Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

benzydamina

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
6 saszetek
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Podjarany, niecierpliwy, gotowy na wszystko, chęć ostrego bad tripa, chęć wyzwania, pozytywne myślenie. Wolna chata, 3 ziomków i trupy po mieście i wsi
Wiek:
20 lat
Doświadczenie:
Brak doświadczenia

benzydamina

Wybaczcie za błędy ale pęknięty ekran i wariująca atoutokorekta. Dzisiaj opowiem wam jak wpadłem na zajebisty pomysł by zażyć Benzydaminę "cipkacz" od małego chciałem mieć haluny, ale nie pozytywne a negatywne, bo ciekawiej, lubię strach, niepokój , lęk i wyzwanie. Ludzie na forach brali po 3/4 saszetki  niektórzy 5 a znalazł się wariat co zjadł 6...... Pomyślałem że nie mogę być gorszy i też 6 walne. Lubię się rzucan na głęboką wodę. O 16:59 wszystko wypiłem. Smak o japierdole. Słone gówno, gorszej rzeczy w ustach nie miałem popiłem litrem wody ale mało dawało. Po 2,5/3 h powinno mnie klepnąć czyli o 19......no niestety się myliłem. 17:30 wbija do mnie mój ziomek G, wiedział co biorę i chciałem go poznać z 2 takimi zjebami. Spodziewałem się że będzie miał zielsko ale wariat Extazy wyciąga. Myślę sobie kurwa ja wale Bene L bierze Kode a G Extazy......a D piwerko. Siedzieliśmy przy zgaszonym świetle z małą lampką solną. Nic nie czułem dopiero jak położyłem komórkę zobaczyłem smuge światła. Się zdziwiłem że tak szybko po 30 min. Ale mam umysł artysty ałtysty i 6 saszetek. To liczyłem na granat....a dostałem bombę nuklearną. Potem pojawiły mi się małe kropeczki które wirowały mi wokół głowy w miarę szybko. Po 5 min spojrzałem na ścianę przede mną i wysoko chodził pająk, każdy po Benie widzi pająki ale gdy spojrzałem się na  G który opierał się na dużej poduszce że zza tej poduszki wychodzi pełno pająków dużych, małych, kolorowych ,czarnych  dużo różnych pająków ale każdy był jak prawdziwy że nie chciałem ich dotykać. Potem spojrzałem na dłonie i z małego palca prawej ręki z wewnętrznej stronie, górne zgięcie mi się otwarło a z niej wypełzły setki malusieńkich czarnych pająków. Złapałem palca w dłoń i tak trzymałem przez minutę. Kiedy miałem zamknąć okno to wstając z łoża miałem nogi jak z waty, ciężkie na dodatek i słabo miałem z równowagą, na szczęście było krzesło o które się podparłem. Spojrzałem na ściany a na nich były portale wielkości jajka owalne z szlaczków a nich wypełzły pojedyńcze pająki. O 17:50 wyszliśmy z domu, buty chyba z 5 min sznurowałem , a przynajmniej tak mi się zdawało, czułem się jak po 4 piwach. Nadszedł czas na schody kurwa ludzie mieli rację, schody po Benie to jest zło, na szczęście była poręcz. W windzie doznałem błyskawic w oczach, małych, szybkich  cieniótkich ale bardzo niebieskich, przy czym kulki i inne dziwne smugi i klatkowanie. Wyszliśmy z bloku. -15. Na końcu parkingu widzę babkę koło samochodu a na przeciw niej policjanta który coś wypisuje, pomyślałem pewnie mandacik. Poczułem niepokój bo G miał przy sobie extaze więc starałem się zachowywać naturalnie. Jakie kurwa było me zdziwienie kiedy Policjant i Babka okazały być się małymi drzewkami iglastymi. Jedyne co pomyślałem to że wpakowałem się w niezłe szambo ale podobało mi się to, po drodze widziałem pająki w śniegu. Szliśmy pod Żabkę gdzie o 18 mieliśmy spotkać się z L. W oddali widzę grupę ludzi jakieś gimbusy, jeden mi nagle macha to L i zaczyna do mnie biec dziwnym krokiem więc ja i też zacząłem do niego biec dziwnym krokiem przywitałem się z nim i nagle pojawił się znów w tej grupie. Nie wiem czemu nie zdziwiła mnie ta teleportacja. Zacząłem iść do niego i go wołać ale nie reagował czym byłem bliżej tym grupa ludzi zaczęła spierdalać i okazało się że to nie był L tylko halucyny. Wystraszyłem grupę gimbów, nie żałuję. G odrazu do mnie podchodzi się pyta "co ty kurwa odpierdalasz !?" Ja się zaśmiałem i czekaliśmy na prawdziwego L. Zjawił się po chwili i weszliśmy do żabki tu przez pewien okres haluny zniknęły jedynie widziałem leżących żuli a to był ubrudzony śnieg i jak wpatrywałem się w twarz G to się dziwnie deformowała i puchła jak żaba. Kiedy dołączył do nas D to ruszyliśmy do Biedry po piwo. Po drodze ujżalem lalkę bez ubrań plastikową zniszczoną i części lalek w śniegu , chciałem ją podnieś ale ona też nie istniała. Przez całą drogę widziałem zniszczone nagie lalki w garbach śniegu które rozciągały się na bokach chodnika po odśnieżaniu. Nigdzie indziej, pełno lalek i ich części w odstępach paru cm czasem większych albo pająki. Czasem były całe chmary a jedna z nich utworzyła sfastykę, bawiło mnie to. Gdy już byliśmy prawie w chacie jednego z ziomków zobaczyłem koło chodnika czarny karabin snajperski SWD a koło niego plecak. Pomyślałem że pewnie jakieś dzieci się bawią i zostawiły. Usiedliśmy w domu po mej spinaczce po schodach. I magia zaczęła się dziac. Muzyka dobre oświetlenie i czekanie na ostre haluny, chciałem się bać, chciałem wiedzieć złe rzeczy. Siedziałem na przeciwko korytarza długi i ciemny. Z meblami i gratami. Nagle z pokoju w korytarzu , lewej strony pojawił się wąż. W miarę duży zielony jak prawdziwy, z pod mebli pająki, glizdy, szatańskie stonogi i jaszczurki. Wszystko pełzało po korytarzu w haosie ale w kącie siedział mały rudo biały kotek który bił łapkami w te żyjątka. Ale w jego kierunku ruszyła od naszego pokoju dżdżownica gigant. I zjadła kotu łepka. W tedy stwierdziłem że narazie tam nie patrzę i pobawię się efajką D. Kiedy nią zataczałem szybkie koła to za nią leciał niebieski pierścień. Wstałem potem i się rozglądałem szukając Halunów. Na ścianach tylko pełno pająków ale mniej niż wcześniej i spokojniejsze. Spojrzałem się do pokoju obok z balkonem......to był kurwa błąd. Między Drzwiami szklanymi a oknem tam gdzie łączą się dwie ramy ktoś się chował. Ale było mu widać barki i czasem wychylał delikatnei głowę. Była to dziewczynka ok 6 lat ciemna jak smoła która dziwnie emanowała złem. Nagle pokazały się jej male paluszki które ignorując szybę, jak by jej nie było objęła te ramy plastikowe za którymi się chowała. Patrząc na nią czułem wielki lęk i strach ale podobało mi się to uczucie, takie połączenie zakochania się od pierwszego wejżenia z strachem i adrenaliną. Serce waliło, ciarki po ciele , i lód w płucach i sercu oraz zaciśnięte gardło. Po chwili olałem tą zmorę.  Kiedy patrzałem na D miał on dolna wargę pomalowana matową niebieską szminką z brokatem. Ale naprawdę nie miał jej. Zaczęły pokazywać mi się wzorki. Były to linie równoległe w równych odstępach które robiły chaotyczne ale spujne wzorki. Widziałem je na twarzy G i na jego efajce na swojej też widziałem. Były jak namalowane nie ważne co robiłem z efajką były prawdziwe i jak by naprawdę tam były. Pora na fajkę poszliśmy na balkon ja pierwszy. Widzę tą sukę jak patrzy z za rolet. Ale L otworzył drzwi a szmata znikła. Kiedy wyciągałem fajkę z paczki nie wiem kogo. Się zapytałem odrazu " z kąd takie śmieszne fajki macie ?" Oni do mnie ale jakie śmieszne ?" no różowo białe z pozłacanym filtrem" jak wiadomo okazało się to moja kolejną zchizą. Na fajce były wzorki te co wcześniej ale różowe i skręcały kątem ostrym w różnych kierunkach. I też się wgl nie ruszały i były jak prawdziwe, a filtr był złoty. Wróciliśmy do pokoju więc znów obserwuje korytarz. Nagle z za każdego  prawie mebla wyłoniły się dziesiątki małych rączek laleczek które zginały palce i łapały róg jak by chciały go przybliżyć. W tedy to wgl nie dowierzałem. Co widzę. Gdzie nie gdzie wychyliła się cała lalka tylko na chwilę, ale jedna obserwowała mnie z szafy prawie ciągle. Na końcu korytarza ujrzałem jakiegoś  kryminalistę który też był skąpany w otchłani ciemności i jakąś kobietę która bezradnie stała koło niego i patrzała na swe dzieci które z boku wychylały się z pułek, też były to dziewczynki 6/7 lat. Kurwa czemu straszą mnie małe dziewczynki. Kobieta zniknęła a kryminalista poszedł spać. Przy kolejnej obserwacji korytarza o japierdole. Widziałem mała postać w płaszczu różowym i czapce czarodzieja jak miał Gandalf ale też różową. Nie było widać twarzy bo za duży kapelusz ją zakrywał. Też miała kobiecą sylwetkę i łowiła coś z kałuży na środku korytarza. Fajna odskocznia od tych pojebanych rzeczy. Po jakimś czasie znikła a na jej miejcie była kolejna dziewczynka. Bląd włosy 5 latek , w sukience różowej z białymi kropkami. Szafa wyglądała jak lodówka. Dziewczynka zarzuciła linę na lodówkę/szafę a u góry ktoś złapał tą linę i zawiązał o coś. Dziewczynka zrobiła pętle i się powiesiła. Długo patrzyłem z zachwycenie na ten obraz. Ja naprawdę widziałem powieszone dziecko. Kiedy wziołem telefon który ma popękane  szkiełko, to każde pęknięcie przyjęło  znaczenie nici na której szły konwoje 3 mrówki  z przodu z liśćmi na środku  tłusta różowawo biała gąsienica z jakimś owocem a z tyłu 3 mrówki z jakimiś czarnymi nasionami Potem przyglądałem się kuchni, na końcu były zgrzewki wód mineralnych. Na których skakały koty, były dorosłe ale nie naturanie małe. I skakały sobie po butelkach. D odezwał się do mnie czy nie mam więcej beny bo by chciał spróbować. Znając D wiedziałem że może być z nim źle bo jest wrażliwy i uczuciowy i jak będzie widział to co jak to się zesra ze strachu. Więc postanowiłem mu dać 3 saszetki. Pomyślałem jak chce to niech będzie. Ostrzegałem go przed wszystkimi środkami ubocznymi ale to go nie zniechęciło. Zanim wyszedłem to odwiedziłem znów tą szatańską gówniare z balkonu. Nie była sama po bokach były 2 inne i wszystkie macały parapet. Pobiegłem do kuchni. Wyjołem nóż, nie po to by je zabić wiedziałem że to tak nie działa. Poprostu z nożem w ręku moja pwenoś siebie wrasta. Wszyscy darli ryja bym go odłożył bo wiedzą że trochę mam najebane w głowie. Ale zignorowałem ich. Podszedłem na pewniaka na ok 5 cm od drzwi szklanych. I się zesrałem. Liczyłem że jak podejdę to znikną, a one stały niecały metr odemnie i patrząc mi się w oczy przez rolety. Wszyscy gadali bym zawrócił, to i tak zrobiłem. Ruszyłem sam do mojej chaty po resztkę stafu. Po drodze napotkałem znowu ten karabin. Myślę kurde nikogo nie ma puźno jest. Ale podniosę go bo widzę go tu 2/3 raz to halun nie może być.kiedy się nachyliłen nad nim zamienił się w rakietnice a jak go złapałem, okazał się być jebanym krawężnikiem. Wyprostowałem się i popatrzyłem w dal z politowaniem. I ruszyłem dalej. Po drodze szedł za mną jakiś typ który gadał przez telefon. Obrócilem się a nikogo niema.kiedy byłem blisko domu i wchodziłem po schodach koło apteki usłyszałem głos w głowie. Wyraźny spokojny męski głos "jak się czujesz?" Odpowiedziałem w myślach że dobrze przy czym upewniałem się czy koło mnie nikogo nie ma. Droga porwrotna była spokojna, jedynie wszędzie na śniegu lalki a potem pełno samochodzików hotwheels. Niestety kiedy dotarłem okazało się że z woreczków wysypał się proszek. No to ruszyłem do apteki 24h gadając przez kamerkę msengera z moim bro M (kobieta). Po drodze spotkałem. Na doniczce wielkiego mutanta, połączenie skorpiona z pająkiem i diabłem. Delikatnie ruszał kolcem jadowym. Potem zacząłem przyglądać się swej twarzy na kamerce. Skupiłem się na niej, nagle me oczodoły pokrył czysty mrok tak że nie widziałem oczu. Twarz mi zbladła i znikły włosy. Twarz mi zaczęła hudzieć wszystko płynnie i z szczegółami, po chwili moja głowa była czaszką, nagle mięśnie skóra i krew zaczęła odrastać i uformowała się karykaturalna głowa grubszego 40/50 letniego faceta , z dodatkowymi podbródkami, z łysiną i długimi, przezedzonymi  i tłustymi włosami i porannym zarostem z podłużną twarzą i nosem. Otzrepałem się i wszystko znikło. Idąc dalej kryminalni w czarnej kiji zwrócili na mnie uwagę. Nie to nie były haluny. Więc starałem się zachowywać normalnie. Mam nadzieję że nie widzieli jak wchodzę po schodach. Potem spotkałem 3 ludzi i jeden z nich miał twarz mojego kolegi. Ale wiedziałem że to nie on. Dotarłem do apteki czekam w kolejce. Trochę zestresowany bo źrenice miałem wyjebane a za mną stał typ który był identycznie ubrany jak ci kryminalni z kiji. Pomyślałem kurwa dasz radę, umiesz szybko biegać a na dodatek nie masz nielegalnych substancji tylko jesteś zaćpany jak świnia. Wyszedłem wszedłem po schodach na główną ulicę słysząc za sobą 2/3 facetów którzy o czymś gadali, jacyś Jausze i babcie która gadała sama do siebie. Naprawdę nie było żywej duszy. Pojechałem Autobusem część drogi. I potem zmieniłem trasę by było ciekawiej. Po drodze zobaczyłem ołtarzyk. Zdjęcie poplamione krwią faceta i jakieś laski, pusta paczka fajek i jakieś pierdoły i znicz. Wszędzie plamy krwi w odległości do 5m. Pomyślałem że haluny ale po dotknięciu tych rzeczy okazały się być prawdziwe. Nie od dawna było wiadome że to miasto jest ostro pierdolnięte. Kiedy zbliżałem się do chaty. Zobaczyłem rozsypane LEGO. Pełno ludzików i ich części. Też haluny ale lepsze. Bo mogłem je podnieść i je czułem jak by były prawdziwe, ale jak je macałem i smyrałem zamieniały się w liście i ziemię. Próbowałem je zbierać potem okazało się że obok mnie ziomek siedzi w zaparkowanym aucie. Myślę dobra przestaje odwalać maniane i zwijam. Po drodze wjebalem sié na parking policyjny z nieoznakowanymi wozami. Ale ze mnie debil. Zawróciłem i liczyłem że nikt nie widział z bagiet. Po drodze pełno LEGO setki rączek główek torsów nóżek i całych ludzików. Niektóre chciałem zebrać bo liczyłem a może teraz się uda. Nagle zobaczyłem ludzika z Cobi żołnierzyka, takie niby LEGO dotykam długo i chuj ten jest prawdziwy, niestety większość była w lodzie. Próbowałem go nożem podważyć motylkowym. Ale jedyne to to od dźwigni wystrzeliło mu gdzieś głowę. I go zostawiłem. Idąc dalej ujrzałem psa. Duży Czarny Labrador. Leżał na śniegu koło starej bramki. Zastanawiałem się czy to też haluny. Ale nie chciałem ryzykować że mnie zje jak by się okazał prawdziwy. Nagle ujrzałem jego właściciela był na górce blisko niego. Za śmietnikami otoczonymi kamiennym murkiem. Nie widział go przez murek to pomyślałem by mu powiedzieć że leży koło bramki. Ale kiedy się zbliżyłem z boku żagle wszedł między śmietniki. Pomyślałem może chce przez murek spojrzeć. Niezłego mindfucka dostałem gdy okazało się że między śmietnikami jest mała szpara a typ wyparował razem z psem. Nie wiedziałem co się odpierdala. Wbiłem do domu. Dalej obserwowałem korytarz. Między meblami łaziły małe koty a w oddali stały 2 male ladacznice z balkonu. Kurwa jak one tu weszły. Ale nic nie robiły. Po jakimś czasie.z korytarza zaczęły iść koty, trójkami i dwójkami w moją stronę lecz na środku była śmuga światła z latarni która świeciła przez okno otwartego pokoju. I jak już miały jej dotknąć to znikały. Z góry z mebla obserwował je jasno brązowy kundelek który potem odgiął głowę i małe czarne rączki skręciły mu kark. Potem z zza rozsuwanych drzwi kuchni z ich krawędzi wyłaniały się małe czarne chude ręce jakiegoś czarta i macały wszystko co popadanie. Po jakimś czasie zacząłem się wnikliwie przyglądać zdjęciu mej ukochanej co mam na tapecie telefonu. Czarno białe zdjęcie jak w koszuli piżamie siedzi na krześle obrotowym z boku z położonymi rękoma na oparciach delikatnie w dół z pochyloną głową w do przodu. Ogólnie nie mogłem pisać na komórce bo litery mi się rozmazywały. Ona też się rozmazywała lecz za jej uchem zaczoł się formować portret męskiej twarzy. Nagle jej lewa ręka dalszą odemnie się podniosła i miała w ręku czerwone jabłko. Potem zamieniło się to w czaszkę. Przesunąłem palce w bok i nagle pojawiła mi się inna tapeta, obraz czarno biały surrealistyczny, napawał niepokojem, sterylny ale zdeformowany, były schody i para chyba która brała ślub wybiegała po schodach. Był dziwny. Jak wróciłem i przesunąłem w drugi bok też był jakiś obraz z kolumnami ale go nie pamiętam, też czarno biały. Po tym udałem się z L na fajurę. Długo przyglądałem się z balkonu na budynek na przeciwko nas. Niski parterowy ale w miare duży, miało to coś wspólnego z przepływem wody albo prądu, nie pamiętam było tam graffiti zielone duże i nagle zmieniło się na inne fioletowe i krótsze, powiedziałem to L ale on mi powiedział że tam nie ma grafiti. On był trzeźwy to wiedział. Spytałem się go o 2 grafiti obok. Też ich nie było. Budynek był biały. Były po prawej stronie na przeciwko nas stalowe drzwi z dużym łańcuchem a do niej przypięty szczeniak. Wyglądał jak ten co spoglądał na koty ale był młodszy i na klepie nie zauważyłem podobieństwa. Pies nie wiadomo kiedy uwalniał się z łańcucha i został pożerany przez pająki. Tak w kółko. Zjadły go to pojawiał się po czasie znów na łańcuch. Jak spojrzałem  w gór ujrzałem pełno fioletowych błyskawic. Napierdalały jak pojebane. Położyłem się koło D i z nim gadałem. Nagle spojrzałem w bok i ujrzałem szarzującą we mnie okrągłą deske do krojenia z 4 ludzkimi kobiecymi nogami. Się wystraszyłem ale też mnie to rozbawiło. Na stole obok leżały nasze ciuchy nagle ujrzałem kota brytyjskiego a za nim jakiegoś rudego dachowca. Zbliżyłem się blisko niego. Był jak żywy, spał sobie, dopiero jak go dotkłęm to znikł. L zajebał kodeinę i lecimy w tripa. Długi trip godzina z buta ,po drodze dużo rzeczy przypominało mi ludzi, jak np hydrant. Dalej koło lasku do którego L zaproponował wejście ujrzałem strusia który gdzieś podążał. Po czasie zmienił się w drzewo. Potem z za drzew które były czarne pojawiły się czarne sylwetki pełnowymiarowych czołgów T-43 które wyłaniały się z za drzewa i znikały za kolejnym. Jak w kreskówkach. Dalej widziałem pełno męskich torsów lalek w zaspach. Czasem żeńskie ale rzadko, w jednym miejscu miały orgię. Dalej widziałem ławkę a na niej ktoś siedział, potem spał a potem widziałem dziewczynkę/lalkę zawinięta w przerażający sposób o boczne oparcie, ale znikło. W pustych samochodach widziałem ludzi skąpanych w mroku, w niektórych oknach widziałem blade grobowe twarze które mnie obserwowały. Widziałem torebkę z dokumentami w rowie która zamieniła się w zderzak. Widziałem 3 wielkie niedźwiedzie które zamieniły się w samochody. Widziałem świetlika w lesie, w oddali był słup na polu, opierał się o niego jakiś facet 50 lat ok w bereciku i płaszczu. Widziałem tylko jego cień nagle obracał się na bok plecami do mnie, potem na brzuch, wypinał dupę i wczołgiwał się za słup i nie wychodził z drugiej strony, też to było zapętlone bo pojawiał się z nów i robił to samo. Po drodze widziałem Kota pod taczką którego nie było. Dotarliśmy na miejsce. Pod przedszkolem na zadupiu, byłem tu raz z L ale jak byliśmy zjarani i pijani. Czekaliśmy na lubę od L. Nagle L zaczął gdzieś biec kiedy siedziałem z D na ławce plecami do niego. Wbiegł za jakąś budkę. Pomyślałem kutas chce nas straszyć. Więc wyciągnąłem palec w jego stronę że go widzę. Wychylił się zza budki i patrzał z psychopatycznym uśmiechem prosto na mnie ani drgną. Nagle z drugiej strony wyszedł prawdziwy L. A głowa została. Potem jeszcze raz mnie nawiedziła kiedy udał się ją odprowadzić. To z szopy na jakiejś posesji była szpara w dachu i się mi przyglądał z tym samym uśmiechem. Potem jedynie widziałem kosciotrópa na ścianie który zamienił się w robota z StarWars. Jak przyjechaliśmy do chaty Taxą to raz ręcznik w kuchni który wisiał na lodówce wyglądał jak powieszone dziecko z nieźle wyłamanym karkiem. I tak się skończyła moja najlepsza w życiu przygoda. Nigdy już nie dotkę tego syfu ale to co widziałem zapamiętam do końca życia 

Ocena: 

Odpowiedzi

Gościu, jak ty zapamiętałeś tak wszystko ze szczegółami??

Nie wiem czemu bym miał zapomnieć tak pojebanej przygody. Ogólnie są na pewno błęy w chronologii. Wszystko co widziałem to opowiadałem kabanom i sam sobie to powtarzałem w głowie. By na pewno nie zapomnieć xD. I też pisałem to na drugi dzień od razu 

Też u psychologa wyszło że pamięć wzrokową mam 46 procent powyżej normy więc może dlatego.

<p>czy ktos wie co wynika z takiego polaczenia? pilneee (przepraszam ze nie do raportu ale potrzebuje pomocy)</p>

I co żyjesz? Maile do wszystkich z topu poleciały, tylko nikomu nie chciało się wpisywać w google benzydamina + hydroxyzyna ew. w języku angielskim. 
Z ciekawości sprawdziłem i w sumie dużo nie ma.

Panike rozumiem ale no kurwa nie wiem czego się spodziewałaś. Wszędzie pisze jaka to benzydamina zjebana, ba, nawet są opisane przypadki że ludziom tak już zostało, no a ty ją przyjebałaś. To teraz zepnij dupę i przetrwaj swoje.

Ja pierdole, to jest na głównej :D? Czy jakiś błąd? Może chociaż tekst poprawić żeby dało rade przeczytac pierwszą linijke? #AutorzePleaseKur$a

Na jakiej głównej? No co Ty Chacken? Na głównej jest zawsze 5 raportów (nowe, które nań trafiają wypychają zeń najstarsze), które wzbogacone są obrazkiem od Ojca Dyrektora. Ten TR nigdy nie był na głównej. 

A swoją drogą, to fajnie byłoby, gdyby wszystkie wyróżnione raporty trafiły w jakąś grupującą zakładkę, by łatwiej możnaby je było znaleźć.

To tylko sen samoświadomości.

Na jakiej głównej? No co Ty Chacken? Na głównej jest zawsze 5 raportów (nowe, które nań trafiają wypychają zeń najstarsze), które wzbogacone są obrazkiem od Ojca Dyrektora. Ten TR nigdy nie był na głównej. 

A swoją drogą, to fajnie byłoby, gdyby wszystkie wyróżnione raporty trafiły w jakąś grupującą zakładkę, by łatwiej możnaby je było znaleźć.

To tylko sen samoświadomości.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media