Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

wszystkiemu trzeba dać czas.

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
100-120 ug ALD-52
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Set: trip miał się odbyć 2 dni wcześniej ale pogoda nie dopisała, nastawienie pozytywne, otwartość na przygodę, chcę przeanalizować swoje postępowanie i życie bez konkretnych spraw. Ostatnio mam bardzo zawile myśli i zatracam się w nich czego nie lubię. Bedzie to miało wpływ na tripa.
Setting: polanka z niskimi drzewkami z widokiem na las, dom.
Wiek:
23 lat
Doświadczenie:
1x Nbome
2x 1P-LSD
Marihuana

wszystkiemu trzeba dać czas.

11:00 Blotter wkładam pod język, bez smaku. 2 godziny wcześniej zjadłem śniadanie jak zawsze i wziąłem zimny prysznic. To mój pierwszy raz z taką dawką. Mam wielkie oczekiwania, nawet się nie denerwuje, jestem podekscytowany. Obserwuje swoja dziewczynę (mojego trzeźwego trippsittera) jak przyrządza obiad, wygląda pysznie ale czuję ze i tak go nie zjem.

11:30 Czuję, się ze coś się dzieje, czuję że coś nadchodzi. Ciało jest tak jakby bardziej odczuwalne. Myśl, że za kilkanaście minut będę w innym stanie świadomości bardzo ekscytuje.

12:00  Biorę przygotowany wcześniej plecak z kocykiem, wodą, owocami, słuchawkami, aparatem analogowym, książkami i idę wraz z dziewczyną na ogród za dom, gdzie jest dużo trawnika z niskimi młodymi drzewami. Pogoda jest idealna. 20 kilka stopni, pędzące chmurki, słoneczko, wiatr. Idąc jestem bardzo wesoły i się śmieję. Czuje jak moja codzienna świadomość odchodzi, jest to bardzo subtelne doznanie, postrzeganie świata zmienia się bardzo powoli.

12:15 Po rozłożeniu kocyka siadam na nim. Słyszę wiatr i trzepot liści. Bardzo silny trzepot, tak jakby klekot. Okazuje się ze to osika, której liście tak bardzo słychać na wietrze. Patrząc na nie słyszę nic oprócz ich klekotu. Jestem tym zafascynowany.

12:30 Słońce mnie trochę przygrzewa za mocno wiec przenosimy się z kocykiem pod małe drzewka w cień. Wstając widzę jak zaczyna wszystko powolutku falować i przybierać na fakturze i kolorze. Siadając czuję, że moja świadomość odchodzi oddala się w bardzo szybkim tempie. Zauważam, że moje ciało odrętwiało, dosłownie cale. Czuje mrowienie w całym ciele, trzęsą mi się dłonie i są spocone. Zamykam oczy. Fraktalowa pomarańczowo-żółta karuzela zabiera mnie z tego świata. Czuję strach, to odrętwienie, pustka w głowie... Może ja umieram? Tak wygląda śmierć?  Otwieram oczy. Czuję pustkę w głowie. Jest tylko wewnętrzny głos, który oszołomiony pyta się gdzie to wszystko znika. Zapominam, kim jestem, kim jest moja dziewczyna, gdzie jestem. Trwa to bardzo krótko. Bardzo małą chwile. Od totalnego zatracenia w nicości trzyma mnie tylko czuwanie. Tak jakby ostatni instynkt człowieka, takie zwierzęce czuwanie nad niebezpieczeństwem. Trzymam się tego bardzo mocno, nie chcę całkowicie zniknąć. Zaczynam powoli wracać i przypominać, czym jestem i co tu robię. Przez kilkanaście sekund jestem trzeźwy i dochodzi do mnie, co przeżyłem. Przez te kilkanaście sekund sprawdzam, która jest godzina. Jestem już spokojny.

13:00  Patrzę na książkę o roślinach i zwierzętach którą czyta moja dziewczyna. Widzę zdjęcie malej zielonej żabki w liściach. Obraz wydaje się żywy, liście na nim ruszają się jak te na drzewach obok mnie, jakby były żywe. W głowie czuję burdel. Nie mogę sklecić ani jednego ciągu normalnych myśli. Postanawiam posłuchać muzyki. Literki na ekranie telefonu wiją się jak ogniki. Jest to bardzo subtelny i piękny widok. Zakładam słuchawki, kładę się i zaczynam obserwować chmury. Fraktale rozrywają je na coraz mniejsze kawałki. Białe obłoki tworzą kryształowe geometryczne powierzchnie, które rozwarstwiając się zaczynają tworzyć różne rzeczy. Widzę jak układają się w wielki kalendarz majów, jedna chmura poprzez fraktale zamienia się w czaszkę. Siadam, znów wytrzeźwiałem na kilka sekund.

13:15 Słuchając muzyki obserwuję soczyste zielone liście klonu na tle nieba. Kolory są tak piękne, czyste, krystaliczne. trawa przede mną klatkuje, tak jakby ktoś cali czas nią ruszał w górę i w dół w szybkim tempie. Patrząc wszędzie, przed prawdziwym obrazem widzę fraktalową powłokę. Czuję się jak w bańce. Tak, jakby cały otaczający mnie świat, który widzę był przykryty od góry przez fraktalną miskę. Czuje sztuczność, wszystko jest takie geometryczne. Patrząc w dal czuję tak jakby czające się za każdym cieniem, za każdym drzewem pierwotne zło świata, takie niebezpieczeństwo. Stwierdzam ze świat ma tą cząstkę zła, albo człowiek poprzez uczucie ciągłego niebezpieczeństwa wymyślił coś takiego. Skupiając się na tych wszystkich widzialnych rzeczach nie myślę o niczym konkretnym. Czuje w umyśle wielka myślowa papkę jak na co dzień. Nie mam jakichś wielkich zachwycajmy myśli. A chciałbym. Myśląc stwierdzam jedynie, że życie przyniesie wszystko co chcemy, tylko trzeba dać czas. Stwierdzam ze powinienem dać czas tez sobie, swoim wewnętrznym i poszukiwanym rozterkom i niezrozumieniu świata bo ciągle się rozwijam. Cały czas mój umysł poszukuje tego co dla mnie najlepsze. Nie były to jakoś przekonywujące myśli. Ot po prostu stwierdzenie że tak jest.

14:00 Umysłowa papka irytuje mnie coraz bardziej wiec zaczynam robić zdjęcia. Głownie liściom i mojej dziewczynie. Stwierdzam ze jest bardzo piękna. Wąchając jej włosy i przytulając się do niej pod zamkniętymi oczami widzę lekkie, różowe, drobne kwiatki. To chyba zwizualizowana miłość. Postanawiam wyprostować kości. Wstając czuje ze muszę siusiu. Siusiu na kwasie, pisali ze to dziwne. Oddalam się pod drzewka. Wypróżniając się czuje jak cały świat zamienia się w wielki kompost. Wszędzie latają muchy i unoszą się opary. Dziwna jest ta czynność. Czuje się jak zwierzę. Postanawiam się przejść ze słuchawkami na uszach. Patrzę na las, jest piękny. Słyszę piłę łańcuchową, gdzieś niedaleko jest wycinka. Słuchając pewnej piosenki moje ruchy idealnie pasowały do jej rytmu. Kończy się ona w momencie kiedy siadam na kocyku. Dziwi mnie to bardzo. Siedząc i słuchając kolejnej piosenki kładę dłoń na trawę. Czuje to. Czuje połączenie z najbliższym drzewem. Czuję, że ono żyje, tak jak moja dziewczyna, ją też czuję. Wszystko spływa do mojej dłoni malutkimi energetycznymi nićmi. Podnosząc dłoń uczucie znika… Muzyka brzmi tak wspaniale ze tego nie da się opisać. Jest tak przestrzenna, szczególnie ambient stworzony do tripowania. Zwykła muzyka, choć na co dzień ją kocham nie brzmi tak jak np to: https://youtu.be/Jh1FsCxpeZ4. Zaczynam czuć zapach dymu ogniska i oparów paliwa. Ścinka rzeczywiście musi być niedaleko. Zapach zaczyna drażnić mnie coraz bardziej, przez chwilę myślę ze to może coś w domu się zapaliło, ale tłumacze sobie ze zmyślam głupoty i przez kwas mi się tak wydaje.

15:00 Postanawiamy wrócić do domu. Dziewczyna jest głodna. Wstając biorę banana i udaje ze jestem bananowym rewolwerowcem. Czuję, że jestem na dzikim zachodzie, nawet drzewa są takie podobne! Cala sytuacja jest bardzo komiczna. Strzelam bananem do kilku wyimaginowanych przeciwników. Dochodząc do drzwi widzę ich piękna fakturę drewna. Wchodząc do domu zaczynam zupełnie inaczej się czuć. Zmiana postrzegania jest porównywalna z wyjściem z dżungli na pustynię. Siadam przy stole w kuchni. Rozmawiam z dziewczyna o tym, że stół jest tak jakby centrum domu, to przy nim odbywają się ważne rozmowy. Siedząca pozycja przy stole wydaje mi się być bardzo poważna i doniosła.

15:30  Przenosimy się do pokoju gdzie włączam muzykę. Postanawiam porysować. Było to bardzo przyjemne. Rysując miałem prywatne rozterki po których się popłakałem, ni to ze szczęścia, ni to ze smutku. Kwas pokazał mi ze za bardzo się nim interesuje odrzucając resztę życia na drugi plan. Po prostu musiałem się wypłakać. Po tym czuje wielkie otrzeźwienie. Wracam do normalności.

17:00 Idziemy na spacer do lasu. stojąc przed nim widzę ogrom drzew. Są ogromne i wysokie. Mentalnie czuje się w miarę trzeźwy, jednak kolory i postrzeganie nadal jest troszkę zmienione. Wchodząc do lasu czuje spokój i pozytywną energię. Czuje się zrelaksowany po podroży, która już się powoli kończy. Trawy, liście, drzewa przyciągają moja uwagę, badam je dokładnie wzrokiem. Zapach drzew jest kojący i uspokajający. Po godzinnym spacerku wracamy do domu. Trip dobiegł końca. Nic już nie czuję. Zasnąłem dopiero o 3 w nocy.

Ogólne wrażenia:
Po tripie czułem się lekko sfrustrowany. Trochę nie tego się spodziewałem. Być może to za mała dawka na jakieś głębsze myślenie o świecie i o sobie. Myślałem, że poczuje coś więcej. Podejrzewam ze byłoby lepiej jakbym nie miał takiego miszmaszu w głowie przed tripem i w czasie niego. Nie było takiej płynności, stałości w tym doświadczeniu. Dodatkowo, co około pół godziny miałem kilkunastosekundowe powroty do trzeźwości. Nie podobały mi się również fraktale, tzn. były super, ale trochę za bardzo sztuczne i nienaturalne, nie były zharmonizowane z naturą. Przeszkadzało mi odrętwienie ciała i częste oddawanie moczu. Nie wiem czy to przez wazokonstrykcję, czy po prostu tak na mnie działa ta substancja.

Po kilku miesiącach od tripa zrozumiałem jego przesłanie. Kwas chciał żebym skupił się na doświadczeniu, po prostu w nim trwać i doświadczać, czuć. Myślenie sprowadzał na drugi plan, co mi przeszkadzało gdyż koniecznie chciałem o czymś myśleć, rozkminiać świat, swoje życie itp. A to nie o to w tym chodzi. Chodzi o to żeby po prostu żyć chwilą, być obecnym w teraźniejszej chwili i czerpać z niej jak najwięcej. Gdy to zrozumiałem byłem w wielkim szoku. Tak jak rozmyślałem podczas tripa - wszystkiemu trzeba dać CZAS.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media