Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

tragedia mego życia

tragedia mego życia

Set & Setting:

Paliłem w domu rodzinnym. Byłem bardzo pozytywnie nastawiony do tej roślinki. Długo przygotowywałem sie do spotkania z czymś niesamowitym, mającym większa nawet moc niż grzyby. Sporo czytałem o szałwii wieszczej. Przed seansem starałem się uspokoić oddech i myśli. Byłem również wierny poprzednim naukom szałwii, bowiem nie był to mój pierwszy raz. nauki szałwii było podobne, jak u innych osób próbujących ekstraktów z niej. Ich treść sprowadzała sie do zachowania swoistej tajemnicy i nierozpowiadania o niej osobom nieprzygotowanym.

Dawkowanie:

Jedna pełna lufa papierosowa ekstraktu 20x z Szałwii Wieszczej bez zbędnych dodatków podnoszących ciśnienie w stylu tytoń.

Wiek i doświadczenie: 29 lat, kawaler :-)

Czas: 18 października 2008 r.

Przeżyłem najgorszą chwilę w swoim życiu, bo jak inaczej nazwać uświadomienie, że jest się złym człowiekiem. Będę próbował zepchnąć wspomnienia do podświadomości, ale one tam nigdy nie giną. Kotłują się i wychodzą w różnych momentach życia.

Tak to było zdecydowanie możliwe i ja byłem sprawcą…

Przygotowywałem się długo do przeżycia. Sam nie wiem czego. Mówiłem jej, że niczego nie oczekuję. Uważałem, że jestem gotowy. Wyciszyłem myśli, ogoliłem się i ubrałem soczewki. Niezależnie co myślisz czytelniku, o tak żałosnym człowieku jak ja, ubranie soczewek jest dla mnie przygotowaniem się na wspaniały dzień. Byłem posłuszny ostatnim naukom szałwii. Nie rozpowiadałem więcej o niej ludziom, co do których czułem, że nie są przygotowani. Nikomu więcej nie powiedziałem. Miałem silne przeświadczenie, że jestem gotowy na przejście.

Z mocno bijącym sercem wciągnąłem pierwszego bucha i zacząłem liczyć. Dwa tygodnie wcześniej przy pierwszym prawdziwym spotkaniu z szałwią -liczyłem do dziesięciu i wypuszczałem dym. Tak też teraz miałem zrobić. Po pewnej chwili, chyba dłuższej, bo na pewno nie doliczyłem do dziesięciu, zaczęło się. Wiedziałem, że żeby przejść do innego świata muszę koniecznie ściągnąć drugiego bucha. Po kolejnym buchu rozpoczęło się na dobre (a może już trwało cały czas?). Oczekiwałem tego samego co P. (mój kolega, który przeżył w pełni mistyczne i ubogacające doświadczenie po wypaleniu szałwii). Oczekiwałem dojścia do końca i zobaczenia tajemnicy objawionej tylko mi. Czegoś co jest poza widzialnym światem i daje nadzieję. Czegoś przeznaczonego tylko dla mnie i stawiającego mnie ponad innych ludzi. Czegoś zbliżającego mnie do herosów, a zarazem nie mającego nic wspólnego z moją osobą. Niestety przeżycie było bardzo osobiste.

…Świat była zasysany. Świat realny. Wasz świat. Mój świat. Wyglądał jak płomienie unoszące się z obrysu mojego ciała i zabierane przez czarna dziurę...

Ciężko to wytłumaczyć komukolwiek, kto tego nie przeżył. Powtarzalności myśli, że już się to przeżyło i dalej się to/wszystko/co? powtarza przeszła trzy cykle. Jeszcze dwukrotnie wydychałem dym, który obiektywnie już nie istniał. Zresztą musiało to wyglądać śmiesznie. Zewnętrzny obserwator widziałby mnie, jak siedzę na tapczanie i słabiutko dmucham ustami. Nie miałem siły mocno dymu wypchnąć z siebie. Na chwilę pojawił się minimalny strach, że się uduszę. Po nim przyszła pewność, że po karate, nawet jak strącę przytomność, to i tak będę oddychał.

Wiem - powinienem pisać już o tragicznym końcu nauki, jakiej doznałem. Chcę jednak opisać całą podróż, a nie tylko przesłanie, więc…obróciłem się wtedy w lewo i ujrzałem tam wirujący chaos światełek i błysków. Nic ciekawego. Coś jak zmęczone oczy po komputerze. Troszkę byłem zawiedziony pustką przekazu. Obróciłem parę razy głowę i świat wirował ze mną. Pomyślałem z gorzką ironią, że to jest mój trip. Pusty, kolorowy, jakby wypalony. Taki jest mój świat…niestety. Faza powoli mijała, a ja czułem dalej przyzwolenie, żeby iść głębiej. Przeszedłem się po domu. Zajrzałem do mojej siostry M., która siedziała przy komputerze. Powiedziałem, że jestem, co wtedy zabrzmiało dwuznacznie i śmiesznie. Ona się uśmiechnęła i powiedziała, że wie. Wróciłem na miejsce chwiejnym krokiem i zapaliłem trzeci raz. Tym razem szybko wróciłem do tamtego świata. Nie mogę powiedzieć, żeby był bogaty (może przez takie stwierdzenia szałwia mści się na mnie). Pojawiłem się w korytarzy, który przypominał nasz długi przedpokój.

Potworne.

Od razu WIEDZIAŁEM, że za światłem, które reprezentowało pokój M., wydarzy się TRAGEDIA. TRAGEDIA przybrała postać morderstwa całej mojej rodziny. Ja to zrobiłem.

Myślałem sobie, że jeszcze daleko do tego. Pocieszałem się, że jestem na początku drogi. Mówiłem sobie, że jest jeszcze TYSIĄC CHWIL w życiu, że można skręcić i wybrać inną drogę. Jednak nagle zauważyłem, że się przybliżam do światła. Zacząłem walkę. Kręciłem głową i mówiłem, że nigdy tego nie zrobię. Że to nie ja. Że na pewno się to nie wydarzy. Mówiłem im/jemu/jej/komu?, że wszystko opowiem. Że zawsze będę mówił prawdę, nawet jeśli zabiłbym swoją rodzinę. Zatrzymałem się 2 metry przed światłem.

Przeżycie skończyło się, a ja byłem kompletnie załamany. Zawsze wierzyłem, że w swej najgłębszej istocie jestem dobrem. Tutaj z częścią mojej podświadomością wydobytej na światło dzienne w wyniku zapalania szałwii walczyła inna część mnie samego, która w jakiś cudowny sposób zachowała trzeźwość i nie chciała się zgodzić na taki wariant życiowy. Trzeźwy ja nie chciał dojść do światła. Trzeźwy ja powstrzymywał silę, która przesuwała obraz do światła. Jednak

w swej istocie okazałem się zdolny do tego.

Płakałem. Lepiej żebym się nigdy nie narodził. Zadzwoniłem do P. opowiedziałem mu o wszystkim. Doradził, żebym opisał przeżycie.

Powiem również A. (moja była już teraz dziewczyna). Chcę, żeby wiedziała. Naprawdę kocham swoją rodzinę i wolałbym się skazać na wieczne męki, niż im coś zrobić.Niestety nie mam optymistycznego zakończenia. Prawda jest taka, ze za drzwiami zamordowałem swoją rodzinę.

To jest gorsze niż śmierć.

Nikt mi nie pomoże. Jestem sam.

Tak mi przykro A.

Jestem kompletnie dobity. To tak nie może się skończyć…

Chce jej jeszcze raz rzucić wyzwanie. To tak nie może się skończyć…

Ocena: 

Odpowiedzi

Jeden z lepszych TR jakie ostatnio czytalem. Brawo. I trzymaj sie.

There is no dark side of the moon really, matter of fact it's all dark...

Bardzo dobry TR, mocny, mistyczny, z przekazem. This is it.

Pozdrawiam.

Tego, czego chciałem przez chwilę, tylko dotknąłem, przez ten smak zwariowałem...

wiem o czym mówisz, płomienie kolorów , jakby rzeczywistość rozplątywała sie na pojedyńcze pasma kolorystyczne i ja też....poznałam tę gęstość pozdrawiam

innae

Dobry trip . Masz nauczkę, chciałeś zbyt dużo od Szałwii dla siebie, a sam dajesz zbyt mało najbliższym ! Pokazała Ci, że żyjesz/żyłeś w iluzorycznym postrzeganiu siebie jako dobrego . Jesteś zły . Od Ciebie teraz zależy co dalej ...

Skup się na TU i TERAZ . Pozbądź się wszystkiego co Ci daje ból . Zacznij od siebie, bo zabijając siebie - zabijasz innych .

Tripping till death !

Genialny opis bad tripa.  

Jak dobrze rozumiem, za tym światłem stałbyś się zły? Czy światło oznaczało śmierć?? Jeżeli to pierwsze, to dlaczego się wzbraniałeś? Gdybym miał taką okazję, nie wachałbym się ani chwili. Sam bym pobiegł i wskoczył w to światło.

 

Żeby stać się potworem najpierw musisz przestać być człowiekiem. Światło zdarłoby z ciebie człowieczeństwo i została by sama esencja zła, którą mógłbyś kształtować wedle swojego uznania. Straciłeś taką okazje....

 

Może to i dobrze, nie byłeś godny aby pozbyć się swojej ludzkiej cząstki.

No właśnie w takich wizjach czasami należy zrobić w ciągnieciu przez naruralne siły w kierunku zła: stopa i zawrotkę. Zło da się wyrzuć z naszego wnętrza. Jak nie chciłem iśc dalej, bo dalej wydarzył się straszny scenariusz w moim życiu. Lecąc w kierunku światła może bym się wykazał konsekwentną i odwaga, ale z perskpekywy moralnosci przypiczętowałbym swój zbrodniczy los. W tym konkretnym wypadku światło nie było symbolem  nieskończonego Boga lub nawet czegoś mniejszego: wszechwiedzy lub wszechpoznanią. Więc nawet jako coś złego jest nam przeznaczone w danej chwili, to powinnismy walczyś z tym prez użycie reszty trzeźwej siły woli, żeby chociaż na końcu otrzymać nagrode, która m.in. przejawia się w nastepnych tripach poprzez ukształtowanie je na pozytwne przeżycia. Ujmując wskazówke inaczej - rownież w odmienym stanie świadomosci walczą między nami pierwiastki dobra i zława.  Warto wspierać zawsze pierwiastki DOBRA!!!

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media