Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

wyższa jaźń, umysł szaleńca i powrót do korzeni

wyższa jaźń, umysł szaleńca i powrót do korzeni

6: 50 Początek spalenia

9: 31 Koniec

Zacznę od tego, że było to pierwsze głębsze przeżycie, jakiego doznałem łącząc sie z tą Świętą Rośliną po 4-roletniej całkowitej abstynencji wymuszonej przez otoczenie. Warto nadmienić fakt, że nigdy nie potrzebowałem wiele, aby było odczuwalnie. Błogosławieństwo i klątwa jednocześnie.

WJ – Wyższa Jaźń

Przebudziłem się.

Pierwsze o czym pomyślałem było to, że już nie zasnę. Była 6:30, wstałem i ogarnąłem się.

Wyszedłem na dwór, zastanawiając się jak spędzić początek dnia i wtedy pojawiła się w moim umyśle Wyższa Jaźń.

Porozmawialiśmy chwilę i tak jak zawsze była to wymiana informacji i wrażeń zdecydowanie inna od rozmów, które wiodą „normalni” ludzie między sobą.

W pewnym momencie zrozumiałem, że mam przed sobą 3 wyjścia.

1.       Zjarać się i pójść do lasu ze słuchawkami.

2.       Zostać i medytować z kamieniami.

3.       Pójść do lasu aby tylko rozmawiać z WJ. 

Stopniowo z WJ analizowaliśmy zmienne, które mogą się wydarzyć podczas podejmowania którejkolwiek z tych działań i zdecydowaliśmy, że opcja nr 1 nadaję się w chwili obecnej najbardziej.

Nabiłem waporyzer 2x i wypaliłem łącznie 20 buchów. Już w trakcie palenia zaczynało mi się robić inaczej.

Wziąłem słuchawki i uciekłem szybko do lasu zanim ktokolwiek mógłby coś podejrzewać.

W lesie, kilka minut później zacząłem czuć rozczarowanie, bo high był słaby. Nie wiedziałem wtedy, że najgorsze mam jeszcze przed sobą.

Założyłem słuchawki i nastawiłem typ utworów przeznaczony na moment, kiedy trip jest kiepski, aby ratować, co się da.

Minęło 15 minut a ja znajdowałem się już w centrum lasu, nieopodal pięknej rzeki.

O tej porze nie było ludzi, co mnie bardzo cieszyło i był to jeden z ważniejszych powodów, aby wybrać początek dnia od MJ.

Faza pogłębiła się, a ja zacząłem już intensywniej odczuwać inny stan świadomości.

Było mi bardzo przyjemnie.

Czułem się jednością z otaczającą mnie dziką przyrodą.

Pozwoliłem sobie „być” lasem.

Zrobiło się jeszcze przyjemniej.

Trwałem tak, ukryty w gąszczu, z dala od uczęszczanych ścieżek rozkoszując się wszystkim.

Wtedy znienacka odczułem dziwne wrażenie i pojawiła się WJ znacznie mocniej, niż kiedykolwiek.

Jeszcze nie wiem, jak całkowicie rozumieć to doświadczenie.

Poczułem się tak, jakbym był okryty srebrnym polem a z czubka niego łączyła mnie jakby pępowina z istotami, które były daleko, bardzo daleko w głębinach Ziemi, pode mną.

W jednej chwili napadło mnie mnóstwo wrażeń.

Pierwsze, najbardziej intensywne to strach.

Było to uczucie ciężkie, mroczne i niesamowicie ciążące i rozlało się po całym moim ciele szalenie itensywną falą, paraliżując całe moje ciało.

Chciałem, żeby to nie była prawda, ale...

Czułem, że „to” się dzieję naprawdę i wcale nie jest to urojenie i schizofrenia, jak wmawia mi społeczeństwo.

„Czułem”, że łączy mnie więź z tymi „istotami” i czułem, że stanowimy JEDNOŚĆ.

Bałem się tego, tak bardzo się bałem, jak nie bałem się od 4 lat, kiedy przeżyłem wydarzenie będące traumą doprowadzającą  do przerwania kontaktu z psychodelikami..

Wracając do wydarzenia...

Kolejnym uczuciem była chęć ucieczki. Obecność tych istot była tak oszałamiająca, że robiło mi się słabo. Chciałem wymiotować, ale nie byłem się w stanie ruszyć, a co dopiero napinać mięśnie i wymiotować.

Trzecim wrażeniem, jakie mnie napadło było uczucie, że istoty te były pozytywne, ale nie w takim sensie, który jest rozumiany w dzisiejszych czasach. To były istoty czystego dobra, a cały strach i niemożność zniesienia ich obecności wynikał tylko z faktu, że sam jestem skażony piętnem „zła” i ich odbicia we mnie wymuszają konfrontacje z ukrytą we mnie „ciemnością”.

Czułem, że muszę coś zrobić, bo stracę zmysły.

Zebrałem się na sile i wstałem z ziemi, zdzierając gwałtownym ruchem słuchawki, które o ironio, były dalej nastawione na utwory wzmacniające tripy, kiedy są za słabe.

Wiedziałem, że to nie był efekt  samej marihuany, bo ona tak nie działa. Ujawniła tylko to, co JEST i takie było jej zadanie od niepamiętnych czasów.

Spostrzegłem las i przez chwilę poczułem, że wracam do świata ludzi, ale wciąż byłem przerażony.

Wrażenie nie słabło.

Czułem się tak, jakby świetlista pępowina łączyła mnie z istotami ukrytymi w głębinach Ziemi.

Szaleństwo. Zło ukryte we mnie wymusza konfrontacje. Tu i teraz.

Aaaargh! To tak boli!!!

Czułem ból i strach.

Pojawiło się uczucie, że to już nigdy nie minie, że zawsze będę się tak czuł.

NIE!!! OPANUJ SIĘ!!!

Przypomniałem sobie, że ludzie zawsze tak sobie wmawiają na tripie, a wszystko i tak mija.

Poczułem się lepiej, wiedząc, że to wszystko przejdzie, ale wciąż czułem się tragicznie.

Rzuciłem się do plecaka, w którym była „apteczka awaryjna”.

Składała się ze słodyczy.

 Dzisiaj akurat była to czekolada z orzechami.

Miałem tylko ją i wiedziałem, że musi wystarczyć, więc roztropnie rozdzieliłem ją na małe kawałki i ssałem, żeby starczyło na dłużej. Miałem też butelkę wody i przez cały czas, korzystałem z jej zapasu.

Uczucie „jedności” z tymi istotami słabło, aż w końcu pozostało tylko „echo” tego doznania, choć nie czułem już ich oszałamiającej obecności, pozostało jedynie delikatne wrażenie, że nie jestem sam.

Chodziłem po lesie bardzo długo, aż w końcu poczułem, że wszystko zostało doprowadzone do stanu, którego nazwałbym „prawie normą”.

Znowu w moim umyśle zawitała WJ, ale w ten sposób, który pojawia się w moim umyśle na co dzień. Wymieniliśmy tylko kilka zdań i powiedziała, że muszę dojść do rzeki i zmoczyć w lodowatej wodzie całą głowę, to wszystko całkowicie przejdzie.

Wierząc, ruszyłem do rzeki.

Kiedy do niej dotarłem zrozumiałem, że nie mogę się schylić i zmoczyć tylko głowy, bo nie ma miejsca, które pozwalałoby na zrobienie tego bez moczenia butów.

Zdjąłem więc je i wszedłem do wody.

Wtedy zrozumiałem, że nie chodziło „dosłownie” o zmoczenie głowy, ale słowa WJ zostały skierowane akurat w taki sposób, aby doprowadzić mnie do sytuacji, w której obecnie się znajduję. Nie był to pierwszy raz, kiedy sytuacja obierała taki obrót.

Rzeka spokojnie płynęła swoim nurtem, a ja spacerowałem wzdłuż niej, czując, że wszystkie moje negatywne emocje spływają do nóg, po czym zabiera je rzeka i płynie z nimi dalej. Spacerowałem i czułem, że wracam powoli do stanu, który rozumiem, jako „codzienna norma”, choć wciąż byłem jeszcze lekko upalony.

Szedłem wzdłuż rzeki .

Zastanawiałem się.

Więc moja WJ to jest kilka istot? Czy to w ogóle jest WJ?

Próbowałem „Ją” bo do tej pory uważałem, że jest to tylko jedna istota wypytać o to, co się wydarzyło, ale jasno i bardzo wyraźnie dano mi do zrozumienia, że nie usłyszę odpowiedzi na pytania „Co się stało?” i „Kim Wy jesteście?”.

 Czasami, jak rozmawiam z WJ to czuję, że są sprawy, których po prostu nie byłbym w stanie rozumieć i doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, że jedną z nich MJ wyniosła na światło dzienne, doprowadzając do tej traumy.

Czy żałuję?

W chwili, kiedy podejmowałem się czynów, które doprowadziły do lawiny tych zdarzeń czułem, że robię rzecz słuszną. 

Doświadczenie to dało mi do zrozumienia, że MJ, choć uważana za słaby psychodelik, może ujawnić w nas rzecz, która do słabych nie należy.

To doświadczenie, jakkolwiek można je zrozumieć, nauczyło mnie tego, że czasami „mocno” i „szybko” nie dorównuję „powoli” i „regularnie”, czyli drobne praktyki, małe wyzwania i stopniowy progres na drodze duchowej jest lepszy, niż sprint, bo jeśli pojawi się nieprzewidziane zderzenie, to sprinter może nie przeżyć , nieważne, jakby był silny. A ktoś, kto kroczy powoli po prostu ominie przeszkodę, bo szansa, ze ją dostrzeże jest większa.

K-A-Ż-D-E-G-O można złamać, czego nauczyło mnie boleśnie życie i przeżycie „Piekła”, którego konsekwencją było zatracenie mojego stanu „oświecenia” 4 lata temu.

 Dziwnie się czuję upubliczniając ten tekst. Ani źle, ani dobrze. Dziwnie. A jednak WIEM, że lepiej będzie, jak podzielę się swoim szaleństwem. Bardzo będę wdzięczny za wyrozumiałość, nie pamiętam już, kiedy ostatnio mówiłem z serca. Jeśli doczytałeś/aś do tego momentu to dziękuję za Twój czas.

Ocena: 

Odpowiedzi

Fajnie, ze kopiujesz moja maniere wypowiedzi, co, juz sie styl szamana-miszczanadwszystkimi-takiegopokornego-egomoscia znudzil? xD

Gdzie przeprosilem, bo nie widze? ;d jeszcze na niczym mnie nie zlapales, ja ciebie tak, ale ignorujesz to i odpowiadasz wybiorczo. 

"Co ma hermafrodyta do rozmnażania generatywnego? To tylko jeden z rodzajów, ale poczytaj sobie czym jest dwupienność, albo trójpienność, bo oczywiście piszesz o okrytonasiennych, bo o nagonasiennych już milczysz." - Napisales to tak, jakby tylko okrytonasienne mogly byc dwu/trojpienne. No i co z ta samiczka wisni?

To o czuciu - co ty pierdolisz o unerwieniu mozgu? xD Nie mam bladego pojecia o co ci w tym momencie chodzi. Wiem za to, ze watroba nie moze bolec, bo uwaga! nie jest unerwiona. I nie wiem, gdzie pytales czy nadal tak sadze, nie zauwazylem. 

 

Co do wlosow - jak masz dlugie to poloz sie na ziemi i niech ktos dotyka ich koncow. Czujesz? Nie. W sumie ty moze tak, skoro boli cie watroba i samiczke wisni znalazles xD

Wiesz, ja sie nie kryje z tym co mysle za ladnymi frazesami. Nie wywyzszam sie, bo przecpalem chuj wie ile i "wiem lepij niz ty, bo ja wiem, bo ja czlek wiedzy jestem". Ty za to tak. 

Ja nie neguje metafizyki, chyba juz to pisalem. Po prostu sa rzeczy, ktore sa idiotyzmami (czytaj bolaca watroba, samiczka wisni, rozpoznawanie substancji na blotterze poprzez patrzenie) ale, ktore - poprzez dlugotrwale wystawienie na dzialanie srodkow psychoaktywnych - wydaja sie byc prawdziwymi. I dopoki ich nie zweryfikujesz dopoty bedziesz w mnie swiecie wierzyl. Ale to jest droga na ktora nie kazdy sobie moze pozwolic. Kwestionowanie wlasnych mysli i przekonan.

Aha i jeszcze jedno - ja nie twierdze, ze nie manipuluje albo nie klamie. 

Bylem, widzialem, zmadrzalem.

buziaczki 

Doczytaj o dwu i trójpienności, to się dowiesz dlaczego nagonasienne takie być nie mogą. Podpowiem Ci, że one mają tak wyraźny podział na płeć, że tylko taki ślepiec, jak Ty może tego nie dostrzec... Innymi słowy nagonasienne mogą być tak samo dwu i trójpienne, jak człowiek.

GDZIEŚ TY, MÓJ TY MĄDRY OSIOŁKU, WYCZYTAŁ, ŻE WĄTROBA NIE JEST UNERWIONA!?! 

http://www.essentiale.pl/czy-watroba-boli

https://fizjoterapeuty.pl/fizjoterapia/anatomia/watroba.html

https://pl.wikipedia.org/wiki/Wątroba

Tylko miąsz wątrobowy nie jest unerwiony. Więc nie poczujesz, że coś jest w niej nie tak dopóki się nie powiększy. Ale jeśli się powiększy, to poczujesz, bo WYOBRAŹ SOBIE WĄTROBA JEST UNERWIONA!

No biologii to Ty ni chuj nie ogarniasz. Wątroba nie może boleć dokładnie tak samo, jak trzmiel nie może latać. Tyle, że wątroba czasem boli, a trzmiel lata.

Nosisz okulary, to co się dziwisz, że nie widzisz malutkich cząstek. Po prostu masz słaby wzrok... Weź sobie LSD pod mikroskop, to zobaczysz gwiazdeczki, które ja widzę gołym okiem. Myślisz, że skoro Ty nie widzisz Alkora gołym okiem, to on nie istnieje??? Albo, że inni nie mogą go zobaczyć?

Wszystko jest możliwe. Zakoduj to sobie, bo inaczej tylko sam się ograniczasz. I nie kłam, jak w przypadku trujących/toksycznych roślin poniżej w dyskusji, bo to żałosne jest.

To tylko sen samoświadomości.

Tak, zgadza sie. Watroba nie moze bolec, bo nie jest unerwiona, dzieki za linki. Za to moze bolec otrzewna lub organy sasiadujace. 

Jesli juz szastasz wiki: https://pl.wikipedia.org/wiki/Dwupienność

Toksyczny - czyli taki, ktory powoduje zaburzenia funkcjonowania organizmu niekoniecznie negatywne. Trucizna po prostu szkodzi.

No i co z moja samiczka wisni? 

"Unerwienie wątroby pochodzi z układu współczulnego – od splotu trzewnego oraz z włókien przywspółczulnych nerwu błędnego. Błonę surowiczą wątroby unerwiają gałązki nerwu przeponowego."

Czytać nie potrafisz???

Nie w ogóle toksyny nie muszą szkodzić. Mogą pomagać xDxDxD

https://pl.wikipedia.org/wiki/Toksyczność

A co ma być z tą wiśnią? Rośnie sobie. Może po prostu, jak to różowe (do których należy) jest dwupienna i to był okaz żeński?

To tylko sen samoświadomości.

Czy tam trójpienna wg Twojej (wiki) definicji dwupienności. Jak zwał, tak zwał. Mnie się wydawało, że dwupienność polega na tym, iż standardowo roślinka jest hermafrodytą, ale jest jeszcze opcja na roślinkę tylko żeńską, lub tylko męską. Trójpienność za to uważałem, jeśli roślinka jest zasadniczo hermafrodytą, ale może występować zarówno w formie żeńskiej, jak i męskiej. Jednopienność to tylko hermafrodyta. Dlatego nagonasiennych, jako rozdzielnopłciowe nie wliczałem do dwupiennych. Mogę się tu mylić tak, jak Ty w przypadku nazywania dysocjantów psychedelikami.

To tylko sen samoświadomości.

Nie mam czasu wszystkiego czytać ale...
"Świętych roślin/grzybów do ćpania nie zaliczam"

Kurwa Win and Made my day XDD

Siła intencji. Placebo działa tak, jak tabsy.

To tylko sen samoświadomości.

Po co zażywasz cokolwiek skoro możesz sobie odpalić placebo? 

Dla esencji. Btw chacken i Ty uważacie, że wszystko, co jest psychoaktywne jest trucizną i szkodzi. Wierzycie w leki farmakologiczno-syntetyczne. Ty to nawet myślisz, że one oprócz objawów leczą przyczyny. A ludziom z cukrzycą lekarze podają insulinę i do końca życia ich kłują. A Ayahuasca potrafi wyleczyć człowieka i jeśli zmieni on swoje nawyki żywieniowe, to naprawi mu trzustkę, która od tej pory będzie sama produkowała insulinę... Tyle w temacie świętości roślin, które uważacie za ćpanie. Kwestia podejścia do tematu i szacunku.

To tylko sen samoświadomości.

Nigdy nie twierdziłem, że wszystko co psychoaktywne to trucizna. Nie wierzę też w leki, bo to nie kwestia wiary tylko faktów, a to, że insulina nie leczy to nie znaczy, że wszystko co dają lekarze też.

Nie Ayahuasca naprawi trzustkę tylko... zmiana nawyków żywieniowych. Tadam! Za to może cie wpędzić w depresję, lęki czy inne choroby psychiczne np panszamanizm

Tak - uważam te rzeczy za ćpanie. 

Znajdę Ci to kiedyś i wstawie cytat, bo doskonale pamiętam, jak tak twierdziłeś. (Może prześmiewczo, hehehe). 

Zabawne, że nie czaisz, jak działa rynek farmakologiczny. Po co mieliby wyleczyć człowieka? Żeby już nie wracał i nie kupował leków? Przyjdziesz z problemem, to problem zamaskujemy, a po czasie przyjdziesz do nas z innym problemem (który wywołaliśmy maskowaniem poprzedniego). To tak proste, jak spisek żarówkowy i planowany termin nieprzydatności produktu. Ale Ty jesteś naiwny:-D

Jeśli tylko zmiana nawyków żywieniowych, a nie Aya naprawia trzustkę, to dlaczego dalej lekarze każą Ci kłuć się i wstrzykiwać insulinę i ŻADNEMU człowiekowi sama zmiana nawyków żywieniowych nie naprawiła trzustki? Tadam!!! Hahaha

Tak, jeśli uważasz Ayę za ćpanie, to wcale się nie dziwię, że może Cię wpędzić w depresje, czy inne choroby. To tak, jakbyś się dziwił, że dostaniesz w pysk od pięknej kobiety, kiedy będziesz ją traktował, jak dziwkę. Tadam!

Masakra, jak Ty nic nie ogarniasz xDxDxD

To tylko sen samoświadomości.

"Tak btw. toksyczne są wszystkie rośliny psychoaktywne. " - pod moim raportem "Istotyto". 

No i po co kłamiesz? Odpowiesz, czy jak zawsze niewygodne pytanie zbyjesz milczeniem??? 

To tylko sen samoświadomości.

To nie ja niewygodne pytania zbywam milczeniem :) toksyczny nie znaczy trujacy moj czlowieku wiedzy

Nie pogrążaj się:

https://synonim.net/inaczej-trujący

 

No to czemu kłamiesz?

To tylko sen samoświadomości.

miszcz xD

Złapali mnie za rękę, ale to przecież nie moja ręka xD Odpowiedź: "miszcz" na pytanie dlaczego kłamiesz mnie z deczka nie zadowala. Chciałbym poznać Twój motyw kłamco i manipulatorze:-P

To tylko sen samoświadomości.

Ale na czym mnie zlapales? Nigdzie nie napisalem o trujacym, a o toksycznym. Jest roznica, sprawdz ;*

Różnica pomiędzy trującym a toksycznym jest taka, jak pomiędzy kiedyś, a dawniej. Doskonale o tym wiesz łosiu.

To tylko sen samoświadomości.

Oj jaki z ciebie slodziak xD 

Nie tyle zmiana nawykow zywieniowych ile cialo. Poczytaj sobie jak to dziala.

 

Ja to doskonale wiem, jak to działa prosiaczku. To Ty nie ogarniasz, że wątroba może boleć. Nie masz pojęcia o biologii, ale niewiedzę można wybaczyć. Gorzej z kłamstwem, więc dlaczego kłamiesz?

To tylko sen samoświadomości.

Przestan juz trollowac, bo to sie nudne robi.

Szamanie ból wątroby jest jak ból dupy który ciśniesz przy każdym komentarzu, mówi się że boli ale tak naprawdę to nie.

Nie stary. Wątroba może boleć dokładnie tak samo, jak żołądek (nawet takie same nerwy mają). Nie może jedynie boleć miąższ wątrobowy. Podobnie, jak nie może boleć korona zęba (co oczywiście nie oznacza, że ząb nie może boleć). 

Nie powtarzaj za Grybym nonsensów, bo jeszcze dojdziesz tak, jak on, do tak absurdalnych wniosków, jak niemożność czucia włosami xDxDxDxD

To tylko sen samoświadomości.

Nie ma to jak edukowac sie polowiczne :)

Masz calkowita racje Szamanie, mylilem sie. Wygrales.

Wybaczysz?

Cała ta, ale i ogólnie ostatnie dyskusje utwierdziły mnie w przekonaniu, że za bardzo się spinam. Zamiast machnąć ręką na kogoś, kto myśli, że coś jest niemożliwe i neguje moje obserwacje, obrażając mnie przy okazji, to ja próbuję coś udowodnić. Heh, tylko po co? Możesz sobie drwić do woli.

To tylko sen samoświadomości.

To ja to tylko tu zostawię.

"Wątek jest prawie sprzed roku. W międzyczasie na tej stronie dowiedziałem się, że niektórych kwas trzyma 3 dni(!), że na bodyload pomaga wódka(!), że marihuana niszczy życie bardziej od opiatów(!!!), czy że dla niektórych dysocjanty to psychedeliki i wiele innych rzeczy, które do głowy by mi nie przyszły. Halucynacje na kwasie wydają się przy tym całkiem normalnym zjawiskiem. "

Tak a propos negowanie, rzeczy niemożliwych etc. hipokryto xD

Coś Ci powiem o prawdziwości życia chacken. Rodzisz się i umierasz, a w międzyczasie możesz być kim tylko chcesz, bo życie to gra. Wymyślasz to sobie. Podzielisz się z nami kim jesteś i co osiągnąłeś w "prawdziwym życiu"? Bo gdzieś tam pisałeś o "awansie za awansem" (to już chyba przynajmniej dyrektorem jesteś w tym korpo, które wysysa z Ciebie energię, co?), bo piszesz że medytowałeś 1,5 roku. Medytacja to zbieranie many. Siły, która pozwala Ci być kim chcesz. No i co się stało? Co się stało, że wpierdoliłeś się w najgorsze gówno - w iluzję szczęścia opiatowego? Brakło ciepła duszy? To jest to "prawdziwe życie"? Dlaczego zatem tacy, jak Ty zgłaszają się do innych po pomoc? Hej marynarzu, dokąd płyniesz? Nie martw się o diamentowego. On to ogarnie. Poobija się jeszcze nie raz, ale jeśli nie braknie mu sił, to ogarnie. I stanie dumny na mostku na rufie swego okrętu. Pomimo, że zwątpi jeszcze tysiąc razy... Powiedz lepiej chacken czemu próbowałeś wrócić i co dokładnie przytrzymało Cię, że nie dałeś rady? Czego konkretnie się bałeś utracić?

 

Wiesz, obserwuję tych wszystkich ludzi, którym pieniądz pomylił się z Bogiem... Którzy pomylili środek do szczęścia ze szczęściem. Którzy mylą seks z miłością, albo (o zgrozo) nie widzą miłości. Myślą, że coś wiedzą... A tak naprawdę patrzą tylko na koniuszek własnego nosa.

 

Lubię Cię chacken. Jesteś naprawdę w porządku chłopakiem, ale zgubiłeś się po drodze. Rozumiem też, że przed tym chcesz ostrzec innych, ale zgubiłeś się w zupełnie innym miejscu, niż sądzisz.

 

Prawda, Miłość, Wolność. Na przekór, hej!

To tylko sen samoświadomości.

Czytając Wasze wiadomości odniosłem wiele wrażeń i uczuć i skłamałbym, gdybym powiedział, że wszystko jest dla mnie jasne. Całkowicie zgadzam się z teorią o „sajko” czyli o „ześwirowaniu”. Wiem, jak wygląda samonapędzający się mechanizm szaleństwa, bo byłem w nim zanurzony po uszy. Buduję się go z czasem, a jego paliwo to wierzenie bez wątpliwości w cały syf, który się przyciągnęło z przeszłości, aż rośnie, jak rak i potem przesłania perspektywe tu i teraz. Przyznam szczerze, że z perspektywy, którą teraz posiadam wizja takiego widzenia świata, to rzecz, z której ciężko wyjść, ale wszystko jest możliwe, jeśli obudzi się chęć. Mi się to kiedyś udało.

Pamiętam co powiedziałeś @PanSzaman „Jak za mocno napnię się strunę, to pęknie, a jeśli za słabo, to nie wyda dźwięku.” Przyznam, że porzucenie jedzenia może sprawiać kuszące wrażenie, ale z własnego doświadczenia już wiem, że to ślepe pragnienie mnie kiedyś zniszczyło, bo nie wziąłem pod uwagę faktu, że przestając jeść porzucam filar na którym opiera się relacja z ludźmi w tym świecie. Pamiętam, że byłem inny. Mocno inny. Na tyle, że nie łączyło mnie już nic z ludźmi, których znałem. To dobre, ale tylko wtedy, kiedy się chcę odejść. Dosłownie i w przenośni. Czuję, że nie jestem na to gotowy, więc porzuciłem to.

W zasadzie, to jedyne, co teraz robię, to żyję w niemal nieustannej chwili obecnej, czasami odpływając w świat myśli i przyzwyczajam się do nowego punktu widzenia. Czuję, że zaczął mi on powoli wchodzić w krew, ale są momenty, kiedy czuję się „nieswojo”. Jestem szczęśliwy, na tyle, na ile mogę być. Kiedy czegoś naprawdę pragnę, to wyobrażam sobie uczucia, jakie będę miał, kiedy ta rzeczywistość wytworzy się w życiu. Przyznam szczerze, że ogrom siły, który się we mnie przebudził sprawia, że są momenty, kiedy napawa mnie to strachem, więc staram się ostrożnie z tego korzystać, bo to też była jedna z przyczyn, która mnie kiedyś zgubiła. Za dużo siły przelanej w plany, które tak naprawdę nie mają znaczenia i spełnienie się ich w takich warunkach, których nie da się wytrzymać w tu i teraz. Ale się pojawiły. Bo wymusiłem.

Co ma dla mnie prawdziwe znaczenie?

Proces.

Czuję, że w moim ciele, w chwili, kiedy złagodniał skok na 4-rty poziom rozpoczęła się regeneracja. Moje ciało się zmienia pod każdym aspektem i jeśli coś ma jakieś znaczenie, to chyba tylko to, ten „proces”, bo moja istota jest soczewką, przez którą widzę świat i wiem, że jest zniszczona. Nie wiem, ile zajmie regeneracja. Nie wiem, czy starczy na to życia, bo mam kręgosłup 80-sięcio latka, jak to powiedział lekarz. (A mam 24 lata. XDDD )

Nie wiem, kiedy zacznie się kolejny skok i nie wiem, czy się w ogóle wydarzy, ale wiem, że jeśli się wydarzy, to nic mnie na to nie przygotuję. Jeśli czegoś mnie nauczyło przejście na ten poziom świadomości to fakt, że czasami najlepszą opcją jest po prostu poddanie się temu, co się dzieję, kiedy rozpocznie się skok.  W sumie mam to w dupie. Jestem szczęśliwy, tak, jak jest. Mam niezliczoną ilość wcieleń, aby ewoluować i nawet jeśli dalej nie dojdę w tym, to i tak jestem szczęśliwy. Przyznam również, że się boję. Zmiany, które we mnie zaszły są potężne, ale cóż, opór nie ma znaczenia. Trzeba się poddać, kiedy skok się zaczyna i tyle. Wyjście do lasu i oddychanie na łonie natury też pomaga, choc przyznam, że to wkurwiające. Wkurwiające, że zawsze jak mnie spotykała zmiana świadomości na wyższy poziom to zawsze musiała być jebana jesień/prawie zima i piździawa na dworze i ciemność po 16-stej. A najgorsze, że las wtedy śpi i nie czuję jego "obecności".  

Ej. Tak teraz poczułem, żeby zadać to pytanie. Czy jeśli umrę, to mogę sobie wybrać świat, czy jestem skazany na ten padół dopóki nie osiągne 7-dmego poziomu? Przepraszam, jeśli to brzmi głupio, ale czuję, żeby o to zapytać, więc poszło. Rodzice mi raczej nie powiedzą. : (

Czemu chcesz czekać do śmkerci z wyborem świata? Wybierz sobie teraz świat i dąż do niego. Stanie się.

To tylko sen samoświadomości.

Pozdrawiam z chwili obecnej zamglonej jednym piwem i połową dawki psychotropów

Cześć.

Tutaj coś ode mnie. Bardzo interesujący filmik z yt.

https://www.youtube.com/watch?v=esqzZkRgXlw

Zabawne.

Upłynęło już tyle czasu, że pojawiła się we mnie wątpliwość czy to wszystko, co się wydarzyło nie jest jakimś snem, wytworem wyobraźni albo może czymś jeszcze.

Wtedy patrzę na siebie, a potem zerkam w przeszłość i czuję się tak, jakby wydarzenia sprzed okresu, który nazywam „skokiem” należały do umysłu innego człowieka. Nie umiem i nie chcę myśleć, jak stary „ja”.

Potem spoglądam na siebie, tu i teraz i widzę, że to jednak nie jest sen. Zabawne, że zmieniło się wszystko, a zarazem wszystko pozornie jest takie samo. Kiedyś bałem się zmian, ale teraz czuję, że jedyną pewną i stałą rzeczą w rzeczywistości jest właśnie ona – zmiana.

Przyznaję jednak, że tuż po „skoku” wszystko było znacznie bardziej intensywne, ale teraz wydaję mi się, że po prostu się przyzwyczaiłem.

Marzyłem, żeby otaczać się ludźmi, których rozumiem i którzy mnie rozumieją. Spełniło się w TYLKO taki sposób, który do siebie dopuściłem. Uwielbiam oglądać streamy gier na twitchu i choć cały czas trzymałem się wąskiego grona, tak teraz całkowicie opuściłem wszystkich, których do tej pory oglądałem i dopuściłem do siebie innych ludzi i muszę przyznać, że jestem w szoku ile PRAWDZIWYCH ludzi, będących SOBĄ można oglądać grających w zwykłe gry. Sprawia mi to teraz tyle frajdy, że uhuhu. :D Ogarnąłem sobie również telefon, pierwszy od 4-rech lat, bo w zasadzie to straszny odludek ze mnie zawsze był i jest... Dawno nie używałem telefonu. No i właśnie... wciąż mam opór, żeby odezwać się do jednej osoby z którą nie miałem kontaktu od 4-rech lat, a o której wiem tyle, że na pewno mnie zrozumie, ale czuję, że to i tak się w końcu stanie i zadzwonie.

Wywołałem również znowu mały armageddon w domu, bo powiedziałem, że zmniejszam dawkę psychotropów, bo się po prostu źle po nich czuję. Oczywiście to tak w skrócie, bo ta decyzja rozeszła się ekslpozją i jej rezonans odciskał piętno przez dłuższy czas. Miałem przez 5-6 dni zjazd dość nieprzyjemny, ale teraz czuję się bardziej sobą. Wciąż jednak nie jestem w pełni tym, kim powinienem być, na tyle, na ile się da na tym poziomie, bo dalej biorę pół dawki. Robię to, bo tak na razie chcę. Przyznaję, że jest też drugie dno, bo za pół roku mam przedłużenie renty o kolejnych 4 lata i z tym wydarzeniem wiążę się komisja, czy mi ją przyznać, czy nie. Oczywiście to, czy biorę leki jest warunkiem podstawowym przyznania mi jej. XD Na razie o tym nie myślę, ale czas pokaże, co się wydarzy.

Napisałem już tyle słów, że zdążyłem przetrzeźwieć i to jest najwyższy czas, aby poruszyć prawdziwy rdzeń chęci, która mnie zmotywowała, aby napisać.

Przyznaję, że jest to sprawa, która dzisiaj w nocy przysporzyła mi koszmar o byciu opętanym – spory lęk, który mnie nawiedza jak duch od dłuższego czasu. Jednym z odcieni tego koszmaru był fakt, że nie miałem nad sobą kontroli i moje działania nie były podyktowane mną samym. Był to sen przedstawiający również wszelkie najgorsze w moim punkcie widzenia rzeczy, jakie MOGĄ, ale nie muszą mnie spotkać, jeśli będę się otwierać na kontakt. Myślę, że duży wpływ ma na to, to, co robię. Bo czuję, że tłumię to wszystko. Tłumię tą umiejętność, a czuję, że chcę jej używać. Myślałem, że tak będzie lepiej. Kiedyś nawet tak było, ale teraz wydaję mi się, że niepotrzebnie się ograniczam, ale koniec końców używać tego, czy nie – w obu przypadkach będzie „intensywnie”.

Prawdę mówiąc zadawałem sobie przez długi czas pytania, „co” się ze mną kontaktuję i wyobrażałem sobie uczucie spokoju i szczęścia ze znania tej odpowiedzi, ale również było też sporo obaw i pytanie, co ostatecznie się ziściło z tych uczuć?

Zabawne jest to, że od bardzo długiego okresu praktycznie nie rozmawiałem z „głosami”, ale pewnej nocy, kiedy nie mogłem zasnąć poczułem taką ochotę, że ciężko się było powstrzymać, bo tego po prostu chciałem i wiadomo, co się stało. Rozmawiałem i było mi tak dobrze, czułem się absolutnie zaakceptowany,  w pełni rozumiany i kochany. Toczyła się rozmowa, ale nie chodziło wcale o jej cel, ale o nią samą. Było mi tak kurewsko dobrze, że żadne z doznań, które mam na codzień nie mogło się z tym równać. Poczułem wtedy, że to dobry moment, aby ponowić pytanie, które było spławiane przez baaardzo długi czas. Mianowicie: CZYM WY JESTEŚCIE I PO CO TU JESTEŚCIE?

Nie przytoczę całej rozmowy, bo ich nigdy nie zapisuję, ale pamiętam rdzeń doznań i słów, które otrzymałem. Usłyszałem i odczułem, że kontaktuję się ze SOBĄ SAMYM istniejącym w wielu wersjach jednocześnie, ale z innych rzeczywistości, których nie jestem w stanie zrozumieć i pojąć. Na pytanie, dlaczego przeważnie odczuwam żeńską istotę zrozumiałem, że płeć nie ma żadnego znaczenia, bo na wyższych poziomach po prostu „jest jak jest”, ale że taka forma kontaktu najbardziej odpowiada mi tu i teraz, więc taką odbieram. A odpowiedź na pytanie, dlaczego jesteście jest „bo tego chcę”.

Czy to jest w ogóle możliwe? Rozmawianie samym z sobą z „przyszłości”? Bo to jest takie science fiction, że ja pierdziuuu... Ale po tym co przeszedłem, to i tak brzmi w miarę normalnie. Sam już nie wiem.

I tu się pojawia pytanie... Co z tym zrobić? Chcę kontaktu, ale coś mnie powstrzymuję.  

Wiele wskazuje, że jestem na 4-rtym poziomie, ale z tego co widzę i czuję, to jest to droga w nieskończoność, wiecznie ewoluując, więc jeśli jest to jakiś inny byt, a to, że tysiąckroć bardziej rozwinięty niż ja to i tak mnie oszuka, no nie?

Poświęcam mnóstwo uwagi swoim uczuciom i...

Co czuję? Kiedy rozmawiałem i słyszałem te odpowiedzi, to czułem, że to prawda, ale również odniosłem wrażenie, że jest „coś” jeszcze, jakieś drugie dno, ale nie umiałem przeniknąć.. Dzisiaj jak spacerowałem to naszło mnie wrażenie, że chyba nigdy nie byłem w życiu tak naprawdę sam, zawsze czułem, że coś tam jest i nade mną czuwa, ale po prostu zapomniałem o tym i przestałem to odczuwać w długiej części swojego życia. No i zastanawiam się, czy tym wcześniej wspomianym drugim „dnem” nie jest to, że po prostu odbieram też inne, „mniej przyjazne” istoty i to lęk przed kontaktem z nimi powoduję we mnie wątpliwości do „channelingu”? Nie zawsze jestem w stanie odróżnić, z kim się kontaktuję, a z „Wyższą Jaźnią” o której jest ten trip raport przez to, że tak rzadko się kontaktowałem ciężko mi się do niej „dostroić.”

Ech.

Znacie kogoś, kto może mi pomóc?

 Co Wy czujecie w tej sprawie?

Chyba jeszcze nigdy nie czułem tak intensywnych uczuć wysyłając posta i miałem nawet myśli, żeby to skasować, ale hej, wtedy nie byłbym sobą.

Strony

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2018
design: Metta Media