Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Kanał RSS neurogroove

gałka - ciężki vibe międzyosobowy, a vibe wpływa na wszystko

Error message

Ten Trip Raport jest opublikowany, nie możesz go zmieniać. Skontaktuj się z moderatorem jeśli chcesz edytować. / This Trip Raport has been published, you may not make changes to it.

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
13g dobrej jakości mielonej gałki.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Set: Emocjonalnie dalej trochę ciężko po sprzeczkach z dziewczyną (Ajlo), ale to ustępuje dla poczucia humoru, które wraca. Fizycznie jestem wypoczęty bardzo, po spaniu w lesie. Jest ze mną dziewczyna (~trzeźwa) z psem. Jestem na czczo.

Setting: W podmiejskim lesie, przy ognisku. Jest południe i jest w miarę słonecznie.

gałka - ciężki vibe międzyosobowy, a vibe wpływa na wszystko

Substancja: Gałka Muszkatołowa, dobrej jakości, mielona, w dawce 13g.

 

//Napiszę tu zwięźle co się działo przed tripem, jako rozszerzenie S&S, bo są to ważne informacje, które wpłynęły na to, jak się potoczył trip.//

 

Wyjazd do lasu z Ajlo (moją dziewczyną), planowaliśmy już od dawna w tym terminie. Plan był taki, by wyjechać w dzień pierwszy, po jej pracy, zostać dwie noce, a w dzień 3 po południu już wrócić.

 

D- 2

Przeprowadzam się z powrotem do domu, po ponad tygodniowym pobycie na działce i większość dnia zajmuje nam pakowanie, co wkręca Ajlo za bardzo, do tego stopnia, że po spakowaniu większości zostawiam ją z tym zadaniem samą, by nie wchodzić jej w drogę.

 

D- 1

Po załatwieniu swoich spraw i po pracy Ajlo, wraz z naszą psinką, wychodzimy po 17 na pociąg i dojeżdżamy do lasu. Już w samym lesie przestaje być miło, gdy zaczynamy sprzeczać się o to, którą drogą iść (a i tak chcemy tą samą) i jak daleko iść. Ze względu na ciężar zabraliśmy 3,5l wody mniej, więc robię zwiad przy jedynym dostępnym na mapie źródle wody, do którego w rzeczywistości trudno dotrzeć i jest z 10 razy mniejsze niż na mapie. Ajlo zmęczona. Znajdujemy miejsce na rozbicie się. Na kolacje jemy liofilizat na pół, patrzymy w ogień i idziemy spać.

 

T- 2:00

Budzimy się. Czuję się świetnie wypoczęty i nastrojony (spanie w lesie świetnie na mnie działa). Akceptuję nawet to, że słychać jakaś maszynę ludzką, która hałasuje gdzieś w niedalekiej oddali. Ajlo to jednak bardzo przeszkadza. Plan jest taki, abym rano zjadł Gałkę i szedł po wodę do przefiltrowania, lecz teraz nagle Ajlo chce się pakować, by uciekać przed maszyną. Ja jestem na nie, maszyna jest dość daleko, lepiej, aby skoczył po wodę, a potem niech się dzieje co chce, ale przede wszystkim chcę wziąć Gałkę, po czym mogę zrobić wszystko, bo wchodzi po 2 godzinach co najmniej. Ajlo narzeka, denerwuje się i zaraża mnie tym. Mówi, że dziś nie wezmę Gałki, bo chujowa sytuacja. Z nerwów w stresie zrywam się na zwiad zobaczyć tą hałasującą maszynę. Wracam z wieściami i ponura atmosfera trwa. W końcu pakujemy się i idziemy na miejsce, w którym wieczorem robiliśmy ognisko, aby Ajlo zjadła śniadanie, a ja Gałkę.

 

Set: Emocjonalnie dalej trochę ciężko po sprzeczkach z dziewczyną (Ajlo), ale to ustępuje dla poczucia humoru, które wraca. Fizycznie jestem wypoczęty bardzo, po spaniu w lesie. Jest ze mną dziewczyna (~trzeźwa) z psem. Jestem na czczo.

 

Setting: W podmiejskim lesie, teraz przy ognisku, teraz przy którym Ajlo je śniadanie. Jest południe i jest w miarę słonecznie.

 

T+ 00:00

Jem Gałkę Muszkatołową łyżeczką, wraca nastrój i chęć do żartowania.

 

T+ 00:08

Gałka zjedzona. Zapatruję się w ognisko. Powoli wraca spokój.

 

T+ 00:38

Maszyna zbierająca powalone konary drzew wjeżdża tam, gdzie mieliśmy namiot. Ajlo miała wtedy rację, by się pakować. Teraz też to robimy, Ajlo nawet nie dojada i wyruszamy. Ja na przodzie, las, lub jakaś energia daje mi znać, gdzie iść.

 

T+ ~1:00

Znajdujemy miejsce wśród drzew, by sobie posiedzieć i poleżeć w spokoju. Ptaki pięknie śpiewają i jest chillowo. Sytuacja z rana (oraz dodatkowe wspomnienie) uświadomiła mi, że powinienem zwykle być bardziej "na tak" i wielu sytuacjach życiowych, bo często stawiam opór, bo czegoś chcę, a i tak zdarza się tak, jak ma się zdarzyć, a skutkiem nadmiernego oporu są negatywne emocje. Znajduję dobre miejsce na posadzenie 2 nasionek cannabis, siedzimy, ogarniamy rzeczy i rozmawiamy, przyznaję się do błędów, jakie popełniłem dziś.

 

T+ 1:25

Kładę się na karimacie z Ajlo i zamykam oczy. Odpoczywamy i lenimy się.

 

T+ 1:52

Podnoszę się i otwieram oczy. Już jest inaczej. Bodźce audiowizualne są jakby głębiej przetwarzane. Może kolory są bardziej nasycone? Przy chodzeniu nogi są lekko miękkie. Przy obracaniu głową następuje rozmazanie na peryferiach obrazu. Na oczach pojawia się lekkie wrażenie senności. Szybciej poruszające się obiekty podlegają rozmazaniu ruchu? Słuch wydaje się wyostrzony i podgłośniony. Myślenie jest bardziej abstrakcyjne/ zdystansowane od normalnego lekko. Połączenie z emocjami jest mocniejsze, odczuwam je mocniej i ich wpływ na ciało oraz jednocześnie lekko z oddali, mogąc się nad nimi reflektować.

 

T+ 2:11

Ajlo wstaje i decyduje, że ruszamy dalej. Podczas gdy ja nas pakuje do wyruszenia, Ajlo kładzie się znów i mówi, że już nie chce się jej wstać. Ja, już uruchomiony do chodzenia, odczuwam irytację.

 

T+ 2:20

Ajlo siada. Wychodzi rozmowa o tym, co robić dalej. Rozmawia się powoli i przeciągle, z leniwymi przerwami pomiędzy zdaniami.

 

Nasza sytuacja wygląda tak: mamy mało wody, którą trzeba zdobyć i uzupełnić (źródło znajduje się blisko skraju lasu) oraz trzeba iść bardziej w środek lasu i tam się rozbić, a nie chcę chodzić z tym ciężkim plecakiem przez cały dzień, w tę i z powrotem, a Ajlo oznajmia, że... wraca do domu. I nagle z całkiem łatwych do poskładania "puzli", robi się miszmasz i całe plany tracą sens, nie potrafię złożyć nic w całość, bo puzel "Ajlo w lesie", nagle zostaje zabrany z układanki. A ja chcę spać w lesie, bo to super na mnie działa. Tego dnia mieliśmy się wychillować, w moim przypadku pogałkować, spokojnie sobie pobyć, a nie zapierdalać z ciężarami przez cały dzień, w tą i z powrotem, a potem rozkładanie obozu.

 

T+ 2:25

Podczas rozmowy, gdy zapatruję się w ładne otoczenie, dostrzegam lekką dynamikę w jasności obrazu, lekkie falowanie na obrzeżach widzenia oraz większy focus na tym, na co patrzę.

 

Rozmowa toczy się dalej, a mi ciężko podjąć jakąś decyzje. Pojawia się efekt myślenia kwantowego, czyli że dostrzegam różne scenariusze i opcje wydarzeń, które są prawdopodobne (w tym momencie efekt ten jest jeszcze nieuświadomiony). Jednocześnie dodatkowo nie potrafię podjąć decyzji. W końcu mówię, że wszystko mi jedno, w którą stronę pójdziemy, bardziej zależy mi na tym, by iść powoli, spokojnie i czerpać z tego różne rzeczy, przyjemności.

 

T+ 2:34

Ruszamy w stronę źródła wody, co równożnaczne jest z tym, że i w stronę przystanku kolejowego, aby ewakuować Ajlo. Idziemy szybko i w pośpiechu, przedzierając się przez chaszcze. Mówię, że to bez sensu, że jedzie. Rozmowa, która się wywiązuje jest ciężka i okrutna. Ajlo obrażona i wkurwiona mknie szybko drogą z naszą psinką i bije od niej okropnie ciężki vibe, którym mnie zaraża i atakuje, gdy się odzywa.

 

T+ 2:50

Ajlo sprawdza na telefonie mapy, jak dojść do źródła wody. Ja odchodzę pod drzewko, gdzie siadam. Ciężkie emocje rozchodzą się po ciele, czuję je na gardle, sercu, klatce piersiowej i w głowie. A wokół mnie świat jest spokojny i lekko inny. Zauważam to, lecz nie jest mi dane się z tym połączyć, gdyż Ajlo krzyczy na mnie z drogi, że też mam sprawdzać mapy. Znów czuję się ciężko i zestresowany. Nie mogę się nacieszyć dniem wolnym, bo Ajlo postanowiła zrezygnować z wycieczki. Kurwa. Sprawdzam mapy.

 

T+ 3:00

Ajlo nagle bez ostrzeżenia zakłada plecak i idzie. Podążam za nią i krzyczę, że co tak nagle idzie i, na jej odpowiedź, że bije od niej zły vibe. "To dobrze", bo nie będzie ukrywać emocji. Ja krzyczę, że nie mam zamiaru tak zapierdalać, bo codziennie zapierdalam, a teraz nie chcę! Ajlo rzuca się na ziemie i chwyta za głowę krzycząc.

 

Siadam obok. O co chodzi? Odpowiada, że od noszenia i od takiego chodzenia z plecakiem boli ją bardzo głowa. Pytam się, czy nie wolałaby iść gdzieś w spokojne miejsce i sobie tam pochillować, odpowiada, że tak, ale trzeba mi zdobyć wodę i ja chce chodzić. "Jebać tę wodę, mogę zostać bez!" krzyczę. Ajlo dziwi się. "Jebać wodę i to wszystko, bo nie o to mi chodzi. Mogę być bez wody, mi chodzi o vibe!" mówię, a następnie co raz spokojniej tłumacze, o co mi chodzi, od samego początku, sam sobie też to uświadamiając głębiej. Chodzi o vibe, w którym się istnieje, i o sposób, w jaki się robi rzeczy, a nie to co będę robić. Przetrwam bez wody, a jeszcze trochę zostało! Po to przyjechałem do lasu i jestem na gałce, by istnieć w tym vibie.

 

Ajlo zaczyna rozumieć. Mówi też o tym jak się czuje, co ją zabolało w moich zachowaniach rano i dlaczego chce wrócić do domu jak najszybciej. Rozmowa jest coraz bardziej powolna, spokojna i głęboka. Przepraszamy się i wybaczamy sobie nawajem, tulamy się. Następuje obopólne zrozumienie. Jedyny problem stanowi fakt, że z lewej strony słychać tę maszynę, przed którą uciekaliśmy.

 

T+ 3:30

Czas znów spowalnia, a świat znów zaczyna być ładny. Zaczynam go podziwiać i doświadczać gałkowych wizuali. Ajlo pyta w końcu czy zostaje w lesie, czy wracam do domu, lecz ja nie wiem. Efekt myślenia kwantowego wzmacnia się na tyle, że sobie go uświadamiam i nadaję mu tę nazwę. Opcjonalnie mogę wrócić dziś do domu, lecz wyjdę z lasu dopiero po 20 (T+8), zaczynać rozbijanie musiałbym o tej samej porze. Ciężko podjąć decyzję. Przez chwilę Ajlo się jednak zastanawia czy ze mną nie zostać do tej 20.

 

Ajlo zaczyna nas przepakowywać. Tak, bym miał wszystko, czego potrzebuję na noc. Ona zabierze resztę. Między nami pojawia się porozumienie i zrozumienie. Rozmowa toczy się na większej głębokości. Efekt ten przypomina mi trochę MDMA (?). Może gałka rzeczywiście rozkłada się do MMDA albo w jakiś inny sposób jest releaserem serotoniny? Dodatkowo moje słowa płyną powolnym tempem.

 

T+ 3:50

Powolutku się podnoszę, mając już lepszy nastrój. Idę kawałeczek dalej, oddycham i zanurzam się w otoczeniu. Przy zapatrzeniu się na coś, wizuale przybierają na sile, bardziej niż wcześniej, przypominając poziomem te z poprzedniego tripa. Na ciele jest mi już zdecydowanie lżej, lecz dalej trochę ciężko, przez negatywne doświadczenia, po których teraz czuję zmęczenie i znużenie.

 

T+ 4:00

Ajlo woła mnie do siebie i udziela instrukcji obsługi z nowego filtra do wody.

 

T+ 4:11

Wyruszamy powoli drogą. Ajlo pyta mnie jak chcę iść, więc idziemy miedzy drzewami. Dostrzegam, że to też jest bez sensu, bo Ajlo ma psinkę na smyczy i worek ze śmieciami, i jest jej ciężko, to po co mamy tak iść? Mówię jej, że może powinna iść już na stacje. Wracamy na drogę.

 

T+ 4:19

Pożegnanie na środku drogi. W dobrym vibie, z tulaniem i kochaniem. Ajlo wysyła mnie po wodę dla mnie, bo to już blisko. Zostaje sam. Idę dziczą w stronę źródła wody. Idzie się cieżko i mną buja. Trzymanie kierunku już nie bardzo mi wychodzi, muszę posiłkować się GPS-em. Czuję się wypruty z energii przez intensywną negatywność dzisiejszego dnia. Dobrze na mnie działa zatrzymanie się i "wchłanianie energii miejsca". Teren jest ciężki, gęsto porośnięty suchymi drzewami, za którymi jest dopiero gęsta roślinność, a to jeszcze nie koniec przeszkód do przedarcia się, bo dalej znów okrąg z gęsto porośniętych drzew, a potem tereny podmokłe. Zauważam, że w związku z tym się śpieszę i potykam oraz niszczę nogi (mam krótkie spodenki). Jestem już tak zmęczony i zawiedziony niewygałkowanym czasem.

 

T+ 4:40

Jestem w środku gęsto porośniętej roślinności. Jestem zmęczony i półprzytomny, na ciele mi ciężko, plecak ciąży. Jeszcze tyle przeszkód przede mną, a już jest taka godzina... Chcę sobie pogałkować. Postanawiam, że o tej dwudziestej wracam do domu, mogę przeżyć z taką ilością wody. Robię w tył zwrot, by znaleźć sobie przyjemne miejsce do spędzenia czasu.

 

T+ 4:43

Docieram do ścieżki i idę tą ładniejszą, w zaufaniu, że mnie doprowadzi gdzieś w dobre miejsce. Ustawiam sobie alarm, daję sobie 9 minut, by zadzwonił i przypomniał mi bym sobie zrobił posiedzisko. Energii mam coraz mniej i jeszcze dokucza mi to, że nic nie jadłem, a każde jedzenie, które mam, wymaga wrzącej wody.

 

T+ 4:48

Widzę szlaban i dociera do mnie, że poszedłem w złą stronę, do wyjścia z lasu. Odwracam się i wracam tą samą ścieżką, lecz przez ten błąd czuję się jeszcze gorzej fizycznie i psychicznie. Idąc, mam przemyślenia i wyciągam wnioski z dzisiejszych zdarzeń. Vibe wpływa na wszystko, jaki vibe, takie samopoczucie, zdarzenia, decyzje. Sam mam historię ziania negatywnym vibem, teraz mam dosadny przykład na to, jak to wpływa też na drugą osobę. Dzisiaj od takiego vibeu fizycznie czuję się źle. Tylko jak w codzienności i pośpiechu zneutralizować negatywną energię? Pojawiają się wspomnienia różnych wydarzeń, rozmyślenia płyną dalej.

 

T+ 4:54

Nareszcie znalazłem miejsce, w którym mogę usiąść. Zrzucam delikatnie plecak. Odpoczywam. Kalibruje mikrofon i kamerę oraz włączam nagrywanie.

 

T+ 5:02

Powoli zakładam plecak i ruszam w stronę oświetlonych małych wzgórz. Idzie się coraz ciężej.

 

T+ 5:09

Znajduje miejsce na dłuższe, komfortowe posiedzenie

 

T+ 5:10

Ilustracja filmowa tego, jak w tym czasie widziałem.

 

T+ 5:11

Ściągam buty i jestem w skarpetach. Uwolnione stopy czują się świetnie, lecząca energia rozprowadza się po moim ciele. Oddycham i rozciągam się, rozładowując napięcia. Czasem chodzę, czasem siedzę, czasem się położę, czasem zamknę oczy. Czasem jestem skupiony, czasem zamyślony. Jest teraz spokojnie. Oddycham. Obserwuję wizuale. Słucham dźwięków lasu. O to chodziło. Fizycznie dalej jest mi ciężko i czuję duże zmęczenie psychiczne, lecz panuję nad tym, choć negatywne aspekty fizyczne zdają się powiększać.

 

T+ 5:25

Ściągam skarpetki i chodzę powoli po mchu. Czuję już miłą błogość i energie regeneracyjną z ziemi. Pojawia się uczucie połączenia z naturą i otrzymania wiedzy/perspektywy głębszej, naturalnej i mniej osobowej (np. las jako lokacja startowa dla życia materialnego), całe zdarzenie trwa niedługo i jest subtelne.

 

T+ 5:29

Czuję zawroty głowy, więc siadam i piję łyka wody. Staję się też coraz bardziej zamyślony i senny. Teraz czas zajmuje mi odpoczywanie, rozciąganie ciała, chillowanie i zapatrywanie w dal oraz leżenie.

 

T+ 6:13

Zamykam oczy. Myśli są jak przy zasypianiu po męczącym dniu. Gdzieś w lesie mocno kracze ptak. Teraz ktoś mocno odkrakuje, a ja mam wrażenie, że to człowiek gdzieś z drogi. Wyobrażam sobie grupke ludzi, jakiś drechów czy co, którzy idą drogą, gdzieś blisko mnie i czuję strach o własne bezpieczeństwo. Obydwa krakania powtarzają się głośno i agresywnie, i teraz już wiem, że to ptaki. Najwyraźniej się kłócą. Zauważam, że owady nie stanowią podczas tej wyprawy problemu i zastanawiam się, czy możliwe by było przeleżeć tak tutaj całego tripa następnym razem.

 

T+ 6:27

Otwieram oczy. Czuję się głodny i osłabiony. Powoli siadam. Czas wyruszyć do domu, lecz taką drogą, która najdłużej lasem prowadzi, choć to na około trochę. Powoli wstaję, zbieram swoje rzeczy i przygotowuję do wymarszu.

 

T+ 6:36

Obok mnie jest wciąż puszka po piwie, która nie pasuje do tego mchu. Wyjmuję worek na śmieci i ją zbieram, zakładam plecak, sprawdzam mapy i zaczynam marsz. Idę powolutku i ostrożne, bo mną buja i zatacza. Plecak ciąży, mimowolnie zamykają mi się oczy i przez to zmęczenie jestem coraz bardziej zamyślony. Przeciwdziałam tym efektom poprzez świadome oddychanie i mikro postoje. Efekty wizualne, jeśli się pojawiają, wciąż są grube i mocne. Po drodze zbieram jeszcze dwie butelki po setkach i odkrywam świetny sposób na przytroczenie do plecaka worka na śmieci, który jest prawie pusty.

 

T+ 7:00

Robię posiedzisko na ściętych pniach drzew, które aż się proszą o to, bym tam usiadł. Piję ostatniego łyka wody. Ziewam ze zmęczenia, ciężko mi utrzymać otwarte oczy, jestem zamyślony i mną buja. Odpoczynek mi się przyda.

 

T+ 7:10

Postanawiam pomedytować i tak też robię.

 

T+ 7:22

Teraz po medytacji czuję się lepiej. Jestem bardziej skupiony i żywy. Czuję się fizycznie przetrzeźwiony i silniejszy. Choć oczywiście opisywane przeze mnie wcześniej efekty całkiem nie zniknęły.

 

T+ 7:31

Zakładam plecak i ruszam. Ta część lasu jest straszna. Wygląda jakby chciała mnie ostrzec, abym tędy nie szedł, bo czeka mnie niebezpieczeństwo. Czuję, że to moja wkręta, więc idę dalej. Nagle widzę jakąś postać stojącą w zaroślach, czuję ukłucie niepokoju i ją identyfikuję, okazuje się, że... to część zarośli i nikogo i niczego tu nie ma. To chyba było liźnięcie działania delirystycznego. Idąc dalej, potykam się oraz daję się drapać gęsto porośniętej roślinności. To boli. Wykorzystuje to by zrobić sobie trening uważności, idąc jak najbardziej uważnie. Wychodzę na ścieżkę i w oddali widzę pomarańczowo-płomieniste zwierzątko, które przebiega mi drogę, chyba to lis. Okazuje się, że docieram do tej drogi ze szlabanem, na której byłem już dziś, gdy poszedłem w złą stronę (T+ 4:4+). Rozpoznaje ją oraz fakt, że ten błąd poskutkował lepszą znajomością lasu i że błędy służą w sumie dobru.

 

T+ 7:46

Docieram do obszaru gdzie jest pasek, na w którym nie rosną drzewa. Zaraz obok widzę szlaban i wyjście z lasu, zza którego dobiegają dźwięki stworzone przez ludzi. Sprawdzam mapy i zamiast iść jak człowiek ścieżką przez szlaban, idę w prawo, paskiem nieba, by przez knieje iść lasem jak najdłużej. By zostawawić po sobie coś dobrego, zbieram do worka na śmieci słoiki zanurzone w ziemi, a następnie natrafiam na wysypisko alkoholowych śmieci. Zastanawiające jest to, że prawie wszystkie śmieci, z którymi dziś wszedłem w interreacje, są alkoholowe. Gdy już wiem, że więcej mi się do worka nie zmieści, ruszam dalej kniejami, niosąc worek w ręku i uważając, aby szkło w nim mnie nie zraniło.

 

T+ 8:

Zatrzymuję się na ostatni już postój. Odpoczywam i oddycham. Sprawdzam mapy i godziny odjazdu pociągów. Czuję się już bardzo zmęczony, ruszam więc na drogę, a potem, bez zatrzymywania się, najbardziej leśnymi drogami na stację.

 

T+ 8:15

Przy drodze wisi wielki czarny wór na śmieci. Ucieszony, wyrzucam do niego wór na śmieci, który sam niosę, poprawiam ten duży, bo spadł i ruszam dalej, idąc drogami, lecz jak najbardziej leśnymi. Po drodze obserwuję, jak w lesie pojawiają się domy, latarnie, płoty, asfaltowe drogi. Co jest najfajniejsze, że te domy są na działkach, na których są leśne drzewa i ekosystemy, więc w sumie ten teren jest dalej lasem, pomimo tego, że zaczyna istnieć tu miejska infrastruktura, to teren ten jest, w moim nazewnictwie, 3/4 naturalny i leśny, a w 1/4 ludzki i syntetyczny. Uliczki są piękne i urokliwe, patrząc co jakiś czas na satelitę, wybieram te najlepsze. Im dalej tym robi się co raz bardziej ciężko iść najbardziej leśnymi ścieżkami, których tak uporczywie szukam, bo płoty i ogrodzenia łączą się ze sobą, tworząc ślepe przejścia.

 

T+ 8:45

Tu kończy się las i tereny 3/4 naturalne, a zaczyna się zwykły ludzki świat. Powoli i sennie wlokę się na peron, znowu zauważając jak zmęczony jestem.

 

T+ 8:54

Docieram na peron, siadam na ławce i doświadczam mikro snów. Po chwili przyjeżdża pociąg.

 

T+ 9:23

Jestem w domu. Zjadam. Odpoczywam. Czuję się bardzo usypany. Gdy wraca Ajlo, przeprasza mnie za swoje zachowanie, tłumacząc się zmęczeniem i brakiem cukru, od którego jest uzależniona. Wybaczanie, przytulanie. Kąpiel.

 

T+ 11:41

Łóżko. Sex niespodzianka. Sen.

 

D+ 1

Od rana i przez cały dzień mam lekkie gastro. Samopoczucie dobre. Przez pierwszą część dnia, w której dokonywałem integracji tripa, dominowało skupienie. Drugą część stanowiła podróż z Ajlo i psinką na plaże, świetny humor i dużo energii. Czasem doświadczam lekkich zmian wizualnych, "plamy" jasności - na monitorze, czerwone kreski - na wodzie w rzece, gałka jeszcze całkiem nie zeszła i dalej się objawia. Trzecią część dnia stanowi projekt komputerowy z replikacji doświadczenia i teraz moje ciało jest zmęczone i lekko gałkowo zamulone. Dodatkowo wyostrzony jest leciutko zmysł dotyku.

 

D+ 2

Czuję się dziś dobrze, lecz często mam nastrój taki jakiś poważny, nie wiem, z czego to wynika. Rano po otworzeniu oczu po krótkiej relaksacji mam malutkie gałkowate zmiany wizualne: rozmazania i rozjaśniania. Dodatkowo czasem występują zmiany w postrzeganej jasności i "plamy jasności", lecz rzadko są dostrzegalne w ciągu dnia. Łatwo łapie mnie ból głowy. Wieczorem mam gastro.

 

D+ 3

Problem z uważnością, np. zgubienie kluczy poprzez powieszenie ich w dziwnym miejscu.

 

Konsekwencje i wnioski: Od D+1 przestałem całkowicie oglądać YouTube, co było moim codziennym uzależnieniem, lecz za to lekko uzależniłem się od lodów. Gdy Ajlo wyjechała na festiwal (D+6) YouTube zaczął wracać, by następnie wzrosnąć do punktu zamulania "przez pół dnia" przy nim, lecz zmienił się kontent z tym, jaki oglądałem wcześniej. Jednocześnie do absurdu zwiększyło się użycie lodów oraz objadanie się. Co ciekawe, gdy Ajlo wróciła z festiwalu (D+ 11) oglądanie YT, ilość lodów i objadania się, zaczęła gwałtownie spadać, do poziomu akceptowalnego. Dodatkowo dzięki negatywnym doświadczeniom z tripia i ich emocjonalnych i fizycznych konsekwencjach, przemyślałem sobie to, w jaki sposób ja czasem wpływam na najbliższe otoczenie. Na samym myśleniu się nie zakończyło, gdyż okazało się, że w sytuacjach stresogennych, w których mógłbym się stać źródłem niskiej wibracji, potrafiłem się opanować, wspierać spokojem i dobrą wibracją. Od jakiegoś D+ 8 zacząłem zauważać niekonsekwentne efekty wizualne, typu lekkie zmiany jasności, lekkie "śnieżenie" czy bardzo lekkie dryfowanie obrazu. Czy to HPPD? Efekt zaczął zanikać w D+ 13.

Substancja wiodąca: 
Rodzaj przeżycia: 
Set and setting: 
Set: Emocjonalnie dalej trochę ciężko po sprzeczkach z dziewczyną (Ajlo), ale to ustępuje dla poczucia humoru, które wraca. Fizycznie jestem wypoczęty bardzo, po spaniu w lesie. Jest ze mną dziewczyna (~trzeźwa) z psem. Jestem na czczo. Setting: W podmiejskim lesie, przy ognisku. Jest południe i jest w miarę słonecznie.
Ocena: 
Dawkowanie: 
13g dobrej jakości mielonej gałki.

Comments

Jedyne co mogę Ci kolego powiedzieć po przeczytaniu tego raportu, to że powinieneś chyba przemyśleć swoją rolę w związku. Bo wychodzi z tego, że to ona jest tu mężczyzną, a Ty tylko od noszenia rzeczy. Ona idzie przodem, a Ty za nią, ona decyduje, ona strzela focha, a Ty masz zrypaną wyprawę. Nie tak to powinno wyglądać. Na końcu ona zostawia Cię jak leszcza samego, co jest antycypacją waszej przyszłości. Ja bym wiał gdzie pieprz rośnie póki czas, chyba, że wolisz być zostawiony nieco później i bardziej boleśnie (i zapewne jeszcze bardziej widowiskowo). Pozdro.

Trip spoko ale wyjdź  z pod pantofla dziewczyny.

Smakosz92

ajlo-srajlo.

 

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2022
design: Metta Media