Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

wyższa jaźń, umysł szaleńca i powrót do korzeni

wyższa jaźń, umysł szaleńca i powrót do korzeni

6: 50 Początek spalenia

9: 31 Koniec

Zacznę od tego, że było to pierwsze głębsze przeżycie, jakiego doznałem łącząc sie z tą Świętą Rośliną po 4-roletniej całkowitej abstynencji wymuszonej przez otoczenie. Warto nadmienić fakt, że nigdy nie potrzebowałem wiele, aby było odczuwalnie. Błogosławieństwo i klątwa jednocześnie.

WJ – Wyższa Jaźń

Przebudziłem się.

Pierwsze o czym pomyślałem było to, że już nie zasnę. Była 6:30, wstałem i ogarnąłem się.

Wyszedłem na dwór, zastanawiając się jak spędzić początek dnia i wtedy pojawiła się w moim umyśle Wyższa Jaźń.

Porozmawialiśmy chwilę i tak jak zawsze była to wymiana informacji i wrażeń zdecydowanie inna od rozmów, które wiodą „normalni” ludzie między sobą.

W pewnym momencie zrozumiałem, że mam przed sobą 3 wyjścia.

1.       Zjarać się i pójść do lasu ze słuchawkami.

2.       Zostać i medytować z kamieniami.

3.       Pójść do lasu aby tylko rozmawiać z WJ. 

Stopniowo z WJ analizowaliśmy zmienne, które mogą się wydarzyć podczas podejmowania którejkolwiek z tych działań i zdecydowaliśmy, że opcja nr 1 nadaję się w chwili obecnej najbardziej.

Nabiłem waporyzer 2x i wypaliłem łącznie 20 buchów. Już w trakcie palenia zaczynało mi się robić inaczej.

Wziąłem słuchawki i uciekłem szybko do lasu zanim ktokolwiek mógłby coś podejrzewać.

W lesie, kilka minut później zacząłem czuć rozczarowanie, bo high był słaby. Nie wiedziałem wtedy, że najgorsze mam jeszcze przed sobą.

Założyłem słuchawki i nastawiłem typ utworów przeznaczony na moment, kiedy trip jest kiepski, aby ratować, co się da.

Minęło 15 minut a ja znajdowałem się już w centrum lasu, nieopodal pięknej rzeki.

O tej porze nie było ludzi, co mnie bardzo cieszyło i był to jeden z ważniejszych powodów, aby wybrać początek dnia od MJ.

Faza pogłębiła się, a ja zacząłem już intensywniej odczuwać inny stan świadomości.

Było mi bardzo przyjemnie.

Czułem się jednością z otaczającą mnie dziką przyrodą.

Pozwoliłem sobie „być” lasem.

Zrobiło się jeszcze przyjemniej.

Trwałem tak, ukryty w gąszczu, z dala od uczęszczanych ścieżek rozkoszując się wszystkim.

Wtedy znienacka odczułem dziwne wrażenie i pojawiła się WJ znacznie mocniej, niż kiedykolwiek.

Jeszcze nie wiem, jak całkowicie rozumieć to doświadczenie.

Poczułem się tak, jakbym był okryty srebrnym polem a z czubka niego łączyła mnie jakby pępowina z istotami, które były daleko, bardzo daleko w głębinach Ziemi, pode mną.

W jednej chwili napadło mnie mnóstwo wrażeń.

Pierwsze, najbardziej intensywne to strach.

Było to uczucie ciężkie, mroczne i niesamowicie ciążące i rozlało się po całym moim ciele szalenie itensywną falą, paraliżując całe moje ciało.

Chciałem, żeby to nie była prawda, ale...

Czułem, że „to” się dzieję naprawdę i wcale nie jest to urojenie i schizofrenia, jak wmawia mi społeczeństwo.

„Czułem”, że łączy mnie więź z tymi „istotami” i czułem, że stanowimy JEDNOŚĆ.

Bałem się tego, tak bardzo się bałem, jak nie bałem się od 4 lat, kiedy przeżyłem wydarzenie będące traumą doprowadzającą  do przerwania kontaktu z psychodelikami..

Wracając do wydarzenia...

Kolejnym uczuciem była chęć ucieczki. Obecność tych istot była tak oszałamiająca, że robiło mi się słabo. Chciałem wymiotować, ale nie byłem się w stanie ruszyć, a co dopiero napinać mięśnie i wymiotować.

Trzecim wrażeniem, jakie mnie napadło było uczucie, że istoty te były pozytywne, ale nie w takim sensie, który jest rozumiany w dzisiejszych czasach. To były istoty czystego dobra, a cały strach i niemożność zniesienia ich obecności wynikał tylko z faktu, że sam jestem skażony piętnem „zła” i ich odbicia we mnie wymuszają konfrontacje z ukrytą we mnie „ciemnością”.

Czułem, że muszę coś zrobić, bo stracę zmysły.

Zebrałem się na sile i wstałem z ziemi, zdzierając gwałtownym ruchem słuchawki, które o ironio, były dalej nastawione na utwory wzmacniające tripy, kiedy są za słabe.

Wiedziałem, że to nie był efekt  samej marihuany, bo ona tak nie działa. Ujawniła tylko to, co JEST i takie było jej zadanie od niepamiętnych czasów.

Spostrzegłem las i przez chwilę poczułem, że wracam do świata ludzi, ale wciąż byłem przerażony.

Wrażenie nie słabło.

Czułem się tak, jakby świetlista pępowina łączyła mnie z istotami ukrytymi w głębinach Ziemi.

Szaleństwo. Zło ukryte we mnie wymusza konfrontacje. Tu i teraz.

Aaaargh! To tak boli!!!

Czułem ból i strach.

Pojawiło się uczucie, że to już nigdy nie minie, że zawsze będę się tak czuł.

NIE!!! OPANUJ SIĘ!!!

Przypomniałem sobie, że ludzie zawsze tak sobie wmawiają na tripie, a wszystko i tak mija.

Poczułem się lepiej, wiedząc, że to wszystko przejdzie, ale wciąż czułem się tragicznie.

Rzuciłem się do plecaka, w którym była „apteczka awaryjna”.

Składała się ze słodyczy.

 Dzisiaj akurat była to czekolada z orzechami.

Miałem tylko ją i wiedziałem, że musi wystarczyć, więc roztropnie rozdzieliłem ją na małe kawałki i ssałem, żeby starczyło na dłużej. Miałem też butelkę wody i przez cały czas, korzystałem z jej zapasu.

Uczucie „jedności” z tymi istotami słabło, aż w końcu pozostało tylko „echo” tego doznania, choć nie czułem już ich oszałamiającej obecności, pozostało jedynie delikatne wrażenie, że nie jestem sam.

Chodziłem po lesie bardzo długo, aż w końcu poczułem, że wszystko zostało doprowadzone do stanu, którego nazwałbym „prawie normą”.

Znowu w moim umyśle zawitała WJ, ale w ten sposób, który pojawia się w moim umyśle na co dzień. Wymieniliśmy tylko kilka zdań i powiedziała, że muszę dojść do rzeki i zmoczyć w lodowatej wodzie całą głowę, to wszystko całkowicie przejdzie.

Wierząc, ruszyłem do rzeki.

Kiedy do niej dotarłem zrozumiałem, że nie mogę się schylić i zmoczyć tylko głowy, bo nie ma miejsca, które pozwalałoby na zrobienie tego bez moczenia butów.

Zdjąłem więc je i wszedłem do wody.

Wtedy zrozumiałem, że nie chodziło „dosłownie” o zmoczenie głowy, ale słowa WJ zostały skierowane akurat w taki sposób, aby doprowadzić mnie do sytuacji, w której obecnie się znajduję. Nie był to pierwszy raz, kiedy sytuacja obierała taki obrót.

Rzeka spokojnie płynęła swoim nurtem, a ja spacerowałem wzdłuż niej, czując, że wszystkie moje negatywne emocje spływają do nóg, po czym zabiera je rzeka i płynie z nimi dalej. Spacerowałem i czułem, że wracam powoli do stanu, który rozumiem, jako „codzienna norma”, choć wciąż byłem jeszcze lekko upalony.

Szedłem wzdłuż rzeki .

Zastanawiałem się.

Więc moja WJ to jest kilka istot? Czy to w ogóle jest WJ?

Próbowałem „Ją” bo do tej pory uważałem, że jest to tylko jedna istota wypytać o to, co się wydarzyło, ale jasno i bardzo wyraźnie dano mi do zrozumienia, że nie usłyszę odpowiedzi na pytania „Co się stało?” i „Kim Wy jesteście?”.

 Czasami, jak rozmawiam z WJ to czuję, że są sprawy, których po prostu nie byłbym w stanie rozumieć i doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, że jedną z nich MJ wyniosła na światło dzienne, doprowadzając do tej traumy.

Czy żałuję?

W chwili, kiedy podejmowałem się czynów, które doprowadziły do lawiny tych zdarzeń czułem, że robię rzecz słuszną. 

Doświadczenie to dało mi do zrozumienia, że MJ, choć uważana za słaby psychodelik, może ujawnić w nas rzecz, która do słabych nie należy.

To doświadczenie, jakkolwiek można je zrozumieć, nauczyło mnie tego, że czasami „mocno” i „szybko” nie dorównuję „powoli” i „regularnie”, czyli drobne praktyki, małe wyzwania i stopniowy progres na drodze duchowej jest lepszy, niż sprint, bo jeśli pojawi się nieprzewidziane zderzenie, to sprinter może nie przeżyć , nieważne, jakby był silny. A ktoś, kto kroczy powoli po prostu ominie przeszkodę, bo szansa, ze ją dostrzeże jest większa.

K-A-Ż-D-E-G-O można złamać, czego nauczyło mnie boleśnie życie i przeżycie „Piekła”, którego konsekwencją było zatracenie mojego stanu „oświecenia” 4 lata temu.

 Dziwnie się czuję upubliczniając ten tekst. Ani źle, ani dobrze. Dziwnie. A jednak WIEM, że lepiej będzie, jak podzielę się swoim szaleństwem. Bardzo będę wdzięczny za wyrozumiałość, nie pamiętam już, kiedy ostatnio mówiłem z serca. Jeśli doczytałeś/aś do tego momentu to dziękuję za Twój czas.

Ocena: 

Odpowiedzi

Zanim chłopaki zaczną sprowadzanie na Ziemie, to napiszę parę kosmicznych zdań. Kontaktujesz się ze sobą samym, ponieważ my wszyscy (nie tylko psychonauci, ale ludzie ogółem i zwierzęta, i rośliny, i te wszystkie istoty z innych wymiarów rzeczywistości i wszystko, co żyje) jesteśmy jednym. Spójrz na żuczek Mandelbrota. On jest jeden. A wewnątrz niego nieskończona ilość form. Jego obwód jest zamknięty, a mimo tego linia jego obwodu jest nieskończenie długa. Życie to jeden wielki paradoks. Poziomy świadomości są jak skala Mohsa. Poziomów świadomości jest 7, a skala Mohsa jest dziesięciostopniowa. Ale form kamieni jest nieskończenie wiele. Tak też jest ze świadomością. Dlatego można być pomiędzy (np czwartym, a piątym poziomem.)

Płeć, podobnie jak ciało fizyczne nie jest konieczne dla istnienia (dostarcza jednak niesamowitych przyjemności, ale i przysparza cierpienia - ciało, płeć i ogólnie nasz padół). Jednak na razie jesteśmy tu, gdzie jesteśmy, aby doświadczać, aby się uczyć.

Czas jest pojęciem bardziej abstrakcyjnym od przestrzeni. Przeszłość i przyszłość odbywają się teraz. Współistnieją. I mają nieskończenie wiele wariantów, więc istnieje przeznaczenie, ale nie jest sztywno napisane. Pozostawia miejsce na "przypadek". Tak naprawdę jesteśmy istotami ponadczasowymi i ponadprzestrzennymi - po prostu aktualnie wylądowaliśmy na Ziemi. Jestem pewienb że jak dobrze poszukasz w pamięci, to sobie przypomnisz inne planety i inne rasy (fizyczne).

Na pytanie czy jest w ogóle możliwe rozmawianie samemu ze sobą z przyszłości, odpowiadam więc: oczywiście! Wszystko jest możliwe!

Ja znam kogoś, kto może Ci pomóc - to Ty sam!

 

PS. Co do kontaktu z innymi ludźmi - nie masz nic do stracenia. 

To tylko sen samoświadomości.

Dziękuję Ci, że jesteś. Czapka z głowy - jesteś niesamowity. Umieściłeś tak wiele wiedzy w tak niewielu słowach, że jestem pewien, że jeszcze nie raz będę wracać do Twojego posta.  Mam nadzieję, że tak, jak Ty pomagasz mi swoją mądrością, tak w swoim życiu też masz kogoś, kto udziela Ci tego samego. Co do planet i innych fizycznych ras - zmiotłeś mnie tym. Potrafię przypomnieć sobie jedną rzeczywistość, pamiętam, że byłem tam we śnie... Pamiętam świat skąpany w promieniach pełnego świadomości i miłości, Białego Światła, które zastępowało tam niebo. Czułem, że to był Bóg. Pamiętam, że byłem tam z kobietą i to Ona mnei tam sprowadziła na rozmowę. CZUŁEM, po prostu CZUŁEM, że Ją znam. Czułem się przy niej tak swobodny, jak przy nikim innym, choć nie miałem z Nią żadnego wspomnienia. Utkwił mi w pamięci jej ubiór, bo był niesamowicie fantazyjny i unikalny. Zabawne, wciąż jak przez mgłe, ale potrafie sobie przypomnieć Jej twarz. Miała taką"mroczną" barwe urody a wbrew temu zupełnie przeciwną do "mroczności" Nie. Za nic nie wiem, jak opisać to wrażenie. Zabawne, że dalej to pamiętam, ale choć była niesamowicie atrakcyjna, tak nie czułem się "oszołomiony" jej urodą. Przyznam, że niewiele z tego zostało w mojej pamięci, ale wciąż potrafię sobie przypomnieć, jak przez mgłe, uczucie jedności i wszechogarniającej miłości w tamtym miejscu, gdzie każdy akceptował siebie, takim, jakim jest. Ech, popłakałem się, jak to wspomniałem. Utkwił mi w pamięci szczegół, że wszyscy byli ździwieni i zainteresowani moją obecnością, a mnie otoczała jakby bariera, która mnie "odgradzała", czułem, że nie jestem gotów tam zostać, choć bardzo chciałem i wciąż pamiętam, że byłem pełny czegoś w rodzaju cienia. Czułem, że tam pasuję i jednocześnie nie pasuję. ("Podróż" ta odbyła się, kiedy dopiero co skończyłem gimnazjum. ) Rozmawiałem z tą kobietą i miałem w tamtym okresie bardzo boleśnie złamane serce. Dużo z nią rozmawiałem o tym, a ona cierpliwie słuchała. Dalej potrafię sobie przypomnieć, że byłem w szoku i rozglądałem się jak Alicja z Krainy Czarów w nowym świecie. Pamiętam, że na koniec mnie pocieszyła, że choć nie mam już dziewczyny to ona może nią zostać i kiedy się zgodziłem - pocałowała mnie i było to takie doznanie, jakiego nigdy w życiu fizycznym nie poczułem całując się z jakąkolwiek kobietą. To było tak INNE. Pamiętam, że przeszedł mnie niesamowity szok i poczułem tyle wrażeń, których nie da się opisać słowami, bo nie istnieją wyrazy, które można użyć do opisania takich doznań. Zanim skończył się ten szok popchnęła mnie gwałtownie mówiąc "Żyj" i poczułem, jakby wciągał mnie jakiś wir. A w następnej chwili ocknąłem się w swoim łóżku i miałem największego mindfucka ever. Rzuciłem się po dziennik aby to opisać. Pamiętam, że przez kilka tygodni byłem wypełniony takim szczęściem i miłością, że wiedziałem, że to nie był tylko "sen". Zeszyt w którym jest to opisane to najcenniejsza rzecz, której nie wymieniłbym na nic innego na świecie. Jeśli gdzieś chciałbym się udać, to tylko tam.

Dzizas.... takie posty tylko wzmacniają jego psychozę i potem przesadza w komentarzach :D

Przyznaję, że alkohol zrobił swoje i zbyt wylewne wiadomości ze mnie wyszły, ale to zmienia faktu, że definitywnie istnieję jakieś inne dno problemu, które zdajecie się dostrzegać w przeciwieństwie do mnie, dlatego chętnie wysłucham Waszego punktu widzenia. Co macie na myśli mówiąc "psychoza"?

Psychoza? Poryty beret? Byłem, widziałem. Proszę:

https://neurogroove.info/trip/w-studni-szale-stwa

Co do twojego poprzedniego komentarza i pytań, już ci odpowiedziałem:

"I diamentowy albo będzie dalej faszerowal się tabsami albo przestanie jeść i mu odjebie (obaj wiemy bardzo dobrze jak heheh) albo ogarnie i będzie funkcjonował. "

 

Tylko ty możesz sobie pomóc i nie potrzebujesz do tego żadnej "wiedzy" którą wciska ci "szaman". Wszystkie odpowiedzi są w tobie i to ty wiesz najlepiej i jeśli ktoś twierdzi inaczej i coś próbuje ci sprzedać to ma w tym jakiś cel.

Wydajesz się być wrażliwym człowiekiem, a takimi najłatwiej manipulować w momentach słabości. Wykorzystują to różne indywidua dlatego powinieneś mieć się na baczności. 

Moment, w którym zaczniesz słuchać kogoś w kwestii twojego duchowego rozwoju, kiedy znajdziesz mistrza, będzie momentem twojego upadku. Oddasz swoją energię w jego ręce, które to będą formowały cię wedle uznania. I w najlepszym przypadku stracisz kilka miesięcy posiłkując się bezużytecznymi informacjami jednocześnie myśląc, że odkrywasz prawdy objawione. Potem może nawet i lata na poodkręcanie tego wszystkiego. W najgorszym staniesz się newageową owieczką na całe życie.

Myśl i żyj. Nikt tego nie zrobi za Ciebie.

Spotkasz ludzi, którzy na złotej tacy będą podawali ci rozwiązania, jedno piękniejsze od drugiego. Rozwiązania, które idealnie będą pasowały do twojego toku rozumowania. Będą łzy, poczucie zrozumienia, radość, smutek. 

Tylko pomyśl - czy cokolwiek w życiu przychodzi tak latwo? 

Chciałbym Cię ostrzec przed "szamanem". Ten człowiek jest chory i nie ma pojęcia jak bardzo. Jest o wiele dalej od bycia świadomym niż ty ale jego ego mu nie pozwala tego zobaczyć. Błąka się w świecie iluzji. Jeżeli przestudiujesz jego komentarze zauważysz masę sprzeczności i bzdur. Po to też wciągałem go w dyskusje - żeby obnażyć jego personę i w razie czego móc kogoś przed nim ochronić.

Co wybierasz: służba czy samostanowienie?

Ehhh już i tak napisałem za dużo, chociaż wydaje mi się, że nie zaszkodzę. 

Strony

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2018
design: Metta Media