Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

życie jest tylko snem a my jesteśmy jedynie wyobrażeniem nas samych.

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Dawkowanie:
130 ug
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Nastawienie było takie by poznać siebie. Moją intencja były pytania : Kim jesteś ? oraz Po co tu jesteś ?
Wiek:
21 lat
Doświadczenie:
MJ, mdma, feta

życie jest tylko snem a my jesteśmy jedynie wyobrażeniem nas samych.

Umówiłem się z kumplem, że przyjdę do niego na cały dzień ( niedziela ). Wcześniej oczywiście zrobiłem zakupy byśmy mieli coś do jedzenia na obiad oraz jakieś picie. Jest godzina 9 rano, wstępnie umówiliśmy się, że od razu po przyjściu zarzucamy kwasa i czekamy na efekty. Jednak zleciało nam trochę czasu i ostatecznie zażyliśmy go ok 9:40. Według K. miał on wyraźny gorzki smak, z tego co wyczytaliśmy wcześniej to gorzkość świadczy o tym, że nie jest on czysty, natomiast ja smaku w ogóle nie poczułem. Może dlatego, że wcześniej wypiłem kubek kawy. Tak czy siak czekaliśmy aż poczujemy pierwsze efekty. Puściliśmy muzykę, rozmawialiśmy i się czillowaliśmy. Po godzinie kwas zaczął dawać pierwsze oznaki. Czułem lekkie otumanienie, jakbym był lekko pijany. K. potwierdził moje odczucia. O godzinie 11 zaczęły się fazy psychodeliczne. Najpierw przed oczami zaczęły pojawiać mi się fraktale. Gdy patrzałem na ścianę widziałem jakby się cała się poruszała. K. potwierdził, również i w tym przypadku, moje odczucia lecz on natomiast przyglądał się ruszającej się szafie. Po zamknięciu oczu nie widziałem nic. Dopiero ok godziny 12 poczułem to w swoim ciele. Kończyny zaczęły mi lekko mrowieć, po zamknięciu oczu widziałem pokój w którym się znajdowaliśmy. Zaczęła się faza śmiechu, śmiałem się nie miłosiernie lecz nie wiedziałem z czego. Non-stop w mojej głowie pojawiały się różne obrazy. Chwilę po tym, widziałem jak moja ręka zostawia za sobą smugę, niczym miecz świetlny z Gwiezdnych Wojen. Od tej chwili zaczęło się robić coraz ciekawiej. Czułem już głębokie otumanienie umysłu, mrowienie w każdym zakamarku ciała, jakby coś chciało z niego wyjść. Położyłem się na podłodze, z racji tego, że K. zajmował całe łóżko. Wtedy to poczułem, czułem jakbym się w sobie zatracał, jakby moja osobowość spadała w dół. Po zamknięciu oczu widziałem tunel w który spadałem. Myślę, że było to związane z utratą Ja - Ego. K. przypominał mi wtedy fretkę, dosłownie. Zaczął rozmawiać ze sobą, chciałem to zrozumieć i mu pomóc lecz nie potrafiłem. Wtedy i ja zacząłem mówić do siebie. Było tego mnóstwo i nie pamiętam szczegółów ale jedno zdanie utknęło mi w pamięci. Brzmiało ono : "Po co tu jesteś?" Zacząłem więc zadawać sobie to pytanie, pytałem również K. On odpowiadał mi, że nie wie po co tu jest, ja odpowiadałem podobnie. Trwało to może z godzinę lub dwie. Zacząłem kontaktować. Wstałem z ziemi, przeszedłem się po mieszkaniu i i popróbowałem różnych rzeczy : chipsy, masło, woda, sok itp.. Wróciłem do pokoju, wszystko przybierało inne kształty. Trudno będzie to opisać ale czułem wtedy jakby to ciało które mam nie było moje, było tylko pojazdem. K. wyglądał jak kościotrup/ żyrafa. Skupiłem się więc na sobie. Zacząłem przyglądać się swojemu ciału i zdawać sobie sprawę, że to nie jestem ja. Że jest ono tylko formą w której jestem. Wziąłem portfel, wyciągnąłem dowód i zacząłem mu się przyglądać. Zastanawiałem się czy to realne czy też nie. Dowód zamieniłem na telefon, odpaliłem facebook’a i przeglądałem rozmowy z innymi osobami. Poczułem kompletne odłączenie od świata i od ludzi, ludzie nie przypominali ludzi. Rzuciłem więc telefon na łóżko, wstałem i poszedłem do łazienki. Zacząłem przyglądać się sobie w lustrze. Spojrzałem na całe ciało i stwierdziłem, że jest lekko zaniedbane. Spojrzałem głęboko w oczy i spytałem się siebie : "Kim ty jesteś" oraz "Po co tu jesteś". Nie uzyskałem odpowiedzi więc wróciłem do pokoju. Widziałem swoje odbicie w szybie szafy i stwierdziłem, że moje ciało ma zajebisty uśmiech i zajebiście wygląda ale można jeszcze dużo poprawić by było lepsze. Wiecie, tak jak z autem. Niby jest zadbane, ale zawsze da się je bardziej wyczyścić, wypolerować i nałożyć wosk. Tak samo z ciałem, oczywiście bez woskowania. K. zaproponował, że wyjdziemy do sklepu do galerii gdzie jest dużo ludzi. Pomimo lekkich oporów z mojej strony ubraliśmy się i wyszliśmy. Od razu po wyjściu z klatki rzuciły nam się w oczy przytłaczające swoja negatywnością obrazy i zapachy. Szare, ponure ulice… Lekko kropił deszcz. Przeszliśmy obok matki z dziećmi, od razu widziałem, że nie są sobą, czułem ten ból i wstyd. Idąc dalej, zatrzymałem się przy aucie. Dotknąłem szyby, na której były krople deszczu i dałem sobie poczuć to. Zatraciłem się w chwili obecnej. Poczułem te krople na swojej dłoni, ten chłód oraz tą wilgoć, dłoń przyłożyłem do twarzy by odczuć to jeszcze bardziej. Poszliśmy dalej. Przejście przez ulice nie sprawiło nam większego problemu ale dalej przytłaczały mnie te szare, ponure kolory w około. Zatrzymaliśmy się na moście. Kry na rzece przypominały topiące się fraktale. Czułem się wtedy błogo, spoglądałem na miasto, na ludzi, na zwierzęta - było to coś pięknego… Weszliśmy do galerii, od razu poczułem przyjemne ciepło oraz kolorowe barwy. Poczułem się bardzo, ale to bardzo przyjemnie. Zjechaliśmy na dół. Po drodze do sklepu spożywczego zauważyliśmy Panią, która zbierała pieniądze na dzieci z nowotworem. Od razu bez zawahania oddaliśmy większość pieniędzy, które mieliśmy przy sobie. Wtedy poczułem taką przyjemną bezinteresowność. Było to piękne uczucie, wypełniła mnie miłość w stosunku do otaczającego mnie świata i osób. Idąc dalej czułem jakby spowolnił czas. Czułem i żyłem chwilą teraźniejszą. Spoglądając na ludzi wokół nas widziałem ich maski-ego które mają. To że ukrywają swoje prawdziwe oblicza w obawie przed bólem i wyśmianiem. Świetnie zobrazował do K. ; Dziewczyna z makijażem na twarzy. Było widać, że ukrywa swoje wewnętrze piękno pod tą skorupą z makijażu, ale ukrywa też pod tym ból i poczucie, że jest gorsza bez makijażu. Po wejściu do sklepu przeszliśmy się wsród owoców. Urzekły mnie one swoimi pięknymi kolorami. Czułem się jak w niebie. Poszliśmy, jak to na ludzi przystało, po Coca-Cole. W kolejce do kasy przepuścił nas jeden Pan, chciałem u wtedy dać balona, którego wcześniej dostaliśmy od Pani która zbierała pieniądze, ale K. mnie powstrzymał. Przy kasie, kasjerka zorientowała się, że coś nie gra. Jakby wiedziała, że coś wzięliśmy. Pewnie to przeze mnie ponieważ za bardzo chciałem sprawić jej przyjemność słowami które do niej mówiłem. K. oczywiście znowu mnie powstrzymał. Wyszliśmy ze sklepu, wyszliśmy z galerii i poszliśmy przez rynek do domu. Na rynku było dobitnie widać to cierpienie, ten ból, to, że każdy boi się pokazać co ma w środku. Chociaż z drugiej strony zauważałem piękno chwili jak i piękno ludzi , których mijaliśmy. Zatrzymaliśmy się przy Pani, która grała na skrzypcach. Był to najpiękniejszy dźwięk jaki słyszałem do tej pory, poczułem się wyjątkowo przyjemnie. K. wrzucił jej 30 lub 40 zł i poszliśmy dalej. Większość drogi rozmawialiśmy o ego, o unoszeniu się swoją godnością i chęci pokazania się. Zatrzymaliśmy się, chwile porozmawialiśmy i K. zaczął mnie przytulać i dziękować mi. Podziękowałem mu również. Udaliśmy się do domu. Po wejściu do pokoju, przez dłuższą chwilę czułe jeszcze ten błogi stan to połączenie z „ miłością „. Później zaczęliśmy rozmawiać o tym czego doświadczyliśmy i tak zleciało trochę czasu. O 21 wyszedłem od niego z mieszkania i pojechałem po dziewczynę. Wieczór spędziłem na kolacji z dziewczyną, jedliśmy najsmaczniejsza pizzę w moim życiu, może to przez to, ze nic cały dzień nie jadłem? Noc spędziłem u dziewczyny. Zasnąłem dopiero ok 3/4 w nocy. Na drugi dzień poszedłem do pracy… Po przemyśleniu, takie są moje wnioski :

Pod wpływem LSD tracisz własne EGO, tracisz świadomość tego kim jesteś. Zrozumiałem, ze ego jest na potrzebne do życia na ziemi ponieważ możemy się dzięki niemu rozwijać. Gdybyśmy nie mieli ego i emanowali czystą miłością to świat nie poszedł by do przodu aż tak bardzo, bo po co skoro czujemy się pełni miłości i wszystko czego potrzebujemy to mamy. Po LSD mamy możliwość stworzenia swojego EGO, lepszego EGO. Zrozumiałem co oznaczały pytania, które sobie zadawałem „ Po co ? „. Po prostu jesteśmy, bez wyższego celu, żyjemy by żyć pełnią życia, by się rozwijać. Po narodzinach w dziecku tworzy się EGO, ale to EGO tworzy się samoczynnie, bez większej kontroli. To o czym mówię to to, że mamy możliwość zaprojektowania swojego EGO tak by był połączonym z tą „ miłością” ale jednocześnie żyć i korzystać z życia na ziemi. Sami wybieramy w jaki kierunku pójdzie nasze życie, nasz rozwój. Możemy odrzucić poczucie wstydu, lęk, strach i wszystkie te negatywne uczucia i stworzyć życie w którym to my jesteśmy głównym aktorem w naszym filmie.

Możemy być szczery w relacjach z drugą osobą. Bez całego tego fałszu, zakłamania, gier czy jakichkolwiek manipulacji. To co chcemy i czujemy w danym momencie jest dobre, więc myślę, że powinniśmy to komunikować drugiej osobie. Przekazywać sobie najlepszą wartość, ale tez jej oczekiwać od drugiej osoby. Jeśli ta osoba bawi się z nami w kotka i myszkę, gra w grę typu " staraj się bo jestem zajebisty/zajebista " to taka relacja nie ma sensnu. Owszem, można grać w tą grę bo zasady tej gry jest łatwo opanować. Ale powstaje pytanie PO CO? Skoro można być autentycznym, szczerym i przedewszystkim uczciwym wobec tej osoby i wobec siebie. Chociaż czasami można zagrać w taką grę ( oczywiście jeśli znamy zasady tej gry ). Zadajmy sobie dwa pytania :

Skąd idę/Gdzie jestem ? - to co w danej sytuacji mam, co soba reprezentuję, jakimi wartościami się kieruje oraz jakie wartości reprezentuje oraz co robię wartośiowego w życiu.

Dokąd idę ? - to co zamierzam zrobić, jakie wartości dla mnie i innych przyniosą moje plany na przyszłość oraz jak chcę by moje życie wyglądało. 

Tak proste a jednak tak trudne.

Tak jak powiedział to Bill Hicks w jednym z wystąpień :

Świat jest jak przejażdżka w wesołym miasteczku i kiedy się na nią zdecydujesz, to myślisz, że jedziesz naprawdę, bo tak potężne są nasze umysły. I przejażdżka leci do góry i na dół, i wszędzie dookoła, chwilami jest przerażająco, chwilami spokojnie i jest bardzo kolorowo, i jest bardzo głośno, i jest zabawnie... przez jakiś czas. Niektórzy są na przejażdżce już od dłuższego czasu i zaczynają zadawać pytanie: „ To się dzieje naprawdę czy to tylko przejażdżka?” A inni ludzie, którzy pamiętają, przychodzą do nas i mówią: „Hej, nie przejmuj się, nie bądź wystraszony. Nigdy. Ponieważ... to tylko przejażdżka.”

Ale my... zabijamy tych ludzi.

„ – Uciszyć go! Dużo zainwestowaliśmy w tę przejażdżkę. Uciszyć go! Popatrzcie, jakie mam zmarszczki od zmartwień, popatrzcie na moje grube konto w banku i na moją rodzinę. To musi być prawdziwe.”

– To tylko przejażdżka.

Ale my zawsze zabijamy tych dobrych ludzi, którzy próbują nam to powiedzieć. Zauważyliście to? I pozwalamy demonom rządzić w amoku. Ale to i tak nie ma znaczenia, ponieważ... to tylko przejażdżka. I możemy ją zmienić, kiedy tylko chcemy. To tylko kwestia wyboru. Żadnego wysiłku, żadnej pracy, żadnych oszczędności... Wystarczy wybrać. Teraz. Pomiędzy strachem a miłością. Oczy strachu chcą, abyś założył sobie większy zamek w drzwiach, kupił broń, zamknął się w domu. Oczy miłości zamiast tego postrzegają nas wszystkich jako jedność. Więc oto co możemy teraz zrobić, żeby zmienić świat. Żeby mieć lepszą przejażdżkę. Wziąć całą kasę, którą każdego roku wydajemy na zbrojenia... i przeznaczyć ją na ubranie, wyżywienie i edukowanie biednych tego świata, co zwróciłoby się wielokrotnie. Żadna osoba nie czułaby się wykluczona. A my moglibyśmy podbić wszechświat. Razem. Zarówno ten wewnętrzny, jak i zewnętrzny... na zawsze. W pokoju.

Na koniec, podsumuje mój raport również wypowiedzią Hicksa :

„Dzisiaj młody człowiek na kwasie zdał sobie sprawę z tego, że cała materia to tylko energia skondensowana do powolnych wibracji. Że wszyscy jesteśmy jedną świadomością, która doświadcza sama siebie poprzez różne podmioty. Nie ma czegoś takiego jak śmierć. Życie to tylko sen. A my jesteśmy jedynie wyobrażeniem nas samych…”

Ocena: 

Odpowiedzi

Pierwsze co mi przyszło na myśl, bez korekt, bez popraw. Może nie wszystko jest ujete ale sens jest zachowany.

W pierwszej części mógłbyś dorzucić trochę akapitów.

Wzrusza mnie za każdym razem, kiedy czytam, że ten wziął kwasa i mu ego umarło. Normalnie każden jeden wział i ego zdechło. Pieprzone dalajlamy... Ale poza tym fajny raport.

To było dobre doświadczenie. :)

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media