Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

czyszczenie trzeciego oka i efekt przepalenia. multi doświadczenie - raport mój oraz towarzysza.

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
0,3g grzybów
ok. 3g marihuany na grupkę pięciu osób.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Set: pozytywne nastawienie, ekscytacja i ciekawość nadchodzących doświadczeń.
Setting: pokój akademika, znani od lat dobrzy towarzysze i przyjaciele.
Wiek:
25 lat
Doświadczenie:
MJ - wiele razy (ok. 3-6 razy na rok, od 7 lat).
LSD - raz oraz kilka razy mikrodawkowanie.
DMT - raz.
SD - susz - trzy razy
SD - 10x - raz.
Grzyby - ten TR oraz kilka razy mikrodawkowanie.

czyszczenie trzeciego oka i efekt przepalenia. multi doświadczenie - raport mój oraz towarzysza.

Słowem wstępu, poniższy wpis, jest dwoma Trip Raportami. Pierwszy napisałem ja, autor tego bloga, drugi TR został spisany przez jednego z moich towarzyszy – Marka (imię zmyślone na potrzeby raportu). Razem zredagowaliśmy poniższy tekst, ponieważ dotyczy on jednego, wspólnego spotkania wraz z naszymi przyjaciółmi. Od razu wytłumaczę, skąd taka dokładność w opisywaniu doświadczeń w tekście mojego przyjaciela. Marek nagrywał całe nasze spotkanie na dyktafon, swój tekst pisał przesłuchując nagranie. Ja swój TR napisałem z pamięci, jak się później okazało sporo już zapomniałem mimo tego, że pisałem go w ciągu tygodnia od spotkania. W trakcie redagowania postaraliśmy się, by moje doświadczenia nie pojawiały się ponownie w tekście Marka. Są tam oczywiście wymienione, ale nie w identyczny sposób – chcieliśmy uniknąć dubli, żeby całość nie była nudna. Często to co ja opisuję u siebie z mojej perspektywy, Marek wypisał w formie dialogu, ponieważ prawie wszystko co widziałem, od razu opowiadałem. Albo czasem, jest to zaznaczone w formie skrutacyjnej. Mam nadzieję, że nasze wspólne doświadczenie, będzie również interesującym tekstem dla Was. Zapraszam do lektury oraz dyskusji.

 

Mój punkt widzenia.

Jakiś czas temu, zainspirowany artykułem z Hyperreala, postanowiłem zbadać bliżej temat mikro dawek. Najpierw zacząłem z LSD, o czym napisałem już trochę na forum. Niedawno przyszła pora na grzybki, brałem je w dawkach 0,3 grama, co dwa dni, po śniadaniu. Ostatni raz, zrezygnowałem z porannej dawki, na rzecz testu jaki chciałem przeprowadzić. Moją standardową porcję skonsumowałem razem z zupą pomidorową w porze obiadowej. Następnie udałem się na zaplanowane wcześniej spotkanie z przyjaciółmi. Wiedziałem, że będziemy tam palić MJ a moim planem było standardowe sprawdzenie „co się stanie w połączeniu”. Powiem szczerze, że nie spodziewałem się niczego wielkiego, mikro dawki zawsze działały tak samo: przyjemne mrowienie, jakby „masowanie” tylnej części głowy plus humor ustawiony do końca dnia i całkiem niezłe skupienie na czynnościach. Pomyślałem, że MJ pewnie wzmocni te odczucia, wydłuży ich działanie, może ewentualnie pojawią się jakieś drobne wizualizacje. To co się wydarzyło, przeszło moje wszelakie oczekiwania. Gdy bongo poszło w ruch i w obieg, zaciągnąłem się jakieś trzy razy po czym poczułem, że mam dość. Jakbym był nie wiadomo jak upalony a zarazem styrany fizycznie, podobne doznanie miałem, gdy ładowało się LSD (TR z tamtego doświadczenia jest na blogu). Mimo tego, humor oczywiście był niesamowicie rozwinięty, śmiałem się jak głupi do sera. Wygodnie było mi jednak w pozycji leżącej, siedzenie stanowiło problem i wiązało się ze zmęczeniem. Po około 10-15 minutach zacząłem odczuwać pierwsze „dodatkowe” atrakcje tego wieczoru. Czasem podnosiłem się do pozycji siedzącej, ponieważ szybko robiło mi się niewygodnie. Pisząc wiadomość na telefonie, zauważyłem, że mam zielone dłonie i ręce. Co ciekawe, również moi towarzysze zaczęli przybierać inne kolory skóry (także, głównie w różnych tonacjach zieleni). Ich włosy lśniły i błyszczały, biła od nich jaskrawa łuna światła. Znowu się położyłem a po jakiś kolejnych 5 minutach spostrzegłem, że pokój, w którym jestem w dziwny sposób się wygina. Tak jakby ściany przesuwały się na miejsce sufitu, który to przesunął się dalej, na miejsce ściany a podłoga wylądowała na ścianie. Muszę przyznać, że naprawdę dziwna gibkość zapanowała w tym miejscu. W tym momencie już po prostu wiedziałem, że gdy zamknę oczy to wydarzy się coś jeszcze. Tak też zrobiłem i zaraz potem krzyknąłem: ale faza! Wzięło mnie! Może to dziecinnie zabrzmiało, ale euforia wzięła górę, nie przypuszczałem, że MJ zadziała jak katalizator w aż takim stopniu. Zamykając oczy, miałem wzrok zwrócony na jednego z moich towarzyszy. Po opuszczeniu powiek, jego obraz został... przed oczami. Wprawdzie nie do końca wyraźnie i jakby stworzony z samej kontury, żarzącej się i błyszczącej. Co ciekawe, gdy do mnie mówił, widziałem (mając ciągle zamknięte oczy) jak jego usta się otwierają, jak gestykuluje. Jeszcze kilka razy otwierałem i zamykałem oczy, np. patrząc na własne ręce - dalej je widziałem, mając zamknięte oczy. Także były zrobione z błyszczących kontur, ale wypełniały je dodatkowo jakieś znaki. Gdy ostatni raz spojrzałem na przyjaciela, jego powidok zaczął się kopiować. Wyglądało to mniej więcej jak błędy ze starego Windowsa 98 - powielające się okienko w momencie jego przesuwania. Lecz była w tym jakaś geometryczna poprawność, kopie mojego opiekuna powielały się najpierw po okręgu, potem w cztery strony świata aż wreszcie „zapełniły” cały obraz „przed oczami”. Zdałem sobie sprawę, że właśnie widzę fraktale, ponieważ mnogość kopii mojego opiekuna osiągnęła taki stopień, że nie byłbym w stanie stwierdzić na co właściwie patrzę. Po paru chwilach otworzyłem oczy, ponieważ przyjaciele zaczęli rozmawiać, przysłuchiwałem się ich opowieściom. W pewnej chwili odczuwałem „kurczenie” się pokoju, a osoby, które siedziały przy stoliku widziałem jak postacie z jakiejś opowieści fantasy. Mieli na sobie zabawne stroje elfów, szczególnie śmieszyły mnie ich buty, które wyglądały jakby dłuższe, większe z charakterystycznymi szpiczastymi czubkami. Dookoła stołu oraz pod nim, widziałem strumyk, małe jeziorko oraz bujną roślinność. Potem moją uwagę skupiły małe ludziki mające wielką imprezę nad jeziorkiem, będącym pod nogami moich towarzyszy.

Po pewnym czasie, zamknąłem oczy i poprosiłem o podanie mi czegoś do jedzenia. Otrzymałem ciasteczko, zarówno w dotyku jak i smaku było znacznie bardziej wyraziste niż jest normalnie. Niesamowitym doświadczeniem jest, jeść coś, będąc na fazie J Czułem, że mógłbym przeżuwać pożywienie godzinami i czerpać z tego ogromną satysfakcję. A jeszcze bardziej niesamowitym był fakt, że każde „przeżucie” wizualizowało mi się przed oczami. Nie potrafię tego opisać, ale miałem wrażenie, po prostu wiedziałem to, że widzę smak! Co ciekawe jedząc chipsy, czułem smak fabryki – tak o tym wtedy mówiłem. Również dosyć niesamowitym było wizualizowanie się słów, wypowiadanych przez moich towarzyszy w postaci energii. Widziałem to tak, że troje z nich, przebywających mniej więcej naprzeciwko mnie, stanowiło jakby trzy totemy-głowy. Od każdej z tych głów odprowadzony był pomost, niczym akwedukt w moją stronę. Wszystkie słowa wypowiadane przez nich jawiły się jak płynące tymi kanałami promienie energii. W zależności o tego jakie to było słowo, czy wydany przez nich (ku mojej uciesze) dźwięk, promień nabierał odpowiedniej „grubości” i intensywności. Np. „pju pju pju” – jawiło się jak krótkie i błyskawiczne nitki energii, natomiast takie: „DONK!” – pokazało się w formie grubej i powolnej wiązki.

Po jakimś czasie, gdy poprosiłem o podanie mi puszki coli do picia przed oczami zobaczyłem zatłoczone miasto. Byłem przekonany, że przeniosłem się do Nowego Jorku, stałem przed przejściem dla pieszych, trzymając puszkę koli z uśmiechem na twarzy. Widziałem masę ludzi i pędzące samochody w obydwie strony, było światło czerwone, które zmieniło się na zielone. Ruszyłem przez pasy, tak, czułem, że idę (mimo tego, że leżałem na łóżku), dalej trzymając i popijając puszkę coli. Odczuwałem nawet tamtejsze powietrze, jakkolwiek dziwnie to nie brzmi. Kiedy znowu poprosiłem o parę chrupków, wizualizacja w jedną chwilę zmieniła się w inny obraz. Miałem wrażenie, że jestem amerykańskim policjantem, na przerwie stojącym przy motorze. Kiedy moi znajomi nalewali wodę z 6 litrowego baniaka, mózg dodał fakt, że stoję na stacji benzynowej. Wprawdzie nie mam pojęcia, dlaczego wciąż w USA, na przedmieściach w piaszczystym stanie. I mimo tego, że podano mi kilka chipsów do ręki, to czułem, że trzymam ich całą paczkę i z niej wyjmuje kolejne chrupki. Gorący motor stał obok a ja oparty o niego, wcinając chipsy na petrol stacji, na jakimś odludziu. Odczuwałem rześkie powietrze i drobinki piasku fruwające dookoła. Nigdy nie spodziewałbym się takiego obrotu sprawy na tym tripie. Pamiętam, że jakiś czas później coś wyrwało mnie z potrzeby zamkniętych oczu. Zdaje się, że ktoś rozlał jakiś napój. Trochę ciężko było mi wrócić do pozycji siedzącej oraz przyzwyczaić do nowej sytuacji (tak, to trochę niezwykłe po takim czasie otworzyć oczy… i dalej widzieć :D). Po pewnym czasie jednak, znowu zamknąłem oczy, zdaje się, że moje wizje nie były już tak silne.

W tym momencie, gdy kończę pisać minęło już sporo dni od spotkania z moimi towarzyszami. Zdecydowanie było to niezwykłe doświadczenie, przyjemne w sensie psychicznym, ale fizycznie trochę męczące. Na tę chwilę nie chce eksperymentować z grzybkami, zwrócę się w inną stronę. Ale muszę przyznać, że odczuwanie otaczającego mnie świata było czymś niezwykłym. Każdy ruch, dźwięk czy smak sprawiały mi przyjemność i nieopisane szczęście. I co najważniejsze dla mnie, moment zamknięcia oczu był jednoznaczny z czymś co można nazwać otwarciem trzeciego oka. Tak to odczuwałem, miałem wrażenie patrzeć na rzeczywistość organem, który normalnie na co dzień jest uśpiony. Lecz po odpowiednim stymulowanie go, można sobie to oko otworzyć.

Za chwilę Drogi czytelniku, przejdziesz do punktu widzenia mojego towarzysza. Dodam jeszcze raz, że wszystkie dialogi są spisane w stosunku jeden do jednego według nagrania z dyktafonu.

 

Punkt widzenia Marka.

Jest to mój pierwszy TR - tak więc może wydawać się chaotyczny, a poza tym jest cholernie długi. Całe wydarzenie odbyło się w ciągu trzech godzin, tak mniej więcej. Dialogi w nawiasach kwadratowych to rozmowy toczące się w moich myślach. Umówiliśmy się w piątkę na spotkanie towarzyskie w celu, jak ja to lubię nazywać, „uprawiania zielarstwa wszelkiego”. Byłem Ja (zwany tutaj Markiem), Vifon, Raziel, Z (zwany później Jaszczurką) oraz Ksiądz. Raziel i Z zrobili jakieś zakupy i przybyli na miejscówkę. Przy czym Raziel zjawił się najpóźniej. Wszedł do pokoju i powiedział na luzie.

- O, ale mi te grzyby wchodzą, zajebiście.

Raziel już wcześniej eksperymentował z grzybkami i zarzucił sobie mikro dawkę (0,3g). Jesteśmy wszyscy mocno zżyci ze sobą, więc nikt nie robił wyrzutów Razielowi z powodu tego, że grzybiał. Pozostali palili tylko MJ. Ksiądz tak sobie zażartował i spytał Raziela;

- Jak tu będziesz się źle czuł to, co mamy robić?

- Ja wziąłem bardzo malutko, biorę mikro dawki, ale one skubane i tak wchodzą dosyć ciężko.

W tle z głośników sączyło się delikatnie i aksamitne Amethystium:

https://www.youtube.com/watch?v=U9jAIXJW_IA&t=2181s

A propos grzybków to Raziel tłumaczył mi wcześniej, że przy takich dawkach, ma lepszy humor, w sensie łatwiej jest go rozśmieszyć i ma przyjemne uczucie z tyłu głowy, natomiast o CEV-ach i OEV-ach nie ma mowy. Imprezka powoli się zaczynała. Ustawiliśmy stół na środeczek, ja z Vifonem rozłożyliśmy się na krzesłach. Event miał miejsce w akademiku, więc krzesła, jakie mamy do dyspozycji są z twardego drewna, ale nie przeszkadza nam to. Ksiądz zasiadł na łóżku, grzybowy Raziel położył się na moim posłaniu i uchylił okno, Z usiadł obok niego. Vifon jeszcze na trzeźwo opowiadał jakąś historię o francuskiej parodii Teletubisiów, którą zobaczył gdzieś w zakamarkach internetu;

- Jest taka francuska bajka… (w tym momencie od razu wtrącił dialog z filmiku, bez ciągnięcia wstępu): „Stary kurwa przez 20 lat jebaliśmy LSD, przekroczyliśmy dawki śmiertelne, Dipsy znalazł taniego dilera, kupiliśmy to tonami, widziałem słońce, a na nim twarz dziecka”.

Raziel śmiał się głośno, a ja, żeby było ciekawiej zamiast zrozumieć „twarz dziecka”, zrozumiałem „dwa dziecka”, a byłem jeszcze trzeźwy. Rozsiedliśmy się przy stole, Z i Raziel siedzieli teraz na łóżku. W momencie, gdy ja i Vifon siadaliśmy, poruszyłem nieopatrznie stołem i Vifon został przeze mnie lekko uderzony w genitalia. Nic mu się nie stało;

-Przepraszam!

- Powiem ci, że przygniotłeś mi grzyba.

- Weź mi Ty teraz o grzybach nic nie mów. - odezwał się Raziel.

Vifon miał na myśli swojego wacława, ale przez grzybowego Raziela wszyscy jednocześnie wybuchliśmy śmiechem. Po chwili ja podniecałem się zapalniczką na ropę, którą przyniósł ze sobą Raziel. Trwała luźna rozmowa między nami wszystkimi, Raziel opowiadał Z jak mu tam jest w pracy. W tym czasie Vifon oddał się w pełni czynnościom, które miały sprawić, że wszyscy wpadniemy w ten specyficzny nastrój. Robił to ze znaną nam wszystkim precyzją i obeznaniem w temacie. Ja byłem zniecierpliwiony;

- Dalej, żebyś nie zbił - powiedziałem z uśmiechem.

- Spokojnie Marku - odpowiedział mi z pełnym opanowaniem, mówił to tak, jakby był doświadczonym saperem rozbrajającym ładunek wybuchowy o bardzo skomplikowanej budowie i jak gdyby, był to setny tego typu ładunek w jego karierze, a on nic sobie z tego nie robił.

- Szykujcie to zioło, bo to poprawi wszystko - wzdychał Raziel.

- Szykujcie to zioło, bo nie jest wesoło - dogadał z humorem Vifon.

Uściślając, Raziel nie miał bad tripa, tylko po prostu był niecierpliwy, co do połączenia grzybów z MJ. Poza tym, jak sam stwierdził, tym razem dosyć ciężko mu wchodziły. Miał nadzieje, że MJ złagodzi ten stan. Z wdał się w dyskusje z Razielem, nie widzieli się dawno, więc wykorzystali okazję spotkania do typowych rozmów towarzyskich. Kolejna zabawna sytuacja - jeszcze nieupalony Ksiądz podał książkę Grzybowemu, którą od niego pożyczył - mówiąc;

- Te Mario trzymaj.

- Czemu Mario?

- Bo on wpierdalał grzybki.

- A no tak - (śmiech wszystkich).

- Ty a pokaż, czy urosłeś - dogadał wesoło Vifon (śmiech).

- Hej, ale teraz jak będzie brał kwiatka to będziesz pluł ogniem - skończył ripostą Vifon.  

 Raziel naśladował odgłosy strzelającego Mario. Po chwili spytał nas;

- Skąd macie to zielsko? (śmiech wszystkich).

- To zapomniałeś, że Ty to załatwiałeś? - rzucił rozbawiony Vifon.

Ja ogólnie mówiąc, cieszyłem się, że Raziel przyszedł do nas już grzybowy, bo miałem okazję przekonać się na żywo, co osoba na grzybkach widzi i czuje. Vifon zaczynał rozpalać i podawał wszystkim, również grzybowemu Razielowi, bongo żarzyło się mocno. Kiedy bongo dotarło do mnie po niezwykle szybkim kółeczku, zassałem się najlepiej jak tylko mogłem i wypuściłem chmurę niczym odpalona maszynka do robienia dymu – wiecie, taka którą używa się na imprezach.

- Jak parowiec - kwiczał ze śmiechu Raziel.

- Titanic - powiedziałem kaszląc i śmiejąc się.

- Parowiec - powtarza Raziel.

- No Titanic był parowcem – powiedziałem dla zapewnienia, myśląc, że Raziel nie zrozumiał.

- A no tak, ale żeś zajebał Marku. - śmiał się Raziel.

Amethystium dalej sobie leciało w tle, ja stwierdziłem, że mi wchodzi konkretnie. Poleciała następna kolejka, Ksiądz mówił, że dym jest niczym „lokomotywa Tomek” - ta z bajki „Stacyjkowo”. Grzybowy Raziel radośnie oznajmił, że mogłaby powstać strona internetowa „Lokomotywatory”, nie tłumacząc nam, co konkretnie miałoby się na tej stronie znajdować.

- Ciekawe, co się stanie w połączeniu z grzybkami? - prawił Raziel.

- No ciekawe, jak Cię rozpierdoli? - wtrąciłem, ale w pozytywny sposób, w tym momencie byłem
też świadomy, że muszę być dla Raziela oparciem w razie czego, gdyby jakiś bad trip się wkradał. Byłem pewien, że mnie to nie grozi, przecież sobie tylko palę MJ, chociaż temat był konkretny.

- Jak mnie to porobi. Nie, no nie będzie źle - mówił uspokajającym tonem Raziel.

Następna kolejka i bongo zostało „wyssane” do zera. Vifon opowiadał kawał i pytał się; Jakie ryby lubią księża? Trochę przeinaczył i wprawił nas tym w śmiech, Raziel się zastanowił i odpowiedział, że nie wie. Vifon powiedział: -duże sumy. Raziel stwierdził, że to słodkie. Ktoś rzucił pytanie; jakie zwierzęta śpią w dzień? Ksiądz mówił, że ktoś odpowiedział w jakimś teleturnieju, że krety, a ja się spytałem;

- To, kiedy one te rowy kopią? - Vifon śmiał się do rozpuku i powiedział - kopce kreta.

- No ciasto z tego robią - skwitowałem.

Ja w czasie tego wspólnego tripa, miałem opowiedzieć ciekawą historię z mojego życia, o której nikt z obecnych nie miał pojęcia. Ksiądz przypomniał mi, na wszelki wypadek, żebym nie zapomniał, że mam coś opowiedzieć, ja stwierdziłem, że trzeba jeszcze poczekać, bo faza nie weszła jeszcze tak jakbym chciał. Raziel zaczynał mówić, że kolory mu się wyostrzyły.

- Ja pierdykam, ale tu się wszystko świeci - mówił.

- O czym ty pieprzysz? - spytał Ksiądz i śmiał się.

Wydawało mi się, że wszyscy obecni wtedy nie traktowali Raziela z jego fazą poważnie, że tylko Ja słuchałem go z należytą uwagą. Czułem potrzebę bycia jego opiekunem w podróży. Raziel mówił, że ma zielone ręce i że jest faza, że wszyscy mamy zielone włosy. Vifon wymachiwał rękoma przed oczami Raziela myśląc, że wpłynie na to, co widzi grzybowy;

- To nie działa - zgasił go Raziel.

- Naładowane? - zapytał wreszcie Ksiądz.

- Tak jest! Panie kam kam, Panie Generale - poprawił się Vifon - (wszyscy w śmiech).Przygotowaliśmy się do przyjęcia kolejnej dawki „poprawiacza nastroju”. Krótka dyskusja, kto ma odpalać kolejną petardę, w końcu Ksiądz rozpalił.

- Ssij mój ogień namiętności - rzekł Vifon przykładając urządzenie do ust Księdza.

- Trzeba wstać i brać - skonkludował grzybowy Raziel podnosząc się z łóżka.

Ja bardzo żałowałem, że Raziel nie może mi przekazać Swojej fazy do mojej głowy, bardzo chciałem zobaczyć, co On widzi. Pragnąłem, żeby przeszczepili mi jego oczy i żebym nimi widział. Cały czas się jarałem tym, co mu się jawiło. Bongo wędrowało w kółeczku, dotarło do Z., który zaciągnął się konkretnie.

- Miałeś coś tam? – zadał pytanie Vifon.

- Coś tam? Kurwa patrz na to, to żyje - odpowiedział mu Raziel – wpatrując się bacznie w wydychany przez Z dym.

„Urządzenie szczęścia” dotarło do wszystkich. Ja zaczynałem czuć powietrze, stawało się dla mnie bardziej wyraźne. To jest tak, jakby człowiekowi ktoś wyłączył, znieczulił mu funkcje czucia powietrza, a ja dzięki MJ jestem w stanie je poczuć. Zaczynam oddychać głębiej, czuję uderzenie przyjemności jak za pstryknięciem palcami, jakby ktoś włączył światło pstryczkiem. To, że czuję powietrze jest dla mnie też znakiem, że faza wchodzi konkretnie. Vifon robił kółeczka z dymu i Raziel rzucił stwierdzenie, że Vifon jest genialny. Ja też czułem większą niż zwykle empatie do Vifona, bongo dalej tańczyło na naszych rękach, wypuszczając przy tym chmury, jakby faktycznie parowiec przygotowywał się do odbicia od brzegu. Czułem wejście fazy coraz mocniej i próbowałem przypomnieć Razielowi fazę z poprzedniego tripa. Pytałem, czy pamięta.

- Człowieku nie pamiętam! Moja pamięć krótkotrwała jest teraz rozjebana, jest teraz galaktyką Saturna – odpowiedział grzybowy Raziel doprawiony już konkretną ilością MJ.

- Galaktyką Kurwiks – dogadał Vifon, próbując nas rozśmieszyć.

Następna kolejka - szklane urządzenie wędrowało sobie spokojnie między nami, Ksiądz wziął bucha, a zanim się zaciągnął powiedział, że potem poda do Mario, mając na myśli grzybowego Raziela. Z stwierdził, że żeby było śmieszniej on będzie Luigim. Kiedy rura dotarła do mnie i znów zaciągnąłem się, jakby to była ostatnia rzecz, jaką muszę zrobić przed wyruszeniem w daleką podróż, Raziel rzekł:

- Titanic pierdolony, jego duch jest wewnątrz Marka.

- I tych wszystkich ludzi, którzy tam umarli - dodałem po wypuszczeniu dymu.

- O Dżizas, aż tak? To Masz trochę przerąbane - śmiał się Raziel.

- Czemu? Przynajmniej ktoś ze mną porozmawia - żartowałem sobie dalej.

„Szklany rozśmieszasz” znów wędrował dokoła i dotarł do mnie. Wow tak szybko? - Jaka petarda, stwierdziłem, bo czułem jakby czas przyspieszył, nieświadomy jeszcze, jak czas będzie się ze mną bawił tej nocy. Bongo stało bezczynnie, a grzybowy Raziel stwierdził, że najebał się trawą. Vifon pytał się, kto chce dokończyć rurę. Ja się zgłosiłem, jak dziecko w klasie, chcące udzielić odpowiedzi nauczycielowi. Radosne dziecko chcące dostać 5 z odpowiedzi :D Ksiądz i Raziel wdali się w rozmowę na temat najebania się trawą. Raziel stwierdził, że w rozumowaniu zwykłych ludzi najebać się oznacza, że koś się upił alkoholem i do głowy nikomu nie przyjdzie, że chodzi o człowieka upalonego trawą. Obaj doszli do wniosku, że ludzie są więźniami stereotypów i to ich ogranicza. Ja się włączyłem w tę rozmowę, podzielając zdanie Księdza i Raziela. Vifon stwierdził, że można mieć też najebane w bani, Raziel też to aprobował, ja powiedziałem:

- Można mieć najebane, wystarczy 3 gramy meksykańskich – zażartowałem sobie.

Mówiąc to wtedy nie pomyślałem, że mogę wpędzić Raziela w bad tripa, z tego, co mi wiadomo grzyby, które brał to nie była akurat ta meksykańska odmiana, ale ja chciałem być jego opiekunem a tu takie rzeczy. W tym momencie Ksiądz przypomina mi, że miałem opowiedzieć historię z mojego życia, na którą się tak mocno napalali. Nie będę jej tu opisywał, żeby nie wydłużać raportu, a może dlatego, że nie chcę? :D Generalnie wtedy nie udało mi się jej dokończyć, ponieważ ciągle ktoś mi przerywał. Opowiem chociaż o moich emocjach, które mi towarzyszyły. Zaczynałem opowiadać, ale robiłem to dość powoli i koledzy zaczynali mnie popędzać. Ja wczułem się w rolę i odebrałem to, jako lekceważenie historii z mojego życia, poruszyło mnie to, wstałem z krzesła i powiedziałem do Księdza:

- Co ty myślisz, za kogo ty mnie masz, myślisz, że ja to opowiem w 5 sekund? - czułem lekką frustrację, która jednak po chwili mi przeszła. To dlatego, że grzybowy Raziel oznajmił mi, że ma CEV-y i wzbudził tym mocno moje zainteresowanie. Jest - pomyślałem - wreszcie będę miał relację na żywo. Poprosiłem Raziela, aby postarał się opisać, co widzi.

- Ty, jak zamykam oczy to jesteś, zaczynasz się rozwarstwiać, rozszerzać, jest Ciebie coraz więcej…

- Bo Ja jestem zajebisty - przerwałem żartem....

- I wychodzisz na 3 strony świata aktualnie - kontynuuje Raziel - Nie mogę zamykać oczu - mówił.

- Dlaczego? - zapytałem.

- Bo to wszystko zaczęło żyć tym swoim światem - odpowiedział Raziel.

Ja znowu traktowałem opis przyjaciela poważnie, gdy cała reszta kompanów się śmiała. Odniosłem wrażenie, że tylko ja jestem w stanie zrozumieć Raziela. Zazdrościłem mu Jego fazy, chciałem chłonąć jego opowieść, a Oni mi nie pozwalali - pomyślałem. Pomyślałem też, że skoro Raziel stwierdził, że nie może zamykać oczu, w sensie nie chce tego robić to się boi. Chciałem go o to zapytać, ale resztkami rozpalonego ziołem umysłu, rozpalonego niczym wielki pożar amazońskiej dżungli, opanowałem się i nie zadałem pytania w obawie przed wkręceniem się bad tripa. Pamiętam nawet do dziś treść tego pytania, które chciałem zadać Razielowi:

- Boisz się, że nigdy z tego świata nie wyjdziesz i będziesz autystyczny do końca życia?

Ale jak już napisałem, ogarnąłem to. Kurwa, jak teraz to piszę i pomyślę, że bym go o to spytał, to aż ciarki przechodzą. Ładny byłby ze mnie opiekun, mógłby być bad trip, jak cholera jasna. Raziel powiedział, że gdy zamknie oczy to widzi swoje ręce, jak gdyby miał oczy cały czas otwarte. Ja w tym momencie wstałem i wierciłem się po pokoju. Reszta dalej się śmiała z fazy grzybowo-marihuanowego Raziela. On jednak dalej mi relacjonował swoją podróż. Mówił, że widzi mnie tańczącego i układającego się w baterie, miał tu na myśli baterie paluszki - czerwono-żółte AA.

- Czuję się jakbyśmy wszyscy byli animowanymi postaciami z jakiejś kreskówki - stwierdził Vifon.

Mnie rozwalała energia i euforia. Vifon stwierdził, że ja wyglądam, jak animowany Johnny Bravo. W tym momencie Ksiądz przypomniał mi, że miałem opowiedzieć tą swoją historię z życia. Kontynuowałem i powiedziałem coś w tym stylu;

- Idę z Mamą do Ciotki.

- Ile miała lat? - zapytał Raziel.

- Ona była stara, to nie ważne, bo umarła na raka kości - rzekłem o tej śmierci w bardzo lekceważący sposób, tak nieznaczący, że wywołało to kaskadę śmiechu u współtowarzyszy. Należy podkreślić, że ciocia naprawdę zmarła na raka kości, a ja opowiadałem to w tak beznadziejny sposób.

- Miała raka kości i sobie umarła.

- Co jest w tym kurwa śmiesznego? - spytał grzybowy Raziel, chyba lekko zdziwiony, że powiedział to tak poważnym tonem, chociaż sam się śmiał.

- Sobie umarła - mówiłem dalej (śmiech kolegów) - poczekajcie, bo mam pizdę - kontynuowałem.         

- Jak ja na was teraz tak patrzę to siedzicie wszyscy przy strumyku wody, a Ty Marku, masz takie śmieszne buty jak Włóczykij (chodzi o postać z Muminków) - przerwał nagle Raziel.

Ogólnie to całe to opowiadanie, którego i tak nie dokończyłem wyglądało tak, że mówiłem fragment dochodząc do momentu śmierci cioci, przerywałem, bo czułem jak mi faza wchodzi, mówiąc „ale pizda”. Po czym zapominałem o czym mówiłem, Ksiądz starał się, mi przypomnieć, ale znowu dochodziliśmy do momentu - ale ona nie żyje, bo umarła - i tak w kółeczko. Miałem co chwila luki w pamięci.

- Ej wiecie, że siedzicie w dżungli, ale tego to ja wam nie muszę chyba mówić - wtrącił Raziel.

Aprobował tym moją uwagę i znów zapomniałem o historii.

- Tutaj jest w ogóle bajorko, na dole dzieje się niesamowita impreza - mówił dalej Raziel.

- Kurwa chciałbym to widzieć - wtrąciłem.

- Tam są ludziki, które tańczą i się cieszą - kontynuował Raziel patrząc się w podłogę.

- To jest przekaz fazy, one się cieszą, że my się cieszymy - rzuciłem szczęśliwy i Raziel podłapał moje stwierdzenie, mówiąc - I wy je deptacie tymi girami, no bez jaj!

- To ja nie będę tu siedział, bo będę je krzywdził - powiedziałem i czułem lekkie zmartwienie. Raziel poprosił mnie tylko, żebym przesunął nogi, ale nie muszę zmieniać miejsca - ucieszyłem się.

Starałem się dalej opowiadać historię z dzieciństwa.

- No i ona ma pięcioro dzieci, nie sory miała, miała - rzuciłem z prześmiewczą przykrością i znowu kawalkada śmiechu uderzyła wszystkim do głów. Dodałem: „Ciotka nie wkurwiaj się, przez Raziela przekazuję pozdrowienia”. Wybuchł jeszcze większy śmiech, a ja czułem, jakby Raziel rzeczywiście mógł te pozdrowienia przekazać, ale on też się śmiał.

- Poczekaj, ja tylko zamknę oczy, spojrzę w górę i przekażę dalej - oznajmił Raziel, po czym wykonał takie ruchy o jakich powiedział, wydając przy tym z siebie dźwięki wysyłanej wiadomości do świata umarłych.

Znowu stwierdziłem, że jest, jak to mówię „petarda”, pojawił się pomysł, żeby ponownie użyć narzędzia „szczęśliwości”. Raziel oznajmił nam, że rezygnuje, ponieważ grzybowa faza przybrała na sile. MJ stała się u niego katalizatorem fazy. Ja zacząłem dotykać głowy Raziela pytając się, czy czuje to jakoś inaczej. On mówił, że to tak jakbym dotykał rękom i obmacywał jeden z dachów budynku w świecie, w którym Raziel się wtedy znajdował. Kiedy puszczałem, mój towarzysz dalej miał uczucie trzymania. Nagle popatrzył się na Z, który od jakiegoś czasu się nie odzywał i powiedział;

- Z w ogóle siedzi tu jak jaszczurka.

- Ma ukrytą osobowość jaszczura z Jaszczurolandii - stwierdziłem.

Śmiałem się przy tym z tego razem z całą ekipą, ale ukrywałem swoje prawdziwe odczucia. Nie wiem czemu, ale poczułem jakby Z emanował złą energią, (DYGRESJA - kiedyś już jaraliśmy tą samą ekipą z tą różnicą, że Z nie palił, tylko piwkował. Odbieraliśmy czasem jego zachowanie, jakby próbował nam wytykać, że palimy, że jesteśmy gorsi od niego, że próbuje zaistnieć i ogólnie jest denerwujący - KONIEC DYGRESJI). Teraz znowu miałem to negatywne uczucie. Znów przyssaliśmy się do „maszyny zmian” - zmieniającej nasze osobowości. Vifon próbował namówić Raziela, żeby jeszcze przypalił, ten definitywnie odmówił mówiąc, że widzi jak koło Vifona przepływa mały stateczek i dając mu do zrozumienia, że definitywnie już nie pali. My natomiast to co innego, zaczęliśmy kolejne rozdanie. Raziel oznajmił, że widzi nas jakbyśmy byli na wyspie;

- Ja teraz widzę jakbyście byli na wyspie, widzę raz, dwa, trzy, cztery osoby… i jaszczurkę.

Razielowi podobało się moje łóżko, na którym przebywał przez cały trip. Twierdził, że posłanie, na którym siedzi jest jak z kosmosu. Ma kolorową fazę, a ja cięgle podniecałem się tym i bardzo chciałem przeżywać to, co on. Mówił, że widzi słowa, widzi trzecim okiem, ja się naprawdę wkręcałem. Każda wibracja i elektron tworzy mi ten cały obraz - mówił dalej.

- Teraz widzę, jakby ten pokój w postaci zdjęcia, ale zdjęcia w 3D i to zdjęcie się odwarstwia i za tym zdjęciem jest jakby niebieski kosmos. Widzę słowa w postaci takich potworków, które wylatują z moich ust - kontynuował Raziel. Widział siebie jakby z boku, z Jego ust wypływała ścieżka, na której są te potworki. Nasze słowa dolatywały do Raziela w postaci jakiejś energii. Stałem obok Vifona, ale byłem trochę bardziej z tyłu. Raziel mówił, że mimo tego, widzi mnie bliżej niż Vifon. W tym momencie poczułem jakby to oznaczało, że ja bardziej rozumiem się w tej chwili z Razielem niż całą resztą. Zacząłem się zatracać w przekonaniu, że tylko ja jestem w stanie go zrozumieć najgłębiej ze wszystkich. Mam na myśli rozumienie w sposób mentalny, psychiczny, jeśli chodzi o to, co przeżywa Raziel w sensie wizualnym. Raziel w pewnym momencie zapytał się mnie;

- Jesteś tu?

- Tak.

- Bo kiedy mam zamknięte oczy to mimo tego, że cię widzę to muszę cię słyszeć.

- Czyli to, że mnie tylko widzisz nie sprawia ci takiego komfortu i musisz mnie słyszeć? - spytałem.

- Tak, taką mam fazę, musisz mnie pilnować - dodał grzybowy Raziel dorobiony MJ.

W tym momencie znowu czułem, jakby więź między mną a nim się wzmocniła, zaczynałem bardziej przykuwać uwagę do tego jak się zachowuje i co mówię. Nie podobało mi się to, że reszta jest tak roześmiana, że nie traktuje Raziela poważnie. Wszyscy nabrali ochoty na jedzenie, grzybowy też był ciekawy, jak jedzenie będzie smakowało na takiej fazie. Chciał też sprawdzić, czy będzie widział smak. Ja spytałem się czy słodycze smakują lepiej niż normalnie i dodatkowo zadałem pytanie;

- Czy czujesz się lepiej?

- lepiej nie mówić? - dopytał Jaszczurka prześmiewczo.

Ja w tym momencie znowu poczułem tą negatywną energię od jaszczurki, to samo naśmiewanie się z nas wszystkich. Doszedłem do wniosku, że gdy Raziel powiedział „widzę Z jakby był Jaszczurką”, to odkrył jego prawdziwą obślizgłą osobowość. Osobowość, która nam zazdrości nie tylko fazy, ale i naszych żyć. Ogólnie Jaszczurka zaczął mnie irytować, ale starałem się to ukryć przed ekipą. W tym momencie ktoś wyszedł z drugiego pokoju w akademiku, a Raziel odebrał to jakby ktoś coś gniótł. W rzeczywistości to był odgłos otwierania się drzwi. Nagle Vifon wyrwał tak po prostu;

- LizardBoy - nawiązując do Z i śmiejąc się z niego.

- Salamandra, Sala Kurwa Mandra - dodałem i cieszyłem się, że Vifon użył negatywnego stwierdzenia w kierunku Z.

- Teraz jak mam zamknięte oczy to czuję się, jakbym był grą w 2D i jechał samochodem - wtrącił Raziel i zwrócił moją uwagę na siebie. W woreczku było jeszcze sporo tematu i Vifon użył stwierdzenia, które rozwaliło mnie dopiero następnego dnia, gdy odsłuchałem nagranie.

- Zaczniemy delektować się tą księgą na pojedynczych spotkaniach, które zakończą jej zakończenie.

Raziel dalej miał wizuale, logo, czy też jak stwierdził „kostkę winampa”, jakaś owca i najśmieszniejsze było jego zdaniem to, iż on to tak normalnie wszystko widzi, jakby tak było zawsze i stwierdził, że jest to męczące. Zwrócił też uwagę na to, że kombinacja trzech linii to najmniejsza możliwa liczba linii, z których da się zrobić figurę geometryczną. Raziel powiedział nagle, że ma wrażenie jakbyśmy ja i on zjeżdżali windą i spytałem się go czy wszyscy, czy tylko my. Odpowiedział, że tylko my i w tym momencie powiedziałem na głos - „My jesteśmy połączeni”, czułem radość z tego faktu. Grzybowy dodał, że widna jest gigantyczna, a ja myślałem, że bardziej przytulna. Ksiądz w wizji Raziela był przyciskami do tej metalowej wielkiej windy, a Jaszczurka i Vifon, stali się jej drzwiami. Raziel rozmyślał też, jakie przydatne funkcje mogłyby takie drzwi pełnić. Np. mówić, że jest awaria - rzucił ktoś. Raziel dodał, że widzi teraz Księdza, jako psa.

- CBA, czy WSI - zapytał się Ksiądz.

- Nie, że jesteś jako zwierzę - poprawiłem.

- Takim małym buldogiem – dodał Raziel.

I teraz już miałem pewność, że tylko ja rozumiem Raziela. Jeśli chodzi o Księdza, to on zawsze ma śmieszkową fazę po MJ. Nie przeszkadza nam to, ale czasem nie pasuje do chwili. Ja np. lubię pokontemplować, rozkminiać jakieś dzikie teorie, a czasem i dziwne. Raziel stwierdził później, że to nawet dobrze, jeśli Ksiądz ma zawszę taką fazę. W sensie, że jest stabilny i ma małą szansę na złapanie bad tripa. Jak się później okazało ta stabilność przydałaby się również mnie.

- A mnie, jako kogo lub co widzisz? - zapytałem z ekscytacją Raziela.

- Ciebie i Vifona widzę normalnie - odpowiedział.

- O dobra, nie jestem wykluczony, bo już mam jakąś teorię spiskową - dorzucił Vifon.

Super - pomyślałem, ja i Vifon jesteśmy wtajemniczonymi, a Ksiądz i Jaszczurka nie. Vifon podał grzybowemu Razielowi puszkę coli, Raziel miał chyba zamknięte oczy, bo spytał się - Co mi podajesz? Ksiądz z Jaszczurką odpowiedzieli w dosyć niecenzuralny sposób.

- Nie gadajcie tak - wtrąciłem.

- Cicho, właśnie, nie gadajcie głupot panowie, bo się będzie psuło - poparł mnie Raziel.

Zacząłem przypuszczać, że faza Raziela też spoważniała i mój stan izolacji od Księdza, Jaszczurki i Vifona pogłębiał się coraz bardziej. Raziel dalej opowiadał swoje wizuale. Opowiadał nam, że w pokoju wszystko sobie żyje. Od jakiegoś czasu soundtrack się zmienił, leciało Hotline Miami.

https://www.youtube.com/watch?v=oKD-MVfC9Ag&t=3094s

Ja cały czas przeżywałem, że nie widzę tego, co Raziel i mówiłem o tym. Raziel stwierdził, że musimy się umówić na grzybobranie, ale ja jednak stwierdziłem, że wolę LSD, którego też jeszcze nie próbowałem, ale mam nadzieję to niebawem zmienić. Vifon wyraził większą aprobatę i ochotę na grzyby, ja spytałem się Raziela czy faza na grzybach jest lepsza niż na LSD, on uświadomił mnie, że tych faz nie da się ze sobą porównywać, co nakręcało mnie jeszcze bardziej. Vifon rzucił nostalgicznie:

- Tęskniłem kurwa za Wami.

- Mówiłeś już to - wtrącił Jaszczurka.

- No to dobrze, to może powtarzać - odezwałem się znowu z nieprzyjemnym odczuciem, że Z tu nie pasuje i nie może się pozytywnie wkręcić i wytyka jakieś bezsensowne rzeczy. Raziel powtórzył po mnie to samo.

- Ale Z jest dobrą jaszczurką… - dodał Raziel

- Aha, czyli jednak dobrą? Upewniłem się.

Do pokoju ktoś przyniósł galaretkę owocową, którą Vifon przywiózł ze sobą. Raziel dostał kawałek, podałem mu ją do ręki;

- AAA, jaka śmieszna, co to jest?

- to jest rozpierdalator stary – odpowiedziałem z żartem.

- Mogłeś mnie ostrzec.

- Przepraszam, ale ja Cię pilnuję, jestem z Tobą - upewniłem Raziela i jednocześnie byłem rozgoryczony swoim nie ogarem.

- Wiesz, że ten dotyk jest kwadratowy? – kontynuował Raziel.

- Potrafię sobie to wyobrazić, nie, że to czuję fizycznie, ale mogę sobie to wyobrazić – mówiłem.

Nalewaliśmy wody z 6 litrowej butelki do mniejszej 1,5 litrowej, Raziel czuł się jakbyśmy byli na stacji benzynowej.  Potem Raziel mówił mi, że czuje się jakby był ulicą, cały czas utrzymywałem kontakt z Razielem. Zaraz potem rzucił, że jest kotem a później jadł chipsy i stwierdził, że mają smak fabryki. Mówił też, że wyrasta mu jakby trzecia ręka, która prosi o podanie chipsa. Wszyscy zaczęli wpierdalać żelki na potęgę. Ja z Vifonem mocno czuliśmy mąkę w tych żelkach, ale mimo to je jedliśmy. Podałem jedną Razielowi a on powiedział, że miałem podać do drugiej ręki i wtedy Vifon wtrącił:

- To wyślij pocztą do tej ręki.

- Wiesz, jaki ty jebnąłeś teraz żart? Nie, że podaj sobie z ręki do ręki, tylko wyślij pocztą z lewej do prawej - podsumował Raziel.

Uznaliśmy z Razielem i Vifonem, że ten żart to żart na poziomie Świata, że nikt nigdy takiego czegoś nie wymyślił i nie wymyśli, to było pionierskie. Vifon troszkę się zmartwił, że za mocno pocisnął z Razielem, ale my go uświadamiamy, że wszystko jest ok. Ja już zacząłem powoli wkręcać się w coś nie dobrego. Kiedy Vifon spytał Raziela;

- Ale cię nie uraziłem?

- Nie, to jest tak dobre, że trzeba to przyjąć na klatę - upewniłem Vifona.

W rzeczywistości zaczynałem odnosić wrażenie, że Vifonowi wkręcał się bad trip i powinienem mu pomóc. Raziel chciał jeszcze jednego żelka, a ja powiedziałem, że tamten był ostatni;

- O ja pierdolę, to będzie last trypas (coś w tym stylu).

- Nie, nie będzie, ja Cię będę pilnował, zawsze będę z Tobą - mówiłem do Raziela.

- Wiem i to jest zajebiste - rzucił.

Tu zaczynałem utwierdzać się w przekonaniu, że Raziel też mógł mieć bad tripa, co mnie lekko przerażało, ale jeszcze nie było tragedii. Odczuwałem też mocne zaniki pamięci, gubiłem wątek dosłownie z przed chwili i zdarzało się to coraz częściej. Poza tym dyskutowaliśmy z Razielem, co jeśli piekło tak naprawdę jest na górze, a niebo na dole, że wszyscy ludzie są w błędzie, co do tej kwestii. Razielowi chodziło o to, że stereotypowo to co znajduje się na górze, jest dobre, a co jest na dole to zło. Raziel, powiedział, że gdyby przeprowadzić ankietę na ulicy z zadaniem: Dopasuj w pary: góra, dół, zło, dobro, to wszyscy ankietowani, 100% osób, przypisywałaby górę do dobra, a dół do zła. Zadał sobie i nam, potem pytanie, co jeśli wszyscy są w błędzie i jest na odwrót? Bongo znowu poszło w ruch, pociągnąłem konkretnie jak to parowiec. Doszliśmy też do wniosku, że kiedy jesteśmy dziećmi to pokazujemy swoją prawdziwą twarz. To znaczy, czasem, kiedy dziecko widzi np. osobę z upośledzeniem lub zachowującą się w nienormalny sposób to się śmieje, bo wie, że nie ma sensu się nad kimś takim rozczulać ani litować tylko po prostu można kogoś takiego wyśmiać, a nawet powinno się. Z tym, że to przekonanie tkwi w głowie takiego dziecka, a kiedy ono się z kogoś śmieje to nie jest świadome czemu śmieje się właśnie z tego. Wiem, że to chamskie i pokrętne, ale wtedy tak nam się wydawało. Tutaj Raziel; pozwolę sobie jeszcze dodać, że opisane powyżej dziecinne zachowanie może tkwić gdzieś głęboko w kodzie genetycznym. Każdy ma w sobie pierwiastek agresji z czasów prehistorycznych. Taki prymitywny odruch ujawnia naturę człowieka, i fakt, że by przetrwać w dżungli, po prostu trzeba być silnym i zdrowym – niestety, takie jest prawo natury.

- Ja muszę to zapamiętać wszystko, boże - rzuciłem z lekkim przerażeniem, ponieważ coraz bardziej zaczynałem się zatracać i nie chodziło mi bynajmniej o zapamiętanie tego, co się dzieje, bo to nagrywaliśmy. Miałem obawy, że zapomnę o emocjach, jakie przeżywałem i nie będę tego w stanie wyrazić, a co gorsza obawiałem się, że tak już pozostanie. Raziel uspokajał mnie, że wszystko będzie ok i będę mógł sobie przypomnieć o przeżywanych emocjach, jednak nadal czułem strach. Lecz nie był to jeszcze strach paniczny. Po jakimś czasie ktoś wpadł na pomysł odpalenia na YT „Muminków”. A to dlatego, że od jakiegoś czasu fascynowała nas muzyka, która na fazie brzmiała tak psychodelicznie, strasznie, ale wciągająco. Ja miałem zawsze wrażenie, że ta bajka z wierzchu jest dla dzieci, ale na fazie ukazuje swoje drugie dno. Tak naprawdę jest straszna, a jej bohaterowie są w rzeczywistości dwulicowi i fałszywi. Jednak może nam się to ukazać dopiero w wyższym stanie świadomości. Jestem też zdania, że muzyka w tej produkcji, zwłaszcza w straszniejszych momentach może konkurować ze ścieżką dźwiękową niejednego dobrego horroru. Bałem się, że włączymy odcinek, przez który poczuje prawdziwy strach. No i jest, Jaszczurka odpalił odcinek pt. „Remont u Paszczaka”. Brzmi niewinnie prawda? Nic bardziej mylnego. W pewnym momencie wszyscy inni przestali zwracać uwagę na „Muminki”, wszyscy prócz mnie. Wyglądało to tak, że cała reszta rozmawiała, ja też się dołączałem co jakiś czas, ale bardziej byłem skupiony na bajce. Przechodząc do sedna, w odcinku bohaterowie remontowali tą jebaną chatę Paszczaka, i co? No i kurwa Paszczak zaczyna mieć jakieś koszmary w tym domu. Wydawało mi się, że cała ekipa Muminków zrobiła ten remont specjalnie, bo wiedzieli, że przez to Paszczak będzie mieć te koszmary. Życzyli mu jak najgorzej z całego serca. Szczerze go nienawidzili. Ze mną było coraz gorzej. W końcu odcinek skończył się na tym, że chata wróciła do stanu poprzedniego, bo Paszczak chciał, żeby było jak dawniej. Lecz ja wiedziałem co się za tym kryje.

- Oni wyremontowali mu ten dom tak, jaki był wcześniej. Żeby on myślał, że wszyscy go kochają - powiedziałem na głos do siebie. Byłem przekonany, że to była taka forma powolnego znęcania się nad tym staruszkiem. Doprowadzili go do stanu dużego stresu celowo, potem przywrócili mu równowagę psychiczną, żeby kiedyś móc mu znowu w czymś dojebać dla własnej satysfakcji. Torturowali go psychicznie, ale na tyle delikatnie, żeby się nie domyślił i jednocześnie nie wykitował. CHORE CO? Czułem zło bohaterów tej bajki, tak jakby wisiało w powietrzu i na dodatek zaczęły się ze mną dziać coraz to dziwniejsze i przerażające mnie rzeczy. Kumple rozmawiali, ja też z nimi rozmawiałem, gdy nagle zorientowałem się, że mówię jakąś kwestie odnosząc się do rozmowy, ale nie wiedziałem, co mówię, dlaczego to mówię. Coś sterowało mną i kazało mi wypowiadać jakieś słowa, a ja nie wiedziałem z czym one mają związek. Poza tym wydawało mi się, że to spotkanie z ziomeczkami, w tych okolicznościach już było, zdałem sobie sprawę, iż to, co się dzieje to jedno wielkie deja vu. Nagle zostałem rozjebany, inaczej tego nie można nazwać. Nie dość, że miałem uczucie, jakby jakaś wkurwiona siła zawładnęła moim ośrodkiem mowy, to w dodatku, przestałem rozumieć i pojmować o czym mówią wszyscy dookoła. Nie wiem, do czego to porównać. To było tak, jak gdybym utracił możliwość rozumienia JĘZYKA POLSKIEGO, jakbym był KURWA autystyczny i żył w swoim świecie. Dodatkowo znów poczułem, że wszyscy mają bad tripy, ale ja nie mogę im pomóc. Nie mogłem się skupić na jednej myśli. Gdy nagle BUUUUMMMM, wróciłem i rozumiałem w języku ojczystym, wiedziałem o czym mówię, miałem nad tym kontrole. Nie chciałem się dzielić tym, co przeżyłem ze względu na grzybowego Raziela, żeby sobie niepotrzebnie nie wkręcał. „Muminki” się skończyły, Jaszczurka przełączył na jakiś psytrance, a ja powiedziałem, już ogarnięty;

- Uspokoił tą......

- No - dorzucił Raziel.

- Ja pierdole, ale szalało - dodałem i słyszałem, jak głęboko oddycham.

- Ale szalało, zahasało - zakończył Raziel.

Vifon powiedział, że coś mu się w głowie rozjebało, jakby taka skrzyneczka z rozumem się roztrzaskała. Vifon znowu odpalił bongo, ja stwierdziłem, że musimy wziąć za to odpowiedzialność, (bałem się wkręty z tym autyzmem i nierozumieniem języka), ale mimo tego zapodałem sobie kolejną porcję „straszaka”, mając nadzieje, że już coś podobnego się nie zdarzy. Jaszczurka rzucił suchy dowcip do Raziela;

- Wiesz jak się nazywa lekarz zajmujący się misiami Panda?

- Nie.

- Pan doktor - odpowiedział.

Wszyscy w śmiech, a ja pomyślałem w tym momencie nie o lekarzu, tylko o nowym gatunku pandy o nazwie „Pandoktor”. No i kurwa znowu, nie rozumiałem co mówią, siedziałem cicho i próbowałem się skupić, żeby cokolwiek zrozumieć, a tu nic. W głowie miałem jakby punkciki takie ze starego telewizora, kiedy nie ma żadnego programu i pojawia się „kaszka”. Wszyscy byli dla mnie obcy i wyalienowani w swoich fazach mimo tego, że rozmawiali między sobą. I o! Wróciłem sobie i znowu rozumiałem oraz czułem ulgę;

- Marek, dzięki, że ze mną byłeś - powiedział Raziel. Chodziło mu o to, że byłem z nim na fazie i go nie zostawiłem. Ksiądz chciał odpalić „Bajkę o człowieku” na YT, ja nie chciałem by to zrobił, ale nie potrafiłem się przeciwstawić, jakby coś mi zabraniało. Bałem się, że te absurdy, które tam występują w postaci tych chorych zdań i animacji doprowadzą mnie do zawieszenia się;

- Ta historia rozjebała mi system - rzucił Vifon - do tego czuje się jakby go ktoś jebnął pałką. Stwierdziliśmy, że już nie jaramy, ale ja miałem na myśli, że już nigdy nie zapalę. Miałem kurwa taką niechęć przez te zjazdy. Vifonowi chodziło o to, że tego wieczoru nie pali, ale nie miał takiej niechęci jak ja. Była jakoś 21:30, Raziel i Jaszczurka już się zbierali, impreza dobiegała końca. Ja miałem nadzieję, że już będzie ok. Położymy się spać i ogarnę tę fazę. Cieszyłem się, że już idą do domu i będzie ok. No kurwa, że tak powiem, nie do końca było ok. Stało się coś dziwnego i przerażającego. Staliśmy przed sobą - ja, obok mnie Vifon, naprzeciwko nas Z. i Raziel. Staliśmy tak cholernie długo bez słów, ja nic nie słyszałem, nawet muzyki. Sterczeliśmy tak kurde bez ruchu totalnie zawieszeni. Przeraziło mnie to. Spojrzałem się na Raziela i usłyszałem, jak mówi do mnie w myślach:

- [Marku, weź powiedz na głos, że mamy wypierdalać, bo jak nie powiesz, to my tu zostaniemy w tym zawieszeniu, no weź powiedz].

Byłem w szoku, naprawdę ciężkim szoku. Powiedziałem jednak to, o co mnie prosił;

- Ale weźcie idzie stąd.

- To było dobre Marek - odpowiedział Raziel. Ja go nie zrozumiałem, przecież prosił mnie, żebym to powiedział. Spytałem się go o to w myślach;

- [Czemu powiedziałeś, że jestem dobry z tym tekstem, tak jakbyś mnie o to nie prosił?]

- [Tak po prostu, oni nie muszą wiedzieć, że rozmawiamy w myślach] - odpowiedział na luzie Raziel.

Raziel z Jaszczurką wreszcie poszli, ja położyłem się do łóżka i nie najlepiej się czułem. W pokoju byli ze mną Ksiądz i Vifon, leżeli na swoich posłaniach. Ksiądz powiedział:

- Nie mogę znaleźć tego, czego szukam.

- A czego szukasz? - spytałem.

- Nie wiem - odpowiedział.

Zgasiliśmy światło, a u mnie zaczęła się jazda bez trzymanki. Rozmawiałem w myślach z chłopakami; z Vifonem, Razielem i Księdzem. Jaszczurki z nami już nie było. Ta rozmowa nie miała charakteru miłej. Ja nie mogłem zapanować nad tym, co się dzieje w mojej głowie, ta rozmowa toczyła się własnym życiem. Zaczęło mnie to bardzo męczyć. Nagle ogarnęła mnie panika, że już tak zostanie, że już nigdy nie zapanuje nad swoimi myślami. Zostanę kurwa warzywem, którego nikt nie zrozumie. Razielowi udało się mnie uspokoić, powiedział że muszę tylko zasnąć i będzie ok, ale ja bałem się zasnąć z obawy, że jak się obudzę to stracę całkowicie pamięć i z chłopakami będę rozmawiać już tylko w myślach do końca swojego jebanego życia. Ksiądz odezwał się w mojej głowie mocno wkurwiony i powiedział, że mam zasnąć, bo przeze mnie on i Vifon nie mogą zasnąć. Przez to, że moje myśli szalały, oni nie mogli zasnąć. W pewnym momencie dotarł do mnie odgłos trzaskania drzwiami gdzieś z korytarza akademika, a potem znowu i znowu. Miałem wrażenie, że te drzwi trzaskały w regularnych odstępach czasu, co do sekundy. No to pięknie, zapętliłem się w czasie, czas mnie uwięził i już zawsze będę leżał w tym łóżku. Pomyślałem sobie – nie, muszę to ogarnąć, wy tak naprawdę nie jesteście połączeni ze mną;

- [Nie? To my ci kurwa udowodnimy, że jesteśmy połączeni] - wkurzył się Ksiądz.

Jakąś chwilę później, dziwnym trafem, (wtedy nie wydawał mi się dziwny, lecz przerażający), wszyscy trzej dostaliśmy takiego skurczu mięśni, że podskoczyliśmy na swoich łóżkach.

- [No widzisz, jesteśmy połączeni, więc ogarnij swoją czaszkę stary, bo nie dajesz nam spać] - usłyszałem Raziela.

Doznałem szarpnięć w ten sposób, że przez chwilkę czułem opanowanie i spokój, a potem strach i panikę utrzymującą się przez może minutę, następnie znowu spokój i panika i tak w kółko. Rzucało mną niesamowicie. Zapętlony w czasie, uwięziony w swojej głowie, spanikowany shizol. Dodatkowo, co jakiś czas traciłem poczucie w całym ciele na krótką chwilę. Zasnąłem w końcu chyba z wycieńczenia.

Podsumowując wreszcie: to przejście od zajebistego poczucia humoru do bad tripa rozwaliło mnie. Zadbałem o dobre przygotowanie się do tripowania. Nawet rano tego dnia zabłysnąłem na zajęciach i poprawiło mi to nastrój. Kiedyś miałem bada po zielsku z tym, że wtedy mój nastrój był faktycznie trochę w rozsypce. Teraz teoretycznie nie powinno tak być. Okazuje się, że bad trip nie wybiera.  Ten towar mnie zżarł i pogryzł, zrobił ze mnie szmatę, którą ktoś namoczył, rzucił na podłogę, zaczął ją czyścić i docisnął mocniej w miejscu, gdzie brud nie chciał zejść. Jeszcze następnego dnia chodziłem na wstecznym.

Pozdrawiamy Serdecznie.

 

Substancja wiodąca: 
Rodzaj przeżycia: 
Wiek: 
25 lat
Set and setting: 
Set: pozytywne nastawienie, ekscytacja i ciekawość nadchodzących doświadczeń. Setting: pokój akademika, znani od lat dobrzy towarzysze i przyjaciele.
Ocena: 
Doświadczenie: 
MJ - wiele razy (ok. 3-6 razy na rok, od 7 lat). LSD - raz oraz kilka razy mikrodawkowanie. DMT - raz. SD - susz - trzy razy SD - 10x - raz. Grzyby - ten TR oraz kilka razy mikrodawkowanie.
Dawkowanie: 
0,3g grzybów ok. 3g marihuany na grupkę pięciu osób.

Odpowiedzi

To już nawet nie trip raport, a solidny epos o zajaranych (i w sumie też zgrzybionych, bo connecting) rycerzach i ich walce z umysłami :D Ile szczegółów. I ten humor. I te wątki. I te emocje. I to wczucie się. 

Słowem- zajebiste.

No i koniec :D

Wbrew pozorom marihuana, a w zasadzie to THC też potrafi pokazać pazury, aczkolwiek nie solo, lub nie bez bardzo dużej dawki. 
U mnie w zasadzie tylko leciusieńko podbija działanie psychodelików, jakichkolwiek, natomiast dla mojej drugiej połówki mix MDMA + THC daje efekty zbliżone do LSD. Przynajmniej pod względem wizualnym. 

Sam Trip Report, a w zasadzie to Trip Reporty są składnie i przyjemnie napisane, "kciuk w górę" ;D 

Optymista wierzy, że żyjemy w najlepszym ze światów. Pesymista obawia się, że to może być prawdą.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2021
design: Metta Media