Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

moja joga czyli folkowa lista przebojów

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
1 Shiva
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Chęć umilenia popołudnia wyrażona Tęsknotą za Utraconym.
Wiek:
25 lat
Doświadczenie:
MJ, grzyby, RC, DXM, benzydamina, kodeina

moja joga czyli folkowa lista przebojów

 

Minęło już kilkadziesiąt minut odkąd wyciumkany papier znalazł się w moim żołądku. Głowa zaczęła przeczuwać nadchodzący obłąkańczy stan. Ciało zaczyna drżeć, motam się chwilę; szukam odpowiedniego rytmu z którym mogłabym popłynąć; Hallucinogen – The Lone Deranger. Widzę odbicie samej siebie.

Ciągle jeszcze towarzyszy mi nienasycenie, po naszym ostatnim nikłym kontakcie. Ciało szybko poddaje się pulsującej muzyce. Nudzi mnie już ta niekończąca się rozmowa z samą sobą. Halucynacja. Niezaspokojone pragnienie zjednoczenia z Tobą, od tego nie ucieknę.

Między regałami znajduję swój kawałek przestrzeni. Przywykłam na nim wykonywać swój codzienny taniec kosmiczny. Powoli niepotrzebne myśli ustępują ekstatycznej wibracji. Zatracam głowę. Jeszcze tylko przez chwilę otoczenie przykuwa moją uwagę, te dziwne postacie wyglądające zza zdjęć. Spoglądam na twarz mojego towarzysza – nie potrafię kompletnie odczytac emocji z jego twarzy. Odnoszę wrażenie że paraliżuje go chaos wrażeń. Zamykam oczy.

Nie jestem już kontrolerem ruchów. Boskie prądy przepływają przez moje ciało kiedy tańczę. Pożegnałam się z egocentryczną nudziarą; przywitałam starą znajomą Psychodelę. Widzę jej twarz, znajome mi rysy. Wizerunek wykrzywiony grymasem euforycznego uśmiechu. Błogość. Pach, pach, pach. Moc się krystalizuje, śmieję się całą S o b ą.

Rozpoznaję swoją Matkę i staję się N i ą. Przejawiam wszystkie jej aspekty kobiecości. Gotowa jestem wykarmić głodujące serca. Zalewa mnie Miłość. Czemu by tak nie nakarmić samej siebie?

Całkowicie oddałam swoje stery Najwyższemu. Pękły bariery ciała i umysłu. Staję się swoim dopełnieniem. Towarzysz próbuje jeszcze mnie złapać ale ja jest ze M n ą. Urzeczywistnienie przepływa niczym świetlne impulsy. Ich bieg jest przerywany przez zdumione momenty uświadomienia. Płynnie ze światła przemieniam się w dźwięk.

Dłonie samoczynnie układają się w mudry, jestem tylko T w o j ą marionetką. Odgrywam przedstawienie na deskach Twojego teatru, czując jednocześnie jak napełniasz mnie swoją drogocenną energią Stwórcy. Staję się N i m. Materia zdaje się być zwykłą gliną.

Otwieram oczy – zostałam sama w pokoju. Jak długo już go nie ma?

Z powrotem porywa mnie Samotny Obłąkaniec. Kolory zrobiły się bardzo przyjemne. W świetle zmierzchu, przez wpółotwarte oczy widzę błyszczące topazowe żyły wijących się przedramion. Zanurzam się w Oceanie Jedności, lekko w nim dryfuję. Rozkoszuję się byciem T w o i m planktonem. Biodra zataczają półokręgi, En e r g i a zaczyna wirować. Ananda. Bezustannie nasycam się Twoją Energią w kolistych cyklach brania i oddawania. Towarzysz jakby żądał dostępu do Mnie, nie mogąc się przebić przez wrota Harmonii. Ja jestem ze M n ą. Rozpływam się w ciągłej chwili nieskończonej.

Muzyka milknie, spoglądam za okno. Drzewa nabrały ducha; światło z bloku naprzeciwko układa się w tysiące tęsknych oczu. Wiedziałam już że muszę wyjść na zewnątrz. Niczym nurek wynurzający się z głębin otwieram okno by zaczerpnąć haust orzeźwiającego styczniowego powietrza. Towarzysz zdaje się być przerażony moim pomysłem, widzę jak jego Ego stawia twardy opór. „Jak Ty wyglądasz, nigdzie z Tobą nie idę!” - wypowiedziane z głupkowatym, podsycananym strachem szyderczym uśmiechem. Ale boisz się, więc i tak się M n i e nie oprzesz.

Niczym dwa duchy wychodzimy z klatki. Rzeczywistość bez muzyki uderza w pierwszym momencie ale za moment szumy ludzkich głosów i warkoty aut zaczynają układac się w kojącą symfonię. Z braku lepszych miejscówek w okolicy wybieramy się na stary dworzec kolejowy. Wędrówka niczym powrót do ciemnej przeszłości. Dochodzimy do traktu depcząc puste blistry i potłuczone szkło. Wyrównanym krokiem w milczeniu idziemy do peronu. Krajobraz wpierw wydaje się być martwy, jakby jaśniejące kolory nie były w stanie zamaskować jego brzydoty. Ożywiam go S o b ą roświetlając sobie drogę. Towarzysz wciąż nie jest pewny czy dobrze zrobił w momencie kiedy Mi zaufał. Bezcelowość wyprawy go przeraża, nie rozumie, że droga jest celem.

Wchodzę na peron i rozglądam się po okolicy. Dostrzegam zbliżające się bardzo jasne światło – na początku nie jestem pewna, ciemność jest gęsta, nie słyszę stukotu kół ale potem rozpoznaję że pociąg nadjeżdża. Obszar laserowego światła powoli staje się coraz większy, coraz bardziej oślepiający, przewierca nas do środka rozpalając zainteresowanie kolejnymi sekundami sytuacji. Masywne wagony przetaczają się na wyciągnięcie ręki. Ich szum pięknie stroi nasze malutkie umysły.

Zachęceni efektem wyruszyliśmy w dalszą drogę. Otwarta przestrzeń działa kojąco. Skąpośc flory przywołuje obrazy amerykańskiej prerii. Idąc dalej zerkam pod nogi. Pierwotne rośliny pięknie się prezentują w swoich boskich geometrycznych szatach. Urzeka mnie morska zieloność wszędobylskiego mchu. Wtem ziemia staję się oceanicznym dnem; niczym syrena przepływam zjednoczona.

Spacer rozciąga się w swej surrealności, przechodzimy przez kolejne zaułki i ścieżki jak przez bajeczne ogrody. Światło lamp romantycznie odbija się od pozostałości lodowej pokrywy zbiornika wodnego. Zmyslowa ciemnośc toni wodnej. Chłonę i nasycam się resztkam Natury skutecznie przygniatanej przez miasto.

Ponaglana niecierpliwością Towarzysza docieram do domu. Nie mogąc wybrać nic bardziej trafnego i genialnego niż twórczość poprzedniego wykonawcy decyduję się na Celtic Cross – Hicksville. Zanurzamy się w pościeli w słodkiej kontemplacji chwili. Totalna Akceptacja umożliwia rozkoszowanie się Obecnością. Nieograniczone możliwości tylko momentami przytłaczają i utrudniają rozeznanie między jawą a snem. Ciągle jesteś ze Mną.

Kolejny album nieuchronnie dobiega końca. Czując że muzyka elektroniczna nic więcej nie może mi zaoferować, spragniona emocji, wybieram album The Pentangle (1968). Wracam z powrotem na mój kawałek podłogi. Ten sam na którym co dzień staję. Wyglądam za okno, ten sam widok co zawsze. Wróciłam do punktu wyjścia. Charyzmatyczny głos wokalistki kołyszę moją głowę. Znowu jestem tu sama, teraz przynajmniej ze M n ą.

Now I'm going back baby don't you want to go?

Ocena: 

Odpowiedzi

Czekam następnych...

 

Och Abli, dziękuję za komentarz!

Chętnie bym coś nabazgrała ale od tamtego dnia jestem na zupełnym detoksie, nie ma o czym ;) 

A jednak

Dobry txt. Dzięki.

Rzadko spotyka się takie TR,napisane można powiedzieć "ręką poety" ,czekam na następny :)

To nie ja, to kwas.

Też racja,musze spróbować pod formą Powoju choć wiem że oryginałowi nie dorówna ,może też napisze TR...

Ssssłona, przyznać muszę, że to mój ulubiony z Twoich raportów, czytając czuć ekstazę. Nie masz w zanadrzu jeszcze jakichś retrospekcji?

Kusisz Abimelach. Chyba trip z tegorocznego Źródła by się nadał. Aromat kwiatków pomógłby mi odświeżyć pamięć, może jakiś Samotny Obłąkaniec przyniesie mi bukiecik. 

Od zapachu kwiatków wspomnenia może i kwitnące, ale czy przy tym też nie zafałszowane?

Czy wspomnienie z natury nie jest zafałszowane? 

 

Może i tak, ale przydało by się żeby jak najmniej było, czyli wspomnieniem pozostało. Po kwiatkach pojawia się tendencja do ubarwiania, przesadnego ekscytowania mało istotnymi szczegółami, przeoczania innych. Muszkat lepiej sprzyja wspomnieniom, ale też nie jest wolny od wymienionych wad.

Jeżeli sobie życzysz może być bez kwiatków, przecież nie będę pisać tego dla siebie. Ale ciężko będzie uzyskać efekt podobny do tego powyżej.

Przecież zrobisz jak uważasz że należy ; ) czy to aby nie jest zakładanie z góry że taki nie będzie? A zresztą przecież nie musi. Tylko napisz, choćby niespiesznie, nie pod presją : )

Za każdym razem staram się, żeby był jak najbardziej rzeczywisty. Zobaczymy co wyjdzie, zamówienie specjalne przyjęte.

Normalnie koncert życzeń : ) eeee, tu gdzieś ktoś radził Tobie wydanie książki, może trzeba rozważyć.

Domyślam się kto wykupiłby cały nakład.

Tak, i wszystkie musiały by zostać upiększone autografem autorki.

Ze specjalną dedykacją. Mam wyrzuty sumienia, że trochę tu spamujemy.

I słusznie. Wypierdalajcie już

Racja, trochę przegięcie. Tyle komentarzy pod jednym raportem, i to właściwie o czym? O niczym. Wystarczy już.

Ale widziałem Ignis u Ciebie mało komentów jest.

Wiem. Z zazdrości się dopierdalam ziomeg

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media