Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

albo tak, albo tak

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Dawkowanie:
100mg 4ho-mipt (coś mi się wydaję, że było więcej...) oraz 300ug 1p-LSD
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Lekka niepewność, którą odganiałem, bo przy takich ilościach trzeba być zdecydowany. Psychicznie dobrze. W pokoju, z rana, wypoczęty.
Wiek:
24 lat
Doświadczenie:
Sporo tego.

albo tak, albo tak

https://www.youtube.com/watch?v=z5Bagk8ig7w

 

8:30 budze się i wiem to już teraz. Pierwsze plany, to przyjąć 100mg 4ho-mipt oraz 300ug 1P-LSD pod język i zasnąć, by obudzić się w innym świecie. Wszystkie dialogi prowadziłem sam ze sobą. Nie ma tutaj innych osób. 

Mija około 20 minut, i tak jak zawsze przy większych dawkach było czuć że substancja działa, tak teraz mnie wgniotła w łóżko:

-Czy ktoś wie?

-nikomu nie mówiłem, więc nie

-Ale ktoś słyszał?

-Wszyscy jeszcze śpią, nikt nie wie przecież to bez sensu.

-Jestem pewien, że ktoś wie. Sprawdzę telefon, będe mieć pewność. Jeżeli ktoś wie, na pewno napisał

-Nikt nie piszę, może nie mam połączenia z internetem? Cholera jest, czyli nikt nie wie.

-Muszę rozłaczyc telefon z siecią, żeby przypadkiem nikt się nie dowiedział. 

 

Ból żoładka. Ogromny, przeszywający bodyload, który zmusił mnie do wymiotowania 2 razy. Czułem jak miprocyna już się włączyła, I utwór który wrzuciłem wyżej, idealnie odzwierciedla to, co się działo w mojej głowie. Brzęczenie, coraz mniejszy kontakt z rzeczywistością.

-Cholera, musze wyciągnać karte z telefonu, bo może sam wysłać jakies informacje.

-Nie umiem tego zrobić, na pewno każdy już wie.

-Nie wiem, czy to fraktale, czy ktoś chodzi za drzwiami. 

-Ktoś chodzi, ledwo słyszę kroki. Brzmi to jak... Pukanie? Wołanie? Tracę kontakt z moimi zmysłami.

-Są ta już dwie osoby, nie jestem w stanie usłyszeć i zobaczyć, co tam się dzieje. Pukają do mojego pokoju, dowiedziały się.

-Gdzie jest telefon, musze napisać do kumpla

Paranoja, którą sam wywołałem, nagły wystrzał pierwszej fali lizarda połączony z moca tryptamin. Pogłebiający, przerażający bad trip miał w sobie coś pięknego.

-Cholera, na messengerze nie ma żadnych kontaktów, tylko gry. Początek ego death

-Muszę się spiąć i zobaczyć co sie dzieje za drzwiami

Nie było tam nikogo, w domu cisza.

-Nadal wiem, że każdy wie. 

Kolejna fala bólu. Kolejne wymiotowanie. 

-Fraktale są tak silne, że wyciągają czerń spod rzeczywistości.

-Mam dwa wyjścia, albo się położę i za pare godzin znajdą mnie w takim stanie, albo postaram się odszukać w mojej głowie pomysłu, by do wyjścia nr 1 nie doszło.

Poszukiwania były mocno utrudnione. By to zobrazować powiem tylko, że musiałem rozmawiać sam ze soba, by móc w stanie myśleć. Ilość losowych impulsów łączących różne fakty była tak silna, że nie słyszałem własnych myśli. 

-Alkohol. W zamrażalce jest wódka. Albo to, albo wszyscy mnie znajdą. 

Doczołgałem się do lodówki, otworzyłem i wyciągnąłem pierwszą lepsza butelkę, w której był alkohol. Niewiele myśląc otworzyłem ją i na raz wypiłem około 250ml (pół butelki). Wiadomości o tym, jak mocno była zmrożona wódka i gorzka dotarły do mnie po zakręceniu i odstawieniu na biurko.

-Złapałem pierwsza myśl. Na szczęście szok był tak silny, że lekko zablokował działanie. 

Wtedy poczułem, że udało mi się i będe świadomy przez kolejny cały dzień z całym arsenałem psychodeli. Następnie wypiłem prawie cała wódkę. 

Mimo strachu, zdezorientowania, początku ego death, teraz potrafie zobaczyć w tym coś niesamowitego. Widziałem co się dzieje za oknem, świat tam był tak jakby teksturą. Uniknąłem zamknięcia wszystkich swoich zmysłów w głowie, czerń chowała się znów pod teksture rzeczywistości.

 

A więc stojąc tak przez dłuższa chwile na środku pokoju, udało mi sie wydostać poza obręb mojej świadomości i byłem zdatny do działania. A na moje nieszczęście okazało się, że miałem aż nadto kontaktu z ludźmi. Kolejny raz udało mi się zachować dyskrecję i zachować tajemnicę o moim aktualnym stanie. 

Wtedy widziałem siebie dosłownie stojącego obok. Zero kontaktu ze światem, brak jakiejkolwiek reakcji, stałem i toczyłem wojne we własnej głowie. Czerń coraz bardziej przykrywała rzeczywistość, co pozwoliło na chwilę spokoju i przemyśleniu kolejnego kroku, mianowicie chodzi tutaj o akcje z alkoholem. W pewnym momencie stałem w nicości, i rozmawiałem sam ze sobą, bo nie było innej możliwości na rozmyślanie. Same wcielenie planu w życie wyglądało wręcz identycznie. By móc cokolwiek zrobić, wyobraziłem sobie, że stoje we własnej głowie i patrze przez dwa ogromne telewizory, które imitowaly moje oczy. Musiałem myśleć o ruchu ręką, by otworzyć drzwi, a następnie lodówkę itd. Dopiero po godzinie od pierwszego łyku byłem w stanie jako tako kontaktować i ego death odpuściło. 

Czułem się wręcz jak bohater po heroicznej bitwie. Znów wygrałem.

 

Następnie dzień mijał dość ciekawie, nie będe się na ten temat rozpisywać. Trwał bardziej jak zwykły trip po standardowej dawce.

Natomiast wszystko wróciło w nocy. Gdy się położyłem, zauważyłem że zaśnięcie będzie trudne. Mineło wtedy od przyjęcia już dobre 15 godzin, a trip nadal trwał. Możecie sobie tylko wyobrazić moje zmęczenie po tak długiej podróży, w którje zdążyłem się  upić, wytrzeźwieć i dalej podróżować. Niestety, deficyt serotoniny sprawił, że nie miałem szans na sen. I wtedy zaczęły w ciemności pojawiać sie fraktale i delikatne iskry. Przy zamkniętych oczach przypominałem sobie cały dzień, a efektem tego była kolejna psychoza i paranoja. 

-Cholera, to mi się wszystko śni! Nie piłem nic, tylko po prostu padłem w swoim pokoju! 

Bad trip wrócił ze zdwojoną siłą. Nagle zacząłem słyszeć dźwięki, jakgdyby moje ciało leżało na Ziemi, a wokół mnie ludzie próbowali mnie budzić. Jakgdyby z zewnątrz dochodziły do mnie informacje, lecz był bardzo rozmytę i chaotyczne. Wtedy strach przed zaśnięciem był większy, niż fizyczne przeszkody jak ciągłe działanie substancji. leżac tak całą noc, ciągle przekonywałem się, ze to niemożliwe. 

-No przecież leże tutaj, słysze ludzi za ścianą. Grałem, słuchałem muzyki, spotkałem się z ludźmi. No nie mogłem sobie tego wyobrazić!

-Przecież mogłem...

-Szybko, musze odszukać w pamięci zdarzeń, które posiadały w sobie element nierzeczywisty. 

-Nie ma takich...

Rzeczywistość przestała być rzeczywista i potraktowalem to jako po prostu podróż wewnątrz mojej głowy. I tak przeleżałem kolejne 8 godzin, z paranoją iż zapewne leże w szpitalu i każdy dowiedział się, co zaszło. Dopiero nad ranem jakoś zasnałem i obudziłem się po około 3 godzinach. Wtedy byłem pewien, że na szczęście to wszystko nie było jedynie fantazją i nie leże w szpitalu. 

Ocena: 

Odpowiedzi

"Brzmi" jakby lepiej było gdybyś nie ćpał.

Miałem tego nawet nie komentować, ale...

Coraz lepsze lekarstwa na body load. Tym razem wódka xD 

Ego death? Poważnie? Jak się jaźnie kłócą ze sobą, to gdzie tam do śmierci ego...

O reszcie to szkoda gadać...

 

To tylko sen samoświadomości.

Teraz widzę, że czytanie ze zrozumieniem u Ciebie dość mocno kuleje. W to samo miejsce skąd wychodzą nieczystości można włożyć Twoje komentarze, gdyż nie wnosza dosłownie nic. Poprzednie zdanie na temat "brutalności" miprocyny vs P1-LSD? Gdybyś cokolwiek wiedział na temat psychodelików to miałbyś informacje, że ich działanie to kwestia bardziej indywidualna i nie działają na każdego tak samo.

Odezwij się, jak nabędziesz umiejętnośc czytania ze zrozumieniem i będziesz w stanie przekazać coś konstruktywnego ;)

A żebyś ty wiedział, jakie miałem egodeath jak dłubałem w nosie!

Akurat... dłubałem w nosie, gdy przeczytałem Twój komentarz:-) Zrobiłeś mi dzień:-)

To tylko sen samoświadomości.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media