Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

jak feniks z popiołów

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
1350mg dekstrometorfanu (3 opakowania Acodinu)
1500mg benzydaminy (3 saszetki Tantum Rosa)
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Nastawienie pozytywne, brak żadnego napięcia ani też podniecenia, nie robię tego po raz pierwszy i raczej wiem, czego się spodziewać. Generalnie wszystko zaplanowane z nudów i chęci przeżycia czegoś niezwykłego. Noc, pusto w domu, żadnych obowiązków ani problemów.
Doświadczenie:
dekstrometorfan (bardzo dużo), benzydamina (bardzo dużo), opiaty i opiody (kodeina, morfina, heroina, tramadol), benzodiazepiny (klonazepam, alprazolam), amfetamina, kokaina, beta-ketony (mefedron, metkatynon), MDMA, DMT, alkohol, tytoń, fenetylaminy (2C-B), LSD, generalnie chyba wszystko co przekracza barierę krew-mózg

jak feniks z popiołów

Postanowiłem opisać niedawne przeżycie żeby podzielić się z użytkownikami neurogroove i hyperreala kolejnym polskim opisem plateau sigma. Wielu ma o tym stanie fałszywe wyobrażenie i wielu kojarzy je z nieprzyjemnymi odczuciami, co według mnie nie jest do końca prawdą. Sigma plateau nie zawsze oznacza Nagniota na Jasnej Górze. Tak czy owak, dekstrometorfan jest bardzo silną substancją...

Była 20 wieczorem, gdy zrobiłem ekstrakcję z 3 saszetek Tantum Rosa. Wyszło w miarę dobrze, w końcu robiłem to wiele razy. Wypiłem ów nikczemny płyn, uprzednio spożywając 30 tabletek Acodinu (450mg DXM) i usiadłem przed kompem w oczekiwaniu na efekty.

T+30min - pierwsze efekty wejścia benzydaminy, narastające odrealnienie, postępujące zaburzenia równowagi, psychomotoryki, składnego myślenia i kłopoty z mową przy jednoczesnej stymulacji (bardzo charakterystycznej zresztą, benzydamina jednocześnie usypia i nie pozwala zasnąć).

T+1h - benzydamina zaczęła już działać, mam pierwsze powidoki i przesłyszenia, dźwięki są bardzo metaliczne, zaburzenie poczucia czasu.

T+1h30min - wejście dekstrometorfanu. Każdy, kto na pełnej fazie benzydaminowej zażywał większe dawki DXM wie, jakie to uczucie. Nazwałbym to po prostu "pierdolnięciem". Nagle świat zawirował, poczułem ogromne zaburzenia równowagi, czułem, jak zarówno moje ciało jak i dusza kołyszą się wokoło. Poczułem mrowienie na całym ciele, głównie głowy. Dźwięki stały się o wiele intensywniejsze i jeszcze bardziej metaliczne. Coraz trudniej mi się myśli, gubię wątki w rozmowach na czacie, najogólniej mówiąc "nie ogarniam".

Położyłem się i założyłem słuchawki w których rozbrzmiewał przygotowany album z psychodeliczną, "dexową" muzyką.      

T+2h30min (około) - zacząłem się bardzo dziwnie czuć, wręcz nieprzyjemnie. Nie mogłem się ruszyć. Zrobiłem się pusty, wypełniła mnie nicość, nic kompletnie nie czułem i nie miałem żadnych myśli. Bardzo ciężko to opisać. Z trudem otworzyłem oczy, miałem wrażenie, jakbym utracił kontrolę nad własną osobą. Nie mogłem nawet ruszyć dłonią ani usiąść. To się chyba nazywa stuporem, przeżyłem już coś podobnego, tym razem jednak miałem zachowaną orientację auto i allopsychiczną i jakieś tam zalążki świadomości.

Po chwili zaczęło we mnie narastać przerażenie. Czułem, że umieram. Zacząłem odczuwać coś podobnego do stanu tuż przed zemdleniem, jakbym odpływał. Poczułem, jak coraz szybciej i mocniej bije mi serce i narastał strach, powoli przerażając się w prawdziwą panikę. Nagle usłyszałem, jak w mojej wyobraźni rozbrzmiewa "Lux Aeterna" Clinta Mansella z filmu Requiem dla snu, co jeszcze bardziej spotęgowało wszystkie odczucia. Próbowałem sobie przypomnieć twarze rodziny i znajomych, znane miejsca, wszystko jednak wydawało się takie obce i nierzeczywiste. Nic nie istniało naprawdę, może ja również nie?

T+3h (około) - wreszcie mogłem coś zrobić, w mojej głowie zajaśniały jakieś zalążki planu na najbliższy czas. Z trudem usiadłem, podniosłem się, zebrałem w sobie. Wszystko wirowało do okoła, miałem straszne problemy z poruszaniem się i zebraniem myśli. Wyłączyłem komputer i sięgnąłem do szuflady po kolejne opakowanie Acodinu (sam nie wiem, dlaczego to zrobiłem, coś mówiło mi, że najlepiej będzie, jak się "wyłączę" wchodząc ponad 4 plateau i budząc się rano. Początkowo zamierzałem zjeść tylko jedno, zauważyłem jednak, że mam jeszcze dwa opakowania. Niewiele myśląć zjadłem 60 tabletek (poszło na 2 razy), zapijając wodą. Poczułem, że muszę do wc, nie bardzo jednak byłem pewien, czy dojdę. Po chwili namysłu wstałem i wspierając się dłońmi o meble i ściany doczłapałem jakoś do ubikacji. Miałem problem z oddaniem moczu, w końcu jednak jakoś się udało. I wtedy spojrzałem w lustro.

Nie poznałem samego siebie. Nie wiem jak to opisać, wyglądałem raczej normalnie, byłem blady i miałem przeszklone oczy i rozszerzone źrenice, poza tym jednak nic nadzwyczajnego. Czułem jednak, że nie wiem, kim jest osoba w lustrze. To nie byłem ja, nigdy przedtem tej osoby nie widziałem. Przeraziłem się. Po chwili wpatrywania się we własne odbicie zdałem sobie sprawę, że nie wiem, kim jestem. Pamiętałem, jakie nazwisko widniało w dowodzie, ile było tam lat i jaki adres, utraciłem jednak część samoświadomości. Przerażony powróciłem do pokoju i zaszyłem się pod kołdrą.

T+5h (około) - nie wiem, ile tak leżałem, straciłem poczucie czasu. Przy zamkniętych oczach miewałem różne wizje, często bardzo surrealistyczne i bezsensowne, czasem jednak widziałem sytuacje, o których marzyłem albo których się bałem. Wydawało mi się, że widzę różne wersje swojej przyszłości. Po około dwóch godzinach takiego przebywania poza czasem i przestrzenią poczułem kolejne "pierdolnięcie", tym razem była to jednak prawdziwa bomba atomowa w porównaniu z poprzednim.

Bardzo dosadnie opisuje to zwrot z raportu nagniota: "Świat stanął w miejscu". Wszystko zawirowało i zatrzymało się. Mój pokój zajaśniał jakimś niebiańskim blaskiem, poczułem, jak ulatuję do nieba. Usłyszałem różne głosy, głównie moich bliskich, przywołujące mnie do powrotu. Gdzieś ponad mną zajaśniało nikłe światło. CHciałem się do niego dostać, chciałem krzyknąć, nic jednak nie mogłem zrobić. Miałem wrażenie opuszczenia własnego ciała, obserwowałem wszystko z boku, jakby moje oczy były ekranem monitora. Odlatywałem. Umierałem.

T+Około 7-8h - Boom. Obudziłem się, choć najprawdopobniej wcale nie zasnąłem. Wszystko dookoła mnie nabierało nowych kolorów, jakby Bóg kolorował mój świat od nowa. Powoli składałem w głowie myśli i powracałem do rzeczywistości, jednocześnie czująć niesamowite uniesienie, podniecenie. Czułem, jakbym całe życie był najebany i dopiero teraz wytrzeźwiał, całe życie przespałem w jakimś pierdolonym koszmarze i dopiero teraz się obudziłem, przejrzałem na oczy. Boski plan co do mojej osoby zajaśniał przede mną, doznałem objawienia.

T+9h30min - spojrzałem na telefon. Było przed szóstą rano. Czułem niesamowitą jasność i klarowność myśli, pewność siebie. Postanowiłem wziąć swoje życie we własne ręce i wycisnąć je jak tylko się da. Zastanowiłem się nad całym dotychczasowym życiem i dopadła mnie ogromna fala samokrytyki. Sumienie mówiło mi "weź się kurwa w garść, jesteś młody, a już przegrałeś życie. Możesz jednak się podnieść, przestań ćpać, wróć do świata, który na ciebie czeka!" Powstałem, wyjąłem z szuflady pozostałe lekarstwa - niedokończone opakowanie Acodinu, które się zawieruszyło, zapasową saszetkę Tantum Rosa, klonazepam i około pół grama marihuany - i spuściłem w kiblu. Poszedłem do łazienki, wykąpałem się, ogoliłem, odświeżyłem, zrobiłem śniadanie i włączyłem komputer. Czułem niesamowitą lekkość, nie miałem żądnych problemów z poruszaniem się i zebraniem myśli. Świat stanął przede mną otworem, postanowiłem go zdobić.

Poczułem ochotę, żeby się pomodlić. Czułem niesamowitą bliskość i jedność z bogiem. Poinformowałem o tym przyjaciela na GG (nie było go, była 7 rano, ale co tam). Włączyłem jakąś muzykę i zajadałem się kanapkami, które smakowały jak nigdy.

T+11h - poszedłem do sklepu i do fryzjera, z którym przeprowadziłem bardzo miłą konwersację. Uśmiechałem się do ludzi i witałem się z nimi. Postanowiłem zajść do kościoła i pomodlić się, podziękować Panu za łaskę, jaką mnie obdarzył. Zauważyłem, że mam w kieszeni papierosy. Wyjebałem je do kosza na śmieci.

T+13h - cała sigma powoli słabnie, czuję narastają senność, jednak mam dobry nastrój i nadal motywację do działania nad swoim życiem.

Teraz, pisząc te słowa, mija już kilkadziesiąt godzin od zażycia benzydaminy i DXM. Wyspałem się, zjadłem kilka posiłków, załatwiłem kilka rzeczy na miejsce. Oczywiście nie czuję już owego natchnienia, wszystko wróciło do normy, nadal jednak uważam, że stan, do którego doprowadziły mnie benzydamina i DXM, był jednym z najbardziej fascynujących i niezwykłych przeżyć. Na pewno nie zrezygnuję całkowicie z rozrywkowego trybu życia, przemyślałem sobie jednak wszystko i doszedłem do wniosku, że tak nie może, kurwa, być...

Przepraszam za obszerność raportu i pozdrawiam!

 

 

 

Ocena: 

Odpowiedzi

No nie powiem, dobry TR, ale nie rozumiem aż takiego za przeproszeniem dojebania w siebie ^^ 4 plateau DXM? 1,5g benzo? No troooszeczkę dużo, bo zgaduje że nie ważysz więcej niż 80kg :D

Ciekawy raport, choć ta Twoja sigma, to wygląda jak najzwyklejszy afterglow po LSD...

Haha, tak zawsze jest z tymi postanowieniami `Wez sie kurwa w garsc [...]` itd. - na dluzsza mete porazka.

Hunter Thompson: ( Ten prawdziwy z Las Vegas Parano )

 Całą energię emituje Wielki Magnes jakze glupi bylem starajac sie z tym walczyc.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media