Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

3mmc. - pierwsze, bardzo przyjemne spotkanie

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
Pierwsza tura - 200 mg oralnie
Dorzutka - około 100 mg oralnie
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Nastrój kiepski. Nastawienie co do zabaweczki - bardzo pozytywne. Zero lęku, obaw. Raczej ciekawość.
Wiek:
18 lat

3mmc. - pierwsze, bardzo przyjemne spotkanie

Szczerze mówiąc opisuję swoje przeżycia poraz pierwszy, ale postaram się Wam odwzorować to, co czułam, jak najlepiej.

Piątek: Tego dnia byłam w kiepskim nastroju, sama nie wiedząc czemu. Chodziłam mocno zdenerwowana i każdy dostawał rykoszetem. Powinno być zupełnie inaczej, gdyż tego dnia szłam z chłopakiem i znajomymi do klubu, żeby trochę się rozerwać i pobawić.

Zaczynajmy..

19:30 - Wszyscy już się zebrali u mnie w domu, było nas pięcioro: 3 dziewczyny i 2 chłopców. Wszyscy w jednakowym wieku: 18 lat. Zabraliśmy się do przygotowywania "eliksirów szczęścia" :). Postanowiliśmy rozrobić kryształ w soku pomarańczowym - podobno najlepiej zabija smak. No, to do dzieła. Zanim wszystko przygotowaliśmy minęło trochę czasu, ale ok, mamy wszystko, możemy rozpuszczać.

19:45 - Wzięliśmy pięć kubków. Zawartość samarek wsypaliśmy na dno i rozcieńczyliśmy małą ilością wody. Dodaliśmy do tego soku i wymieszaliśmy. Szczerze mówiąc trójeczka w ogóle się nie rozpuściła, więc po prostu co jakiś czas mieszaliśmy zawartość podczas picia. Sok zalatywał nieprzyjemnym, gorzkim smakiem.

Jeśli chodzi o dawkowanie: dziewczyny - 200 mg, chłopcy po 350 mg.

Wypiliśmy wszyscy w tym samym momencie. Mieliśmy 15 minut do autobusu, więc zaczęliśmy się zbierać.

19:55 - Idziemy na przystanek, czuję, że ręka mojego chłopaka ściska mnie trochę bardziej niż zazwyczaj. Spojrzał na nas i wypalił: "Ludzie, nie wiem, jak Wam, ale mi zaczyna wchodzić od nóg.". Wszyscy popatrzyliśmy na niego i tylko się uśmiechnęliśmy, bo my na razie nic nie czuliśmy.

20:00 - Za pięć minut autobus, więc stoimy i czekamy. Podchodzi do mnie przyjaciółka i pyta: "Zapalimy?", odpowiadam "No jasne." i odpalam papierosa. Papieros smakuje inaczej niż zawzyczaj. Zbliża się mój chłopak i zagadauje "I co, czujecie coś?". W sumie obie jeszcze nie czujemy jakichś wyraźnych zmian, chociaż mogę powiedzieć, że przestałam mieć zły humor i trochę odpuściłam.

20:05 - No i przyjechał. To wsiadamy. Chcąc wsiąść do autobusu unoszę nogę i w tym momencie... booom.. Weszło. Nie powiem, żeby to było jakieś spektakularne wejście, ale zrobiło mi się naprawdę przyjemnie. Siadam na miejsce. Siedzimy wszyscy w grupie. Uśmiecham się i oznajmiam, że mi już dobrze. Wszyscy mi wtórują oprócz mojej przyjaciółki. Mówię: "To jej pierwszy raz z jakimikolwiek substancjami, wejdzie jej, spokojnie.". Jedziemy sobie tak już z pięć minut. Patrzę na roześmianego brata i myślę sobie, że dobrze się bawi. No super, szczerość im się włączyła. Wspominają wakacje i zabawy z czym innym. Nagle moja przyjaciółka patrzy na mnie i cieszy tę swoją japkę. Ooo tak, uśmecham się i pokazuję kciuka. Słyszę tylko: "Oj, weszło mi, weszło.". Siedzimy uradowani, bo w końcu wszyscy już jesteśmy pod wpływem. Zaczynam odczuwać brak śliny, w sumie nie mam jej aktualnie w buzi w ogóle.

21:20 - Dojechaliśmy, a więc wysiadamy i ruszamy w stronę klubu. Czuję płynącą krew w moich żyłach, ale bez przesady. Odczuwam szybsze i mocniejsze bicie serca, i czuję się tak błogo. Tak mi dobrze. Patrzę na chłopaka i uświadamiam, że włączył mi się popęd. (Nie wiem, czy to częsta przypadłość, ale mam to do siebie, że po zabawkach włącza mi się chcica, nie wiem, jak Wam, a aż ciekawa jestem :D.). Zatrzymuje mnie na chwilę i szepcze do ucha: "Mam na Ciebie ochotę.". Ha! Czyli mu też się włączył. Idziemy tak jeszcze przez chwilę, wszyscy wspólnie rozmawiając, jesteśmy szczerzy, nikt nie owija w bawełne, mówimy prosto z mostu. Puszczam rękę i podbiegam do koleżanki, bo widzę, że do mnie macha. Pytam, o co chodzi, odpowiada, że musi porozmawiać ze swoim chłopakiem (moim bratem), więc spotkamy się w klubie. Myślę sobie, no no, szczerość, ach ta szczerość.

21:35 - Dochodzimy do klubu, jeszcze papierosek przed wejściem i zasuwamy. W klubie spotykamy wielu znajomych. Od razu idziemy na parkiet. Wtulam się w chłopaka i zaczynamy tańczyć. Muzyka jest beznadziejna, chociaż zupełnie mi nie przeszkadza, czuję się lekka i szczęśliwa, a popatrzmy na to, że jeszcze pół godziny temu chodziłam jak na szpilkach. Nie chcę nawet nic mówić, po prostu tak trwamy sobie w tej chwili. Odczuwam idealny chillout.

22:00 - Jesteśmy już w klubie od jakiegoś czasu i boom, nowość, włączył mi się speed. Nagle chce mi się chodzić, szukać ludzi, rozmawiać z nimi. Odchodzę od stolika i chodzę po klubie. Rozmawiam ze wszystkimi znajomymi, na jakich wpadnę. Mówię szybko, szybciej niż zazwyczaj, ale bez przesady. Idę z kimś tańczyć, ale tylko na chwilę, bo pozostawanie w jednym miejscu mnie nudzi. Ciągle coś robię. Od czasu do czasu siadam przy stoliku i rozmawiam z przyjaciółmi.

Czas mija mi miło i nie mam czasu na znudzenie. Wciąż czuję lekko uciążliwy popęd (w końcu jesteśmy w klubie), ale wątpię, że można go nazwać złym skutkiem! :D

00:30 - Zaczął się zjazd. Myślałam, że przejdę go raczej spokojnie i bez problemów, ale nie..

00:50 - Siedzę tak już od 20 minut i czuję się fatalnie. Mam ochotę zwymiotować, bo substancja siedzi mi na żołądku, ale nie, odpycham od siebię tę myśl. Przychodzi brat z chłopakiem i patrzą zmartwieni. W sumie im się nie dziwię, nie wyglądam najlepiej. Słyszę głos mojego brata: "To nie ma sensu sis, będziesz się męczyć, więc albo jedźcie do domu, albo idź dorzuć.". Bez zastanowienia wstaję i idę po przyjaciółkę. Rzucam tylko: "Dorzutka." i ruszamy w stronę łazienki.

01:00 - W kabinie wsypujemy zawartość do soku i pijemy. Po 100 mg na głowę. Wracamy do znajomych. Siadam na kanapie, czuję jeszcze zjazd, ale zaczyna przechodzić.

01:15 - Ok, już jest dużo lepiej. Nie to, co na początku, troszkę słabiej, ale co najważniejsze - jest mi dobrze, a było źle.

03:00 - Wsiadamy do taxówki i wracamy do domu. Zachodzimy jeszcze z chłopakiem do sklepu po piwo i kierujemy się do domu.

Gdzieś około tej godziny zaczyna się zjazd, na szczęscie tym razem bardzo delikatny i prawie niewyczuwalny.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Obudziłam się koło 11 zupełnie wypruta - brak serotoniny zrobiło swoje. W sumie nie jadłam nic do niedzieli po południu, a prawie całą sobotę przespałam.

Bawiłam się naprawdę dobrze, miło będę wspominać trójeczkę. Powiem szczerze, że przypadła mi do gustu i pewnie jeszcze nieraz po nią sięgnę, tylko tym razem będę pamiętać, żeby dorzucić od razu, jak mnie złapie afterglow. Polecam ten stymulant wszystkim, którym zależy na wyluzowaniu i podkręceniu tempa, nadaje się do tego wręcz idealnie. Jest lekki i przyjemny. Nie mogę o nim powiedzieć złych rzeczy. No może lekko uciążliwy kompletny brak śliny i szczękościsk, ale da się przeżyć.

Do kolejnego! ;)

 

Ocena: 

Odpowiedzi

Ładnie napisany raport, jeden z niewielu który mi się dobrze czytało. 

Przyjemnie się czyta. Bez zbędnej filizofii. Tak powinny wyglądać raporty z euforyków i empatogenów.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media