Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

wycieczka do lwowa

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Chemia:
Dawkowanie:
Marihuana - mniej więcej trzy szczelnie nabite lufki (w pewnym momencie straciliśmy rachubę)

Dextrometorfan - 225mg
Kodeina - 150mg

MDMA(najprawdopodobniej) - 80mg
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Zamknęliśmy się w garażu, który był wręcz przeznaczony do takich celów. Duża kanapa i materac, na którym można było wyścielić dużą część podłogi, na ścianach malowidła ludzi na kwasie. Na czas Wycieczki zamontowałem tam głośniki. Miejsce przesycone wyjątkową atmosferą pomogło skoncentrować się w całości na doświadczeniu, jedyny jego minus to temperatura, gdyż nie mieliśmy w środku grzejnika i nad ranem zrobiło się naprawdę zimno (tak nocowaliśmy tam, ale nie uprzedzajmy faktów).
Wiek:
20 lat
Doświadczenie:
Alkohol
Kofeina
Marihuana
Dextrometorfan

wycieczka do lwowa

 

Idea "Wycieczki do Lwowa" zrodziła się po zajebistej imprezie na szpitalnej 1, na którą wybraliśmy się wraz z H. i P. Tego dnia dowiedzieliśmy się, że nasze plany stopowego wypadu na Ukrainę wzięły w łeb. Nadexowani i nakodeinowani tańczyliśmy nasz memiczny taniec, gdy H. wpadła na pomysł, żeby czas który mieliśmy przeznaczony na wycieczkę, spożytkować na trzydniową sesję psychoaktywną. Każdy dzień, inna substancja. Jako że nie jesteśmy zawodowymi ćpunami, nie braliśmy kolosalnych dawek, jednak doświadczenie było na tyle ciekawe, że postanowiłem się nim podzielić.

Dzień Zielony

Czas: trzy dni przed sylwestrem.

22:30

Z trawą miałem do czynienia od dłuższego czasu, zawsze rekreacyjnie, zawsze ze znajomymi z różnymi efektami, jednak nigdy do tej pory nie byłem jakoś specjalnie zachwcony tą używką. Obserwowalne efekty były najczęściej zwyczajnie nudne, więcej zależało od sytuacji w jakiej się znalazłem niż od samej substancji, dlatego też i tym razem spodziewałem się, że ten dzień będzie tylko rozgrzewką przed kolejnymi doświadczeniami. Towar załatwiła H. od swojej rodziny i tu sprawa się komplikuje, gdyż podobno zielsko było czymś podlewane, lecz nie wiemy czym. Byłem zachwycona już samym wyglądem roślinki: całę piękne kwiaty o doskonałym zapachu, w dotyku miękkie i sprężyste. W porównaniu do tego, co czasem zdarzało mi się oglądać, czyli wysuszonych wiórów, towar był naprawdę jakościowy. Przygotowałem listę odtwarzania: Vaporwave (Vektroid + Blank Banshee), a potem Snowid.

+15

Dym okazał się nadzwyczaj łagodny dla gardła i płuc. Zarówno P., jak i H. zarzekali się, że marihuana na nich nie działa i wpierw zdawało się być to prawdą, ja także nie odczuwałem specjalnych skutków. Faza wchodziła powoli, trzeba było piętnastu minut, aby odczuć pierwsze efekty, stąd zaczęliśmy dopalać drugą lufkę. Zrobiło się wesoło, zaczęliśmy z P. domyślać się, że może być grubo, jeśli będziemy dalej dokładać do pieca...

+30

Zaczęły się zaburzenia pamięci oraz zaburzenia odczuwania czasu, mieliśmy wrażenie, że od rozpoczęcia minęła godzina albo więcej. Zachwycaliśmy się kolorowymi malowidłami na ścianach, muzyka pięknie wchodziła. Leciała cichutko, bo ściany są cienkie, lecz my doskonale wszystko słyszeliśmy, czuliśmy basy na całym ciele. Zaczęliśmy popadać w stany euforyczne. Narastała intensyfikacja bodźców zmysłowych. P. jedyny spośród nas miał kontakt z LSD i doświadczał delikatnych OEVów, które nasilały się z czasem. Jednak to był dopiero początek

+1h

Po dzisiejszej lekturze zaczynam przypuszczać, że nasza marihuana zawierała całkiem sporo kannabinolu. Po godzinie efekt psychotropowy był najmocniej odczuwalny. Nie jestem pewny nawet od czego zacząć ten fragment. Pierwsze, co zwróciło naszą uwagę to fakt, iż jesteśmy w stanie manipulować odczuciami, skupić się na pojedynczych aspektach odczuwanego świata, pozbawić je treści i zostawić samą formę zmysłową. Patrzeć na rzeczy i widzieć na przykład sam kolor, czuć samą fakturę rzeczy, słyszeć specyficzne aspekty języka, ź ś l ć, albo r, u, p, t. Następowało w pewnym sensie odklejenie warstwy treściowej przedmiotów świadomości, zaś jedyne, co było obecne to jej forma, jednak nie forma zewnętrzna, każde doświadczenie było doświadczeniem przedmiotu świadomości, nie przedmiotu rzeczywistości. Jak udało mi się to porównać dość trafnie, byliśmy w stanie ze wszystkich nałożonych na siebie przeźroczy (filtrów) przez które oglądamy świat, wyciągnąć jeden konkretny i przyglądać się mu. Było to w pewien sposób doświadczenie transcendentalne, gdyż badaliśmy w świadomości same owe formy zmysłowości nadawane przedmiotom przez nasz rozum. Byłem tak zaszokowany tym przeżyciem, gdyż nie liczyłem, że ta śmieszna marihuana jest w stanie zrobić takie rzeczy z umysłem. Piękne było to, że mimo mocnej fazy, nasze umysły potrafiły połączyć wiedzę sprzed zażycia i myśleć zadziwiająco jasno o tak złożonym i niezwykłym przeżyciu. Nadało to dodatkowego intelektualnego wymiaru naszej podróży, jednak był to swego rodzaju intelektualny mistycyzm, nie polegał on jedynie na rozumieniu pewnych rzeczy, ale również na bezpośrednim doświadczeniu tych rzeczy. Oczywiście, można skwitować to twierdzeniem, iż była to zwykła faza i nie ma ona żadnej wartości kognitywnej i nawet mógłbym się z tym zgodzić, gdyż o świadomości trudno mówić językiem nauki, lecz świadomość sama jest wyjątkowym aspektem życia ludzkiego i nie można jej ignorować z tak błahyh powodów.

+1,5

Potrafiłem narzucić na czas własną perspektywę. Pomimo, że sprawdziłem która jest godzina i jak długo już jesteśmy upaleni, to mogłem skrócić ten czas do pięciu minut. Zaczęliśmy odpływać, włączała się mocna wrażliwość na wzajemne sugestie. Odcięty od światu garaż znajdował się naprzemian w lesie tysiąc kilometrów od cywilizacji, w którego centrum byliśmy i my i dźwięki, albo na dnie morza w butelce. Za drzwiami czaiły się wielkie nieodgadnione przestrzenie, spostrzegliśmy też, iż możemy łączyć się ze sobą nawzajem bezpośrednio, coś na kształt telepatii, jednak tylko w perspektywie wstecznej, jak spoglądaliśmy na nasze doświadczenie, to czuliśmy się połączeni umysłowo. Potrafiłem czuć splecione ręce H. i P., czułem ich ruch, czułem dłonią H.. Pojawiły się leciutkie synestezje, zdawało mi się, że dotykam dźwięków, że płyną między moimi palcami.

+2h

Zaczęliśmy się uspokajać, zniknąłem w swoich myślach porządkując doświadczenie, stwierdziłem, że to była jedna z tych rzeczy, których poszukiwałem. Jestem ogromnym egocentrykiem i nie potrafię wyjść poza swój mózg, nie potrafię doświadczać innych ludzi, zazwyczaj są dla mnie jedynie tworami mojego intelektu przedstawiającymi się w mojej przestrzeni zmysłowej, co mnie okropnie męczy i przeszkadza w czerpaniu radości z kontaktów społecznych, we współodczuwaniu i wejściu w świat drugiego człowieka. Jeśli kogoś rozumiem, jest to jedynie rozumienie na poziomie racjonalnym nie zaś emocjonalnym. Marihuana pozwoliła mi w pewien sposób przełamać barierę pomiędzy mną a światem zewnętrznym, połączyć się ze znajomymi, a także w pełni doświadczyć rzeczywistości na bardzo głębokim poziomie, tak że rzeczywiście czułem, (CZUŁEM!) głębie rzeczy ich nieskończoną złożoność, skomplikowaną formę, różne aspekty świata - wywróciła moją skórę na drugą stronę, tak że każdym nerwem odczuwałem to-co-jest.

+2,5

Wyciszyłem muzykę i zapadłem w spokojny sen, o ile puszczenie vaporwavu okazało się bardzo dobrym pomysłem, o tyle Snowid był złym pomysłem, muzyka zbyt energiczna i agresywna.

+4

Obudziłem się drżąc z zimna, jednak nocowanie zimą w nieogrzewanym garażu ma swoje złe strony, trzeba skombinować więcej koców i śpiworów.

+16

Wróciłem do siebie do domu, czuję się nadal tak jak po słabym zielsku, filmiki fajnie wchodzą, nie łączę wątków, wolno myślę. Naprawdę nie spodziewałem się aż takiego efektu.

 

Dzień Biały

Oczekiwania:

Oderwanie się od samego siebie, głębsze przeżycie muzyki

22:30

Zeszliśmy do garażu i wzięliśmy pierwszą dawkę 5x15 mg acodinu, ja brałem, co pięć minut tak, że łączny stosunek wyniósł 5,1 mg/kg. Podczas wchodzenia skruszyłem dla każdego po 10 tabletek thiocodinu i rozpuściłem w pepsi.

+1h

Pierwszy raz miałem nudności, P. już wcześniej ich doświadczał. Wpierw męczyłem się i wstrzymywałem, ale jak łyknąłem odrobinę kodeinowego napoju, wymioty wystąpiły natychmiastowo. Jednak nie było to złe, czułem, że doświadczam samego siebie, że jest to coś ludzkiego, że należy to zaakceptować jako ważne doświadczenie. Po tym jak zwymiotowałem wypiłem kodeinową miksturę.

+1,5h

Ze wszystkich stron otaczało mnie ciepło czułem jakby moje ciało łączyło się i otaczało samo siebie. Byłem zanurzony sam w sobie. Po chwili położyłem i oddałem się muzyce. Rozmowa była bardzo męcząca, nawet słuchanie było dużym wysiłkiem.

+2,5h

H., jako bardzo emocjonalna osoba, zauważyła, iż może mieć to efekt na działanie substancji psychoaktywnych, gdyż jej mózg nauczył się radzić sobie z nagłymi skokami neuroprzekaźników, przez co nie są one dlań nienormalne i łatwiej przychodzi mu psychiczna integracja. Zaczęła wchodzić faza na rozmowy, przychodziły nam do głowy bardzo ciekawe pomysły, jednak teraz nie mogę ich sobie niestety przypomnieć. Co ciekawe czuliśmy więź rodzącą się między nami, mieliśmy wrażenie bliskości i wzajemnego zrozumienia.

+3

Leżałem już pogrążony w przyjemności, długo nie mogąc jeszcze zasnąć, nie mogę sobie dobrze przypomnieć swoich przemyśleń.

Następnego dnia wciąż czułem obciążenie psychiczne, lekkie przymulenie po poprzednich dwóch dniach. Jednak niezważając na to śmiało sięgnęliśmy po ostatnią substancję.

 

Dzień kryształowy

Z jakiegoś powodu utraciłem część raportu, więc opiszę ten wrażenia o tyle o ile. Ktoś kiedyś powiedział, że nie ma sensu robić raportów z empatogenów i choć nie mogę się z tym zgodzić dzisiaj po moich doświadczeniach, to tamten dzień rzeczywiście mnie nie zachwycił. Dawka była dość niska, wynosiła około 80 mg w krysztale, spożyta doustnie. Pierwsze efekty zacząłem odczuwać dopiero po godzinie i nie były one spektakularne. Odczułem spokój i chęć dotyku, ale przeczuwałem, że substancja ta może mieć bardzo dużą głębię. Na H. wpłynęła ona dość mocno, choć później H. to negowała. Odczuła w jednym momencie, że cały świat jest świadomością, a my go niszczymy, co przerodziło się w swego rodzaju atak histerii. Uspokoiliśmy ją i po chwili z powrotem zrobiło się przyjemnie. Zaskakująco dobre były dla mnie dni następujące, czułem, że przełamałem jakąś barierę, zbliżyłem się trochę do ludzi, cieszyła mnie ich bliskość. To uczucie utrzymywało się przez około tydzień, choć coś z niego zostało na dużo dłużej. Dopiero kolejne doświadczenia i to również z MDMA pozwoliły mi dostrzec i przeżyć zupełnie inny poziom rzeczywistości, taki jakiego nigdy nawet bym się nie spodziewał.

Ocena: 

Odpowiedzi

Doooobre ;) Odcięcie się od ludzi z bliskich osób, by wspólnie tripować jest czymś genialnym. Sam od jakiegoś piszę raport z takiego tripowania i za jakiś czas go wrzuce na NG.

Fajny TR. Ostatnio jeśli chodzi o maryśkę, odczuwałem dokładnie to samo. Mistyczne przeżycie po prostu.

I choć cisną mi się na usta te słowa, że to było swego rodzaju przeżycie mistyczne, to przecież nie było tam Ducha. Sama materia. Ale czy każde bezpośrednie doświadczenie nie ma w sobie czegoś z mistycyzmu? Może właściwszym terminem byłaby ekstaza - wyjście z samego siebie. Ale nadal... wyjście, lecz w materię doznań zmysłowych. Osobiście czuję się bardzo obcy wobec przedmiotów świata zmysłowego, dlatego też takie zbliżenie było dla mnie dość wyjątkowego rodzaju.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media