Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

fala ciepła

detale

Apteka:

fala ciepła

Drug: Morfina

Set: Dużo biegania w tym dniu.

Setting: Łóżko, ale nie moje…

Czy przeżycie zmieniło Cię? Ni cholery!

Opiszę swój pierwszy raz z morfiną. Nigdy nie szukałem kontaktów z opiatami. Wydawały mi się takie ucieczkowe, dla ludzi, którzy nie chcą poznawać świata w odmiennym stanie świadomości, tylko wolą pozbyć się tego co ich otacza i zapaść się w niebycie. Stereotyp narkomana - opiatowca jest dosyć skutecznym sposobem na odstraszenie potencjalnych ćpunów. Chcąc używać narkotyków w miarę bezpiecznie powinno się sobie wyznaczać pewne granice. Przy pierwszych eksperymentach z narkotykami powiedziałem, że granicą będzie heroina i jej starsza siostra morfina. Dlatego też nigdy ich nie szukałem…ale one znalazła mnie!

Zaczęło się od tego, że pewnego dnia zrobiłem sobie krzywdę i musiałem pojechać na pogotowie. Krzywda była tak duża, że nie obyło się bez operacji. Przed operacją anestezjolog zapytała mnie, czy mam silną głowę. Ja wtedy byłem pobudzony swoim sukcesem w postaci załatwienia sobie w ciągu jednego dnia operacji, dodatkowo mającej być przeprowadzoną przez profesora medycyny w jednym z najlepszych ośrodków. Nadmienię, że na zabieg czeka się tam kilka miesięcy. Tak wiec będąc uniesionym swą dumą obrotnego człowieka niemal krzyknąłem:

- Oczywiście.

- No to damy podwójną dawkę - usłyszałem w odpowiedzi.

Słowa tej kobiety ucieszyły mnie, bowiem przeczuwałem, że nie tylko rozwiążę swoje problemy zdrowotne, ale również będę się przy tym dobrze bawił.

Przyspieszając narrację przechodzimy na stół operacyjny na którym leży pacjent z welfronem. Pacjentowi aplikowane jest znieczulenie. Na jego pytanie „Co to jest?” pada odpowiedź „Morfina”.

Galopujące ciepło, które pędzi od ręki w którą wszczyknięto morfinę, uderza do głowy i ją rozsadza. Uczucie uderzenia do głowy kolorystycznie przypomina wybuchów fajerwerków. Odczuwa się to jak pierdolnięcie atomówki na pustyni w Nowym Meksyku. Po tym następuje powierzchowne rozluźnienie.

No właśnie dlaczego powierzchowne. Zastanawiałem się cały czas dlaczego do jasnej cholery nie rozluźniło mnie całkowicie? Podczas rozkminek przed przyjściem chirurgów uświadomiłem sobie, że po moje spięcie jest większe niż mi się wydawało, bo nawet morfina nie można zrobić ze mnie wacikowego ludzika. Tak wiec leżąc na stole operacyjnym czułem na przemian zadowolenie, że jestem tak silny, że moja psychika nie potrzebuje już żadnych narkotyków i żal, że wtedy kiedy jest okazja nie mogę się w pełni dobrze bawić.

Pogaworzyłem z pielęgniarkami. Byłem nawet dość rozgadany, mimo, że organy głosowe były w stanie podobnym do upojenia alkoholowego. Jeszcze cukiernik skrywający się za plakietką anestezjologa postawił wisienkę na torcie w postaci aplikacji miejscowego znieczulenia. Domyślam się, że była to jakaś pochodna kokainy. Poczułem euforyzujące kopnięcie prądem. Publiczna służba zdrowia zaaplikowała mi tzw. „złoty strzał”, he, he. Boże pobłogosław publiczną służbę zdrowia!

Kilka chwil z obcym w brzuchu jest jeszcze godnych odnotowania. Po operacji niezwykle naturalną czynnością było gapienie się w ścianę. Towarzyszące temu odczucia określiłbym zdecydowanie jako przyjemne. W sensie filozoficznym można powiedzieć, że przestawałem istnieć, nie tak jak po halucynogenach, że człowiek rozpływa się w otoczeniu, tylko tak…jak by mnie w ogóle nie było. Później rozmawiając z moją byłą dziewczyną tryskałem humorem, elokwencją i zapałem do wszystkiego. Jakież było zdziwienie, kiedy na drugi dzień zrelacjonowała, że ledwo mnie słyszała, bo tak cicho mówiłem.

Dwie ostatnie kart księgi przeżyć z morfiną zapiszę historyjkami palenia papierosa oraz oglądania telewizji. Papieros oczywiście smakował nieziemsko. Po wypaleniu szluga chwiejnym krokiem poszedłem na salę telewizyjną oglądać bodajże półfinały Ligi Mistrzów. Grał Inter i Barcelona. Chociaż oglądałem mecz z ludźmi 60 lat<, to tylko mi przydarzały się numery, że przysypiałem w sytuacjach podbramkowych, kiedy sympatyczni emeryci nie patrząc na problemy z kręgosłupem podrywali się z krzeseł.

Pozdrawiam wszystkich

Ocena: 

Odpowiedzi

robic cpunom cisnienie HAHAHA :D

Salvinoria

Dotychczas myślałem, że nie da się napisać fajnego, miło czytającego się trip raportu dotyczącego opioidów, który mógłby choć trochę pomóc w wyobrażeniu sobie tego co dana osoba czuła. Teraz to się zmieniło. Świetny TR. Nawet mi, osobie którą totalnie nie ciągnie do depresantów, a zwłaszcza opioidów (mimo doświadczeń z substancjami z w/w grupy w tym m.in. heroiną) pociekła przysłowiowa ślinka.

Ciekawy TR:D Nigdy jeszcze nie czytałem raportu z można powiedzieć 'przymusowego brania' i latania na sali operacyjnej:)

"Zamieszkałem w lesie, albowiem chciałem żyć świadomie, stawać w życiu wyłącznie przed najbardziej ważkimi kwestiami, pragnąłem żyć pełnią życia i wysysać z niego całą kwintesencję, aby wykorzenić wszystko co nie jest życiem, abym w godzinie śmierci nie o

Zazdroszczę!

Miałem rAz czy dwa przyjemność tańczyć z ta panią . I jeśli ktoś ja zna chętnie powtórzę spotkanie ;)

Morfina, eryttropoetyna poszukiwania małego kolarza

Ja chetnie 

Paola69

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media