Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

droga krzyżowa i zbawienie

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Dawkowanie:
200ug
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Bardzo pozytywny, spokojny bez żadnych strachów i na luzie I NOGA W GIPSIE
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
2 razy lean, dużo marihuany, alkohol

raporty potato343

droga krzyżowa i zbawienie

Zaprosiłem mojego kumpla Bartka z rana do mnie żeby skonsumować kartony. wstaje 8.30 w chuj poddenerwowany, rutyna co rano i wgl, przychodzi o 9.20. Walim kartony na zdrowie i siadamy na kanapie. Żadnych efektów przez 30 min, przychodzi Krzysiu i pyta się czy cos czujemy, ale nic wyjątkowego może trochę znużenie. Przychodzi kolejny i ostatni trip sitter Dawid. Siedzimy chwile u mnie jeszcze chwile słuchamy muzyki i powoli zbieramy się do wyjścia. Biorę kule i powoli przeskakuje do wyjścia. Umawiam się z mamą ze wrócimy na obiad i w końcu na dworze. Wszystko było bardzo jasne ale nijakie odczuwałem przyjemne ciepło bo był to początek sezonu letniego. Idziemy robiąc co chwile postoje ze względu na moją chorą nogę opowiadając sobie co czuje. Siadamy na pierwszej ławce i mowie kolegom ze to chyba nie był kwas i nas ojebali, Bartek mówi ze tez nic nie czuje, to myślę chuj jak już jestem na polu to idziemy na miejscówkę. Idziemy nie dłużej niż 2 min zatrzymujemy się kolo bloku Krzysia i nagle zaczynam odczuwać dziwne uczucia w środku mojego ciała, jakby w środku była czarna dziura wewnętrzna, nie było to ani przyjemne ani uciążliwe po prostu pomyślałem, ze skoro tak jest to niech tak będzie. Dalej miałem kartonik w ustach ale smak kartonu już tak rozpuścił się w moich ustach ze aż miałem ochotę rzygać ale postanowiłem po tych 45 min wypluć w końcu karton. Oba przykleiliśmy do klamki drzwi i nazwaliśmy ,,Kwaśnymi drzwiami" :D. Szliśmy chwile i zatrzymaliśmy się po drodze jeszcze 2 razy ale nie było żadnych wizuali. Przechodząc przez plac budowy poczułem okropne zmęczenie przez chodzenie o kulach. Czułem się wtedy okropnie, pot lał się ze mnie strumieniami a ja myślałem tylko o tym żeby usiąść i odpocząć. Więc jak nigdy dotąd zebrałem w sobie siły i ruszyłem do przodu. Bartek i Krzysiu poszli przodem i każdy z zakwaszonych miał swojego prywatnego, trzeźwego trip sittera ;). Dawid pomógł mi przebrnąć ta trudną dla mnie drogę. Czułem jak odpada mi noga, pali się mięsień. I czułem lekki strach, ale nie zwracałem na to większej uwagi, byłem bardzo otwarty na to doświadczenie i starałem się myśleć pozytywnie. W końcu byliśmy już na ostatniej prostej. Poprosiłem kolegów na ostatni przystanek- zgodzili się usiadłem na krawężniku przed domem na osiedlu. Zauważyłem pierwsze wizuale. Widzialem dziwne fioletowe plamy na chodniku, skóra była ciemno pomaranczowa i zaczela sie gonitwa mysli w głowie. W koncu odpocząłem i ruszyłem na ławke na naszej miejscowce, zobaczylem ze nikogo tam nie ma i sie strasznie ucieszylem ze cale miejsce jest tylko dla nas. Usiadlem i zaczalem sapać jakbym przebiegl maraton, gadałem z bartkiem zartowailismy, po chwili wpadłem w świetny humor, było to po prostu nie do wyobrażenia, czułem się znakomicie. Wszystko było piękne, świat mienił się żywymi kolorami. Wszyscy byli weseli, żartowali grała fajna muzyka. Czułem ze kwas zaczyna coraz mocniej wchodzic i razem z bartkiem poczulismy straszne pragnienie. Poslalismy krzysia do jakiegos klepu po butelke czegokolwiek byle by kupil. wiec siedzimy bez niego. Nie pamietam o czym dokladnie rozmawialismy, kiedy krzysiu wrócił z colą byłem ucieszony- odrazu zlapalem za butelke, przechyliłem i poczułem zero smaku, jakbym pił zimną, słodką, gazowaną wode. Zdziwiło mnie to ale nie zwazalem na to. Lekki zastrzyk energi od kofeiny, polepszyl nastroj. Bartek powiedzial ze idzie sie przejsc, zapytalem sie czy sie dobrze czuje, on odpowiedzial ze tak, chce zobaczyc jaki park jest piekny :D, zaczalem sie z niego smiac i postanowilem posiedziec chwile z krzysiem i dołaczyc do nich za chwile jak zbiore siły. Siedzimy na ławce z krzysiem gadamy o jakichś rzeczach, co czuje co widze, krzysiu nie może przestać się ze mnie śmiać kiedy próbuje mu wytlumaczyc co sie dzieje. Nagle widze że ktoś idzie, z daleka rozpoznałem w tej sylwetce mojego dobrego kumpla z starej klasy, więc kiedy podszedł krzyknalem cos w stylu: ,, O", ale typ sie na mnie popatrzyl z krzywym usmiechem i cos tam skomentowal ale nie uslyszalem zbytnio, przestraszylem sie w tamtej chwili i przeprosilem bo pomylilem go z kims. Postanowilismy sie jak najszybciej przeniesc bo zle sie wtedy tam czułem, ogromny strach i niepokój rozpierał mnie od srodka, jakby w kazdej chwili ten gosciu byłby gotowy podbiec i mi jebnąć. Troche sie uspokoilem kiedy poszlismy do Bartka i Dawida na huśtawke. Czułem że kwas przejmuje nademną kontrolę nie byłem wstanie myslec o jednej rzeczy. Chcialem porozmawiac z nimi ale kiedy cos mowilem to odrazu gubiłem wątek. Słuchaliśmy muzyki z głosnika Dawida. Błogosławiłem go wtedy że go przyniósł. Każdy utwór był niesamowicie złozony, sluchanie było czystą przyjemnością. a to był dopiero początek dnia. Po jakiejs chwili przenieslismy kawalek dalej na taką scenę na ktorej zawsze byly wystepy, lokalnych zespolów. Rozsiedlismy sie na lawkach i pozwolilismy sie pochlonac bombie z bartkiem. Czułem połaczenie z naturą, dobroć wokoł naszej grupy, miałem ochoty objąć ich wszystkich i przytulić. potem przyszedl jeszcze jeden z moich kolegow. Usiadl z nami i otworzyl piwo. Pomyslalem ze pora juz isc na burgerki do domu z resztą wiary. Zaproponowalem naszemu nowemu gosciowi zeby poszedl z nami, ale odmówił, zrobiłem to troche z grzecznosci bo nie mialem ochoty by przychodził do mnie. W koncu wstalem, wyszlismy z parku i zaczelismy powolna podróz która przerodziłą sie w droge krzyzową. Z początku szło jak szło, proponowali mi bym uprzedził moją mamę przy przygotowała już obiad to akurat przyjdziemy. Zmieszałem się trochę bo czułem się na totalnym haju i nie wiem czy byłem w stanie rozmawiać przez telefon. Jednak mnie namówili bo inaczej oni by zadzwonili. Więc dzwonie do mamy, ale odbiera męski głos, strasznie mnie to zmyliło, nie wiedziałem co zrobić poczułem lęk bo moi rodzice ani troche nie pochwalają takich rzeczy lekko mowiąc. Uslyszlałem w słuchawce słowa: ,,No co chcesz?" i chciałem powiedziec zeby dał mi mame, ale powiedzial ze jej nie ma i potem zadzwoni. Więc idziemy kawałek i nagle slysze dzwonek. Odbieram i mama mówi: ,, Co chciałeś?" na co moja nacpana psychika odpowiedziała tym czego chciała:,,obiad". Koledzy sie ze mnie smieja, a mama chyba tez zmieszana wiec pyta ile burgerow robic wiec mowie 4, ona mowi ok i sie rozlaczam. Powoli się wleczemy w stronę mojego domu. Spotkałem mojego kolege z boiska o 3 lata młodszego, nie chciałem zeby zle o mnie pomyslal wiec, starałem sie zachowywac normalnie. Droga była męczarnią, dosłownie czułem jak odpadała mi noga, jakby ktoś polał nogę benzyną, podpalił i kazał iść co sił. Nie powiem, troche mi to ryło psychike, ale dałem rade. Na ostatniej prostej juz czułem ze nie moge, ze zara padne ale jednak wykrzesalem z siebie resztki sił. Weszlismy do domu, wszystko było dziwnie duze i wyolbrzymione, jakby dystans nie istniał. Wyglądało to troche jak sztuczny efekt 3D na rysunku 2D. Wskoczyłem do swojego pokoju i padłem na kanape. Lezalem tak chyba z godzinę. W między czasie zjedlismy burgerki które moi trzezwi koledzy zachwalali, zaś mnie i Bartkowi smakowały jak podeszwa. Jedzenie też nie miało smaku. Krzysiu grał w lola, my oglądaliśmy film tarantino który wydawał mi się niezwykle dobrze nakręcony, zauwazylem ze widze wszystko w odbiciu lustrzanym. Bylo to ciekawe przeżycie choć nie trwało długo. Dawid musiał juz isc do domu, podziekowalem mu za dzień i pożegnałem. Krzysiu i kwiatek wyszli jakieś 30 min pozniej. Dokonczyłem film, zasiadłem do kompa i przez jakieś 6-7 godzin słuchałem muzyki i zagrałem jedną gre w lola, bawiłem się wtedy świetnie, byłem mistrzem taktyki i poprowadzilem swoja druzyne do zwyciestwa, poczułem dumę XD. O 23 poszedłem do łózka i nie mogłem zasnąć do 7 rano(!). ogołnie trip trwal okolo 21-22 godzin a na następny dzień czułem się wyprany z emocji, niezdolny do jakielkowiek motywacji. Nic nie dawało mi frajdy. Zabijałem po prostu czas grając w gry i oglądając filmy. Mam nadzieje że nie was nie zanudziłem, niedługo planuje kolejnego tripa już na zdrowej nodze :D. Jestem otwarty na krytykę, jeśli jakiś aspekt mojej spowiedzi mocno kuł w oczy. Pozdrawiam zakwaszonych :)

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2018
design: Metta Media