Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

zew z zaświatów - pierwszy trip po benzydaminie

detale

Substancja wiodąca:
Apteka:
Dawkowanie:
1 g - 2 saszetki (po ekstrakcji). Ważę 62 kg.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Set:
Lekkie poddenerwowanie spowodowane wypadkiem przy ekstrakcji, ale pozytywne nastawienie do tego, co miało nadejść, podekscytowanie, radość.
Setting:
Własny dom - kuchnia, jasne i przyjemne pomieszczenie, przytulny balkon na trzecim piętrze, mała łazienka z dużym lustrem + zgaszone światło, wizyta przyjaciółki od razu po całkowitym zażyciu substancji.
Doświadczenie:
Marihuana (stosunkowo często), tytoń (nałogowo), alkohol (rzadko), benzydamina (dwa razy), dekstrometorfan (raz).

zew z zaświatów - pierwszy trip po benzydaminie

Witam, jestem początkującą - oto mój pierwszy trip po tej substancji psychoaktywnej, a zarazem i pierwszy trip mojego życia. Postaram się opisać wszystko, co miało miejsce. Proszę o wyrozumiałość - dużo się działo, a styl pisania jest dość dynamiczny.

Naczytałam się tutaj wiele na temat benzydaminy. Łatwo dostępna, tania i mocno kopie. Zdecydowałam się na spróbowanie tej "pyszności".

Wstałam wcześnie rano (7:40) by dokonać ekstrakcji - zeszło mi z tym trochę długo ze względu na drobny wypadek. Wzięłam do ust pierwszą kupkę grudkowatego proszku, a za nią kolejne. Smak był okropny. W życiu nie miałam w ustach czegoś gorszego. Popiłam połową litra wody i zagryzłam kanapką oraz nektarynką. Wszystko zostało pochłonięte ok. godziny 8.50 (uznam to za T). Wtedy to zapukała moja przyjaciółka, która miała mnie pilnować. Poszłyśmy z kuchni na balkon zapalić...

.:T+15min:.
Stanęłam na balkonie i zaczęłam czuć się już nietypowo, trochę jak po alkoholu. Obraz zaczynał mi mocno wirować i skakać na boki, pojawiły się zaburzenia równowagi. Nasiliło się to po wypalonych dwóch papierosach mentolowych. Powróciłyśmy do kuchni. Zaczynałam mówić bezsensowne rzeczy.

.:T+30min:.
Siedziałyśmy w moim pokoju. Bałagan i zasłonięte rolety. Przed oczami pojawiły mi się bezkształtne, czerwono-zielone plamy. Próbowałam rozmawiać z przyjaciółką. Wtedy ujrzałam bańkę mydlaną, która zaraz rozbiła się o żyrandol. Poleciało parę kolejnych. Zachwyt. Spoglądanie w inne miejsce. Zawiał wiatr. Przyniósł ze sobą zielono-czerwony dym, z którego wylatywały bańki o tym samym kolorze. Później leciały do sufitu, pękały i zostawiały kolorową plamę. W pustym kubku po piciu widziałam kolorową wodę, która zjawiskowo wylewała się z naczynia po jego potrząśnięciu.

.:T+40min:.
Muchy w pokoju, robaki wychodzące z szuflady i czarne smugi wyglądające jak cienie. Z czasem było ich coraz więcej i coraz szybciej śmigały. Przy otwarciu oczu widziałam pioruny. Pojawiało się światło i uderzała błyskawica. Dzięki szybkiemu poruszaniu się, przedmioty rozmywały się tworząc efekt dwukolorowego 3D. Momentami widziałam podwójnie. Zaczęłam słuchać muzyki. Brzmiała nietypowo. Nie mogłam odnaleźć jej rytmu. Słyszałam tylko jeden instrument albo wszystkie osobno. Jedne utwory zmieniały ton na wyższy. Inne zwalniały albo dwukrotnie przyspieszały. Kolejny papieros. Zaczynają się drgania rąk i nóg.

.:T+50min:.
Siedziałam w ciemnej łazience, badając brzmienie ulubionych utworów. Tu widziałam cholernie dziwne rzeczy. Stanęłam przed lustrem i patrzyłam na siebie. Za pierwszym razem mocno się przeraziłam. Schodziła mi skóra z twarzy, z kawałami mięsa. Gdy odwróciłam wzrok lub zamknęłam oczy - zniknęła ta makabryczna wizja. Stałam oglądając jakie kształty przybierze moja twarz. Widziałam gęby demoniczne, humanoidalne i zwierzęce. Niektóre ich elementy zmieniały kolor na czarny.

.:T+1h:.
W ciemności miałam lepsze odczucia. Otworzyłam drzwi łazienki i stanęłam w miejscu patrząc w jej ścianę, gdzie na kafelkach odbijałam się ja. Zobaczyłam kogoś za sobą. Zaczęłam panikować, uciekać, krzyczeć. Bać się tak okropnie, że moje serce dygotało. Kumpela mnie uspokoiła i siadłam na łóżku. Później powróciłam w tamto miejsce, by zobaczyć czy duch już zniknął. Ale nie zniknął. Stał za mną, odwrócony. Był całkiem biały, gestykulował. Zatoczył ręką okrąg nade mną. Urósł, kiwał się. Nic nie robiłam. Stałam i patrzyłam. Wtedy niespodziewanie się odwrócił. Był to starszy mężczyzna, podobny do mojego dziadka od strony mamy. Wtem mnie objął. Zielono-czerwoną ręką. Wiele razy chodziłam jeszcze by zobaczyć ducha. Rozmawiałam z nim. Robiłam masę rzeczy, odkrywałam "ten drugi świat". Snułam teorie o magii i życiu po śmierci.

.:T+1h 40min:.
Wciąż byłam w łazience, odwrócona tyłem do lustra. Przyjrzałam się ścianie. Zobaczyłam na nim wilka, który kłapał paszczą i ruszał uszami. Był z cienia. Prowadziłam z nim rozmowę, karmiłam papierem toaletowym - jakimś cudem zniknął jego kawałek (znalazł się w moim żołądku, ale o tym zaraz). Spojrzałam na inny punkt i znowu zaczęłam widzieć bańki. Wylatywały zza pralki. Wtedy wpadłam na pomysł, że jest tam mały demon, który puszcza bańki przez bongo. Powrót do pokoju. Usiadłam na krześle i wpadłam w totalny błogostan. Odczuwałam w nogach intensywne drgania oraz odrętwienie, mrowienie, dreszcze. Uczucie przechodziło wyżej - do brzucha. Tam zmieniło się w motylki. Kojarzyło mi się to z mocnym orgazmem - jednakże odczuwanym całym ciałem. Od tego momentu stale się to powtarzało. Wciąż słuchałam zespołu Belzebong (przy okazji polecam bardzo na takie przygody.)

.:T+2h 30min:.
Paliłam przez ten czas jeszcze dwa razy. Często wychodziłam na balkon. Patrzyłam na las w oddali. Zaczęłam przymrużać jedno oko. Z każdym otwarciem widziałam nową plamę na niebie, jakby ktoś chlapnął pędzlem z farbą. Przemyślenia. Szybko się zakończyły, bo zgubiłam wątek. Pierwszy raz od początku fazy spojrzałam na moje ręce. Miały siny odcień i widziałam na nich czerwone plamy, niesamowicie realne - wysypkę. Zaczęłam panikować, że może mam alergię na zastosowaną przeze mnie substancję. Poleciałam szybko do przyjaciółki. Powiedziała, że nie mam żadnej wysypki. Podkreśliła, że przestałam odróżniać halucynacje od rzeczywistości. Usiadłam z nią w pokoju. Wyciągnęłam "Hamleta", szukając fragmentu o wydobyciu czaszki błazna. Zaczęłam czytać na głos najbardziej znany fragment. Później włączyłyśmy sobie do posłuchania dudnienia różnicowe. Chwilowo odpłynęłam. Przy zamkniętych oczach widziałam dwa słońca, kolorowe węże, tańczące kolory, domek i kropki.

.:T+3h:.
Siedziałyśmy i gadałyśmy na luzie. Weszłam z przyjaciółką do mojego ulubionego pomieszczenia - łazienki. Miałyśmy się szykować do wyjścia na dwór. Zaproponowałam, że pokażę jej wilka na ścianie. Opisałam zjawisko tak, by zrozumiała. Zgasiłam światło i nakreśliłam wilcze kontury. Przyznała, że widzi podobny kształt (nie była pod wpływem żadnej substancji). Cieszyłam się jak dziecko. Wkrótce zaczął nawalać mi żołądek - wciąż wydawał głośne burknięcia, bolał. Chciałam lekko się oczyścić i zwymiotować. Ciężko było tego dokonać - musiałam się naprawdę sporo namęczyć. Między kawałkami jedzenia zobaczyłam pofragmentowany papier toaletowy i była to wizja rzeczywista. Tylko się domyślać skąd się wziął...

.:T+4h 15min:.
Wyszłam na dwór. Halucynacje lekko osłabły, zaczęłam myśleć trzeźwiej. Zaczynałam odczuwać przykrość z tego powodu, że świat powoli zaczyna stawać się normalny. Czułam się ociężale. Byłam zmęczona, marudna, ciagle dawał o sobie znać żołądek oraz nadwyrężone serce. Bolała mnie głowa. Mocno zamulałam. Godzina po godzinie słabła większość wrażeń wzrokowych. Większość czasu spędzałam na rozmowie z przyjaciółką i odpisywaniu znajomym. Nie działo się nic nadzwyczajnego oprócz klaustrofobicznych doznań. Miałam wrażenie, że ściany zaraz mnie zgniotą.

.:T+7h:.
Wciąż widziałam czarne kropki na niebie. Siedząc na ławce zastanawiałam się nad moją śmiercią. Czułam się źle, chwilowo wpadłam w rozpacz. Spojrzałam na swoją rękę. W miejscu żył znajdowała się aura, która przypominała swoim wyglądem miniaturę czarnej dziury. Nie potrafiłam tego wytłumaczyć, ale słyszałam głos namawiający mnie do popełnienia samobójstwa. Zdałam sobie sprawę z tego, że coś jest nie tak. Potrzebowałam towarzystwa.

.:T+8h 10min:.
Zaczęło się zejście. Mdłości, bóle, zamulenie, zmęczenie bez możliwości snu. Przyspieszenie pracy serca oraz jego ból. Wszystkie dźwięki chwilowo brzmiały jakby były zagłuszone. Jakbym była głęboko pod wodą. Przez bardzo długi czas piszczało mi w uszach. Myślałam, że mnie rozsadzi. Powrót do domu był niesamowicie ciężki i nie brakowało w nim serii "niefortunnych" wydarzeń. Najgorszy moment tego dnia.

Generalnie faza była udana moim zdaniem. Nigdy nie przeżyłam czegoś tak niesamowitego - mój pierwszy raz z tą substancją lepszy być nie mógł. Było mocno i zryło mi banię, ale tego właśnie oczekiwałam. Paranormalne zjawiska, których doświadczyłam i ciągłe powiązanie z tematem śmierci rozbudzało ciekawość, ekscytację i karmiło moją wiedzę na jej temat. Ujawniała się u mnie się niesamowita gadatliwość. Stwierdziłam jednak, że zbyt krótko czerpałam przyjemność z CEV-ów. Mogłabym to powtórzyć, jednakże kupując o jedną saszetkę więcej. Pozdrawiam serdecznie.

P.S. Pisząc ten raport musiałam się zmagać z rękami-widmo i rozmywającymi się smugami światła, które przez cały czas mnie prześladowały.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media