Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

jak peganum harmala wzbogaciło grzyby

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
wywar z ok. 7g peganum harmala i 44duże suszone psylocibe semilanceata
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Szeroka plaża nad jeziorem w dość wietrzny, raczej pochmurny i niezbyt ciepły wrześniowy dzień (ok. 17-18st. ), las (przelotowo) oraz rozległy obszar łąkowy, otoczony z 3 stron lasem, bez widoku na ślady cywilizacji. Nastawienie: wyluzowane podejście do nadchodzącego tripa.
Wiek:
29 lat
Doświadczenie:
Grzyby (dziesiatki razy), alkohol(czesto), marihuana (rzadko), [4-HO-MET,LSD,MXE,salvia divinorum] (conajmniej raz), peganum harmala (pierwszy raz)

jak peganum harmala wzbogaciło grzyby

To, co opisze w trip raporcie, to nie są jakieś szczególnie odkrywcze spostrzeżenia, ale inaczej jest to wiedzieć normalnie a inaczej czuć. Jest różnica pomiędzy świadomością  smaku czekolady, zimnego piwa lub ostrej papryki a jedzeniem ich, jest różnica pomiędzy znajomością tego, jak grzeje wschodzące słońce po chłodnej nocy, a odczuwaniem tego. Jeszcze większa jest różnica pomiędzy znajomością tego, jak to jest być zakochanym, a odczuwaniem tego. Tak tez jest różnica pomiędzy wiedzą o tym, co opisuje, a odczuwaniem tego i różnica ta jest dużo wyraźniejsza, niż w podanych teraz przykładach.

Ponieważ nie pamiętam już chronologii pojawiania się poszczególnych przemyśleń i odczuć, to opisze je jako nieuporządkowany w czasie zbiór.

Ale najpierw określę granice czasowe całości i same logistyczne oraz czynnościowe fuckty. Więc pierwszą załadowaną substancją był wywar z ruty stepowej o 12:30, ponieważ nie miałem aktualnie wagi i nie pamiętałem ile dokładnie mam nasion, które zakupiłem 3 lata wcześniej, oceniłem na oko, że posiadana porcja to 10g i odmierzyłem z tego szacunkowe 7g. O ile dobrze pamiętam, były to 3kopiaste łyżeczki . Wywar był gotowany 30min z dodatkiem pół łyżeczki kwasku cytrynowego. Gdy ostygł po ok. 20min przelałem go do słoika.

Aby zapobiedz potencjalnym nudnościom przeżułem bezpośrednio przed kawałek surowego korzenia imbiru i wypiłem ok. 1/3 zawartości słoika, smak niedobry ale gorsze rzeczy piłem. Po T+20min, ponieważ nie odczuwałem żadnych efektów, wypiłem kolejna 1/3 (z całkowitej pojemności słoika nie z tego co zostało). Po kolejnych 20min nadal nic nie czując, może poza jaskrawszymi barwami otoczenia, dopiłem resztę. Ruszyliśmy na rowerach z kumplem na plażę odległą o ok. 5km.

Tam zapaliliśmy po 2 solidne buchy mj i załadowaliśmy grzyby. Ja w ilości 44 sztuki. Popiłem dla lepszego przyjęcia tradycyjnie mieszanką nalewki piołunu, dziurawca i glistnika w sumarycznej ilości 50ml. ( ok. 25ml piołunu, 15ml. dziurawca i 10ml. glistnika). Grzyby przeżułem same, popijając tą nalewką i wodą. Ładowały się dosyć powoli, pomimo pustego żołądka. Pierwsze delikatne efekty po ponad 20min. Tj.  T+1h 30min. Bardzo mocno zrobiło się po 1h od spożycia (T+ 2h 10min), wtedy też uznając, że wywar z ruty już opuścił mój żołądek, zacząłem popijać co jakiś czas sok porzeczkowy w sumarycznej ilości ok. 0,5l. Muzyka Shpongle, a potem Rusted Root (nazwa zwizualizowala mi się jako przekrój korzenia z widocznymi słojami, każdy w różnych odcieniach, od ciemnego pomarańczu przez rdzawy, do kasztanowo brązowego i ciemniejszego), idealnie komponowała się z ta grzybowa muzyka natury, tworzoną głównie przez szumiący po drzewach i szuwarach wiatr. Z chmur powstawały wyraziste kształty twarzy z bardzo wyraźnymi oczami oraz poruszająca się linia śrubowa łańcuszka z delfinów. Była też charakterystyczna dla grzybów struktura siatki tła. Lecz tym razem ruta kierowała wizjami w bardziej wyszukany, mniej schematyczny sposób.  W bliżej nieokreślonym czasie (ok. T+ 2h 40min ) na szczytowej fazie postanowiliśmy zmienić lokalizację na leśno-łąkową. Jazda na dyslokatorze dwukołowym w tym stanie nie była łatwa, ze względu na pewne problemy z koordynacją i wyczuciem tępa przemieszczania. Poza tym bardzo natrętne były dźwięki powstające podczas poruszania się kół po podłożu, dźwięki napędu oraz szum wiatru. Wszystko to tworzyło niesamowita muzykę ale z tą grzybowa złośliwością. Było kilka krótkich postojów zanim znów wylądowaliśmy na łące, gdzie wszystko się zaczęło. Tam  nieco mniej wiało, słuchaliśmy na przemian muzyki z głośniczka mp3 i muzyki natury. Przy zamkniętych oczach niesamowicie barwne, fenomenalne, płynące fraktalnymi rzekami obrazy. Nie czułem  przez cały czas absolutnie żadnych efektów gastrycznych, tylko trochę senności  i jakby obniżone ciśnienie leżąc na łące. Jedyne co mi wyraźnie przeszkadzało, to odczucie zdecydowanego chłodu, przez to chwilami leżałem z założonymi rękoma, siadałem, wstawałem co jakiś czas, żeby  się troszkę ruszyć. W trzeźwym stanie w tej temperaturze było mi zdecydowanie komfortowo i nawet nie myślałem o chłodzie.  Wiem że po grzybach zawsze jest mi chłodno, jeśli nie jest po prostu gorąco w stanie trzeźwym. Ale i tym razem zlekceważyłem to twierdząc jeszcze na trzeźwo, że przecież jest na tyle ciepło, że wystarczy mi sama koszulka i nie biorę nic więcej do założenia. Widocznie po prostu moje ciało produkuje znacznie mniej ciepła będąc po wpływem tryptamin (po 4-Ho-Met ten sam efekt). Kumpel nawet stwierdził, że mam sine usta. Jeszcze bardziej nieprzyjemnie zrobiło się, gdy nagle zaczął padać niezapowiedziany theszczyk. Wtedy schowaliśmy się pod drzewem, które rosło obok i na które kumpel wlazł, poczym miał trudności z zejściem, ale obyło się bez obrażeń. Ok. godz. 17:50 tj. T+5h 20min ruszyliśmy w kierunku osiedla. Tego dnia miałem zupełnie wolna chatę do conajmniej 19ej, więc nie stresowałem się w ogóle pomimo, że faza jeszcze wyraźnie trzymała mocno. Wchodząc  do domu ok. 18:45 byłem już w komunikatywnym stanie. Ale efekty samej ruty były odczuwalne jeszcze do ok. 23:00 tj. T+10h 30min. Charakterystyczne horyzontalnie, warstwowo ułożone, niemal liniowe błyskawice szczególnie widoczne na zewnętrzu pola widzenia.

Poniżej opis samych przemyśleń i odczuć pisany wieczorem/w nocy po tripie i dokańczany i poprawiany lekko w dniach następnych. Jednak starałem się w tej części nie zmieniać zbyt wiele, żeby było to też jako dowód jak wyglądały moje myśli na końcówce zejścia i świeżo po. Teraz pewnych rzeczy bym tam już nie napisał albo tylko wspomniał delikatnie.

Najprostsze rzeczy są najpiękniejsze, z tych elementów powstają niewyobrażalnie bogate struktury. Nieskończenie, nieprzeliczalnie skomplikowane samoreplikujące się motywy. Te fundamentalne prawa – aksjomaty są najistotniejsze. Trzeba wyciągać  wnioski z popełnionych błędów by ich nie powtarzać. Na tripie dało się odczuć każdy taki drobny błąd w algorytmie myślenia, defekt w strukturze myśli. Trzeba nie dać się zmanipulować w boczne ścieżki,  podążać głównym własnym nurtem, nigdy się niepoddawać. Diabeł tkwi w szczegółach – święta prawda ;) Co już zauważyłem wcześniej najciekawsze rzeczy dzieją się na granicach.  Rzeczywistość w piękny sposób radzi sobie z nieskończonościami. Ludzki umysł może wpaść tam w potężną pułapkę, paranoiczna, działającą (kurwa te ą,ę itp. mnie wykańczają ) niczym perpetum mobile. Wtedy trzeba pamiętać o tym wszystkim, o czym wspomniałem we wcześniejszych zdaniach.  Trzeba też tu dodać że najtrudniejszy wybór to taki pomiędzy dwoma możliwościami, jak na rozstaju dróg.

Muzyka Rusted Root idealnie wpasowała się klimatem w moje myśli. Idealnie zrozumiałe, piękne, proste przekazy, natura zła, natura oszustwa, kurestwa proste i zwodnicze działające czasem jak wirus, czasem jak  substancja która uzależnia fizycznie. Przychodziły mi tu na myśl konkretne ludzkie zachowania i nawet konkretne znane mi z życia osoby ale o tych nie wspomnę. Oddając mocz  pomyślałem, że istotnie chuj to najlepsza nazwa, zarówno dla tego organu jak dla niektórych ludzi. Także kolejny raz przeszła mnie myśl że śmiech jest często reakcją obronną mózgu rozładowującą powstające zapętlenie lub pewien defekt w algorytmie myślenia. Jednak nie chciał bym nigdy zrezygnować lub utracić reakcji śmiania się, widocznie jest to po prostu potrzebne, a na pewno przyjemne. Kawałek  „won’t be long „ RR genialny który odbierałem  jako przekaz, jak kobiety dają się uwieść często w sposób przypominający zachowania godowe koguta względem kury (dźwięki idealnie dobrane, dające barwy obraz myśli), oraz skojarzenie z bzykaniem (słowo nieprzypadkowe) jako ukoronowaniem starań i nagrodą.  Wiele myśli na temat tego co już wcześniej widziałem i czułem i to, czego oczekiwałem.  Sny z kilku dni z przed tripa nabrały teraz zrozumiałego klarownie znaczenia, tak jak i film o Pablo Picasso który niedawno obejrzałem „przypadkiem”. Także bezpośrednie odnośniki do filmu „oslo 31 sierpnia „  wbudowane we mnie słowa z utworów zespołu My Riot,  wzmacniają się jeszcze bardziej. Siła wiary i moc połączenia, ta prawda… prowadzi mnie wszędzie, prawda ona zawsze tu będzie.

Sprawdziło się także moje przewidywanie, ze koleżanka do której poszedłem na imprezę urodzinową (typowa domówka) pomimo, że była na niej z chłopakiem próbowała mnie w charakterystyczny sposób kokietować. Ale nie dam się w ten sposób sprowadzić z mojej ścieżki. Podczas tripa  wyraźnie czułem cudowne połączenie wydarzeń w czasoprzestrzeni , zagęszczeń i relacji przyczynowo skutkowych  oraz pozornych przypadków z Julką którą poznałem na tegorocznym Woodstocku i z której powodu dokonałem dosyć wymagającego „wyczynu” którego tu nie określę, aby się bezpośrednio nie demaskować. Cały trip wzbogacony przez peganum harmala idealnie. Teraz czuje już rosnącą potrzebę snu, szkoda jak zawsze ze nie da się dokładnie zapamiętać myśli ubranych w słowa z tej chwili, kiedy myśl powstawała, układała się. Teraz trochę mi brakuje tych perfekcyjnych do granic zwrotów i zdań żeby to wszystko opisać. Jeszcze takie spostrzeżenie na częstą bezkierunkowość w odniesieniu do słowa wiatr w literaturze.

 Odczuwam, że do tej pory płaciłem najwyższą cenę za swoja wyjątkowość, być może  jestem  jak „trująca roślina”, jak grzyb w swej naturze. Ta cena to potwornie trudna droga w znalezieniu swojej drugiej połowy swojej partnerki dla której chciał bym żyć i zrobił bym wszystko, ale teraz czuje że już jestem blisko. Bo nie daje się oszukać tym dającym samą fizyczna przyjemność. Wierzę w przeznaczenie i widzę znaki i połączenia których zwykli ludzie nie zauważają.  Cenie te proste prawdy które budują tak wspaniale olśniewające struktury. Bardzo się cieszę, ze cały czas sam buduje cos trwałego niepodważalnego, nie do obalenia, coraz bardziej bliskiego marzeniom. Co do doboru ilości substancji, to najważniejsze jest wyczucie, a nie aptekarskie dokładne miary. Bo każdy jest na swój sposób odróżnialną indywidualnością, a jednostki są tylko ustalonymi pewnymi wartościami,  zawsze muszą być w stosunku do innej wielkości, żeby dać miarodajne odwzorowanie, gdzie jest pewien spory często margines błędu. Poza pewnymi stałymi fizycznymi które opisują ściśle nasza przestrzeń. Tbc. Po śnie.

P.S trzeba Radzic sobie z tymi virusoidalnymi wstrętnymi myślami, które jak rak, jak błędy w kodzie genetycznym chcą prowadzić nas na swoje wypaczone boczne nurty nieprowadzące do niczego wartościowego, jedynie do destrukcyjnych demonicznych  tworów. Przekleństwem ludzkiego umysłu  jest podatność na tego typu kody i deformacje. Większość daje się oszukać. Tak tez ewolucja z jednej strony eliminuje to, co niezgodne z piękna natura wszechrzeczy. Ale tez paradoksalnie powiela ta złą karmę, utrzymuje w istnieniu  bo zawsze znajda się ofiary które ulegną tym mechanizmom.

Największy szacunek dla tych którzy mają świadomość tych wszystkich wartości i dążą do tego by to je powielać :)

Ocena: 

Odpowiedzi

Pomimo tego, ze dajesz przecinki w losowych miejscach, podobnie jak kropki i odstepy, to cholernie wielki plus za ten TR, a wlasciwie za jego druga czesc, za te przemyslenia tuz po. Zastanawiasz sie nad tym samym co ja w takich stanach i nie tylko, glownie po tryptaminach, fenkach i mj. Swietnie ujales te robaki w oprogramowaniu i to jak wplywaja na zachowanie, mysle o tym tak samo i tak samo wyraznie mozna odczuc po grzybach, jak umysl zjezdza z prawidlowego toru i trzeba sie mentalnie wysrodkowac - rozmyslania natury seksualno-behawioralno-godowe, postrzegam to podobnie - psychodeliki wypieraja z tej zwierzecosci, a co wazniejsze demaskuja jej schematy. Pozdrawiam!

Gościu dla mnie jesteś niesamowity. Ten trip, sam pomysł aby zażyć halucyny, to niezły wyczyn. A twoje rozymyślenia są genialne, niczym najmądrzejszy filozof na fazie. Czytałem to z wielkim zaciekawieniem. Szat Sung!

F

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media