Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

wyjaśnienie pojęcia ''podróż'', inaczej świat fraktali.

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Dawkowanie:
150ug.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Cały dzień w pozytywnym nastroju, przed zażyciem swoisty ''lęk przed nieznanym'', dreszczyk emocji.
Generalnie nie oczekiwałem zbyt wiele, ale ostatecznie bardzo pozytywnie się zaskoczyłem.
Towarzystwo w trakcie tripu, to dwóch dobrych znajomych zażywających razem ze mną, oraz jeden zaufany kolega ''z zewnątrz'' który był w 100% trzeźwy.
Miejsca w których przebywałem były mi od wielu lat znane, to rodzinne miasto w którym dorastałem i tereny które znam jak własną kieszeń.
Wiek:
19 lat
Doświadczenie:
Można powiedzieć, że z racji młodego wieku dopiero wchodzę w świat substancji psychoaktywnych, ale niewielkie doświadczenie mam.
Alkohol- Regularnie, co najmniej raz w tygodniu.
Nikotyna- Nie palę jakoś dużo, ale od mniej więcej roku, 4-5 papierosów dziennie.
Kofeina- Kilkaset wypitych filiżanek kawy, sporo napojów energetycznych.
Marihuana- Kilkadziesiąt razy w życiu, kilkukrotnie zdarzyło się również okazjonalnie używać w postaci haszyszu. Można śmiało powiedzieć, że palę z kolegami po gramie/pół na głowę, 2-3 razy w miesiącu.
Syntetyczna marihuana- Raz przypadkowo parę buchów na imprezie, nigdy więcej.

wyjaśnienie pojęcia ''podróż'', inaczej świat fraktali.

Słowem wstępu zaznaczę, iż raport ten został przekopiowany z mojego posta na hyperealu, na życzenie użytkownika ''Trydzyk''(Pozdrawiam, dzięki za docenienie) Wstawiam go tutaj, ja jestem jego osobistym autorem...Więc nie ma mowy o plagiacie :D 

Jakiś czas temu, tripowałem z kumplami, i jestem na 90% pewny że było to LSD
Za malutki karton/papierek wielkości może paznokcia, zapłaciłem 30 zł, ziomek mówił że było to 150 ug. 
Zero zapachu, władowaliśmy pod język czekając aż się rozpuści...przez parę dobrych minut papierek nadal się nie rozpłynął więc postanowiliśmy połknąć końcówkę, smak w ogóle nie wyczuwalny, spieniona ślina dała jakby nutkę goryczy, ale wydaje mi się że to po prostu wina papierosów które pale, bo sam karton nie miał jako takiego smaku. 
Zarzuciliśmy o godzinie 19:50 u kumpla w samochodzie, wyszliśmy od niego gdzieś o 20:20. 
Idąc przez miasto wydawało się że nic się nie zmieniło, pomyślałem sobie że po prostu ktoś zrobił nas w chuja, ale wtedy zauważyłem wieżę kościoła w odległości kilkudziesięciu metrów, lecz wydało mi się przez ułamek sekundy jakby stała tuż przede-mną i była bardziej interesująca niż zazwyczaj. 
Doszliśmy z ziomkami na taki punkt widokowy, z doskonałym widokiem na całe miasto i przez jakiś czas zachwycaliśmy się jego widokami..ale dalej nie odczuwałem jako takiej fazy, po prostu czułem się lepiej i wszystkie zmysły były bardziej wyostrzone, wzrok, słuch i tak dalej. 
Wtedy była jakoś godzina dwudziesta pierwsza, kumpel stwierdził że zaczyna ''wchodzić'' i najlepiej udać się już na nasze miejsce tripu, czyli dość spory las z przylegającymi do niego polami i cmentarzem. 
Udaliśmy się więc w stronę tego lasu, po drodze zdzwoniłem również trzezwego kumpla aby przyłączył się, w razie gdyby coś wymknęło się spod kontroli a że mieszkał akurat po drodze na miejscówkę, to ochoczo wyszedł z domu i wyruszył z nami w ''podróż''  
Właśnie wtedy, powoli zaczęły dziać się cuda..szliśmy na ostatniej prostej do lasu, wszystkie lampy które świeciły przy drodze dawały niezwykle intensywne, tanczące wręcz światło, wzrok stawał się z każdą minutą coraz bardziej ''pikselowy'', patrząc na chodnik w dół przybierał on, taki rozmyty niewyrazny obraz, a kawałki kostki na nim zdawały się lekko ruszać wraz z narysowanymi na nich wzorkami, których tam nie było! 
Czwarty kumpel, który dołączył się w trakcie wędrówki, zauważył oczywiście że coś z nami nie tak, ale myślał on że nasza fascynacja otoczeniem, jest po prostu skutkiem zjarania się marihuana, bo dopiero pózniej poinformowaliśmy go co braliśmy. 
Była gdzieś 21:30 gdy doszliśmy do skraju lasu, mijając pierwsze drzewa, kumpel zagadał do nas że każde z nich opowiada jakąś historię, ile te drzewa nie widziały i co przeżyły...Że są starsze od naszych dziadków :v 
Wtedy minęliśmy bramy cmentarza, jest on o tyle klimatyczny iż znajduje się na takim pagórku, i chodząc między alejami trzeba wchodzić raz w górę, raz w dół a cmentarz jak to cmentarz, w ogóle nieoświetlony, jako że była końcówka lutego to i zniczy nie było zbyt wiele. 
Gdy go mijaliśmy, stwierdziłem nieoczekiwanie dla wszystkich, że może wstąpimy do środka, obejdziemy go w koło, dla ''klimatu''  
Wbiliśmy się do środka z lekkim uczuciem niepokoju i zarazem wielką ciekawością(moje poprzednie doświadczenia z tripowaniem na tym cmentarzu były raczej negatywne, kiedyś po połączeniu alko+trawa, wszedłem tam z inną ekipą i skończyło się, wybiegnięciem sprintem po jakiś dwóch minutach) 
Odrzuciłem jednak negatywne wspomnienia, śmiało jako pierwszy posuwając się do przodu, wewnątrz czułem olbrzymią euforię, radość...przechodzące szczęście, gdy dotarliśmy w centralne miejsce cmentarza, przechodząc koło kostnicy. Uświadomiłem sobie że w ogóle się nie boję, wręcz przebywanie tutaj sprawia mi jakąś dziką radość i śmiech z tego, że przecież umarli nie mogą nic nam zrobić. 
Podzieliłem się swoimi przeczuciami z resztą ekipy, trzezwy kolega stwierdził że ''idziemy w chu*j, a tak w ogóle to jesteśmy niezle pojeban*'' natomiast między dwoma czynnymi członkami podróży, wywiązał się ciekawy dialog. Pierwszy kumpel, zapytał czy też czujemy taką bliskość z tym miejscem..drugi dopowiedział ''taką więź?'' Ja natomiast, ''Aż nie chce się wychodzić, nie?'' Wszyscy na raz zaśmialiśmy się i przez następne kilkanaście minut łaziliśmy bez celu między grobami, następnie wyszliśmy i udaliśmy się do lasu. 
W lesie, nastąpiło apogeum fazy, coś między godziną 22 a 23;30-24. Podczas przebywania tam, działy się różne ''cuda'' których po prostu teraz nie potrafię sobie nawet wyobrazić żeby je opisać, dość powiedzieć że w środku nocy niebo zrobiło się przez jakiś czas różowe a gwiazdy biły takim blaskiem, że czasami wkręcało się nam, czy aby na pewno to nie świeci od samochodu, który stanął na długich światłach :v 
W międzyczasie opuścił nas, ten w pełni świadomy kumpel, bo po prostu nie mogliśmy się już z nim porozumieć, my odlatywaliśmy w swój świat, on natomiast z boku kręcił bekę ale stwierdził ostatecznie że on tu zwariuje, i nie będzie nam przeszkadzał. 
Noc zeszła nam na lataniu po okolicznych polach/lasach i zachwycaniu się wszystkim w okół, około godziny drugiej działanie kwasu bardzo mocno straciło na mocy, przez co gdzieś o 2:30 wróciliśmy do miasta, jako że była sobota to minęliśmy trochę spitych ludzi, wtedy włączyła nam się rozkmina o tym, jakimi ''śmieciami'' i zerami są alkoholicy, że oni nigdy nie zobaczą tego co my(Warto w tym miejscu dodać, że również od etanol nikt z nas nie stroni, a i nam zdarza się przesadzić, więc hipokryzja pełną parą poszła xD) 
Na koniec, gdy każdy rozchodził się do domu, mineliśmy jeszcze przejeżdzający radiowóż, kumpel spanikował i stwierdził że ''oni wiedzą'' więc postanowiliśmy że każdy uda się w swoją stronę, do domu. 
W mieszkaniu byłem po trzeciej w nocy, działanie prawie że w całości ze mnie zeszło, jedynie patrząc się w tapetę telefonu, widziałem że krawędzie są dość mocno wyostrzone a sama tapeta zdaję się delikatnie falować. 
Jedyne co mnie przeraziło, to mój wzrok w lustrze. Oczy były delikatnie wytrzeszczone, jednak moje tęczówki z brązowych, przybrały całkiem czarną barwę,z charakterystycznym światełkiem w centralnym punkcie oka, całość przypominała pół księżyc, lub znak jing jang, z tym że biały kolor był w środku a wokół dominowała czerń. 
Położyłem się do łóżka, nieudolnie próbując zasnąć, cały czas mocno pobudzony, zasnąłem dopiero krótko przed siódmą rano, budząc się po 10 lekko oszołomiony i zmęczony, ale bez żadnych skutków ubocznych. Zero bólu głowy czy jakiś wymocin, jedyne co dało się odczuć to lekki szczękościsk, o którym zapomniałem dodać że pojawił się także z dwie godziny po zażyciu kwasu, w nocy, zaradziliśmy wtedy temu gumami miętowymi  
Podsumowując ten długi post, nie wiem czy aby na pewno było to LSD, wydaje mi się że tak, ponieważ kumpel zakupił tego dość sporą ilość i sam wydzielał nam ''dawkę''. 
Ja osobiście, nie nastawiałem się na nic wielkiego, ale ten dzień oczekujący miałem dobry, z pozytywną energią wszedłem w fazę, więc może i dlatego wydawało mi się to tak niesamowite. 
Uważam że za takie pieniądze, są to najsilniejsze wrażenia jakie kiedykolwiek przeżyłem w swoim młodym życiu, nie na daremno nazywa się to ''podróż'', żeby to zrozumieć trzeba po prostu spróbować, ten natłok myśli w głowie, atmosfera niesamowitego szczęścia, to trzeba przeżyć  
Polecam każdemu, kto ma okazję spróbować bo w zasadzie to nie ma się czego obawiać, a efekty zaspokoją nawet najbardziej wybrednych.

Ocena: 

Odpowiedzi

Jeśli chodzi o sam trip raport to nie zbijaj tak tekstu. Rozłóż go trochę, podziel jakoś sensownie żeby się po prostu łatwiej czytało ;)

W każdym razie pozazdrosić dojścia do dobrego kwasu ^^

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media