Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

już nigdy muzyka nie będzie tak piękna a gwiazdy tak blisko.

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
120 mikrogramów
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
W sumie na żywioł, noc, pokój i podwórko
Wiek:
30 lat
Doświadczenie:
od dziewięciu lat neuroleptyki, marihuana (nie pykła), LSD (nie zadziałało)

już nigdy muzyka nie będzie tak piękna a gwiazdy tak blisko.

Tytułem wstępu:

Nie mam pewności czy zażyta przeze mnie substancja to LSD-25, ponieważ przebieg tripu był nietypowy.

Był to drugi znaczek zakupiony od tego samego dostawcy z marketu na TORze. Za pierwszym razem miesiąc wcześniej nie zadziałało w ogóle.

Celem zażycia była terapia szokowa - pobudzenie niedziałających prawidłowo obszarów mózgu - oraz w miarę możliwości osiagnięcie tych wszystkich rzeczy, które zabrała mi choroba.

Przez rok zażywałem 200mg Amisulpirydu (neuroleptyk w dawce zwiększającej poziom dopaminy), na potrzebę zażycia 1/2 znaczka o deklarowanej ilości 150 mikrogramów pominąłem jedną dawkę leku, wziąłem papier, czekam, czekam i ch... nic się nie wydarzyło.

Po miesiącu odstawiłem całkowicie Amisulpiryd (ostatnia dawka w sobotę rano 100 mg), następnego dnia zacząłem przygotowywać się do tripa, który miał się odbyć po tygodniu (doradzano mi przynajmniej miesięczny odstęp czasu między odstawieniem leków a przyjęciem LSD, ale uznałem że tak długi okres czasu bez leków negatywnie odbije się na mojej psychice. W niedzielę wieczorem poszukałem informacji o dawce amisulpirydu, która przerwałaby działanie kwasu w razie bad tripa. Niestety nie znalazłem żadnych informacji (lek nielegalny w Stanach, a inne nacje takimi rzeczami się nie dzielą), za to przeczytałem że z bad tripem dobrze radzi sobie Xanax. Na wykopie zadałem pytanie, czy xanax może być mi przepisany przez lekarza, ale dostałem tylko odpowiedź, że jak potrzebuję benzo to tripowanie nie jest dla mnie. "Co ja nie mogę tripować?" - w tym arcypolskim zdaniu zawiera się całe s&s, a raczej jego brak.

Dodać chyba nalezy, że moje życie od dziewięciu lat to nieustająca faza, więc być może umysł nauczył się bronić przed "jazdami" albo część efektów mam na codzień.

Dawka:

Sprzedawca deklarował 150 mikrogramów, z czego wynikałoby, że zażyłem 120 mikrogramów.

Przebieg:

Przez całą fazę nie zauważyłem zmian w psychice, liczyłem na to, że środek poprawi mi pamięć, zmieni myślenie, umożliwi wgląd w siebie, nic z tych rzeczy. Większą "fazę" miałem na lekach bądź bez nich, w czasie tripa odczuwałem tylko lekką euforię.

W kilkanaście minut po zażyciu popatrzyłem w lustro i ujrzałem swoje oczy. Wielkie jak spodki żrenice nie zostawiające prawie miejsca na tęczówkę. Pomyślałem że tym razem zadziała.

Usiadłem na łóżku i czekałem na efekty, kóre się nie pojawiały. Po około pół godziny wyszedłem na fajka i zauważyłem, że światło lekko wibruje. Wróciłem do domu i znów usiadłem na łóżku. Przez następne pół godziny poza wibrowaniem światła nie było efektów. Gdzieś po tym czasie pojawił się bodyload - jakbym składał się z elektryczności przepuszczonej przez eter. Stwierdziłem, że od jakiegoś czasu dokuczają mi ślinianki (zostało mi to popołudnia nastepnego dnia), co w połączeniu ze skądinąd pozytywnym bodyloadem dawało nieprzyjemny efekt. Przez jakiś czas patrzyłem na zmieniający się cień na ścianie, następnie poszedłem się odlać. Wtedy zauważyłem, że przestrzeń mocno się zniekształciła. Zauważyłem, że w tym tripie nie ma miejsce na żadne elementy lęku, gdy zaczynałem się obawiać że będę się czegoś obawiać od razu uśmiechałem się szeroko i mówiłem do siebie weź przestań. Wyszedłem na dwór popatrzeć na gwiazdy - wtedy były jeszcze normalne, a zmiany w percepcji mnie opuściły, może poza bodyloadingiem. Wróciłem do domu, zacząłem opisywać swój stan na telefonie i co i raz moje ręce albo pokrywały starcze plamy (wtedy przyatrywałem im się intensywnie by znów wyglądały normalne; wiązałem z tym obawę, że za daleko odpłynę i pojawi się bad trip, ale z bliska ręce dłonie wyglądały w miarę normalnie poza srebrnymi żyłami i ich pulsowaniem), albo robiły się smukłe i wtedy wydawało mi się, że należą do dziecka. Pokój pulsował, sufit oddychał, przy zamykaniu powiek wydawało mi się, że moja głowa się kurczy. Słuchałem muzyki z zamkniętymi oczami, a na powiekach wyświetlały się niewyraźne obrazy o nieprzyjemnej treści, ale żadnego dyskomfortu z tego powodu nie czułem. Po około dwóch i pół godziny spojrzałem na ścianę i zobaczyłem olbrzymiego elektronicznego pająka, który tańczył w rytm muzyki. Zadziwiło mnie wtedy, że kable po kinkiecie mogą przybrać taką formę, więc postanowiłem przetrzeźwieć, podszedłem do ściany: pająk znikł i znów pojawiły się kable, po czym wróciłem na łóżko i znów oddałem się tripowi, przyglądając się jak pająk tańczy. Przez cały czas miałem wrażenie, że w czasie tripa jestem zamknięty w mikrorzeczywistości, a gdy wstawałem i trzeźwiałem wydało mi się absurdalne, ze tak się odciąłem. Postanowiłem wyjśc na zewnątrz i zapalić. Papieros miał elektroniczny posmak i pozostało tak do następnego dnia. Potem poszedłem pogadać z moją suką, ale bała się wyjść z budy. Przez cały czas na świeżym powietrzu zmiany w percepcji były minimalne poza bodyloadingiem i poczuciem nierealności. Spojrzałem w niebo i wtedy na sztucznym niebie zobaczyłem gwiazdy tak wyraźne i bliskie jak nigdy wcześniej. 

Po około trzech godzinach nastąpił szczyt zmian w percepcji - pęknięcia na tynku wiły się jak węże, zacieki z sufitu oderwały się od niego i zaczęły pływać po pomarańczowej mazi, kołdra wyglądała jak po nałożeniu efektu postreize z photoshopa, z wyłączonego wiatraka zaczęły ściekać kolorowe krople, basy w słuchawkach powodowały od czasu do czasu małe trzęsienie ziemi, a ja sam już nie byłem w stanie "przetrzeźwieć", to znaczy nadal nie było zmian w psychice poza interpretowaniem zmian w percepcji, ale nie mogłem uspokoić obrazu. 

Po czterech i pół - pięciu godzinach efekty minęły, zniknęły CEVy, z zamkniętymi oczami próbowałem zasnąć wsłuchując się w muzykę, oczywiście nie zasnąłem i po dwóch godzinach pojechałem do roboty. Cały dzień odczuwałem dziwne efekty przy paleniu, miałem rozszerzone źrenice, światło lekko wibrowało, to wszystko. O godzinie 15 (16 godzin od zażycia) wróciłem do domu i usnąłem. 

Czego ponoć zabrakło:

wyraźnych CEVów 

zmian w psychice (gonitwa myśli, wyostrzenie pamięci, dziwne efekty,retrospekcje itd).

Co było - nadmiar zmian w percepcji.

Czy to wina świeżo odstawionych leków (ponoć mój trip był typowy dla dawki o połowę mniejszej), lat treningu w zachowywaniu przytomności umysłu pomimo amnezji, derealizacji, zaburzeń tożsamości, dziwnych jazd i psychodelicznych odczuć, czy też może to była inna substancja?

Całość doświadczenia - smutnie to zabrzmi - oceniam jako najwspanialszą rzecz w życiu (chociaż po dwóch dniach już tego prawie nie pamiętam), chociaż odczucia były trochę nieprzyjemne - zarówno nudności jak i wrażenie bycia pijanego w trzy d... przy trzeźwym umyśle. Trip w nawet najmniejszym stopniu nie spełnił moich oczekiwań co do poprawy choc chwilowej jakości życia.

Dziś zacząłem przyjmować wenlafakzynę, więc na dłuższy czas nie będę miał możliwości go powtórzyć.

 

 

 

 

 

Ocena: 

Odpowiedzi

Pierwsza jazda jest nie do ogarnięcia przez kogokolwiek, nikt nie wie czygo się spodziewać. Jak już kwas wleci nie jesteśmy gotowi, ile byśmy o tym nie słyszali i tak nas zdziwiła.  DLatego nie ma co się łamać, teraz rozwarzniej będziesz patrzył na takie rzeczy. Bad Tripy to najlepsze co może cie spotkać jeśli wyciągasz z nich wnioski i zmieniaż to co ci wadziło na Bad Tripie. Pamiętaj, drugi raz będzie tak jak ty to sobie zaplanujesz, więc jeśli stwierzisz że chce dobrze się przygotuj, alb o powtórzysz Bad Tripa z dzisiaj, najwarzniejsze jest naswawienie i to w jakiś okolicznościach, gdzie to bierzewsz :) Więc trzymaj się "Psychonałto" Thombson był by dumne, spróbowałeś i teraz możesz mówić o nich co chcesz masz swoją opinie i argumenty. Kończe bo tapsa zchodzi ;) Mam nadzije że ci poprawiłem humor. 

 

PS: Biore tapsy, mdma żeby leczyć się z depresji :)

Moje urodziny ;) Biłem wtedy za zdrowie wszystkich którzy potrzebują. Możeby się czuż zdrowi :)

 

Ja nadal nie wiem jak jest po kwasie bo nie zadziałał na psychikę. Może jestem uodporniony a może jeszcze leki działały.

Niemniej trip miał wartość terapeutyczną bo stawiałem siebie w sytuacjach wywołujących lęk i wyśmiewałem ten lęk: "właśnie teraz może zdarzyć się coś przerażającego, ale to będzie tylko działanie lsd".

Teraz pięć dni po tripie jestem niezwykle spokojny i pozbawiony agresji - w sytuacjach w których wcześniej bym wybuchał albo miał kilka dni obsesyjne myśli zachowuję spokój.

I chwilowo pogodziłem się z chorobą:)

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media