakby w slow motion. 

T+5h

Leżymy wszyscy i się śmiejemy ze wszystkiego, hehe. Jak nie wiesz co to impreza, to spytaj ludzi na kwasie to ci powiedzą. Mniej więcej w tym momencie przyszedł inny kolega, którego operacyjnie nazwiemy Ricky. Zapalił sobie z nami gibona. Chwilę po nim przyszedł kolejny kolega, którego nazwiemy Bubbles. Poszliśmy do ogrodu i usiedliśmy wszyscy w kółku i zaczęliśmy palić blanta. Warto tu zaznaczyć, że raport piszę na "żywo" w notatniku do 5h czasu trwania tripa, gdyż potem już nie miałem po prostu energii ani ochoty go kończyć, wszystko doskonale zapamiętałem, w zasadzie notatnik służy mi za podstawę do pisania raportu na klawiaturze.

T+6h

Mamy wrażenie, że działanie kwasu nieco ustąpiło i możemy trochę odpocząć. Wykorzystujemy ten czas na ekscytującą rozmowę z naszymi "innymi" kolegami. Zadzwoniłem po Juliana i przyjechał do nas posiedzieć, teraz jesteśmy już wszyscy w komplecie, czyli czterech psychonautów i trzech zbakanych ziomków. Taki stan rzeczy zachowa się mniej więcej do samego końca tripa. Stwierdziliśmy, że przejdziemy się do sklepu, więc połowa z psychonautów poszła, a połowa została w domu i było to bardzo stresujące przeżycie, gdyż idąc ulicą masz wrażenie, że widzisz wszystko czego nie widziałeś i dostrzegasz wszystko czego nie dostrzegałeś, a wszyscy inni są dla ciebie obcy. W sklepie furia kolorów, falowanie, problem z koncentracją z powodu natłoku wrażeń, mimo wszystko udało się zrobić zakupy.

T+7h 

Siedzimy sobie wszyscy w domu, jest już dużo spokojniej, kwas sprawia wrażenie, że powoli już puszcza, jednak to tylko wrażenie, gdyż działał w naszym przypadku bite 12h. Nadal oczywiście faluje obraz, nie ma już tak intensywnych doznań, jednak pojawiają się co jakiś czas kilkuminutowe pętle i zawirowania obrazu.

T+9h

Tu odczułem najmocniejsze działanie, rzekłbym lekko paranoidalne, stresowałem się trochę w tym momencie. Jestem pewien, że powodem było spalenie zbyt dużej ilości mocnego weedu na raz. Około godziny odczuwałem słabsze lub mocniejsze wizuale, również na oczy znów wjechała kolorowa geometria, musiałem się ogarnąć, bo już mnie to zaczęło męczyć. Napiłem się piwa, żeby trochę obniżyć ciśnienie.

T+10-12h

Subtelny spadek efektów. To był czas, w którym koledzy nie biorący kwasu zaczęli wracać do domów, a my oglądaliśmy podróże Wojciecha Cejrowskiego, oczywiście nastrojowe, plemienne.

Po 12h działanie kwasu ustąpiło. Został u mnie bardzo mocny ból głowy, który przez prawie godzinę zbijałem Ketonalem, i równocześnie duże problemy ze snem, więc stwierdziłem, że afterglow zbiję Alprazolamem. Po około godzinie od wzięcia obu leków zasnąłem i obudziłem się o 13-tej następnego dnia, bez bardzo wyraźnego uczucia, że brałem kwas poprzedniego dnia.

Podsumowując stwierdzam, że było to niesamowite przeżycie, wszyscy byli bardzo zadowoleni, wszystko dobrze się skończyło. Była to najciekawsza faza psychodeliczna w moim życiu, gdyż miałem dużo kontroli, przez co mogłem się cieszyć efektami, a jednocześnie niczego mi nie brakowało. Kwintesencja wszystkiego co dobre, miłe i przyjemne to właśnie Baba na Rowerze.

Ocena: 

Odpowiedzi

Fajny raport. Jedynie kilka powtórzeń rzuca się w oczy.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media