Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

21 marca- umysł na wagarach

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Dawkowanie:
2 kartony lsd
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Pierwszy samotny trip u siebie w domu. Chciałem przemyśleć sobie parę wcześniej przygotowanych zagadnień, ekscytacja spowodowana długim oczekiwaniem i założeniem, że chciałbym by trip wniósł co nieco do mojego życia. Nastrój pozytywny, spokojny, jednak gdzieś tam na głębszych poziomach mogła jawić się lekka obawa, spowodowana ostatnim doświadczeniem, w którym z kolei z kolegą było bardzo źle.
Wiek:
20 lat
Doświadczenie:
THC, LSD, grzyby, MDMA, Meth, Mefedron, DXM, 4-ACO-DMT, homet

21 marca- umysł na wagarach

Na godzinę przed zażyciem postanowiłem pomedytować, w celu całkowitego wyciszenia.

T- 12:00

No to jedziemy! Zaaplikowałem dwa kartoniki dietyloamidu kwasu lizergowego, po czym wróciłem do medytacji.

T+10min

Ku memu zdziwieniu, substancja zaczyna już wyraźnie oddziaływać na mój organizm.

T+20 min

Już wiedziałem, że to nie byle jaka podróż. Nagle zaatakowała mnie tak ogromna fala bodźców, że stopniowo mój mózg nie nadążał ich przetwarzać. Wzbudziło to mój niepokój.

(leciało wtedy Shpongle, nagle stwierdziłem, że potrzebuję nieco bardziej relaksującej muzyki, a chwile po i ona zaczęła mnie przerażać)

T+25 min

Wtedy jeszcze ostatkiem sił próbowałem wmówić sobie, że zabrałem bilety na odpowiedni lot, ew. jeszcze czas je przebookować.

Niestety, po tej w miarę pozytywnej chwili złudzeń, wraz z rozpływającym się coraz bardziej pokojem, dochodziło do mnie gdzie lecimy.

Reakcja? Wiadomo!
Przerażenie, wzmagające się dodatkowo z wizualizacją kolegi na krzywej jeździe.
GWÓŹDŹ DO TRUMNY!
No ale przetłumacz swojemu nakwaszonemu koleżce, żeby nie myślał o tym akurat teraz.

Odpływam coraz bardziej. Strach wzmogła myśl, jak daleko może to zajść... no a zaszło.

Zachowując resztki trzeźwego myślenia (wiedząc, że jestem teraz pozbawiony wsparcia kogokolwiek), oceniając moją teraźniejszą transatlantycką lokacje, wywnioskowałem, że jedyne co mi pozostaje to wmawianie sobie, że to minie.

Bad trip...
Hmmm. zdaje sobie sprawę, że nie będę odkrywcą jak napiszę, że żeby to zrozumieć trzeba to przeżyć.

Ale spróbuje naświetlić trochę jak to było w moim przypadku.

Całkowite zrównanie z ziemią jakichkolwiek form, ram i koncepcji dotychczas mi znanych. Szkielet postrzegania świata runął. Jakbym dostał umysł, który nie zna praktycznie niczego, umysł niemowlaka. Wszystko staje się nowe i przez to wydawało mi się obce. Nie mogłem z się z niczym utożsamić, zatracałem się jeszcze bardziej. Słowa, które znałem stały się puste. Może i byłem w stanie wyrecytować ich def., ale zupełnie nie rozumiałem ich sensu.

Sam sens stał się dla mnie bezsensowny- no bo czym on właściwie jest? A co to właściwie to jest "właściwie"?

Traciłem oparcie w czymkolwiek. Czułem się jak zwierze w potrzasku, czekające na myśliwego. Przerażenie i strach potęguje uczucie bezsilności. Nie pozostaje nic innego, niż się temu poddać i liczyć na okruch przychylności losu. Cały czas powtarzałem sobie "stary zjadłeś sporą dawkę lsd, pamiętaj!" i co najważniejsze, co było jedynym światełkiem w mrocznym tunelu, że to kiedyś minie. I to jest warte dla mnie podkreślenia, bo była to jedyna pozytywna myśl, która przyświecała mi w tym nowym świecie. Starałem non stop sobie to powtarzać i bez wątpienia, dzięki temu nie zatraciłem się zupełnie. Wciąż jednakowoż miałem resztkę poczucia swojej tożsamości. I tu na szczęście mogę dać kropkę, bo nie pozwoliłem temu ulecieć.

T+około 1h

Zacząłem budować swój świat, nadawać mu pewne formy. Ponieważ nie rozumiałem nic, szkielet składał się z plusików i minusików, gdyż jako symbole, nie czułem potrzeby ich definiować. Były moim wyznacznikiem pozytywów i negatywów. Jak sobie o tym teraz pomyśle to wydaje się całkiem zabawne, ale wtedy wcale nie było mi do śmiechu.

Całkiem przez przypadek (chcąc chyba włączyć The Knife), z rozlewającego sie zupełnie ekranu udało mi się puścić The Kooks, całkiem chillową płytkę KONK (którą polecam ewentualnym pasażerom wyższych lotów).
I tu nastąpił pierwszy moment przełomowy, bo owa muzyka okazała się być, co prawda maleńkim, ale okładem. Stala się moim drugim +!

(Dotychczas cokolwiek puściłem, po chwili stawało się przerażające i zrezygnowałem z muzyki)

Wpadło mi wtedy do głowy, żeby pochować z widoku rzeczy, które budzą we mnie największy strach. Tak, więc kilka przedmiotów z półek, na czele z wenecką maską, trafiło do szuflady.

T+2h

Spojrzałem na zegarek, była 14. Obliczenie ile tak właściwie minęło okazało się być nie lada wyzwaniem, choć pamiętałem, że zjadłem kwas o 12. Kiedy w końcu doszedłem, że chodzi o dwie godziny, nie potrafiłem ocenić czy to długo czy krótko. Także przestałem się nad tym zastanawiać.

Zrodziła się we mnie jakoś wtedy myśl, że co jak co, ale już trochę przetrwałem. Nie wiedziałem niby czy to dużo czy nie, ale dla mnie to był co najmniej tydzień. Poszedłem dalej tym tropem i uświadomiłem sobie, że po tygodniu to już raczej gorzej nie będzie. No i proszę! Mamy trzeci plus!

T+3h

Z tą naprawdę znaczącą dla mnie kolekcją, stopniowo zacząłem odczuwać ulgę. Wizuale także traciły powoli swoją intensywność. Niedługo później nie miałem już wątpliwości. Tak! Lądujemy :)

Wysiadając z samolotu feralnego lotu, ku memu zdziwieniu poczułem wielką ekstazę. Byłem przeszcześliwy, że koszmar minął. Tańczyłem, cieszyłem się resztką (a właściwie połową) jazdy, która mi została. Czułem się jeszcze mocno otumaniony, ale jakie to miało znaczenie. Jestem na ziemi! Zaprzyjaźniłem się wtedy ze swoim ciapem- Homerem i Panem Maupką z koszulki! I tak następną godzinę, niczym trzej muszkieterowie, przemierzaliśmy zakamarki mego domu.

T+4h

Mój umysł wrócił z wagarów. Postanowiłem rozpalić wcześniej przygotowaną sziszę i wystartować ze spisywaniem doświadczeń.

Moi nowi przyjaciele tracili powoli swoją magiczną tożsamość i poczułem wielką potrzebę bliskości. I tu w czas pojawiła się dziewczyna. Ciężko wyrazić co czułem widząc ją, bo, przynajmniej dla mnie, nie widzieliśmy się chyba z rok.

I w tym miejscu moja przygoda się kończy. Bez wątpienia, był to dla mnie najbardziej przerażający moment w moim życiu, jednak nie żałuje go. Doświadczenie samo w sobie jest niezwykle fascynujące. Mam nadzieję, że będzie miało jakiś pozytywny oddźwięk w przyszłości. No i na pewno z racji przekonania się na własnej skórze jak potężnym drugiem jest lsd, będę miał do niego większy szacunek. Także osobiście powitanie wiosny mam za sobą. U mnie już nastała! :)

 

 

 

Ocena: 

Odpowiedzi

Miałeś już "to" na widelcu. Dlaczego nie pozwoliłeś się całkowicie zatracić? Czego się bałeś? A raczej czego bało się Twoje ego?

Na moim przedostatnim kwaśnym tripie, mój kolega przełamał bariere ego. Jednak z racji faktu, że jego umysł nie był na to zupełnie gotowy, skończyło się to tragicznie. Między innymi samookaleczaniem i agresją w stosunku do nas. Więc nadzwyczajniej w swiecie bałem się o siebie. A jak zaznaczyłem, byłem sam. Niemiałby mnie ewentualnie kto powstrzymać.

No proszę, czytam dzisiaj już drugi trip report, z którym poniekąd mogę się utożsamiać! Na dekstrometorfanie również doświadczyłem podobnego "oderwania" wszystkiego, co znane i też bałem się tej obcości, jednak myślę, że Twoje przeżycie było dużo mocniejsze i przez to było trudniejsze, ale sobie poradziłeś, więc gratsy ;D Ktoś wyżej pisał- "czego się bałeś?", a ja po przeczytaniu tegoż komenta stwierdzam, że faktycznie ciężko to zrozumieć osobom trzecim, bo na moje oko opis ten wydaje się być opisem czegoś strasznego i porytego, ale ja miałem podobną banię, więc wiem, jakie to chu**we samemu w tym siedzieć. Z kolei ktoś, kto osobiście nie został tak oderwany, nie zna chyba tego strachu o "brak punktu odniesienia". Doskonale to określiłeś- "Czułem się jak zwierze w potrzasku, czekające na myśliwego".  

Masz też sporo racji w tym, że nawet takie zryte tripy dużo nam dają i są niesamowicie ciekawym doświadczeniem. Czuję się wreszcie przez kogoś rozumiany ;) 

Bardzo chciałbym spróbować kwasku, ale niestety nie wiem, skąd wziąć "pewniaka" :( Może kiedyś... miejmy nadzieję, że ta substancja jeszcze wielu ludziom otworzy umysł, ale oczywiście w nieco bardziej pozytywny sposób, używając metod łagodnych :D Pozdrawiam i życzę miłych przeżyć w kontakcie z wszelakimi substancjami!

 

No i koniec :D

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media